„Wielobiegunowość” czyli globalna franczyza starego systemu kontroli

Dwa duże zespoły, wyznające niemal identyczne ideologie i wykonujące rozkazy tych samych niewybieranych władz, zaciekle walczące o najmniejszy skrawek gruntu.

Spowodują wyborcze bitwy, opierając się na różnicach w ikonografii, frazeologii lub ułamkach punktów procentowych, aby odwrócić uwagę od faktu, że zgadzają się we wszystkim, co naprawdę ważne, nie mają żadnej realnej władzy i są co najwyżej zastępczymi gadżetami w ogromnej machinie wpływów.

Celem tych bitew jest przekonanie ludzi, że demokracja istnieje, że mają wybór i mogą wpływać na zmiany.

To kłamstwo działa i to od dziesięcioleci.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

 

Fałszywe wojny i wyższe ceny: co NAPRAWDĘ oznacza „wielobiegunowy porządek świata”

Świat się zmienia. Niegdyś dominująca, imperialna potęga Stanów Zjednoczonych chwieje się, wyniszczona korupcją, nadmiernie rozrośnięta pychą, trawiona rakiem nienawiści, nacjonalizmu i chciwości.

Nawet według jej własnych źródeł propagandowych Ameryka „stała się złoczyńcą”, „oficjalnie jest imperium w upadku” i jesteśmy świadkami jej „ostatecznego aktu”.

A podczas gdy my czekamy na nieuchronny upadek tytana, świat zastanawia się nad przyszłością. Wszyscy mówią o „wielobiegunowym porządku świata” tuż za horyzontem.

Od „Pax Americana do Pax Multipolaris”.

„Świat wielobiegunowy” od dawna jest tematem politycznych dyskusji, ale nabiera rozpędu w ciągu ostatnich kilku lat i zauważalnie przyspieszył od początku drugiej kadencji Donalda Trumpa.

Prezydent Rosji Władimir Putin od lat wzywał do wprowadzenia takiego porządku wielobiegunowego i uczynił to ponownie w zeszłym tygodniu. Chiński przywódca Xi Jinping regularnie czyni to samo, ostatnio podczas swojej podróży do Ameryki Południowej w lutym. Kim Dzong Il z Korei Północnej powtórzył te same opinie w kwietniu.

Xi i Putin podpisali dziś rano wspólną deklarację w sprawie „budowy świata wielobiegunowego”.

Dwa tygodnie temu, podczas wykładu w Kennedy School of Government na Uniwersytecie Harvarda, były kanclerz Niemiec Olaf Scholz wezwał do stworzenia „świata postimperialnego [i] odpornego porządku opartego na zasadach w nowej erze wielobiegunowości”.

W przemówieniu wygłoszonym podczas swojej podróży do Chin w zeszłym miesiącu premier Hiszpanii Pedro Sanchez wezwał do „przyjęcia wielobiegunowego porządku świata”:

„To, co dzieje się dzisiaj, to nie transfer hegemonii, lecz wzrost wielobiegunowości – zarówno władzy, jak i dobrobytu”

Oprócz przemówień polityków, wielobiegunowy porządek świata stał się również głównym przedmiotem zainteresowania międzynarodowego środowiska think tanków.

„Multipolaryzacja” była głównym tematem raportu z Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w lutym 2025r.

W grudniu Instytut Tony’ego Blaira nawiązał współpracę z JPMorgan Chase International Council w celu opublikowania raportu zatytułowanego „World Rewired: Navigating a Multi-Speed, Multipolar Order”, który kończy się przedmową (napisaną przez samego Blaira i Jamiego Dimona z JPMC):

Świat nadal oferuje ogromny potencjał tym, którzy chcą się konstruktywnie zaangażować — budować koalicje, inwestować w innowacje i pomagać kształtować zasady nowej ery, zamiast po prostu na nie reagować.

A potem w marcu Światowe Forum Ekonomiczne opublikowało (niezwykle nudny) raport zatytułowany „The Future of Materials Systems: Cooperation Opportunities in a Multipolar World”, w którym użyto zdań takich jak to…

W wielobiegunowym świecie sprawna współpraca oparta na interesach będzie miała decydujące znaczenie dla kształtowania odpornych, produktywnych i zrównoważonych systemów materiałowych.

To tradycyjne środowisko, w którym najczęściej dyskutuje się o „wielobiegunowości”. Raporty dla licznych agencji i organizacji non-profit, prognozy rynkowe i oceny ryzyka. Język akademicki, który maskuje znaczenie warstwami zbędnego słownictwa.

Ale wielobiegunowość nie jest wyłącznie ulubionym tematem prezydentów i ośrodków analitycznych, jest to stały temat rozmów w mediach.

Ameryka nie może uciec od porządku wielobiegunowego

…napisano w grudniowym wydaniu Foreign Affairs, opublikowanym przez Radę ds. Stosunków Zagranicznych.

W artykule w „The European Times” zamieszczono tytuł „Od jednobiegunowości do rzeczywistości wielobiegunowej – szybko wyłania się nowy porządek świata”, który jest znacznie bardziej wyważony:

Wielobiegunowość sama w sobie z natury nie jest ani niebezpieczna, ani korzystna. Jej ostateczny wpływ będzie zależał od tego, jak państwa zdecydują się sprawować władzę, przestrzegać prawa międzynarodowego i współpracować w rozwiązywaniu wspólnych wyzwań.

W wywiadzie dla Politico zatytułowanym „Jak wygląda przyszły porządek świata” brytyjska autorka Rana Dasgupta mówi:

Jeśli wkraczamy w świat wielobiegunowy, to nie jest to niczym niezwykłym. To normalny stan świata.

Jak widać, potencjalny upadek współczesnego Rzymu nie przeraża wielu z tych, którzy zawdzięczają swe pieniądze i pozycję temu Imperium, wręcz przeciwnie, jest to czymś energetyzującym lub może nawet „normalnym stanem świata”.

Wojna USA i Izraela z Iranem została obwiniona i/lub uznana za czynnik przyspieszający długo oczekiwany upadek imperium.

Dwa tygodnie temu The Tehran Times opublikował nagłówek:

Jak konflikt w Iranie katalizuje wielobiegunowy porządek świata

Raport Bliskowschodniej Rady ds. Globalnych przedstawia wojnę w Iranie jako próbę powstrzymania przez USA wyzwolenia się wielobiegunowego świata:

To, co dzieje się w Iranie, to nie tylko wojna o regionalną równowagę sił czy ograniczenie dostępu do broni jądrowej. To próba rozbicia geograficznego jądra rodzącego się porządku wielobiegunowego, którego celem jest ominięcie dominacji Zachodu.

Fundacja Carnegie Endowment for International Peace opublikowała to

Wojna z Iranem pokazuje ograniczenia potęgi Stanów Zjednoczonych – jeśli Waszyngton nie będzie w stanie dostosować się do zachodzących przemian w świecie wielobiegunowym, jego przewaga stanie się obciążeniem.

W wielu niezależnych mediach panuje niemal gorączkowe oczekiwanie.

Imperium amerykańskie upadnie, a na jego miejscu powstanie nowy, wspaniały, wielobiegunowy porządek świata, który na pewno będzie Dobrą Rzeczą.

Oto cała historia.

Ale to tylko opowieść.

Czym tak naprawdę jest „wielobiegunowy porządek świata”?

Co naprawdę oznacza wielobiegunowość

Kultywowany obraz świata wielobiegunowego – pomijając cudzysłów – to obraz globalnej współpracy wolnych i równych suwerennych państw, z których każde realizuje interesy swoich narodów, nie żyjąc w cieniu imperialnej hegemonii.

Równa i uporządkowana […] inkluzywna, powszechnie korzystna globalizacja gospodarcza” – jak powiedział Xi Jinping w przemówieniu wygłoszonym w lutym.

Te same poglądy powtórzył, choć w głębszym stopniu, profesor Wang Yiwei, który napisał opracowanie zatytułowane „Chińska filozofia równego i uporządkowanego wielobiegunowego porządku świata”, w którym opisał, jak bardzo inny będzie świat pod chińskim przywództwem – lub raczej bez przywództwa:

Chiny opowiadają się za równoprawnym i uporządkowanym światem wielobiegunowym oraz inkluzywną globalizacją gospodarczą. Sednem równoprawnego i uporządkowanego świata wielobiegunowego jest przestrzeganie równości wszystkich krajów, dużych i małych, przeciwstawianie się hegemonizmowi i polityce siły oraz skuteczne promowanie demokratyzacji stosunków międzynarodowych.

Mniej utopijna wizja przewiduje wielobiegunowy świat podzielony na bloki lub strefy wpływów, ale wciąż bardziej dynamiczny i potencjalnie sprawiedliwy, ponieważ wyzwolony z cienia Imperium. Takie było pierwotne znaczenie tego określenia, gdy pojawiło się ono po raz pierwszy pod koniec lat 90.

Ale żadne z nich nie odzwierciedla zbliżającej się rzeczywistości ani prawdziwych intencji wpływowych ludzi, którzy wmawiają sobie te bzdury.

To może być wielobiegunowość, ale to nie jest „wielobiegunowość”.

Niesamowite, jaką różnicę może zdziałać para cudzysłowów, prawda?

Prawdziwi władcy, i ich bezduszne marionetki ze sfer korporacyjnych, akademickich i politycznych stworzyły całkowicie eufemistyczną frazeologię językową, definiowaną przez konieczność używania cudzysłowów.

Słowa i zwroty, które nie oznaczają tego, co udają, że oznaczają.

„Zmiana klimatu”, „mowa nienawiści”, „zdrowie publiczne”.

„Terroryzm”, „dezinformacja” i „zrównoważony rozwój”.

W naszym krajobrazie politycznym przestały być one słowami mającymi znaczenie, a stały się zarówno kamuflażem, jak i czynnikiem warunkującym.

Nieuczciwa mieszanka programującego języka i sugestii hipnotycznej; z jednej strony frazy zaprojektowane tak, aby zaciemniać rzeczywistość, a z drugiej strony mechanicznie przywoływać zaprogramowane odpowiedzi lub wywoływać silne, warunkowe reakcje emocjonalne.

„Wielobiegunowość” to jedno z takich słów. I zawsze należy je ujmować w cudzysłów.

Prawda kryjąca się za tym słowem jest prosta: globalna franczyza starego systemu kontroli.

Polityka partyjna staje się globalna

Obrońcy narracji o „wielobiegunowym porządku świata” często argumentują w stylu: „czyż świat wielobiegunowy nie jest lepszy niż imperializm USA? Czy nie powinniśmy zaakceptować oporu wobec hegemonii?”

Ten sam argument przytaczają zwolennicy zmian klimatycznych, którzy twierdzą, że „nawet jeśli klimat się nie zmienia, ochrona środowiska i tak jest dobrą rzeczą, prawda?”

Wadą tego argumentu jest brak zakwestionowania podstawowych założeń i oficjalnych definicji tych zwrotów.

To, że coś ma ładnie brzmiącą nazwę, nie oznacza, że ​​ta rzecz jest ładna.

Partia Pracy nie wspiera pracowników. Demokraci nienawidzą demokracji.

Wspierany przez państwo korporacyjny „ekologizm” nie polega na sadzeniu drzew ani ratowaniu zwierząt, a wspierana przez globalistów korporacyjna „wielobiegunowość” nie ma nic wspólnego ze zwiększaniem suwerenności narodowej ani zapewnianiem niezależności od globalnej władzy.

Rzeczywistość „świata wielobiegunowego” będzie systemem przeplatających się instytucji korporacyjnych i państwowych, wdrażających autorytarną, antyludzką politykę i ukrywających ideologicznie monolityczną strukturę władzy za iluzoryczną fasadą „wyboru”.

My, ludzie Zachodu, znamy ten model aż za dobrze – w ten sposób funkcjonują nasze „demokracje”.

Dwa duże zespoły, wyznające niemal identyczne ideologie i wykonujące rozkazy tych samych niewybieranych władz, zaciekle walczące o najmniejszy skrawek gruntu.

Spowodują wyborcze bitwy, opierając się na różnicach w ikonografii, frazeologii lub ułamkach punktów procentowych, aby odwrócić uwagę od faktu, że zgadzają się we wszystkim, co naprawdę ważne, nie mają żadnej realnej władzy i są co najwyżej zastępczymi gadżetami w ogromnej machinie wpływów.

Celem tych bitew jest przekonanie ludzi, że demokracja istnieje, że mają wybór i mogą wpływać na zmiany.

To kłamstwo działa i to od dziesięcioleci.

„Wielobiegunowość” to rozwinięcie tego modelu – mechanizmu kontroli fałszywej, zero-jedynkowej polityki partyjnej na lewicę i prawicę, czerwonych i niebieskich, Coca-Coli i Pepsi, rozwijającej się na całym świecie.

To dokładnie ta sama metoda zastosowana w tym samym celu: plemienność jako droga do dysonansu poznawczego, zakończenia myślenia i śmierci obiektywizmu.

Dlaczego to? Dlaczego teraz?

Warto pamiętać, że ta fałszywie antagonistyczna wersja „wielobiegunowości” nie była częścią długoterminowego planu.

Prawie od samego początku było oczywiste, że „pandemia” covid miała być wielkim globalnym momentem jednoczącym.

Mieliśmy wszyscy zdać sobie sprawę z absurdalności tych różnic etnicznych, narodowościowych czy religijnych i zjednoczyć się, by odeprzeć wspólnego wroga. Zagrożenie dla świata, które zjednoczyło świat, jak w Dniu Niepodległości.

Powinniśmy już korzystać z waluty cyfrowej w ramach globalnie wdrożonego systemu kredytu społecznego. Nie posiadać niczego i być szczęśliwym.

Ale to nie zadziałało.

W chwili, gdy próbowali znieść poziome podziały stworzone w celu kontrolowania społeczeństwa, zwrócili uwagę jedynie na znacznie większe podziały pionowe. Ludzie nagle stali się bardziej świadomi scentralizowanej, zunifikowanej natury globalnych struktur władzy.

Wspaniały plan wprowadzenia Globalnego Rządu do świata za pomocą konia trojańskiego o nazwie Covid nie tylko zakończył się fiaskiem, ale także przyniósł spektakularny efekt odwrotny do zamierzonego.

Potrzebna była ponowna korekta. Nowe podejście.

Jedność międzynarodowa się nie sprawdziła i się nie sprzedaje, ale zero-jedynkowość międzynarodowa mogłaby zadziałać.

To jest właśnie „wielobiegunowy porządek świata”.

Impet prawdziwego podziału

Nie ma to na celu zaprzeczenia istnieniu rzeczywistych podziałów ani zatuszowania historycznych zbrodni. Oczywiście, w krajach rozwijających się, a także w kręgach dysydenckich w krajach rozwiniętych, istnieją głęboko odczuwalne i w pełni uzasadnione nastroje antyimperialne.

Stany Zjednoczone były mocarstwem imperialnym przez prawie dwa stulecia, a globalnym hegemonem przez prawie czterdzieści lat. W tym czasie dopuściły się potwornych aktów agresji kolonialnej i zniszczyły miliony istnień ludzkich. Omówiliśmy wiele z nich.

W pogoni za ropą i złotem przetoczyli krwawą ścieżkę przez Bliski Wschód i raz po raz wpędzali Amerykę Południową i Środkową w polityczny chaos.

Podobnie Izrael – niezależnie od tego, czy uznamy go za siłę stojącą za tronem USA, czy za marionetkę Waszyngtonu na Bliskim Wschodzie – jest brutalnym państwem apartheidu, które tysiąckrotnie łamało i opluwało prawo międzynarodowe.

Wszystko to są prawdziwe fakty i narracja wielobiegunowa znajduje w nich zastosowanie.

Tak jak krajowa polityka partyjna przekształca bardzo realne problemy ekonomiczne w płytką niechęć klasową, a zrozumiałe obawy dotyczące niekontrolowanej imigracji w reakcyjną ksenofobię, tak samo narracja o „świecie wielobiegunowym” żeruje na historycznych traumach i pragnieniu zemsty, aby zakorzenić partyjne myślenie, które osłabia myślenie krytyczne.

Narracja wykorzystuje impet historycznej nienawiści, aby popchnąć siebie naprzód.

Rzeczywiście, jak już wspominałem w wywiadach, entuzjazm dla tego nowego modelu ze strony klasy politycznej w Rosji, Chinach i innych krajach jest całkowicie zrozumiały. Z ich punktu widzenia o wiele lepiej jest zasiąść przy stole globalistów niż mieszkać z bronią atomową Wujka Sama przy skroni.

Możliwe, że wiele osób zaangażowanych w ten proces naprawdę wierzy, że fałszywy „wielobiegunowy porządek świata” rzeczywiście zapobiega wojnie nuklearnej i jest najlepszym rozwiązaniem.

Ironią jest, że w ich mniemaniu „wojna” tak naprawdę oznacza pokój.

Rola wojny

Wojna odgrywa kluczową rolę w rozwoju tego wielobiegunowego modelu na dwa główne sposoby:

  1. Maskuje, dyskredytuje i/lub odwraca uwagę od ujawnienia współpracy globalistów, która została uwypuklona przez pandemię.
  2. Wspiera także realizację programu „wielkiego resetu” za pomocą innych środków.

Posiada również inne funkcje uzupełniające.

Jeśli „wielobiegunowość” jest globalną franczyzą fałszywej demokracji, to wojnę można postrzegać jako substytut urn wyborczych. Nie mamy jeszcze wyborów globalnych, więc ich rolę w systemie przejmują zmagania geopolityczne, umowy handlowe lub inscenizowane/ograniczone „wojny”.

Globalny rząd jedności był i jest bardzo niepopularną ideą, dlatego jego stopniowe wdrażanie musi być maskowane. Nic tak dobrze nie maskuje jedności celu jak konflikt zbrojny.

Ogromna liczba osób powtarzających jakąś wersję argumentu „jak oni mogą być po tej samej stronie, przecież strzelają do siebie!” świadczy o skuteczności tej strategii.

Nic tak nie jednoczy społeczeństw, jak wyczuwalne zagrożenie zewnętrzne. Historia zna wielu władców, którzy w obliczu niezadowolenia w kraju, wszczynali wojnę, by zyskać poparcie. Stan wojny zazwyczaj jednoczy ludzi wokół rządu.

To naturalna konsekwencja tej znanej taktyki, że dwa rządy zgadzają się na wojnę, aby wzajemnie skorzystać z dynamiki grupowego myślenia.

To międzynarodowa teoria gier geopolitycznych, jak wyjaśniono w Pięknym Umyśle. Obie strony wygrywają, jeśli zgodzą się nie rywalizować w realny sposób.

Po obu stronach są skorumpowani politycy, po obu stronach są producenci broni chętni do czerpania zysków z chaosu, po obu stronach pożądane są „nadzwyczajne uprawnienia wojenne” umożliwiające tłumienie wewnętrznych protestów.

Widzimy więc, jak „wojna” przynosi korzyści władcom każdej ze stron w krótkiej perspektywie. Co jednak ważniejsze, mocarstwa ponadnarodowe mają szerszy, długoterminowy plan (patrz poniżej), któremu wojna również służy.

Wojna powoduje wzrost cen, zużycie zasobów, obniżenie standardu życia, uzasadnia niedobory i brak producentów.

Czynniki te łączą się, sprawiając, że bycie – lub pozorowanie bycia – w stanie wojny ma kluczowe znaczenie dla zaplanowanego rozpadu i odbudowy społeczeństwa.

Nie jest to nowy pomysł. Państwo od wieków wykorzystuje wizję wojny lub przynajmniej groźbę wojny, aby wzmocnić jedność narodu i zwiększyć władzę.

Nowością jest to, że te „wojny” nie są prawdziwe, lecz – w mniejszym lub większym stopniu – są inscenizowane.

Wszystkie wojny to scena

Żyjemy w epoce nierealności – perfidnej nierealności nowej normalności – jak już mówiliśmy, używając wszystkich tych cudzysłowów.

Regularnie doświadczamy „terroryzmu”, który wcale nim nie jest, organizujemy „wybory”, w których głosowanie nie ma znaczenia, a niedawno przeżyliśmy światową „pandemię” bez żadnej choroby.

Zupełnie naturalne jest, że wojna jest wpleciona w system kontroli propagandy, który coraz częściej polega na prostym zmyślaniu.

Tak jak zachodnie „demokracje” potrzebują „wyborów”, aby podtrzymywać iluzję systemu, tak samo „świat wielobiegunowy” potrzebuje „wojen”, aby stworzyć pozory konfliktu.

Te wojny nie są realne.

A może „realne” to nie najlepsze słowo – jeśli chcesz, możemy powiedzieć, że te wojny nie są uczciwe, nie są prawdziwe, nie są szczere.

Ale co oznacza wojna inscenizowana?

Czy to oznacza, że ​​nie zrzucano żadnych bomb i nie ginęli żadni ludzie?

Nie, jak już wielokrotnie mówiliśmy: czy to na Ukrainie, w Strefie Gazy czy w Iranie, prawdopodobnie dochodzi tam do śmierci i zniszczenia – ale to niekoniecznie oznacza wojnę.

Jak pisze Catte w swoim artykule z 2024r.:

Śmierć nie jest definicją wojny. To konflikt jest definicją wojny.

Czy kilka nalotów lub tysiąc ofiar wśród cywilów oznacza, że ​​USA i Iran są tak naprawdę wrogami uwikłanymi w ideologiczną walkę o przetrwanie? Nie. Oczywiście, że nie.

Wiemy, że te rządy i agencje nie dbają o swoich obywateli, a co dopiero o siebie nawzajem.

Ludzi traktowano jednorazowo, gdy usadzano ich w domach, wydawano im nielegalne nakazy DNR [nie reanimować] lub wstrzykiwano toksyczną breję firmy Pfizer, i są tak samo jednorazowi, gdy wysadza się ich w powietrze.

To jak psychopatyczny, morderczy sport. Zawodnicy są prawdziwi – może grają, żeby wygrać, a może płacą im, żeby przegrać – ale to nie ma znaczenia, bo walkę kontroluje liga, która ustala warunki.

Liczby, czasy, miejsca, zasady i ograniczenia są ustalane wcześniej.

Podobnie jak w sporcie, kibice nienawidzą się nawzajem bardziej niż sami zawodnicy, wszyscy dostają pieniądze, niezależnie od tego, kto wygra, a wszystkim zarządza garstka miliarderów, którzy chodzą na te same imprezy.

Jak wyglądałaby zainscenizowana wojna?

Cóż, to jest bardziej skomplikowane pytanie.

Prosta odpowiedź brzmi: „koordynacja”. Każda koordynacja – zwłaszcza co do skali czy zakresu – oznacza, że ​​możemy wnioskować o pewnym stopniu fałszu. W końcu, jeśli obie strony mogą się zgodzić na prowadzenie ograniczonej wojny, mogą się również zgodzić, że w ogóle jej nie będą toczyć.

Istnieje kilka bardziej szczegółowych oznak, na które należy zwrócić uwagę.

Na przykład obie strony mogą wcześniej zadzwonić do siebie i poinformować się, gdzie planują przeprowadzić bombardowanie (lub gdzie nie), aby umożliwić ewakuację ludzi.

Albo jedna z armii dociera do stolicy wroga w ciągu miesiąca, a następnie zawraca i odchodzi z nieznanych powodów.

Albo wstrzymuje się działania wojenne w celu przeprowadzenia akcji szczepień przeciwko polio.

Albo może podaje się niejasne i ciągle zmieniające się warunki zwycięstwa.

Lub widać schemat nalotów na puste lub przeznaczone do rozbiórki budynki w sposób zgodny z wcześniejszymi planami renowacji.

Albo powtarzające się zachowania autodestrukcyjne lub akty autosabotażu, które zdają się sztucznie wstrzymywać postęp lub przedłużać konflikt.

Albo nagłe, sprzeczne wydarzenia w narracji, które nie są logicznie powiązane.

Lub widoczna współpraca stron walczących w zakresie strategii służących realizacji globalistycznych planów.

…tego typu rzeczy.

To logiczne rozwinięcie już istniejącego modus operandi. Nieuniknione skrzyżowanie wielowiekowego modelu wojny dla zysku z epoką symulakrów, opisaną przez Baudrillarda w latach 80. XX wieku.

Jakie są korzyści z inscenizowanej wojny?

Korzyść płynąca z inscenizowanej wojny w porównaniu z prawdziwą wojną jest taka sama jak w przypadku fałszywej pandemii w porównaniu z prawdziwą pandemią – kontrola.

Skoordynowana „wojna” może trwać tak długo, jak potrzeba, być wstrzymywana lub wznawiana na rozkaz, zabijać dowolną liczbę osób i nigdy nie może przypadkowo doprowadzić do zagłady nuklearnej.

George Orwell opisał to niemal idealnie osiemdziesiąt lat temu. Superkontynenty uwikłane w wieczny, a może nawet fikcyjny konflikt. Wojna staje się „sprawą czysto wewnętrzną”, nie do wygrania, lecz do nieustannego trwania.

Ich sposobem na zwycięstwo jest niekończąca się gra i ciągły chaos.

Tak wygląda nasza sytuacja: ciągłe wojny z niejasnymi warunkami zwycięstwa, w których żadna armia nigdy nie przegrywa, ale obie strony stale twierdzą, że wygrywają.

Tymczasem ceny energii wciąż rosną, jesteśmy ostrzegani przed kryzysami nawozowymi, niedoborami żywności i wyższymi podatkami.

Różne ścieżki, ten sam cel

Podobnie jak w krajowej polityce partyjnej, głośne i gwałtowne różnice zdań między partiami są przykrywką dla wspólnych celów, forsowanych przez władzę kontrolującą obie strony każdego widocznego podziału.

Nawet gdy trwają korzystne dla obu stron „wojny”, raporty i ośrodki analityczne mówią o potrzebie „ograniczonej współpracy” lub „regionalnych projektów wielostronnych”.

Walcząc razem po jednej stronie globu, wymieniają się technologiami, współpracują przy rozwiązywaniu problemów związanych z ochroną środowiska lub kupują od siebie gaz i ropę.

I uzgadniają najważniejsze dokumenty polityczne.

Cały świat (obecnie poza USA) podpisał Traktat Pandemiczny, czyli przystąpił do „Paktu na rzecz Przyszłości” Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Wszystkie kraje BRICS mają powiązania globalistyczne – przypomnijmy, że termin BRICS został ukuty w raporcie Goldman Sachs z 2001 roku – i wszystkie podpisały Deklarację Kazańską w 2024 roku. Wspierają między innymi MFW, WHO, Agendę 2030 i „cele zrównoważonego rozwoju”. (Przeczytaj świetną analizę Rileya Waggamana tutaj)

Protokoły z Kioto, Porozumienia Paryskie w sprawie klimatu, Cele Zrównoważonego Rozwoju ONZ – wszystkie te elementy są popierane przez każdy z naszych biegunów.

Wszyscy po obu stronach konfliktu wierzą w te same rzeczy i rozpowszechniają te same fundamentalne globalistyczne kłamstwa, takie jak zmiany klimatyczne i covid.

A pomijając dziwactwa implementacji i nomenklatury, wszyscy chcą tego samego i forsują tę samą, znaną listę działań politycznych:

  • Programowalna waluta cyfrowa
  • biometryczny identyfikator cyfrowy
  • zakończenie anonimowości w sieci
  • Społeczeństwo bezgotówkowe
  • Cenzura
  • „Cele zrównoważonego rozwoju”

Niewypowiedziany finał tego zbiorowego horroru można łatwo podsumować: techno-autorytaryzm.

Hrvoje Moric pisał o tym, że wielobiegunowość, jako model, jest formą globalnego rządu.

Dystopijne społeczeństwo, w którym państwo i megakorporacje łączą się w swojego rodzaju monstrum, które ma stały dostęp w czasie rzeczywistym do wszelkich danych praktycznie każdego mieszkańca planety. Ma ono możliwość i narzędzia monitorowania – lub kontrolowania – każdej transakcji, każdej podróży, każdej wiadomości czy rozmowy telefonicznej.

„Wielobiegunowość” maskuje tę prawdę i posługuje się partyjnym myśleniem i ideologią, aby tworzyć fałszywe lub powierzchowne rozróżnienia.

BRICS kontra NATO, USA kontra Chiny, Izrael kontra Iran, Europa kontra Rosja, Inicjatywa Pasa i Szlaku kontra Korytarz Handlowy Indie-Bliski Wschód-Europa.

Wybierz flagę i pomachaj nią. Fałszywe wojny i wyższe ceny, wszystko w służbie Wielkiego Resetu.

To jest właśnie cel i to właśnie oznacza „wielobiegunowość”.

_______________

Fake Wars & Higher Prices: What a “Multipolar World Order” REALLY Means, Kit Knightly, May 20, 2026

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!