Mt 15, 1-2. 10-14
Do Jezusa przyszli faryzeusze i uczeni w Piśmie z Jerozolimy z zapytaniem: «Dlaczego Twoi uczniowie postępują wbrew tradycji starszych? Bo nie myją sobie rąk przed jedzeniem». Jezus przywołał do siebie tłum i rzekł do niego: «Słuchajcie i rozumiejcie: Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to właśnie go czyni nieczystym». Wtedy przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Czy wiesz, że faryzeusze zgorszyli się, gdy usłyszeli to słowo?» On zaś odrzekł: «Każda roślina, której nie sadził Ojciec mój niebieski, będzie wyrwana. Zostawcie ich! To są ślepi przewodnicy ślepych. Jeśli zaś ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną».
Chciałbym odnieść się do trzech wątków.
Pierwszy
Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to właśnie go czyni nieczystym.
Tutaj najlepszym komentarzem będzie ten fragment:
7 21 Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, 22 cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. 23 Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym». (Mk 7,21-23)
Drugi
Każda roślina, której nie sadził Ojciec mój niebieski, będzie wyrwana.
Kojarzy się z inną, wyjątkowo nielubianą przez wyznawców Antychrysta, wypowiedzią Jezusa:
8 44 Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa. 45 A ponieważ Ja mówię prawdę, dlatego Mi nie wierzycie. 46 Kto z was udowodni Mi grzech? Jeżeli prawdę mówię, dlaczego Mi nie wierzycie? 47 Kto jest z Boga, słów Bożych słucha. Wy dlatego nie słuchacie, że z Boga nie jesteście». (J 8,44-47)
A więc diabeł, nie Bóg, jest ich duchowym ojcem. Ciekawe, co na ten temat powiedzieliby zwolennicy „podwójnej predestynacji”, odmierzający swoimi linijkami odległość wolnej woli od łaski. Niektórym wychodzi zero, innym ciut większa odległość aż do wieczności.
Trzeci
To są ślepi przewodnicy ślepych
Po cóż więc urządzać „dni ślepców” w Kościele katolickim i prowadzić z nimi dialog?

Kto jest z Boga, słów Bożych słucha.
To jest klucz do wszystkich dziś przytoczonych cytatów. Dialog jest możliwy jedynie z tym, kto pochodzi z “wnętrzności Boga”, a z innymi, z synami Belzebuba, szkoda strzępić sobie język.
Stwórca mówi o sobie: Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym (Pwt 29,19). Nie będziesz oddawał pokłonu bogu obcemu, bo Pan ma na imię Zazdrosny: jest Bogiem zazdrosnym (Wj 34,14).
Bóg chce wzniecić w nas nurt trwałego przymierza człowieka z Bogiem, pragnienie potężnej więzi z Bogiem i sprostania Jego wymaganiom (pragnienie świętości). Gdy jednak ktoś oddaje pokłon bogu obcemu, to nie ma w nim pragnienia świętości, brak jest chęci podobieństwa do Boga i odnoszenia swego ludzkiego życia i swych wartości do Stwórcy i Jego przykazań. Tacy byli faryzeusze, o których mówił Jezus wprost, że nie są dziećmi Abrahama. Nie są więc dziećmi przymierza, choć je udają; ich serce jest owocem nieprawego łoża i chcą czynić to, co jest dalekie od Boga (zło). Trzeba ich unikać, szkoda z nimi dialogu.
… a za chwilę przychodzą moderniści w owczych skórach, mówiąc:
Kościół nic nie odrzuca z tego, co w deklaracjach Antychrysta prawdziwe jest i święte… tym bardziej, że jego wyznawcy są nadal ludem wybranym…
… a za chwilę przychodzą moderniści w owczych skórach
No cóż, musimy nauczyć się odróżniać prawdziwy brylant od podróbki
Dziedzictwo Bergolio:
“Ignoranci, pozbawieni specyficznych kompetencji, bez żadnej podstawy prawniczej, teologicznej, liturgicznej”.
@CzL
Żadnych zdziwień. Rozmawiałem niedawno z dość jeszcze młodym polskim kapłanem, sympatyzującym z Kościołem tradycji, który biegle zna łacinę. Opowiadał, jak to wprawia w konfuzję swych braci w kapłaństwie, gdy pozdrowi ich po łacinie albo wtrąci łacińskie powiedzenie. Nie znają łaciny. To na poziomie szeregowych. Ale co czytam powyżej – że przywódcy także nie znają języka uniwersalnego, który przez wieki budował universum i potęgę Kościoła, a mówić potrafią już tylko w swoich narzeczach – to prawdziwa tragedia. To ilustruje ogólne zjawisko rosnącej entropii, postępu zagłady świata myśli i ducha. Pękanie i łuszczenie się farby, zwijanie się w rulon perspektywy, dymiące zapadlisko w miejsce ładu. Ludzie, którym przychodzi działać w takim świecie, adaptują do siebie jego wektor i stają się trybikami w ogólnej machinie autodestrukcji. Dopatrując się w tym niekiedy cnoty “wyrównania standardów” i większej użyteczności jednostki.