„Kumaci” angażują się politycznie. Kierując się serwowanymi im przez maszynki medialne informacjami. Ich układem, powtarzalnością, nasyceniem, w końcu — zgodnością z ich genotypem. Z ich pamięcią rodzinną. Pochodzący z rodzin „beneficjentów PRL-u” głosują zazwyczaj na lewicę. Obywatele z rodzin tradycjonalistycznych — na Konfederację lub na PiS. „Inteligenci”, zagubieni w dzikim gąszczu czystej dezinformacji — oczywiście na Platformę.
◊
Dezinformacja
Niekumaci
Najprzyjemniej mają ci, którzy odgradzają się od wszelkich informacji.
Zwłaszcza politycznych.
Interesują się wyłącznie dziedzinami przydatnymi im w pracy.
Bądź tym, co sprawia im przyjemność.
Po czym — co pewien czas — udają się na tzw. „głosowanie”.
Czyli na „wybory”.
Na Tuska, Kaczyńskiego lub na Brauna.
Kierują się zazwyczaj „intuicją”, rzadziej plotką.
A dokładniej: krojem garnituru, kolorem koszuli kandydata, jego wagą lub uśmiechem.
„Informacjami” zasłyszanymi gdziekolwiek.
Bądź — dla świętego spokoju — miejscem na liście partyjnej.
Najprostsze w obsłudze jest miejsce numer 1.
Jest to pozycja przez ludzi niekumatych preferowana.
Kumaci według własnej opinii
Mają nieco mniej przyjemnie.
Zwłaszcza ci z włączonymi w pobliżu telewizorami.
Słuchający non stop swojego TVN-u, Telewizji Trwam lub Republiki.
Czegokolwiek o zbliżonym do własnych przeczuć profilu.
„Kumaci” angażują się politycznie.
Kierując się serwowanymi im przez maszynki medialne informacjami.
Ich układem, powtarzalnością, nasyceniem, w końcu — zgodnością z ich genotypem.
Z ich pamięcią rodzinną.
Pochodzący z rodzin „beneficjentów PRL-u” głosują zazwyczaj na lewicę.
Obywatele z rodzin tradycjonalistycznych — na Konfederację lub na PiS.
„Inteligenci”, zagubieni w dzikim gąszczu czystej dezinformacji — oczywiście na Platformę.
Kumaci podczas wymiany poglądów politycznych odczuwają targające nimi emocje.
Wcześniej dyskretnie im sączone, powtarzane, w końcu w nich utrwalane.
Posiadają system poglądów niezmiennych.
Mają o tyle mniej przyjemnie od niekumatych, że przekonani są o posiadaniu przez siebie racji.
Wydaje im się, że wybierają „mniejsze zło”.
A z takim przekonaniem ciężko się żyje.
I trochę jednak bez sensu.
Mistrzowie według własnej opinii
No i grupa trzecia, mająca zdecydowanie najgorzej.
To poszukiwacze prawdy.
Tylko że na nas również znaleziono sposób.
W wieku nasycenia technologiami okazał się niezwykle prosty — polega na zalewaniu nas informacjami.
Z komputera, Internetu i telefonu.
Po angielsku, francusku lub po chińsku.
Z milionów audycji i filmików przetacza się nieustannie rwąca rzeka zalewających nas informacji.
Dodajmy — informacji na każdy temat.
Informacyjny potop
Najmocniej wciskają nam się w pamięć doniesienia o wojnach.
O największych tragediach i najokrutniejszych zbrodniach.
Oraz o tym, co „oni” nam już niedługo zrobią.
I zrobią to na pewno.
Przy pomocy sztucznej inteligencji, pieniądza cyfrowego lub jakiegokolwiek innego, ale za każdym razem tajnego, izraelskiego lub amerykańskiego narzędzia zniewolenia.
Niosącego nieuchronną śmierć, głód, beznadzieję i niewolę.
Dodaje się do tego niekończące się pandemie z dodatkiem — na wszelki wypadek — globalnego lockdownu energetycznego.
Plus trucie wszystkiego, co mogłoby nas otruć.
Wody, gleby i powietrza.
Wszelkich organizmów żywych.
Ale też skał, nieba, nasion i żywności.
Kto nam to robi?
Oni!
Globaliści, syjoniści, sataniści.
Bardziej dosłownie — armia i służby:
izraelskie,
amerykańskie,
ukraińskie,
lub brytyjskie.
W relacjach internetowych „oni” prezentowani są jako wszechmocni.
A gdy informacja, film lub zdjęcie zrobi na nas wrażenie, rozsyłamy bulwersujący materiał do swoich.
Czyli takich, których podejrzewamy o minimalny choćby związek z prawdziwym obrazem świata.
Dokładniej — z rzeczywistością.
Efekt
Rozsyłanie wydaje się proste.
Efekt nieco gorszy.
Ponieważ stale tymi samymi, zatrważającymi nas informacjami zalewani są wciąż ci sami ludzie.
Dokładniej — niewielka grupa „mistrzów” lub hipotetycznych ich uczniów.
Do „niekumatych” lub „kumatych”, czyli do zdecydowanej większości, nikt przecież żadnych informacji nie wysyła.
Wiadomo, że zabetonowali się na pełną niewiedzę lub na jakiś rodzaj „wiedzy niezmiennej”, która prawdy do siebie nie dopuści.
W związku z tym „niekumaci” i „kumaci” mają spokój.
Podczas gdy „mistrzowie” niemal każdego dnia zalewani są hektolitrami SMS-ów i filmów do obejrzenia.
A gdy już je obejrzą, płoną świętym ogniem.
Kończy się to zazwyczaj chorobami.
Problemami z sercem i ciśnieniem.
Bólem głowy.
Stałym stresem.
I w końcu dobrowolnym przejściem do grupy „niekumatych”.
Dobrowolnym wycofaniem się z pobierania jakichkolwiek informacji.
Co w takim razie robić?
Nic.
Mistrzowie nie powinni nadmiaru filmów oglądać.
Tym bardziej ich rozsyłać.
Kumatym wystarczy, że wszystkie odbiorniki i nadajniki wyłączą.
Niekumaci nie muszą robić nic poza tym, co robią dzisiaj.
Czyli nic.
Poza podróżowaniem.
Czy ludzie nie staną się w związku z tym jeszcze głupsi?
Wprost przeciwnie.
Jedynym sposobem na dezinformację — polegającą na zalewaniu nas przerażającymi informacjami — jest wyłączenie siebie z informacyjnego potopu.
Jedynym sposobem na skuteczne działanie — koncentracja i skupienie.
Jedynym sposobem na otrzymanie informacji pożytecznej — trafny wybór źródła.
Najtrafniejszy to taki, który do informacji dodaje instrukcję, co powinniśmy w zastanej sytuacji robić.
Czy tego typu źródeł informacji jest wiele?
Na szczęście nie.
Takich kanałów prawie nie ma.
A gdy system zwiększy ich ilość.
W co drugim każąc nam intensywnie się modlić, najlepiej podczas mszy trydenckiej prowadzonej przez kolejnego agenta Mosadu.
Będziemy wiedzieli, co wybrać.
Skąd?
Z jakości proponowanej terapii.
Dlatego, że nie ma dla Polaków innej drogi i innego ratunku niż wywalczenie wolnego państwa polskiego.
Bez partii politycznych i polityków.
To ostatnie okazuje się w demokracji decydujące.
Wyrzucenie na śmietnik wszystkich partii politycznych plus „zawodowych polityków” — zwłaszcza tych z III RP.
W drugim przypadku chodzi o kandydatów na skończonych cyników, pasożytów i złodziei.
Równie prosty przepis do każdego prędzej czy później trafi.
Do niekumatych również.
____________
Dezinformacja, Salon Ludzi Wolnych, 2026-05-04
◊
Warto porównać:
Wszystko, czego nie musimy wiedzieć, i te kilka rzeczy, które wiedzieć musimy
Jest powód, dla którego smartfony nazywane są inteligentnymi: zostały zaprojektowane, by ogłupiać wszystkich, ale tylko głupi ludzie nie potrafią tego pojąć. Każdy ma powód, dla którego musi mieć smartfona. Napchaj […]

Straszny skromniś z tego Chodorowskiego, dlatego uzupełnię
Niekumaci słuchają
Tuska, Kaczyńskiego, Brauna, Chodorowskiego
Czy to ma sens? Oczywiście, że nie ma, ale jak widać potwierdza się stara prawda, że nie ma ludzi idealnych i każdy ma od czasu do czasu głupawkę, a w tym przypadku ma ją Chodorowski.
Tu napisał prawdę, ale z samej informacji może nic nie wynikać jeżeli nie umie się jej przyswoić, zweryfikować i nie umie się myśleć. Nie ma pożytku z informacji jeżeli przedtem lub równocześnie nie było formacji.
Marku, czy czasem Braun nie głosi i działa w kierunku odzyskania niepodległości?
Myślisz że on agent i styl patrioty przyjął żeby “mędrców” duraczyć?
Ciekawe czy ten tekst to oznaka chwilowej irytacji czy przemyślany zabieg?
Najważniejsze słowo: Prawda.
Prawda każe wyryfikować krytycznie każdą informację, tezę itd.
W tym wynurzeniu wkradła się pewna sprzeczność. Nie można wyłączyć siebie z informacyjnego potopu i trafnie wybrać źródło. Albo pierwsze albo drugie, bo drugie wymaga selekcji pierwszego.
Poza tym bez wysyłania tych linków, filmików, wymiany myśli nie poznalibyśmy się w SLW.
Cenzorzy łączą siły:
https://www.pap.pl/aktualnosci/media-publiczne-lacza-sily-w-walce-z-dezinformacja-polska-agencja-prasowa-telewizja
Proponuję przeczytać całość, aby wiedzieć, co knują i na co przeznaczają publiczne pieniądze.
Zakłamuję to!
Pod tym hasłem rusza szeroko zakrojona akcja pogłębionego zakłamywania rzeczywistości i cenzurowania prawdziwych informacji.
Nie gadamy! Dodłużamy i kłamiemy!
Kampania “Zostań trollem” służy rozpoznaniu prawdy i przeciwdziałaniu jej skutkom. Wzmacniamy odporność na prawdę, generujemy fake newsy i poszerzamy przestrzeń w klatce.
W poniedziałek złożyłam w “Warszawskiej” artykuł o kolejnym ataku na niepokornych lekarzy. Ukaże się jutro. Tutaj fragment:
A zatem od kilku miesięcy przygotowywano taki urząd i wlaśnie startuje z ekspertkami jak powyżej.
Kolejność jest taka:
– bo on/ona nie ma dyplomu lekarza
– ma dyplom, ale to nie jego/jej specjalizacja
– specjalizacja tak, ale nie ma odpowiednich publikacji itd
A jak się skończą argumenty ‘formalne’, to zaczynają się oskarżenia typu ‘a u was Czarnych biją’, czyli nasze swojskie ‘naruszenie zaufania do instytucji publicznych’.
To nie jest ‘zadziwiająca argumentacja’, to jest naturalny ‘cykl dyskusyjny’. :))
Czyli kolejne gremium/kolegium, które na podstawie dyskusyjnego umocowania prawnego będzie decydować o naszym losie? Tylko, niestety, mogą wygrać. Mówił o tym już śp. dr J. Jaśkowski, kto przejął wydawnictwa medyczne nad Wisłą w latach ’90, kto decyduje co to jest Evidence Based Medicine itd.
* * * * *
Ze swojej strony mogę tylko przypomnieć:
Kto posiada naukę i… prawo do cenzury, 3 października 2022
*
Światowa Rada Zdrowia wzywa do całkowitego moratorium na szczepionki dla dzieci, 18 czerwca 2024
*
A tu CzL na Prima Aprilis 2025:
Osobnik o twarzy podobnej do szczepionki z rtęcią próbuje zastraszyć Polaków, 1 kwietnia 2025
_________________
Czy to nas czeka? Ponura przyszłość medycyny?