Głowne role wydają się (bo na razie tylko tyle można powiedzieć) dobrze obsadzone, ale co za idiota wymyślił ten tytułowy napis pseudogotykiem? Cyrylicą to bym jeszcze w końcu zrozumiał, no ale gotykiem ???? Przecież to się dzieje w Warszawie a nie we Wrocławiu, Poznaniu czy w Gdańsku..
Aktorzy starszego pokolenia byli lepsi od wielu współczesnych, mydłkowatych pomimo wyrzeźbienia sylwetki. Dlaczego?
Na pewno jest to kwestia poziomu w szkołach aktorskich, ale też (a moze przede wszystkim) doświadczeń zyciowych i zawodowych. Obecnie większosć zaczyna karierę w dosć durnowatych serialach, tworzonych na bieżaco z odcinka na odcinek – a to specjalnie nie rozwija.
Kinową wersję reżyseruje jakiś nieznany nikomu młody reżyser, na pewno podatny na różne naciski środowiskowe, można sobie wyobrazić, jakie. Takiego ogromnego jak na polskie kino budżetu nie powierza się niepewnemu politycznie młokosowi. Dlatego bez zdziwienia słucham feministycznych gęgań pani Urzędowskiej, która z Łęckiej – arystokratki z pierwszych rzędów warszawskiego towarzystwa z końca XIX wieku (niezapomniana Beata Tyszkiewicz, która nawet nie musiała specjalnie się fatygować kreowaniem roli, bo w każdym calu, geście, spojrzeniu BYŁA ARYSTOKRATKĄ) postanowiła zrobić jakąś Szczukę czy Kingę Dunin walczącą o “prawa kobiet”. Już w tym wyżej zamieszczonym trailerze bredzi o nieszczęśliwej epoce, gdy kobiety nie mogły stosować antykoncepcji a praw miały tyle, co na wybór kapelusza i torebki. O potężnym ówczesnym lobby kobiecym, które trzęsło życiem towarzyskim każdej ówczesnej stolicy (tak zwany salon i jour fixe’y – czyli wyznaczone dni i godziny, gdy “pani przyjmuje”, by de facto zarządzać decyzjami mężczyzn – a świetnie ta funkcja salonu jest pokazana w wersji z 1968 r. z królewską Janiną Romanówną jako ciotką trzęsącą kulisami Warszawy) ta panienka zapewne nigdy nie słyszała. Toteż wali w twarz faceta na odlew, jak rasowa zapaśniczka, pewnie nie wiedząc (podobnie jak reżyser) do czego w wielkim aktorstwie służy ostra riposta zamiast walenia się po twarzach jak kuchta, subtelnie ukazana wzgarda, zawieszenie głosu, oddalenie się; w wysokim świecie to wystarczy.
Ale mamy takich aktorów, jakie są czasy. Wszystko schamiało i jeden Dorociński budzi sympatię swoją skromnością i rzeczywistym jak się zdaje poświęceniem aktorskiemu powołaniu. Niestety, nie zmienia to faktu, że aktorzy młodszego pokolenie już nie umieją mówić. Nie wiedzą co to modulacja, intonacja, nie pracują oddechem jak należy, bo wydaje im się, że mają mikrofon przyczepiony do kołnierza, jak w telewizji podczas wywiadu. Mówią nie pracą płuc i krtani a samymi wargami, więc poszeptują zamiast modulować, prychają, połykają końcówki, mieszają kwestię z wybuchami śmiechu i zasapaniem, bo mówią szybko i nieporządnie. Często po prostu nie można ich zrozumieć, jak np. w ekranizacji “Quo Vadis” wybitnego skądinąd Kawalerowicza. Ale on już też nie miał w czym wybierać. Widać, że w szkołach aktorskich nie daje się poważnych lekcji dykcji teatralnej, brania oddechu, pracy przeponą, do czego służy krtań podczas mówienia itd. Młodzi wiedzą, że przyszłością zawodową dla większości z nich będą seriale (jeśli się poszczęści) lub klipy telewizyjne, a tam wielkiego kunsztu scenicznego nie potrzeba.
Aktorzy wcześniejsi, w poprzednich realizacjach “Lalki” byli ze szkół prowadzonych poprzez wybitnych pedagogów, zwracających uwagę na każdy niuans kreacji aktorskiej. Nawet niezbyt udana Braunek, partnerująca wspaniałemu Kamasowi, wie jak się poruszać i mówić, choć czyni to, powiedziałbym, kostropato, bo urodą ani klasą nie grzeszy. Ale ich pedagogami byli tacy giganci sceny jak Zelwerowicz, Woszczerowicz, Romanówna, Bardini. A teraz – w najlepszym razie Komorowska, Seniuk, Englert i tego rodzaju pomniejsze talenty aktorskie z dawniejszej epoki. Do tego młódź aktorska, w przeciwieństwie do poprzednich pokoleń, nie ma już kontaktu z minionym światem w postaci członków swych rodzin. Moje pokolenie miewało babki a nawet matki pamiętające Solskiego czy Malicką na scenie, a w domach mówiło się piękną polszczyzną i dbano o to.
Po klapie “Chopina”, z koszmarnym upiorem w roli geniusza fortepianu (film obejrzało 100 tys. widzów, czyli katastrofa) pewnie szykuje się kolejna. Oby. Może spowoduje to opamiętanie się twórców polskiego kina kostiumowego, którzy mogliby brać lekcje u swoich rówieśników w Rosji czy w Anglii, gdzie kręci się dziś nie coraz gorsze i skażone ideologicznie, jak w Polsce, ale coraz lepsze i próbujące coraz głębiej odczytać oryginał, wersje “Wojny i pokoju”, “Anny Kareniny” czy Jane Austen.
A do tego czeka nas jeszcze w tym roku, jak zapowiadają, wersja serialowa “Lalki” robiona przez Netflixa. Strach pomyśleć, co z kolei tam wymyślą, choć także cieszyć się, że przynajmniej wciąż na razie Izabela Łęcka nie jest Mulatką.
A dzisiejszej wersji z pewnością oglądać nie będę.
Z powodu smaku.
A tu film powstały na poły amatorsko.
Amatorzy aktorzy.
Reżyser scenarzysta ,kompozytor…cała ekipa znakomici.
Że nieznani ?
Ano właśnie.
Netflixa przy tym nie było.
Ani PISF.
Film to bardzo pojemna forma sztuki. Mieści się w nim słowo – opowieść – historia, poezja, obraz, dźwięk z muzyką oraz elementy teatru i jak każda sztuka jest profanowany. Coraz częściej, ale nigdy nie zaniknie, bo kiedyś wszyscy degeneraci trafią na powrót tam, gdzie jest ich miejsce.
Opamietanie,,?? Podziwiam ,doprawdy,taka sile pozytywnego myslenia..
Opamietanie nie przyszlo wczesniej to i nie przyjdzie teraz,bo nie o to chodzi,zeby sie opamietac, ale zeby przewalic kase.
Kiedys Szapolowska przyznala w wywiadzie,ze zdarzylo sie jej zle zagrac role ,ale sie tym nie przejmuje ,bo to w koncu tylko film. No ,wlasnie ..Liczy sie kasa.
Natomiast co do “Lalki”, to czy ktos z P.T. Publicznosci pamieta pierwsze zdanie jakim zaczyna sie powiesc…?? Acha!
A zaczyna sie cudnie – ” Jak wyglada firma J.Mincel i S.Wokulski przez szklo butelek”
A dalej juz mozna posluchac mistrzowskiego wykladu dr Bronislawa Maja z Wydz. Polonistyki UJ,na temat “Lalki” . Wyklad (stary)pt. Ruja-Interes-Delirium”
Nietuzinkowe spojrzenie na autora, oraz glowne postacie.. Wyklad wymaga pewnego luzu i humoru…Jak to u Prusa. Nie ma sie co obruszac…:)
Byl tez kiedys, w 2017 roku, wyklad mistrzowski prof.KOziolka “Zegnaj Lalko”,w innym klimacie, zemsty.
Takie pozegnania ” Farewell,miss Iza,farewell”, Stas Wokulski, “Lalka” 1890r
“Farewell,My Lovely” – ” Zegnaj ,laleczko” R.Chandler, 1940r
“Hasta la vista,baby” – Terminator2,1991r.
“Here’s Looking At You,Kid” Casablanca,1942r.
A ze Izabela wciaz nie jest Mulatka? Hmm, to kwestia czasu…?
30 maja 2026 godz. 11:01 - w odpowiedzi do: karola 08:05
Opamietanie,,?? Podziwiam ,doprawdy,taka sile pozytywnego myslenia
Proszę nie potępiać w czambuł. Mówiłem o twórcach kina historycznego, kostiumowego. To są nieco inni filmowcy, nie tak zepsuci jak ci od kina współczesnego. Mają znakomitych mistrzów, jak Has, Kawalerowicz, Hoffman, mają do czego aspirować. Z niejednego z nich pewnie by coś było, gdyby nie zatruwał ich i nie deformował im dusz przeżarty trądem światek kultury polskiej. Zwłaszcza sztuk wizualnych, które przekładają się na masowy odbiór, a więc na wartą grzechu kasę. Niestety, jak widzimy za robienie filmów polskich zabrał się również Netflix, więc już może być tylko gorzej.
Głowne role wydają się (bo na razie tylko tyle można powiedzieć) dobrze obsadzone, ale co za idiota wymyślił ten tytułowy napis pseudogotykiem? Cyrylicą to bym jeszcze w końcu zrozumiał, no ale gotykiem ???? Przecież to się dzieje w Warszawie a nie we Wrocławiu, Poznaniu czy w Gdańsku..
Aktorzy starszego pokolenia byli lepsi od wielu współczesnych, mydłkowatych pomimo wyrzeźbienia sylwetki. Dlaczego?
Na pewno jest to kwestia poziomu w szkołach aktorskich, ale też (a moze przede wszystkim) doświadczeń zyciowych i zawodowych. Obecnie większosć zaczyna karierę w dosć durnowatych serialach, tworzonych na bieżaco z odcinka na odcinek – a to specjalnie nie rozwija.
Kinową wersję reżyseruje jakiś nieznany nikomu młody reżyser, na pewno podatny na różne naciski środowiskowe, można sobie wyobrazić, jakie. Takiego ogromnego jak na polskie kino budżetu nie powierza się niepewnemu politycznie młokosowi. Dlatego bez zdziwienia słucham feministycznych gęgań pani Urzędowskiej, która z Łęckiej – arystokratki z pierwszych rzędów warszawskiego towarzystwa z końca XIX wieku (niezapomniana Beata Tyszkiewicz, która nawet nie musiała specjalnie się fatygować kreowaniem roli, bo w każdym calu, geście, spojrzeniu BYŁA ARYSTOKRATKĄ) postanowiła zrobić jakąś Szczukę czy Kingę Dunin walczącą o “prawa kobiet”. Już w tym wyżej zamieszczonym trailerze bredzi o nieszczęśliwej epoce, gdy kobiety nie mogły stosować antykoncepcji a praw miały tyle, co na wybór kapelusza i torebki. O potężnym ówczesnym lobby kobiecym, które trzęsło życiem towarzyskim każdej ówczesnej stolicy (tak zwany salon i jour fixe’y – czyli wyznaczone dni i godziny, gdy “pani przyjmuje”, by de facto zarządzać decyzjami mężczyzn – a świetnie ta funkcja salonu jest pokazana w wersji z 1968 r. z królewską Janiną Romanówną jako ciotką trzęsącą kulisami Warszawy) ta panienka zapewne nigdy nie słyszała. Toteż wali w twarz faceta na odlew, jak rasowa zapaśniczka, pewnie nie wiedząc (podobnie jak reżyser) do czego w wielkim aktorstwie służy ostra riposta zamiast walenia się po twarzach jak kuchta, subtelnie ukazana wzgarda, zawieszenie głosu, oddalenie się; w wysokim świecie to wystarczy.
Ale mamy takich aktorów, jakie są czasy. Wszystko schamiało i jeden Dorociński budzi sympatię swoją skromnością i rzeczywistym jak się zdaje poświęceniem aktorskiemu powołaniu. Niestety, nie zmienia to faktu, że aktorzy młodszego pokolenie już nie umieją mówić. Nie wiedzą co to modulacja, intonacja, nie pracują oddechem jak należy, bo wydaje im się, że mają mikrofon przyczepiony do kołnierza, jak w telewizji podczas wywiadu. Mówią nie pracą płuc i krtani a samymi wargami, więc poszeptują zamiast modulować, prychają, połykają końcówki, mieszają kwestię z wybuchami śmiechu i zasapaniem, bo mówią szybko i nieporządnie. Często po prostu nie można ich zrozumieć, jak np. w ekranizacji “Quo Vadis” wybitnego skądinąd Kawalerowicza. Ale on już też nie miał w czym wybierać. Widać, że w szkołach aktorskich nie daje się poważnych lekcji dykcji teatralnej, brania oddechu, pracy przeponą, do czego służy krtań podczas mówienia itd. Młodzi wiedzą, że przyszłością zawodową dla większości z nich będą seriale (jeśli się poszczęści) lub klipy telewizyjne, a tam wielkiego kunsztu scenicznego nie potrzeba.
Aktorzy wcześniejsi, w poprzednich realizacjach “Lalki” byli ze szkół prowadzonych poprzez wybitnych pedagogów, zwracających uwagę na każdy niuans kreacji aktorskiej. Nawet niezbyt udana Braunek, partnerująca wspaniałemu Kamasowi, wie jak się poruszać i mówić, choć czyni to, powiedziałbym, kostropato, bo urodą ani klasą nie grzeszy. Ale ich pedagogami byli tacy giganci sceny jak Zelwerowicz, Woszczerowicz, Romanówna, Bardini. A teraz – w najlepszym razie Komorowska, Seniuk, Englert i tego rodzaju pomniejsze talenty aktorskie z dawniejszej epoki. Do tego młódź aktorska, w przeciwieństwie do poprzednich pokoleń, nie ma już kontaktu z minionym światem w postaci członków swych rodzin. Moje pokolenie miewało babki a nawet matki pamiętające Solskiego czy Malicką na scenie, a w domach mówiło się piękną polszczyzną i dbano o to.
Po klapie “Chopina”, z koszmarnym upiorem w roli geniusza fortepianu (film obejrzało 100 tys. widzów, czyli katastrofa) pewnie szykuje się kolejna. Oby. Może spowoduje to opamiętanie się twórców polskiego kina kostiumowego, którzy mogliby brać lekcje u swoich rówieśników w Rosji czy w Anglii, gdzie kręci się dziś nie coraz gorsze i skażone ideologicznie, jak w Polsce, ale coraz lepsze i próbujące coraz głębiej odczytać oryginał, wersje “Wojny i pokoju”, “Anny Kareniny” czy Jane Austen.
A do tego czeka nas jeszcze w tym roku, jak zapowiadają, wersja serialowa “Lalki” robiona przez Netflixa. Strach pomyśleć, co z kolei tam wymyślą, choć także cieszyć się, że przynajmniej wciąż na razie Izabela Łęcka nie jest Mulatką.
…ale będzie.
A dzisiejszej wersji z pewnością oglądać nie będę.
Z powodu smaku.
A tu film powstały na poły amatorsko.
Amatorzy aktorzy.
Reżyser scenarzysta ,kompozytor…cała ekipa znakomici.
Że nieznani ?
Ano właśnie.
Netflixa przy tym nie było.
Ani PISF.
Film to bardzo pojemna forma sztuki. Mieści się w nim słowo – opowieść – historia, poezja, obraz, dźwięk z muzyką oraz elementy teatru i jak każda sztuka jest profanowany. Coraz częściej, ale nigdy nie zaniknie, bo kiedyś wszyscy degeneraci trafią na powrót tam, gdzie jest ich miejsce.
Opamietanie,,?? Podziwiam ,doprawdy,taka sile pozytywnego myslenia..
Opamietanie nie przyszlo wczesniej to i nie przyjdzie teraz,bo nie o to chodzi,zeby sie opamietac, ale zeby przewalic kase.
Kiedys Szapolowska przyznala w wywiadzie,ze zdarzylo sie jej zle zagrac role ,ale sie tym nie przejmuje ,bo to w koncu tylko film. No ,wlasnie ..Liczy sie kasa.
Natomiast co do “Lalki”, to czy ktos z P.T. Publicznosci pamieta pierwsze zdanie jakim zaczyna sie powiesc…?? Acha!
A zaczyna sie cudnie – ” Jak wyglada firma J.Mincel i S.Wokulski przez szklo butelek”
A dalej juz mozna posluchac mistrzowskiego wykladu dr Bronislawa Maja z Wydz. Polonistyki UJ,na temat “Lalki” . Wyklad (stary)pt. Ruja-Interes-Delirium”
Nietuzinkowe spojrzenie na autora, oraz glowne postacie.. Wyklad wymaga pewnego luzu i humoru…Jak to u Prusa. Nie ma sie co obruszac…:)
Byl tez kiedys, w 2017 roku, wyklad mistrzowski prof.KOziolka “Zegnaj Lalko”,w innym klimacie, zemsty.
Takie pozegnania ” Farewell,miss Iza,farewell”, Stas Wokulski, “Lalka” 1890r
“Farewell,My Lovely” – ” Zegnaj ,laleczko” R.Chandler, 1940r
“Hasta la vista,baby” – Terminator2,1991r.
“Here’s Looking At You,Kid” Casablanca,1942r.
A ze Izabela wciaz nie jest Mulatka? Hmm, to kwestia czasu…?
Opamietanie,,?? Podziwiam ,doprawdy,taka sile pozytywnego myslenia
Proszę nie potępiać w czambuł. Mówiłem o twórcach kina historycznego, kostiumowego. To są nieco inni filmowcy, nie tak zepsuci jak ci od kina współczesnego. Mają znakomitych mistrzów, jak Has, Kawalerowicz, Hoffman, mają do czego aspirować. Z niejednego z nich pewnie by coś było, gdyby nie zatruwał ich i nie deformował im dusz przeżarty trądem światek kultury polskiej. Zwłaszcza sztuk wizualnych, które przekładają się na masowy odbiór, a więc na wartą grzechu kasę. Niestety, jak widzimy za robienie filmów polskich zabrał się również Netflix, więc już może być tylko gorzej.