Dezinformacja

„Kumaci” angażują się politycznie. Kierując się serwowanymi im przez maszynki medialne informacjami. Ich układem, powtarzalnością, nasyceniem, w końcu — zgodnością z ich genotypem. Z ich pamięcią rodzinną. Pochodzący z rodzin „beneficjentów PRL-u” głosują zazwyczaj na lewicę. Obywatele z rodzin tradycjonalistycznych — na Konfederację lub na PiS. „Inteligenci”, zagubieni w dzikim gąszczu czystej dezinformacji — oczywiście na Platformę.

Grafika: AI

 

Dezinformacja

Niekumaci

Najprzyjemniej mają ci, którzy odgradzają się od wszelkich informacji.

Zwłaszcza politycznych.

Interesują się wyłącznie dziedzinami przydatnymi im w pracy.

Bądź tym, co sprawia im przyjemność.

Po czym — co pewien czas — udają się na tzw. „głosowanie”.

Czyli na „wybory”.

Na Tuska, Kaczyńskiego lub na Brauna.

Kierują się zazwyczaj „intuicją”, rzadziej plotką.

A dokładniej: krojem garnituru, kolorem koszuli kandydata, jego wagą lub uśmiechem.

„Informacjami” zasłyszanymi gdziekolwiek.

Bądź — dla świętego spokoju — miejscem na liście partyjnej.

Najprostsze w obsłudze jest miejsce numer 1.

Jest to pozycja przez ludzi niekumatych preferowana.

Kumaci według własnej opinii

Mają nieco mniej przyjemnie.

Zwłaszcza ci z włączonymi w pobliżu telewizorami.

Słuchający non stop swojego TVN-u, Telewizji Trwam lub Republiki.

Czegokolwiek o zbliżonym do własnych przeczuć profilu.

„Kumaci” angażują się politycznie.

Kierując się serwowanymi im przez maszynki medialne informacjami.

Ich układem, powtarzalnością, nasyceniem, w końcu — zgodnością z ich genotypem.

Z ich pamięcią rodzinną.

Pochodzący z rodzin „beneficjentów PRL-u” głosują zazwyczaj na lewicę.

Obywatele z rodzin tradycjonalistycznych — na Konfederację lub na PiS.

„Inteligenci”, zagubieni w dzikim gąszczu czystej dezinformacji — oczywiście na Platformę.

Kumaci podczas wymiany poglądów politycznych odczuwają targające nimi emocje.

Wcześniej dyskretnie im sączone, powtarzane, w końcu w nich utrwalane.

Posiadają system poglądów niezmiennych.

Mają o tyle mniej przyjemnie od niekumatych, że przekonani są o posiadaniu przez siebie racji.

Wydaje im się, że wybierają „mniejsze zło”.

A z takim przekonaniem ciężko się żyje.

I trochę jednak bez sensu.

Mistrzowie według własnej opinii

No i grupa trzecia, mająca zdecydowanie najgorzej.

To poszukiwacze prawdy.

Tylko że na nas również znaleziono sposób.

W wieku nasycenia technologiami okazał się niezwykle prosty — polega na zalewaniu nas informacjami.

Z komputera, Internetu i telefonu.

Po angielsku, francusku lub po chińsku.

Z milionów audycji i filmików przetacza się nieustannie rwąca rzeka zalewających nas informacji.

Dodajmy — informacji na każdy temat.

Informacyjny potop

Najmocniej wciskają nam się w pamięć doniesienia o wojnach.

O największych tragediach i najokrutniejszych zbrodniach.

Oraz o tym, co „oni” nam już niedługo zrobią.

I zrobią to na pewno.

Przy pomocy sztucznej inteligencji, pieniądza cyfrowego lub jakiegokolwiek innego, ale za każdym razem tajnego, izraelskiego lub amerykańskiego narzędzia zniewolenia.

Niosącego nieuchronną śmierć, głód, beznadzieję i niewolę.

Dodaje się do tego niekończące się pandemie z dodatkiem — na wszelki wypadek — globalnego lockdownu energetycznego.

Plus trucie wszystkiego, co mogłoby nas otruć.

Wody, gleby i powietrza.

Wszelkich organizmów żywych.

Ale też skał, nieba, nasion i żywności.

Kto nam to robi?

Oni!

Globaliści, syjoniści, sataniści.

Bardziej dosłownie — armia i służby:

izraelskie,

amerykańskie,

ukraińskie,

lub brytyjskie.

W relacjach internetowych „oni” prezentowani są jako wszechmocni.

A gdy informacja, film lub zdjęcie zrobi na nas wrażenie, rozsyłamy bulwersujący materiał do swoich.

Czyli takich, których podejrzewamy o minimalny choćby związek z prawdziwym obrazem świata.

Dokładniej — z rzeczywistością.

Efekt

Rozsyłanie wydaje się proste.

Efekt nieco gorszy.

Ponieważ stale tymi samymi, zatrważającymi nas informacjami zalewani są wciąż ci sami ludzie.

Dokładniej — niewielka grupa „mistrzów” lub hipotetycznych ich uczniów.

Do „niekumatych” lub „kumatych”, czyli do zdecydowanej większości, nikt przecież żadnych informacji nie wysyła.

Wiadomo, że zabetonowali się na pełną niewiedzę lub na jakiś rodzaj „wiedzy niezmiennej”, która prawdy do siebie nie dopuści.

W związku z tym „niekumaci” i „kumaci” mają spokój.

Podczas gdy „mistrzowie” niemal każdego dnia zalewani są hektolitrami SMS-ów i filmów do obejrzenia.

A gdy już je obejrzą, płoną świętym ogniem.

Kończy się to zazwyczaj chorobami.

Problemami z sercem i ciśnieniem.

Bólem głowy.

Stałym stresem.

I w końcu dobrowolnym przejściem do grupy „niekumatych”.

Dobrowolnym wycofaniem się z pobierania jakichkolwiek informacji.

Co w takim razie robić?

Nic.

Mistrzowie nie powinni nadmiaru filmów oglądać.

Tym bardziej ich rozsyłać.

Kumatym wystarczy, że wszystkie odbiorniki i nadajniki wyłączą.

Niekumaci nie muszą robić nic poza tym, co robią dzisiaj.

Czyli nic.

Poza podróżowaniem.

Czy ludzie nie staną się w związku z tym jeszcze głupsi?

Wprost przeciwnie.

Jedynym sposobem na dezinformację — polegającą na zalewaniu nas przerażającymi informacjami — jest wyłączenie siebie z informacyjnego potopu.

Jedynym sposobem na skuteczne działanie — koncentracja i skupienie.

Jedynym sposobem na otrzymanie informacji pożytecznej — trafny wybór źródła.

Najtrafniejszy to taki, który do informacji dodaje instrukcję, co powinniśmy w zastanej sytuacji robić.

Czy tego typu źródeł informacji jest wiele?

Na szczęście nie.

Takich kanałów prawie nie ma.

A gdy system zwiększy ich ilość.

W co drugim każąc nam intensywnie się modlić, najlepiej podczas mszy trydenckiej prowadzonej przez kolejnego agenta Mosadu.

Będziemy wiedzieli, co wybrać.

Skąd?

Z jakości proponowanej terapii.

Dlatego, że nie ma dla Polaków innej drogi i innego ratunku niż wywalczenie wolnego państwa polskiego.

Bez partii politycznych i polityków.

To ostatnie okazuje się w demokracji decydujące.

Wyrzucenie na śmietnik wszystkich partii politycznych plus „zawodowych polityków” — zwłaszcza tych z III RP.

W drugim przypadku chodzi o kandydatów na skończonych cyników, pasożytów i złodziei.

Równie prosty przepis do każdego prędzej czy później trafi.

Do niekumatych również.

____________

Dezinformacja, Salon Ludzi Wolnych, 2026-05-04

Warto porównać:

Wszystko, czego nie musimy wiedzieć, i te kilka rzeczy, które wiedzieć musimy
Jest powód, dla którego smartfony nazywane są inteligentnymi: zostały zaprojektowane, by ogłupiać wszystkich, ale tylko głupi ludzie nie potrafią tego pojąć. Każdy ma powód, dla którego musi mieć smartfona. Napchaj […]

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!