„Pieniądz jest nerwem wojny”

Kiedy koniec wojen na Bliskim Wschodzie?

Wielki rzymski mówca Mark Tuliusz Cyceron (106-43 p.n.e) miał rację, gdy pisał, że: „Pieniądz jest nerwem wojny” i że: „W czasie wojny milczą prawa”. Chociaż sam służył w armii ponad trzy lata, to zawsze twierdził, że pokój jest wartością nadrzędną w porównaniu z okrucieństwem działań zbrojnych. Ludzkość jednak ciągle popełnia te same błędy.

Do najgorszych wojen należą napastnicze, wywołane w celu podboju cudzego terytorium lub  podporządkowania sobie innego narodu. Cyniczne i prawnie kontrowersyjne są tzw. wojny prewencyjne, podejmowane w celu uprzedzenia „nieuchronnego uderzenia przeciwnika”. W praktyce historycznej i politycznej napaści „zapobiegawcze” są  najczęściej wykorzystywane jako pretekst i kamuflaż dla zwykłej wojny zaborczej. Prawo międzynarodowe dopuszcza wyłącznie wojny samoobronne, gdy atak już nastąpił. A tymczasem, mamy sugestywne przepisy antywojenne i niekończące się konflikty zbrojne o coraz mniej oczywistym charakterze.

Problematyczne wojny

Na przykład, błyskawiczna operacja militarna USA w stolicy Wenezueli Caracas o kryptonimie „Absolute Resolve” na początku 2026 roku jest opisywana jako interwencja o charakterze policyjno-wojskowym, a nie klasyczna wojna międzypaństwowa. Motywy tej operacji były według Amerykanów gospodarcze (związane m.in. z bogatymi zasobami ropy naftowej Wenezueli i infrastrukturą naftową, która zdaniem USA została im wcześniej „ukradziona”) oraz interwencyjne (walka z narkoterroryzmem, przemytem i sfałszowaniem wyborów przez władze Caracas). Państwa członkowskie ONZ oraz wielu międzynarodowych ekspertów uznały tą „interwencję” za bezprawny akt agresji i naruszenie Karty Narodów Zjednoczonych. USA oświadczyły, że „kierowały się względami bezpieczeństwa i egzekwowania prawa”. Sytuacja w Wenezueli jest jednak nadal napięta, władze są tymczasowe, w kraju utrzymuje się  głęboki kryzys gospodarczy (brakuje stabilnych dostaw prądu oraz bieżącej wody, większość społeczeństwa zmaga się z ubóstwem). Pod koniec sierpnia ogłoszono wieloletnią (na 25 lat) umowę energetyczną między USA a Wenezuelą. Zakłada ona przejęcie przez podmioty amerykańskie większościowej kontroli nad złożami. Zyski z wydobycia ropy mają w przyszłości trafić do obywateli, wypierając z wenezuelskiego sektora paliwowego dotychczasowe wpływy chińskie i rosyjskie. Czy cel interwencji był słuszny w rozumieniu wojny sprawiedliwej? Wenezuela przestała być państwem rządzonym przez Maduro, ocenianym jako przywódca nieudolny, autokratyczny i skorumpowany. W efekcie nastąpił spadek bezpośredniej przemocy politycznej, ale realna wolność Wenezuelczyków nie uległa poprawie. USA częściowo złagodziły i zawiesiły wybrane sankcje wobec Wenezueli, jednak Unia Europejska nadal utrzymuje swoje restrykcje. Część międzynarodowej opinii publicznej ocenia akcję USA jako rażące złamanie suwerenności Wenezueli. Jak jest w istocie?

Niezwykle złożona sytuacja ma miejsce na Bliskim Wschodzie. Wojna w Strefie Gazy, rozpoczęta po ataku Hamasu na Izrael w październiku 2023 roku, jest  przedstawiana przez Izrael jako konieczność likwidacji struktur militarnych i politycznych Hamasu. Oficjalnie jest uznawana przez Żydów za klasyczną samoobronę. W rzeczywistości skala zniszczeń, blokada humanitarna oraz długotrwała okupacja terytoriów palestyńskich wykraczają w sposób oczywisty poza ramy legalnej samoobrony i proporcjonalności. Działania Izraela w Gazie są określane jako ludobójstwo przez liczne państwa, komisje pod egidą ONZ, organizacje praw człowieka (w tym nawet izraelskie), ekspertów prawnych i naukowych. Izrael się tym nie przejmuje.

28 lutego 2026 roku USA i Izrael rozpoczęły „kontrowersyjną” (to najdelikatniejsze określenie) wojnę z Iranem. Wielu ekspertów ds. prawa międzynarodowego oraz krytyków politycznych określa działania Waszyngtonu jako nielegalną wojnę napastniczą. Napastnicy nie przyjmują tego do wiadomości. Trump i jego administracja uzasadniali zmasowane bombardowania  jako uderzenie „prewencyjne”, mające powstrzymać domniemany irański program nuklearny. Eksperci prawa międzynarodowego wskazują, że ani USA, ani Izrael nie mogą powołać się na prawo do samoobrony na podstawie art. 51 Karty ONZ, ponieważ Iran nie dokonał wcześniejszego bezpośredniego ataku na te państwa. Wojna prewencyjna bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ jest traktowana jako złamanie zakazu agresji. W następstwie decyzji Trumpa o ataku na Iran, intelektualiści chrześcijańskiej prawicy wdali się w ożywioną debatę na temat tego, czy posunięcie to spełnia kryteria teorii wojny sprawiedliwej, ustanowione przez św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu. Np. Edward Feser, amerykański filozof, nawrócony na katolicyzm,  stanowczo umiejscowił obecną wojnę poza tradycją katolicką. „Podobnie jak człowiek, kraj może być słusznie skrzywdzony tylko za to, co faktycznie zrobił lub do czego aktywnie się przygotowuje, a nie za to, co jedynie mógłby zrobić. Gdyby to, co kraj mógłby zrobić, stanowiło wystarczający casus belli , wówczas każdy kraj mógłby usprawiedliwić wojnę z każdym potencjalnym wrogiem”.

Równocześnie w Libanie są prowadzone przez Izrael działania zbrojne i naloty przeciwko Hezbollahowi, będące odpowiedzią na ostrzały terytorium Izraela. Iskrą do działań Hezbollahu była napaść na Iran. Działania izraelskie są – jak zawsze – skrajnie nieproporcjonalne i skierowane – przy okazji – przeciwko Bogu ducha winnym Libańczykom . Do wojny na Bliskim Wschodzie włączył się też ostatnio jemeński ruch Huti. W tle toczy się „cicha wojna” na Zachodnim Brzegu, gdzie izraelskie działania przeciwko Palestyńczykom łączą elementy operacji przeciwpartyzanckich, prewencyjnego dławienia oporu oraz głębokiej zmiany administracyjno-terytorialnej. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości jednoznacznie orzekł, że Izrael dopuszcza się nielegalnej aneksji suwerennych terytoriów i ma prawny obowiązek zakończenia tej okupacji tak szybko, jak to możliwe.

Spekulacje o zbliżającej się wojnie jądrowej

Na Bliskim Wschodzie ma miejsce pat. Iran nie został pokonany ku zdziwieniu USA i Izraela.  Konflikt wszedł w fazę walk na morzu oraz wzajemnych blokad, w tym Cieśniny Ormuz, co destabilizuje rynki surowców. Regionalne zaufanie do Ameryki całkowicie się załamało, a kraje Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) uważają, że USA nie są w stanie ich obronić. Negocjacje z Teheranem nie przynoszą efektów. Ma miejsce przepaść między żądaniami USA i Izraela a irańskim zasadnym poczuciem siły oraz determinacją do obrony. Międzynarodowa opinia publiczna i duża część amerykańskiej traktuje napaść na Iran jako wojnę toczoną w interesie Izraela. Chrześcijańscy syjoniści ją nadal popierają, ale notowania samego Trumpa w USA mocno spadają (także wśród MAGA), co jest istotne przed jesiennymi wyborami połówkowymi do Kongresu. Trump  używa  nowych argumentów. Ostatnio publicznie zasugerował, że po zakończeniu działań zbrojnych siły amerykańskie mogą pozostać w Iranie, aby „zatrzymać ropę” i przejąć kontrolę nad tamtejszymi złożami naftowymi (porównując to do wcześniejszego porozumienia z Wenezuelą). To zdaniem wielu krytyków potwierdzenie zaborczych intencji USA.

Amerykańscy eksperci powołują się na rozmowy w Białym Domu, podczas których spekuluje się, że USA „nie mają wyboru” i muszą wygrać wojnę z Iranem, nawet sięgając do ataku jądrowego. Spekulacje te mają być wiarygodne, co potwierdzają m.in. profesor John Mearsheimer, była kongresmenka Marjorie Taylor Greene, doskonale poinformowany adwokat Robert Barnes, analityk CIA Larry Johnson, kluczowy ekspert podpułkownik Larry Wilkerson, wpływowy komentator Tucker Carlson, były zastępca dyrektora wywiadu narodowego Joe Kent,  i inni. Jeśli  desperacja Trumpa rzeczywiście sięga tak daleko, by rozważać użycie broni nuklearnej, to mamy do czynienia z wyjątkowo niebezpiecznym rozwojem wydarzeń. Należałoby mieć nadzieję, że doktryna tzw. “ograniczonej wojny nuklearnej” zostanie jednak oceniona przez amerykańskich decydentów z Pentagonu jako iluzja.

Oficjalne stanowisko Donalda Trumpa przeczy spekulacjom o wojnie jądrowej. Prezydent USA wprost oświadczył, że nie zamierza wykorzystywać broni jądrowej przeciwko Iranowi. Pytania dziennikarzy na ten temat określał mianem „głupich”, twierdząc, że USA są w stanie skutecznie zneutralizować irańskie zagrożenie za pomocą konwencjonalnych środków militarnych i drastycznych sankcji ekonomicznych.

Mimo deklaracji o chęci uniknięcia scenariusza nuklearnego, administracja Trumpa (w tym wiceprezydent J.D. Vance) regularnie powtarza, że w przypadku dalszej eskalacji ze strony Teheranu „wszystkie opcje pozostają otwarte”, a USA posiadają w swoim arsenale potężne narzędzia, których jeszcze nie zdecydowały się użyć.

Spekulacje z końca sierpnia oparte są na realnych wypowiedziach medialnych wymienionych wyżej ekspertów. Przeciwnicy tych spekulacji twierdzą, że stanowią one tylko element wewnętrznej debaty i narracji antywojennej w USA, a nie potwierdzenie oficjalnych planów Pentagonu. Grupa antywojenna tworzy spójne środowisko komentatorów skupionych wokół programu Tuckera Carlsona oraz niezależnych platform (np. kanał Dialogue Works lub podcasty sędziego Andrew Napolitano), na których regularnie goszczą Larry Johnson i płk Larry Wilkerson.

Skąd wzięły się te spekulacje? Pod koniec sierpnia Tucker Carlson wyemitował wywiad z Joe Kentem (byłym dyrektorem ds. walki z terroryzmem), w którym ostro skrytykował administrację za przedłużający się i nieskuteczny konflikt konwencjonalny z Iranem (w tym operację Epic Fury). Carlson podniósł argument, że z powodu powolnego tempa niszczenia głęboko ukrytych irańskich schronów atomowych, w Waszyngtonie „zaczęły się dyskusje o taktycznej amunicji nuklearnej”. Podobne tezy o tym, że USA „rozważają opcję nuklearną”, promował w tym samym czasie płk Larry Wilkerson

Czy te doniesienia są wiarygodne? Ani Pentagon, ani wywiad USA, ani sojusznicy z NATO nie potwierdzają tych doniesień. Sekretarz Wojny Pete Hegseth jednoznacznie oświadczył, że amerykańska strategia opiera się wyłącznie na precyzyjnych uderzeniach konwencjonalnych, cyberwojnie i tłumieniu elektronicznym.

Komentatorzy wskazujący na realność opcji atomowej są krytykowani za motywacje polityczne. Wymienione osoby (jak Marjorie Taylor Greene, Joe Kent czy Robert Barnes) tworzą tzw. izolacjonistyczne, antywojenne skrzydło ruchu MAGA. Ich celem jest wywarcie nacisku na administrację, aby zakończyła interwencje na Bliskim Wschodzie. Mają celowo używać czarnych scenariuszy („stoimy na progu nuklearnej wojny światowej”), aby zmusić Biały Dom do deeskalacji i powrotu do dyplomacji.

Wybitny politolog John Mearsheimer (również goszczący u Carlsona) analizuje sytuację przez pryzmat teorii realizmu. Nie twierdzi on, że USA planują zrzucić bombę, lecz ostrzega przed niekontrolowaną spiralą eskalacji – jeśli Iran odpowie asymetrycznie i zablokuje m.in. Cieśninę Ormuz, zdesperowane mocarstwo może teoretycznie sięgnąć po środki ostateczne, co czyni konflikt skrajnie niebezpiecznym.

Wszyscy wskazują, że doniesienia o niebezpieczeństwie wojny jądrowej są prawdziwe jako opis debaty medialnej. Zdaniem analityków podważających scenariusz użycia broni atomowej traktowanie jednak tej debaty  jako twardego dowodu na to, że USA przygotowują atak nuklearny na Iran, jest nadinterpretacją. Służą one jako retoryczne ostrzeżenie przed skutkami wojny, a nie opis oficjalnych planów wojskowych.

Oby mieli rację. Poza tym „Pieniądz jest nerwem wojny”.

O autorze: Rebeliantka

Bona diagnosis, bona curatio. Bez Boga ani do proga. Zna się na zarządzaniu. Konserwatystka. W wieku średnim, ale bez oznak kryzysu. Nie znosi polityków mamiących ludzi obietnicami bez pokrycia (fumum vendere – dosł.: sprzedających dym).