Melioryzm Leibniza
Istnieje pewna civitas aeterna myśli ludzkiej,w której wieki są niczym.
H. Elzenberg
Russell pisze w swojej Historii filozofii Zachodu, że Leibniz to był „jeden z czołowych umysłów wszechczasów”, one of the supreme intellects of all time. W pełni to zdanie podzielamy. Tym bardziej zastanawiać musi, że w pewnym kierunku widać u niego wyraźne zwężenie perspektywy. Kierunkiem tym jest wizja natury ludzkiej. Leibniz widzi ją meliorystycznie, czyli „ulepszająco”. (Melior po łacinie znaczy „lepszy”.)
Jak się to meliorystyczne zwężenie u Leibniza przejawia i skąd bierze? Oto dwa nasze pytania. Stawiamy je nie w duchu filozofii antykwarycznej, lecz merytorycznej. Nie pytamy, co Leibniz myślał, tylko czy miał w tym rację. Tak stawiając sprawę, wchodzimy razem z nim w wir sporów ideowych naszej własnej epoki, w walkę jej wiar. Filozofia merytoryczna nie jest arkadią.
Pojęcie melioryzmu
<>fragmenty<>
Przez melioryzm rozumiemy wiarę w przyrodzoną dobroć człowieka. Wiarę tę wyraża aksjomat Rousseau, który można by też nazwać jego dogmatem: C z ł o w i e k j e s t z n a t u r y d o b r y. Sam z siebie dąży stale in meliora – ku temu, co moralnie lepsze. Zło, jakie nieraz czyni, płynie spoza niego.
Jak nazwać pogląd, który melioryzmowi przeczy; czyli głosi, że człowiek nie jest z natury dobry? Nazwa „pejoryzm” (peior znaczy „gorszy”) jest myląca, bo rozumiana symetrycznie oznaczałaby pogląd, że człowiek jest z natury zły. A to byłoby za wiele. Nazwijmy go po prostu non-melioryzmem, na wzór „nonkonformizmu” – którego sam zresztą jest przypadkiem, bo melioryzm to dzisiaj ideologia panująca. Według nonmeliorysty człowiek jest z natury stworem d w o j a k i m, noszącym w niej pierwiastki zarówno dobra, jak zła.
Non-melioryzmem jest przede wszystkim wielka nauka chrześcijańska o skażeniu natury ludzkiej grzechem pierworodnym. Nie o to chodzi, że w naturze tej obok dążeń ściśle ludzkich są też zwierzęce. Chodzi o to, że same te ściśle ludzkie są dwojakie, „białe” i „czarne”. (Te zwierzęce są moralnie bezbarwne.) W człowieku, obok sił biotycznych życiowego interesu, działają
jeszcze dwie siły zupełnie inne: siły dobrej woli i siły woli złej. Pierwsze nazwijmy irenicznymi, bo to „siły pokoju”, a drugie – diabolicznymi.
Dla nonmeliorysty natura ludzka jest więc układem trzech sił: zwierzęcej interesowności, ludzkiej szlachetności, oraz równie ludzkiej nikczemności. Układ ten jest osobniczo różny i wyraża się w różnorodności ludzkich charakterów. Ale wszystkie trzy działają w każdym z nas.
W obliczu czynionego przez ludzi zła melioryzm potrzebuje obrony swojego, dobrego jakoby z natury człowieka. Musi go z jego zła jakoś usprawiedliwić. Inaczej mówiąc: melioryzm wymaga antropodycei, jak to celnie określił Damian Leszczyński w studium Polityka zbawienia Dla antropodycei otwierają się trzy drogi.
- Pierwsza wiedzie na intelektualizację zła: „zło jest błędem rozumu, nie skazą woli”.
- Druga – na jego socjalizację: „zło jest błędem systemu społecznego zwróconego przeciw człowiekowi”.
- Trzecia – na jego biologizację: „zło płynie z materii albo ciała, nie z ducha czy duszy”.
Na każdej z tych dróg wyprowadza się zło z natury ludzkiej „na zewnątrz”, jako coś w niej obcego. Drogę na intelektualizację zła wskazał Sokrates; na socjalizację – Rousseau; na biologizację – Freud, u którego niewinne „ego” ludzkie widzi się wciśnięte między ślepe „id” i opresywne „super-ego”, a to rodzi w nim różne„patologie”. We freudyzmie grzech się m e d y k a l i z u j e, czyniąc zeń rodzaj choroby.W gnostyckich herezjach chrześcijańskich zło wywodzi się z materii, a człowiek „uduchowiony” sam się z niego oczyszcza – jak w średniowieczu u Joachima de Fiore, a w naszych czasach w pomylonej teologii Teilharda de Chardin.
Melioryzm jest wiarą; ale zarazem jest czymś w rodzaju daltonizmu: przyrodzoną wadą w percepcji pewnych zjawisk. Daltonizm jest, jak wiadomo,wrodzoną i niekorygowalną wadą wzroku, która polega na nieodróżnianiu pewnych kolorów; typowo czerwieni i zieleni. Podobnie melioryzm byłby wrodzoną i niekorygowalną wadą w percepcji natury ludzkiej, polegającej na nieodróżnianiu złośliwości od głupoty; a przynajmniej na ich odróżnianiu mało wyraźnym.
_____________________________________________________________
Melioryzm Leibniza_PDF

Dorzucę do kontekstu to, co powiedział Chrystus o wrodzonej niezdolności:
«Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!»
A jak zakwalifikować tych, “których ludzie takimi uczynili”? I nie jest to bynajmniej melioryzm Rousseau.
Ta kategoria osób nie przejawia “złej radości” z powodu zła i może się zmienić drogą rozwoju rozumu i serca.
Nie mają racji, a piszę o tym po raz kolejny, cybernetycy twierdzący, że nie ma ludzi złych i głupich, bo są oni tylko źle poinformowani.
Wg Wikipedii:
Bogusław Wolniewicz był zdeklarowanym niewierzącym (przedstawiał się jako „rzymski katolik – niewierzący”)[2]. Uściślał to, precyzując, że nie wierzy w istnienie jakiejkolwiek siły opatrznościowej. Natomiast nie negował istnienia wyższej inteligencji nad człowiekiem. Uważał, że nie istnieje Opatrzność, a ludzie pozostawieni są sami sobie. Nie wierzył także w życie po śmierci. Z 12 artykułów wiary (credo) wyznania katolickiego, wierzył w sześć (m.in.: w Ducha Świętego), nie wierząc w pozostałe (m.in.: w ciała zmartwychwstanie i wyżej wymienione).
Gdzie tu jakaś logika ?
Widzę, że kolejny raz nie był Pan w stanie skomentować merytorycznie materiału w formie ciekawego wykładu. Zamiast tego jest ad personam. Aby zorientować się kim jest Wolniewicz musiał Pan zaglądać do Wikipedii?
Myślę, że wiem skąd się bierze ta pańska niemoc. Po wielu pańskich komentarzach widzę, że kieruje Panem fanatyczny impuls – emocje puszczone samopas, nieokiełznane przez rozum i dlatego, nie pierwszy raz, nie jest Pan w stanie skomentować merytorycznie ani wpisów ani komentarzy adwersarzy. Nikt Pana nie uczył, że katolik aby rozwijać cnoty musi tym samym rozwijać rozum?
Proszę nie traktować tego pytania jako ataku. Tego się nie da logicznie skomentować.
To właśnie rodzaj wyznawanej wiary kształtuje rozum dlatego tak trudno się dziś Polakom porozumieć i zrozumieć w tym chaosie,który nas otacza.
Duchowość Polaków i państwowość polska powstały i ukształtowały się wokół duchowości Liturgii Mszy Świętej w Tradycyjnym Rycie Rzymskim – Mszy Świętej określonej jako doskonały i nie posiadający żadnej skazy ryt powszechny Kościoła Św.
Natomiast neomodernizm, który kształtuje nasze kościoły zajęte przez piratów i awanturników „Vaticanum II”, zupełnie nie jest w stanie naruszyć wielkich murów tego doskonałego ateizmu (który przyprawiłby o bladość lewicę heglowską i pewien „rozpuszczający się judaizm” szkoły frankfurckiej), co najwyżej dostarcza niektórym mniejszościom bladych substytutów wspólnotowych wraz z dołączonymi pseudoteologiami (których znakomitym przykładem jest słynny późnoletni Meeting w Rimini), które niemal w niczym nie różnią młodego „chrześcijanina” od młodego „człowieka światowego”.
https://niewolnikmaryi.com/2026/08/31/strobosfera-nr-97-mlodzi-i-integralny-katolicyzm-rzymski-uwaga-na-zludzenia-czesc-pierwsza/
https://swietatradycja.wordpress.com/2026/09/02/adopcja/#more-33215
Niestety takie zredukowane widzenie natury ludzkiej i człowieczeństwa, ma jak widać starą tradycję.
Na pytanie skąd bierze to meliorystyczne zwężenie u Leibniza jest dziś łatwo odpowiedzieć – z dysonansu poznawczego.
– Ale nie tylko, bo i z filozofii odnoszonej do życia ludzkiego – skutkującej idealizmem po utopijnym (uwaga na filozofa Platona, autora „Utopii”).
Właśnie filozofia, którą normalnie nazywamy „umiłowaniem mądrości” jest szalenie niebezpieczna, bo
– odnoszona do polityki, skutkuje zniekształceniem idei, i tworzeniem w ich miejsce ideologii;
– a więc i zniekształceniem definicji ludzkich i wspólnotowych wartości duchowych, oraz ich systemu z hierarchią i priorytetami;
– – gdzie każda zmiana skutkuje już satanistyczną odwrotką i oddawaniem przestrzeni życia publicznego w państwie, rodzinie czy wierze satanistom;
– a w życiu politycznym równouprawnieniem cywilizacji niższego rzędu od strony wymagań ideowych, które stawiają swoim członkom.
Tu zaś już profesor Koneczny zbadał, że w tych warunkach cywilizacje niższego rzędu wygrywają nieuchronnie wojny które wywołują.
– – ponadto ściek wszystkich ideologii jest już ideologią satanizmu, ta zaś już wyraża antyczłowieczeństwo.
– odpowiednio filozofia odnoszona do religii skutkuje herezjami.
„Przez melioryzm rozumiemy wiarę w przyrodzoną dobroć człowieka. Wiarę tę wyraża aksjomat Rousseau, który można by też nazwać jego dogmatem: C z ł o w i e k j e s t z n a t u r y d o b r y. Sam z siebie dąży stale in meliora – ku temu, co moralnie lepsze. Zło, jakie nieraz czyni, płynie spoza niego”.
A więc satanizm w działaniu.
Jezus wyraźnie powiedział że nikt z ludzi nie jest dobry.
– Być dobrym to dopiero powołanie człowieka – wyraża się wspieraniem ludzkich i wspólnotowych powołań i celów wyrażanych wspieraniem np. celów życia, a więc i obroną tego co konieczne – najpierw ludzkich wspólnot i ich członków;
– na co dzień pilnowaniem moralnego ładu życia publicznego;
– a dalekowzrocznie wyraża się przez dobre wychowanie młodzieży aby poniosła system wartości duchowych całej nadchodzącej wspólnocie międzypokoleniowej jako jej dziedzictwo i dobro wspólne.
To samo z byciem „moralnie lepszym”. – Nikt nie jest „moralnie lepszym”. – Nie ma tu miejsca na zasługi osobiste.
W życiu ludzkim nie ma miejsca na budowanie sobie fałszywego obrazu osoby „moralnie lepszej”, grozi pychą i zakłamaniem.
… Uczciwy człowiek dopowie: “grzech mój jest zawsze przede mną”.
– Czyż moralnie lepszym jest ten co dobrze wychowuje młodzież i jest sumienia, jak ten co walczy w obronie koniecznej ludzkiej wspólnoty i jej członków?
– Nie. – Bo wszystkimi ludzkimi wartościami potrzebujemy żyć naraz. – Tak na tym samym poziomie wartości, jak i bez względu na miejsce w hierarchii wartości (mimo że czasowo ustępujemy pierwszeństwa lub składamy ofiary i poświęcenia – składamy jednak nie z obowiązku czy przymusu albo czyichś praw, a świadomie, w dobrej i wolnej woli, i z z miłości do tych których chcemy ochronić).
„Jak nazwać pogląd, który melioryzmowi przeczy; czyli głosi, że człowiek nie jest z natury dobry? Nazwa „pejoryzm” (peior znaczy „gorszy”) jest myląca, bo rozumiana symetrycznie oznaczałaby pogląd, że człowiek jest z natury zły. A to byłoby za wiele”.
W życiu nie ma tu “symetrii, bo złem jest brak lub niedostatek dobra, ale i nadmiar dobra (ten jest szczególnie zły, bo demoralizuje tych co go otrzymują darmowo).
Ta “symetria” ma źródło w “logice matematycznej”. To ona głosi, że przeciwieństwem dobra jest zło, a przeciwieństwem zła jest dobro”. Tyle, że według logiki życia to nieprawda.
Według logiki życia „przeciwieństwem dla dobra jest zło, ale przeciwieństwem dla zła jest inne zło”. Odkrywszy kiedyś tą zasadę logiki życia, nieskromnie nazwałem ją „Paradoksem miarki”.
„Według nonmeliorysty człowiek jest z natury stworem d w o j a k i m, noszącym w niej pierwiastki zarówno dobra, jak zła”.
Otóż nie. Dobro to w uproszczeniu służba życiu i jego ludzkim i wspólnotowym celom, w tym celom natury ludzkiej, zło to działanie ku własnemu, czy grupy interesu braniu czy postępowanie wynaturzone w kategoriach natury ludzkiej.
Mieć w sobie dobro i zło, to i obywa karmić i im obydwu służyć, a że stoją w sprzeczności, to i mają dwóch panów, a „Nikt nie może dwom panom służyć”
Człowiek dokąd kieruje się sumieniem, rozumem i wolą wolną, świadomą i dobrą, nie będzie nosił w sobie „pierwiastków zarówno dobra, jak zła”.
To by była autodestrukcja, jakaś odmiana sadomasochizmu.
Przesunięcie w czasie cech dobra i zła też nic by nie dało. – Co by było w dzień uprzędzone, to w nocy sprute, postępowały by tylko autodestrukcja i bezpłodna starość, przejedzenie zasobów, a może i długi zaciągnięte pod zastaw domu.
Melioryzm jest wiarą ślepą na człowieczeństwo, moralność i prawość, oraz mądrość, w tym logikę, nie uwzględnia jednokierunkowej logiki życia. Klucz jest w jego rdzeniu słowotwórczym: „lepiej”.
Nie rozróżnia czy „lepiej od „źle”, czy „lepiej od dobrze”, a jeżeli próbuje. to wychodzi mu fałsz, że jakoby „lepiej od źle to dobrze”.
– Tak nie jest, bo w życiu będzie dalej źle, czasami tylko „źle inaczej” (jedynie z marginesem na wyjątkową Bożą interwencję).
my tu sobie gadu – gadu, a przeciez od dawna jest juz “pozamiatane:
„Historia to kłamstwo, które wszyscy uznali za prawdę” – Napoleon Bonaparte.
czyli co wolno wojewodzie, to nie tobie goju, więc już czas, by zaczynać grać w otwarte karty.
Henoch Milwidzki, poseł izraelskiego Knesetu z rządzącej partii „Likud” oświadczył,
że:
Nie jesteśmy tacy jak wszyscy inni, dlatego wszelkie przepisy, które obowiązują wobec innych nie mogą mieć zastosowania do nas. Opinie polityków z całego świata nie powinny mieć dla nas znaczenia. Ziemia Izraela została nam dana, ponieważ musimy tutaj wypełnić naszą misję. Naszą misją jest stworzenie w tym miejscu godnego nas państwa żydowskiego,. Naród żydowski to naród wyjątkowy.
(Partia „Likud” dysponuje 64 mandatami na 120 ogółem).
W tłumaczeniu z polskiego na nasze poseł Knesetu wyraził, w moim przekonaniu, przeświadczenie dominujące w izraelskich elitach politycznych, a zwłaszcza religijnych, iż międzynarodowe przepisy, które mają zastosowanie do wszystkich krajów, nie dotyczą Izraela. Dla Izraela nie mają znaczenia opinie światowych przywódców, a ponadto dla państwa żydowskiego nie powinny mieć zastosowania prawa, którymi kierują się wszyscy inni, ponieważ w Izraelu mieszka „wyjątkowy naród”, realizujący nadana przez Boga misję stworzenia państwa „godnego żydów”. Tym samym jest oczywiste, że nikt nie może się równać z żydami.
Ww. deputowany nie jest bynajmniej jakimś wyjątkiem, bo wielu innych izraelskich polityków głosiło choćby wyższość żydów nad Palestyńczykami i wzywało do „starcia z powierzchni ziemi” Strefy Gazy. O „wybraństwie ” Żydów mówił np.. minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben-Gvir (reprezentujący w Knesecie ugrupowanie syjonistów Otzma Jehudit – 6 mandatów ), który zażądał od Palestyńczyków aby opuścili Strefę Gazy i przenieśli się „dokądkolwiek”, aby zwolnić te tereny dla żydów.
My tu Nie gadu gadu, sprawy są poważne, a Pan trolluje.
Skoro pozamiatane, to co za różnica? Czyli po co miałbym się miarkować.
Może jednak wróćmy do Leibniza i Wolniewicza.
Pan tu zrobił trollowską wrzutkę o mrzonkach szowinistów, a także i syjonistów.
To prawda, że tacy mają zdolność szkodzenia, ale nie potrafią zaszkodzić i wrócić do normalnego, moralnego i ludzkiego życia, żeby czerpać korzyści ze swoich zbrodni.
Na pewno znajdą się tacy co zmontują front odmowy im, oraz mocodawcom ich zbrodni, front, który przerwie ciąg ich zbrodni a może i jeszcze nimi osobiście pozamiatają skutki ich zbrodni.
Tu już nawet nie trzeba siły, bo to, co puścili w ruch już samo musi się rozpaść i zawalić ich świat, ich majątki, ich prawa, i ich władze. Ich świat się już skończył na ich życzenie.
Niech Pan podstawi do tej notki i naszych komentarzy życie zamiast dobra i zbrodnię zamiast zła, a będzie miał podobne rezultaty, bo Paradoks miarki sprawdza się i wobec życia i zbrodni.
Jeżeli nie potrafi Pan logicznie skomentować tematu ludzkiej natury i poglądów Wolniewicza, to proszę się nie wysilać. Nikt Pana nie zmusza, wręcz przeciwnie.
Wkleił Pan cytaty z zalinkowanych stron o ważnych aspektach, ale nie jest to tematem wpisu.
Proszę odsłuchać swojego ulubionego ostatniego Bartosza Kopczyńskiego, co mówi o fałszywej świadomości – ile wymienia czynników, przyczyn, a Pan niezależnie od tematu wymienia tylko jeden ważny, traktując to jako magiczne panaceum na wszystko, lekceważąc ze wzgardą wszystko inne.
Ustosunkuję się do Pana komentarza w sposób szczegółowy, jutro, bo jest już późno. Dziękuję za komentarz.
Uważam, że pełna prawda o naturze człowieka jest zawarta w Biblii. Na tej podstawie można zbudować pełną antropologię człowieka. Wolniewicz swoją drogą demaskuje różne fałsze zawarte w mniemanologii na ten temat, które przywlokła do nas gnoza, oświecenie, fałszywa psychologia, a ostatnio modernizm z fałszywym miłosierdziem nie nazywającym zła po imieniu, nie używającym pojęcia grzech i milcząc na temat kary – doczesnej i wiecznej.
A propos Pańskiego paradoksu “przeciwieństwem dla zła jest inne zło”. Bardzo często w postaci fałszywych alternatyw lub tłumacząc łopatologicznie: Hitler vs. Stalin.
Czy logicznym przeciwieństwem fałszu nie jest prawda?
Skrytykował Pan ten wywód:
„Według nonmeliorysty człowiek jest z natury stworem d w o j a k i m, noszącym w niej pierwiastki zarówno dobra, jak zła”.
Ja go uznaję ponieważ człowiek nie może zmienić swojej grzesznej natury, nawet w przypadku świętych – może dzięki łasce i woli ograniczyć liczbę grzechów, rozwijając cnoty, żyjąc bogobojnie, ale…
“Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę”
Od wielu lat widzę na Ekspedycie pewne ‘zauroczenie’ twórczością B. Wolniewicza. Przyznam, że mnie to zadziwia.
Czyżby Wolniewicz był manicheistą wypowiadając to zdanie ? :
“Według nonmeliorysty człowiek jest z natury stworem d w o j a k i m, noszącym w niej pierwiastki zarówno dobra, jak zła.”
A może jest to wpływ luteranizmu; Luter twierdził, że nie tylko człowiek, ale nawet Bóg ma naturę dobrą i złą.
W tradycji katolickiej nie używa się pojęcia ‘melior’ (lepszy), lecz raczej ‘perfectus’ (doskonały) : człowiek powinien się doskonalić, a nie być lepszym od drugiego ? od siebie samego ?
“Non-melioryzmem jest przede wszystkim wielka nauka chrześcijańska o skażeniu natury ludzkiej grzechem pierworodnym.”
W tradycji katolickiej nie mówi się o ‘skażeniu natury ludzkiej’, lecz o popełnieniu grzechu, który to grzech odkupił Jezus poprzez swoją mękę na krzyżu, co nie zmieniło natury ludzkiej, nie uczyniło jej lepszą.
“Czy logicznym przeciwieństwem fałszu nie jest prawda?”
W logice matematycznej tak, w logice życia znowu się sprawdza Paradoks miarki, i przeciwieństwem dla fałszu zawsze będzie inny fałsz.
– Kto raz kłamca, zawsze kłamca;
– i bez gruntownego wyrzeczenia się fałszu, oraz gruntownego nawrócenia się ku Bogu, kłamcą pozostanie.
“Skrytykował Pan ten wywód:
„Według nonmeliorysty człowiek jest z natury stworem d w o j a k i m, noszącym w niej pierwiastki zarówno dobra, jak zła”.
Ja go uznaję ponieważ człowiek nie może zmienić swojej grzesznej natury, nawet w przypadku świętych – może dzięki łasce i woli ograniczyć liczbę grzechów, rozwijając cnoty, żyjąc bogobojnie, ale…”
Tak, nawet święci mają dar woli wolnej i potrafią jej źle użyć, czy użyć nazbyt hojnie, nazbyt pysznie – tak, że zabraknie im “mocy przerobowych” wolnej woli, żeby korygować swoje dzieła w toku i dotrzymywać podjętych zobowiązań przy ich nadmiarze. – Podobnie i z darami rozumu i świadomości duchowej, wstydliwości i sumienia. – Podobnie i z wolną wolą, można tu mieć swoje nadmiary i niedostatki.
To idealizm (i grożące myślenie utopijne) żeby zakładać że świeci Pańscy mogą żyć w świętości w każdym aspekcie życia. Przecież nawet cudów dokonują nie mocą własną, a Boga Ojca.
Nawet z życiem zgodnym z wymogami sprawiedliwości i natury ludzkiej mamy problemy, choć w normalnych nam warunkach mielibyśmy możliwość takiego życia.
– Bo jednak dopuściliśmy do życia w naszej przestrzeni życia publicznego grzeszników, i już jest nieważne że z powodu źle rozumianych miłości i miłosierdzia, ale teraz oni nam narzucają swoje uroszczenia i uzurpacja, w tym jakichś ich “praw”, nawet do grzeszenia, w tym jeszcze dalej idących fałszowań definicji miłości i miłosierdzia.
Ostatecznie ja dalej podtrzymuję swoje stwierdzenia.
Człowiek został stworzony jako powołany do świętości a nie do grzeszności. Grzech jest już wynaturzeniem
– W naturze ludzkiej jest miejsce na tożsamość, na własność niepodzielną i niezbywalną, na dobro i dobro wspólne, na zdrowie, czy piękno, zwieńczeniem natury ludzkiej jest prawość niezbędna jako fundament pod trwałość życia ludzkiego. Wszelkie wystąpienia przeciw temu są wynaturzeniem. Wynaturzeniem jest i brak służebności celom i powołaniom człowieka, zaczynając od obrony koniecznej życia tak osób ludzkich, jak i ludzkich wspólnot ducha, i warunków do niego.
Nad nim jest jeszcze ludzka i wspólnotowa wartość duchowa wyższego rzędu, człowieczeństwo dojrzałe – nasz najwyższy organ kontrolny, nad którym mamy już tylko nasze ludzkie świętości i Boga jedynego.
“człowiek nie może zmienić swojej grzesznej natury…”
Tak, nie może, bo jej nie ma.
– Ale może zmienić swoją zakłamaną postawę o swojej “grzesznej” jakoby naturze.
– Przecież bez tego nie uzna się grzesznikiem, a nawet będzie winił Pana Boga że takim go stworzył.
– Postąpi nawet znacznie gorzej, bo jeszcze bezczelnie Mu wykrzyczy: “Jakiegoś mnie Panie Boże stworzył, takiego mnie masz”;
– albo i bez krzyczenia i bez patrzenia na sumienie będzie grzeszył uznając to za naturalne;
– albo i zachowując świadomość będzie grzeszył zuchwale wmawiając sobie, że Bóg “kocha to wszystko wybacza” – jak nie z miłości, to z miłosierdzia.
Z tego wszystkiego biorą się nasze grzechy najcięższe, grzechy niewybaczalne, bo w naszej intencji tak zakłamane, że obciążające nawet Boga Ducha Świętego.
“człowiek … może dzięki łasce i woli ograniczyć liczbę grzechów, rozwijając cnoty, żyjąc bogobojnie, ale…”
Nie Łaska jest suwerenną decyzją łaskawcy, aby współpracować z osobą której łaski udziela w drodze do jej celu, ale tylko wtedy, gdy osoba która tą łaskę przyjęła, kroczy tą drogą.
Warunkiem wstępnym dla przyjęcia łaski uświęcającej jest gruntowne nawrócenie z wyrzeczeniem się grzechu (oczywiście wcześniej jeszcze chrzest święty) i sakrament komunii świętej.
Jeżeli łaska Boża to nie “ograniczanie liczby grzechów” – Przecież już jeden ją zrywa. – A bez niej “raz grzesznik, zawsze grzesznik”.
Tu jest podobnie do czystości i brudu. “Ograniczanie liczby grzechów” jest jak rozcieńczanie brudu, który jednak pozostaje.
“Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę”
Oczywiście – tego wymagają nasze organy kontrolne człowieczeństwa dojrzałego.
Nawiasem mówiąc to i w życiu politycznym mamy powierzanie funkcji naszym przedstawicielom i tej samej rangi organy kontrolne musimy zainstalować nad nimi. – Nie może być tylko wybierania, ale i odwoływanie w dowolnej chwili ich zejścia z powierzonej im drogi.
===
Autorem tej wypowiedzi jest cybernetyk, Marian Mazur.
Mazur nie roztrząsa PRZYCZYN braku informacji, czy też posiadania złych informacji. Jest ich wiele – od braków intelektualnych, chorobowe zmiany w mózgu, po pozostawanie pod wpływem światopoglądu (jak np. osoby z partii w Knesecie prezentujący postawy szowinistyczne).
Czy można określić w tym ostatnim przypadku, że są to osoby głupie ? W potocznym znaczeniu, myślę, że tak. Ponieważ ta postawa wielokrotnie okazywała się ZGUBNA dla żydów.
Cybernetyk Józef Kossecki podał cybernetyczną definicję żyda- to człowiek przedkładający wartości światopoglądowe nad poznawczymi.
Komentarz pana @ Stana orda bardzo to uwydatnia.
===
Co do profesora Wolniewicza, to w dyskusji z “wojującymi” ateistami chętnie podaję jego przykład do przekonania o potrzebie jednoczenia wokół celów wspólnych dla cywilizacji łacińskiej. Która wyznaczała ramy funkcjonowania pozwalające na harmonijny rozwój. Jako pierwszy punkt – kategorię QUINCUNX Feliks Koneczny wyznaczył stosunek do PRAWDY W NAUCE. Czyli wg. mnie dążenie do gromadzenia rzetelnych INFORMACJI.
Wracając do jakże prawdziwej myśli :
prawdziwe jest więc spostrzeżenie cybernetyków, że człowiek całe życie musi rozwiązywać dwa rodzaje problemów : poznawcze i decyzyjne.
Jako podmiot autonomiczny samosterowny otrzymał ogromny potencjał korelacyjny i wolność wyboru.
Co do przekonania prof. Wolniewicza
Profesor Wolniewicz był filozofem a od filozofów za wiele wymagać, zwłaszcza w sferze poglądów filozoficznych (które należą do dziedziny zainteresowań człowieka obejmujących tylko TEORIE, DOGMATY i ŚWIATOPOGLĄDY, czyli metafizyki) wymagać nie można.
Osobiście jestem zdania, że obfitość darów Opatrzności: PRAW umożliwiających życie na Ziemi, niepowtarzalność życia we wszystkich jego przejawach, odradzanie się tego życia po kataklizmach i SPRAWIEDLIWOŚĆ Boża, jest wystarczającym dobrodziejstwem. O czym codziennie myślę z wdzięcznością.
Kiedyś ogromnie mnie irytowały napisy nagrobne: Bóg tak chciał.
Otóż – NIE, Bóg tak nie chciał.
Zwłaszcza w przypadku śmierci dzieci. ZAWSZE praprzyczyną jest grzech/błąd człowieka.
Dowody na to są w BIOLOGII, którą się od wielu lat interesuję.
Zauważyłem, że kiedykolwiek pojawia się Wolniewicz, Pan wyraża swoje rozczarowanie. W podobny sposób jesteśmy zauroczeni kilkunastoma osobami- żyjącymi lub nie, których publikacje zamieszczamy w formie wykładów lub artykułów.
Polacy mają fałszywą świadomość – wyczyszczoną, podmienioną bazę danych w głowie na miejscu której mają propagandowy implant. Wolniewicz poruszał się na obszarach, które zazwyczaj były i są wciąż omijane przez publicystów. Są oczywiście pozytywne wyjątki.
Nie razi mnie d w o j a k o ś ć w odniesieniu do natury w kontekście grzechu pierworodnego. Chodzi o dwie tendencje, wyrażone w kierunkach ich woli, które prowadzą ludzi do zbawienia lub potępienia.
Chodzi o zranienie ludzkiej natury:
Św. Tomasz wymienia cztery rany zadane naturze ludzkiej przez grzech pierworodny: „słabość” (infirmitas), „niewiedza” (ignorantia), „złośliwość” (malitia) i „pożądliwość” (concupiscentia). Grzech rani zatem naturę w jej właściwym stosunku do trudu („słabość”), do prawdy („niewiedza”), do dobra („złośliwość”) i do przyjemności („pożądliwość”). /Link/
“Nie razi mnie d w o j a k o ś ć w odniesieniu do natury w kontekście grzechu pierworodnego. Chodzi o dwie tendencje, wyrażone w kierunkach ich woli, które prowadzą ludzi do zbawienia lub potępienia”
Nie. Z tych dwóch tendencji tylko jedna jest naturalną. – Ta druga była i przed grzechem, – tyle że jako potencjalna. – Inaczej by nie doszło do niego.
Jednak możliwość potencjalna nie oznacza grzechu. – Ten się zaczyna od rozumienia człowieczeństwa – od decyzji lub wyboru sumienia, od sprawdzenia sprawdzenia swojej woli – a tutaj od uznania jej za wolną i dobrą, od wstydu, od woli trwania w świadomości rzeczywistości, od godności osobowej.
Proszę zwrócić uwagę, że również aniołowie, choć z natury grzeszyć nie mogli, mieli i mają w sobie ten potencjał. – Jednak to tylko potencjał, i liczni z nich nigdy z niego nie skorzystali.
“Tomasz wymienia cztery rany zadane naturze ludzkiej przez grzech pierworodny”
Te rany nie są trwałe. – Jak każda rana wymagają leczenia i powrotu do zdrowia.
Grzechem związanym z tymi ranami jest dopiero uznanie ich za trwałe a więc i rezygnacja z leczenia ich.
Poza tym na grzechu pierworodnym sprawa się nie kończy, bo również przechodzą na nas grzechy wszystkich innych naszych przodków a nawet wychowawców, zwłaszcza wychowawców sumień (a tutaj nasza pamięć zachowywana w podświadomości jest obszerna, z rodzicami chrzestnymi na ważnym miejscu zaczynając), też działają na nas, a dokładniej to na nasze dusze, dokładnie jak grzech pierworodny.
– Tutaj jednak wyraźnie dziedziczymy nie tylko potencjał złego postępowania, ale i postępowania dobrego.
To samo odnośnie potencjału zapewne jest i z dziedziczeniem po pierwszych rodzicach ludzi, a nawet po Jezusie Chrystusie i Maryi jako wychowawcach i świętych.
Wszystko zależy od tego, którą pamięć duszy żywimy, które dziedzictwo zachowujemy, które kształtuje nasze sumienie i inne cechy naszego człowieczeństwa które uznajemy za dojrzałe.
Nie warto się czarować, zaklinać rzeczywistości i rozwadniać sprawy. Grzeszna natura pozostaje z nami do końca życia.
Ga 5,19-21:
19Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, 20 uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, 21 zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne. Co do nich zapowiadam wam, jak to już zapowiedziałem: ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą.
Z przypisu:
5,16 – Wyraz “duch” użyty w tym urywku może oznaczać bądź Ducha Świętego, bądź zespół Jego darów, bądź utworzoną pod Jego wpływem postawę człowieka, kierującą jego postępowaniem; “ciało” oznacza skrótowo całą zepsutą grzechem pierworodnym naturę człowieka. Por. Rz 8,5-18.
5,19 – Por. katalogi występków (Rz 1,21nn; Rz 13,13; 1 Kor 5,10n; 1 Kor 6,9n; 2 Kor 12,20; 2 Tm 3,2-5) i cnót (1 Tm 6,11; 2 P 1,5nn).
w Listu do Galatów: “Ciało bowiem do innych dąży rzeczy niż duch, a duch do innych niż ciało” (Ga 5, 17)
Grzeszna natura pozostaje z nami do końca życia, a ludzie wybierają drogę prowadzącą albo do zbawienia albo do potępienia.
“Owoce Ducha”: miłość, radość, pokój, cierpliwość, dobroć (Ga 5,22-23).
Gwoli uzupełnienia – ostatniego z mojej strony:
Jakiś czas temu napisałem o represjach za antydiabelstwo. Polacy są karani za antydiabelstwo nazywane przez satanistyczne agendy i służących w nich akolitów: antysemityzmem, mową nienawiści, ksenofobią. Używane są też określenia typu homofobia oraz inne z ogólnej kategorii “qrwofobii”.
Nie słyszę potępienia tych represji z kościelnych ambon, dlatego wybrałem sobie pośrednie wsparcie ze strony profesorów: Wolniewicza, Musiała, Zubelewicza.
A może coś jednak przeoczyłem? Jakiś współczesny głos na ten temat, który do mnie nie dotarł?
Rzeczywiście podrażnione zmysły ciała pobudzają emocje duszy, a te mogą się okazać zbyt silne dla:
– naszej trzeźwości duchowej i świadomości zagrożeń i zdolności szukania dla nich tematu zastępczego;
– czy dla naszych uczuć, aby pozostać w skupieniu na nich;
– albo dla naszej woli wolnej i sumienia, aby pozostać przy swoich wcześniej dokonanych mocnych postanowieniach i przysięgach i pozostać przy nich wyciszając w sobie pokusy z nimi sprzeczne;
– czy dla naszej pamięci i naszego rozumu świadomego, aby szukać już stosowanych sposobów aby im nie ulec i pójść w stronę sugerowanych z sukcesem sposobów odsuwania niechcianych pożądliwości.
Gdy nie damy rady, możemy zgrzeszyć.
Jednak stwierdzenie, że nasze uczynki rodzą się z ciała nie jest równoważne z winą ciała.
Ciało nie ma świadomości, ani woli wolnej, a to warunki dla zaistnienia grzechu (poza przypadkiem nieświadomości zawinionej – ale to nie ten przypadek).
W zamianie pobudzeń zmysłowych na emocje uczestniczy dusza – to z niej się rodzą, ale i jej nie da się tu winić za grzech jeśli nastąpi, choć wielu w swoim zakłamaniu mówi tu nawet o „grzesznej duszy”.
– A to dlatego że to nie dusza decyduje, czy dokonuje wyborów w sprawach tego co na zewnątrz człowieka, a duch człowieka.
Powyżej napisałem ważną rzecz, więc powtórzę:
„[tendencja do grzechu] była i przed grzechem [pierworodnym], – tyle że jako potencjalna. – Inaczej by nie doszło do niego.
Jednak możliwość potencjalna nie oznacza grzechu. – Ten się zaczyna od rozumienia człowieczeństwa – od decyzji lub wyboru sumienia, od sprawdzenia sprawdzenia swojej woli – a tutaj od uznania jej za wolną i dobrą, od wstydu, od woli trwania w świadomości rzeczywistości, od godności osobowej.
Proszę zwrócić uwagę, że również aniołowie, choć z natury grzeszyć nie mogli, mieli i mają w sobie ten potencjał. – Jednak to tylko potencjał, i liczni z nich nigdy z niego nie skorzystali”.
W obliczu pożądliwości nadmiernych dla ich sił duchowych, ludziom ostatecznie zostaje skupienie się na pożądliwościach chcianych i naturalnych swojemu stanowi, oraz wyciszenie niechcianych emocji aktualnych do czasu stosownego.
Ćwiczenia w tym z pewnością sprawią że zagrożenie pożądliwościami niechcianymi będziemy zauważali z wystarczającym wyprzedzeniem.
Pomocą w tych ćwiczeniach będą okresy abstynencji, wstrzemięźliwości i postu, nawet celibatu, w tym w czasie trwania małżeństwa.
Były wynaturzenia, to teraz trzeba do natury powracać, i to z wyciągniętymi wnioskami co do tego co możemy zrobić i jak współpracować z Bogiem na miarę już posiadanych sił, środków i możliwości działania. – Może z czasem dopracujemy się i pomocnych ludzi.
A co do przypisu o tym, że grzechy „rodzą się z ciała według listy z Ga 5,19-21, że jakoby „oznacza skrótowo całą zepsutą grzechem pierworodnym naturę człowieka”, to po prostu jest błędny, albo o rodowodzie protestanckim.
– Bo jak już pisałem to grzech przede wszystkim jest wynaturzeniem z natury ludzkiej, więc nie może być jej częścią. Nadto jesteśmy powołani do świętości a nie do bycia grzesznikami, więc nie ma tu jakiegoś fatum, a wszystko zależy od naszego postępowania, od kontynuowania dobrego dziedzictwa po pierwszych Rodzicach, po naszych Przodkach i Wychowawcach, w tym dziedzictwa nauk Jezusa Chrystusa i Maryi oraz świętych Pańskich.
– Zależy i od naszej wytrwałości w łasce Bożej typowej trwaniu w komunii świętej i możliwie bezzwłocznym szukaniu Boga do niej powrotu, jeżeli pozwoli nam się znaleźć w przypadku ewentualnego upadku.
Ponadto wspomina Pan o listach występków i cnót. Te jednak dotyczą niesprawiedliwości lub sprawiedliwości a natura ludzka jest wartością wyższego rzędu jak sprawiedliwość, więc to nie muszą być grzechy.
„Grzeszna natura pozostaje z nami do końca życia”
Nie ma grzesznej ludzkiej natury. Źródłem takiego twierdzenia jest błąd lub protestantyzm, a nawet zatwardziałość w grzechu, w tym przyzwyczajenie na zasadzie “Przyzwyczajenie jest drugą naturą”.
– Z natury to jesteśmy święci i powołani do świętości.
Jedno, co w tym temacie mamy zachowane, to potencjalna skłonność do grzechu zachowywana w podświadomej pamięci naszej duszy, a która czasami może przebijać się do naszej świadomości jako intuicje czy skojarzenia. – Jednak żadnego grzechu nie będzie jeżeli pozostanie potencjalną dla świadomej woli naszego ducha ludzkiego.
Rzeczywiście, najbardziej precyzyjnym stwierdzeniem byłoby człowiek ma naturę zranioną i pozbawioną harmonii przez grzech pierworodny
z potencjalną zdolnością zostania świętym albo potępionym
To by już mogło być :-)
“Zauważyłem, że kiedykolwiek pojawia się Wolniewicz, Pan wyraża swoje rozczarowanie.”
Chyba pomylił mnie Pan z inną osobą; nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek komentował notki o Wolniewiczu na Legionie. Wydaje mi się, że teraz pierwszy raz.
“Wolniewicz poruszał się na obszarach, które zazwyczaj były i są wciąż omijane przez publicystów.”
Czy to wystarczający powód ? Mam wątpliwości; L. Kołakowski też sporo pisał o diable, też krytykował marksizm (3 tomy); czy też był “ateistą katolickim” (absurdalny oxymoron) ? może “katolikiem ateistycznym” ?, gdyż sporo pisywał o religii.
A tak na poważnie : czy nie lepiej publikować katolików na katolickim portalu ?
“Nie razi mnie d w o j a k o ś ć w odniesieniu do natury w kontekście grzechu pierworodnego. Chodzi o dwie tendencje, wyrażone w kierunkach ich woli, które prowadzą ludzi do zbawienia lub potępienia.”
Nie sądzę, żeby Wolniewicz rozumiał “naturę” tak jak rozumieli ją Arystoteles czy Tomasz z Akwinu jako istotę w aspekcie działania. Ta ‘dwojakość natury’ u Wolniewicza ma wymiar wewnętrznej struktury bytu ludzkiego : natura człowieka jest dobra i zła – luteranizm. Nb. Leibniz też był luteraninem.
Nawet cytowany przez Pana św. Tomasz pisze o “ranie” spowodowanej przez grzech pierworodny. A ranę można zawsze uleczyć. Po to są sakramenty, tak uczyli średniowieczni teologowie.
CzL -> proca
proca -> CzL
*** *** ***
Legion
Mam pretensję do Grzegorza Brauna
______________
Koncepcja panny filozofówny
______________
Imponderabilia, rzeczy nieuchwytne dla współczesnej demokracji
______________
Pytania? No, mam nadzieję, że nie.
1. Widzę, że AC przytoczył parę komentarzy. Ja pamiętam jeszcze jeden w duchu tego z tej dyskusji, ale przejdźmy do rzeczy ważniejszych.
2. Zestawił Pan Kołakowskiego z Wolniewiczem. Zestawienie ogólne z sugestią podobieństwa obejmującego cały okres ich życia. Bardzo nietrafne. Wolniewicz przez ostatnie ok. 20 lat życia zrehabilitował się. Stał się niekwestionowanym patriotą, uprawiał filozofię racjonalną, był spostrzegawczy i logiczny. Pierwszy zaczął ostrzegać przed inwazją islamskich nachodźców, komentował ataki środowisk żydowskich na Polskę, piętnował lewactwo. A Kołakowski? Moim zdaniem do samego końca pozostał obłudnym lewakiem.
3. Pisze Pan:
No i tu mamy dopiero ciekawy watek. Też mi się tak wydaje.
Wedle katolicyzmu człowiek ma naturę zranioną i pozbawioną harmonii przez grzech pierworodny z potencjalną zdolnością zostania świętym, nie świętym ale zbawionym albo potępionym.
Widzi Pan dwa rodzaje skutków? Wynikają one z dwóch rodzajów przyczyn? Jeżeli tak, to słowo dwojakość związane z wyborem woli w jedną lub w drugą stronę jest uzasadnione. A może, nie… A co oznaczają słowa Chrystusa „Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca”?
Bóg pozwolił żyć Kainowi i plemię kainowe rozmnożyło się.
Pisze Pan:
Przecież ja się z tym zgadzam, ale dotyczy to tylko, tylko jednej części ludzkości, a ta druga – ta, która wybiera inaczej? Czy mają oni ludzką dobrą naturę? —— Odtwarzam Panu w ten sposób rozumowanie niektórych non-meliorystów, którzy na pewno są bliżej prawdy od meliorystów i antykatolickich modernistów, bo ci nie uwzględniają nawet zranienia przez grzech pierworodny.
________________________________________________________________
Na koniec powtórzę wątek na który Pan nie odpowiedział
Jakiś czas temu napisałem o represjach za antydiabelstwo. Polacy są karani za antydiabelstwo nazywane przez satanistyczne agendy i służących w nich akolitów: antysemityzmem, mową nienawiści, ksenofobią. Używane są też określenia typu homofobia oraz inne z ogólnej kategorii “qrwofobii”.
Nie słyszę potępienia tych represji z kościelnych ambon, dlatego byłem zmuszony posiłkować się – wybrać sobie pośrednie wsparcie ze strony profesorów: Wolniewicza, Musiała, Zubelewicza. Może, odcedzając pięknoduchy, jest jakiś myśliciel katolicki, który mówi i pisze na ten temat, nie ogólnie, ale konkretnie na dzisiejszych przykładach gadziego języka?
No to i ja wracam do dyskusji.
Naszą zakończyliśmy na:
“Rzeczywiście, najbardziej precyzyjnym stwierdzeniem byłoby człowiek ma naturę zranioną i pozbawioną harmonii przez grzech pierworodny
z potencjalną zdolnością zostania świętym albo potępionym”.
Nie było to ścisłe i jednoznaczne, zgubiło odniesienie do grzechu – w tym sensie też było użyte słowo “potępienie (nieściśle, bo osoba która zgrzeszy za życia może być potępiana lub nie), harmonia dotyczy raczej funkcjonowania wspólnoty ducha, duszy i ciała, no, ale w tym stanie uznałem, że tak już może być na zakończenie naszej dyskusji.
Pisze Pan teraz:
“Wedle katolicyzmu człowiek ma naturę zranioną i pozbawioną harmonii przez grzech pierworodny z potencjalną zdolnością zostania świętym, nie świętym ale zbawionym albo potępionym”.
Tutaj już Pan podmienił: “…z potencjalną zdolnością zostania świętym albo potępionym” na: …z potencjalną zdolnością zostania świętym, nie świętym ale zbawionym albo potępionym”.
Na takie przesunięcie akcentu się nie zgadzam, zresztą człowiek może już za życia zostać potępionym, a na pewno nie ma możliwości by zostać zbawionym, bo zbawienie jest łaską Bożą.
Natomiast wiedząc o duszy zranionej grzechem pierworodnym może się przed utratą naturalnej świętości (danej mu i zadanej) zabezpieczać na różne sposoby, a wiedząc, że gdy to będzie czynił niewłaściwie, też zgrzeszy. – Z tym że tutaj może się nawrócić i zabiegać o łaskę przebaczenia u ludzi i Boga, i uzyskawszy ją powrócić do naturalnego stanu komunii świętej z Bogiem.
Dalej też Pan wraca do tego co już było przez nas przedyskutowane i uznałem iż Pan się zgodził z moimi racjami.
@proca pisze:
“Nawet cytowany przez Pana św. Tomasz pisze o “ranie” spowodowanej przez grzech pierworodny. A ranę można zawsze uleczyć. Po to są sakramenty, tak uczyli średniowieczni teologowie”.
A Pan mu odpowiada:
“Przecież ja się z tym zgadzam, ale jest to tylko jedna część ludzkości, a ta druga – ta, która wybiera inaczej? Czy mają oni ludzką dobrą naturę? —- Odtwarzam Panu rozumowanie niektórych non-meliorystów, którzy na pewno są bliżej prawdy od meliorystów i antykatolickich modernistów, bo ci nie uwzględniają nawet zranienia przez grzech pierworodny”.
Sugeruje Pan że mają “ludzką złą naturę”?
To już nie “zranioną”?
Przecież to “zranienie” oznacza tylko tyle że odtąd musi pamiętać o grzechu, ale na pewno nie determinuje wpływu na nasze decyzje, wybory i postawy.
Zaleca Pan używanie argumentu “na pewno bliżej prawdy”? – A dla analogii – czym on się różni o pojęcia “mniejsze zło”?
– Przecież oba też są formą melioryzmu, tylko przewrotnie użytego.
Kończy Pan:
“Bóg pozwolił żyć Kainowi i plemię kainowe rozmnożyło się”.
Bóg pozwolił, bo wierzy w człowieka że powróci do naturalnej sobie świętości i uleczy ranę nie tylko grzechu pierworodnego, ale i jej pogłębienia przez naszych Przodków.
Owszem, ma Pan rację, że nie darzę rozważań filozoficznych Wolniewicza wielką sympatią. Jak każdy wychowany na marksizmie pozostał ideologiem a nie filozofem. Jak każdemu zdarzy się niekiedy powiedzieć coś sensownego.
W komentarzach, które Pan przypomniał, wspominałem Wolniewicza, ale nie komentowałem wprost jego tekstów publikowanych na Legionie. Niezbyt precyzyjne było to moje zdanie.
“Zestawił Pan Kołakowskiego z Wolniewiczem.”
Szkoda, że nie zauważył Pan w tym ustawieniu pewnej ironii.
“Jeżeli tak, to słowo dwojakość związane z wyborem woli w jedną lub w drugą stronę jest uzasadnione.”
To jest Pana interpretacja twierdzenia Wolniewicza w duchu katolickim. Ja interpretuję Wolniewicza w duchu luterańskim – człowiek z natury (z istoty, ze swojej struktury) jest dobry i zły. Możemy obaj się mylić.
“ale dotyczy to tylko, tylko jednej części ludzkości,”
Zgoda, są głupi i trochę mądrzejsi.
“wątek na który Pan nie odpowiedział”
Nie bardzo interesuje mnie nowomowa o ojkofobii czy ojkofilii; natomiast o wypaczaniu, przekręcaniu znaczeń i podmiany rozumień pojęć ważnych dla rozważań o kulturze i rzeczywistości dyskutowaliśmy na Legionie wiele razy.
Pan natomiast nie odniósł się do mojego “czy nie lepiej publikować katolików na katolickim portalu ?” O Efremie Syryjczyku pisał Artur Andrzejuk, o diabłach i masonach ciągle mówi Staś Krajski, ciekawy jest też Paweł Chmielewski i wielu innych katolików.
Co Pan wyprawia, Panie Miarka? Powiedzieć, że dzieli Pan włos na czworo, to mało!
Pisze Pan: “Nie było to ścisłe i jednoznaczne, zgubiło odniesienie do grzechu”
U Pana się zgubiło, bo “zranienie natury” oznacza grzech pierworodny i grzechy popełniane w ciągu życia.
Dalej, pisze Pan:
Nie zauważył Pan myślnika po którym stoi jak wół sformułowanie do Procy: “Odtwarzam Panu rozumowanie niektórych non-meliorystów…”
Dalej, pisze Pan: To już nie “zranioną”?
W całości jest:
Znów Pan nie zauważył? Czego? A tego: Odtwarzam Panu rozumowanie niektórych non-meliorystów, którzy na pewno są bliżej prawdy od meliorystów i antykatolickich modernistów, bo ci nie uwzględniają nawet zranienia przez grzech pierworodny”.
Kto nie uwzględnia? melioryści i moderniści
Buja Pan w obłokach, a na dole krew leje się strumieniami.
Dlatego stokroć wolę od moich adwersarzy właśnie Wolniewicza, Lisickiego i Brauna, którego zdanie ma 100 słów, ale ma w sobie logiczny konkret zamiast dywagacji.
Ww. mogą się mylić, bo nikt nie jest idealny, ale zauważają co się dzieje i to komentują, rujnując diabelską narrację, uderzając w sedno.
Ojkofobii nie wymyślił, lecz ją wprowadził pod strzechy, jak Pan pewnie wie, Roger Scruton. Czy jest to nowomowa? Według mnie posiada realny desygnat w postaci antynarodowej, antyrodzinnej, wyzutej z kulturowej tożsamości lewicy. Być może słowo wstręt, nienawiść – odium lepiej pasowałoby zamiast fobii, ale lepiej się komponuje.
Przecież to właśnie prawica broniąc się przed nowomową stosuje podobne słowa.
Przecież ogromna, przytłaczająca większość to katolicy, w tym również wymienieni przez Pana Krajski i publicyści PCh24, Kapłani.
Z komentarza do AC o Wolniewiczu
Proszę coś na ten temat napisać /na blogu/. O plusach i minusach. Piszę poważnie, na pewno znajdą się zainteresowani tematem.
““zranienie natury” oznacza grzech pierworodny i grzechy popełniane w ciągu życia.”
Nie. Nie oznacza. Zranienie to rana, a grzech to jej przyczyna.
Zranienie natury obciąża pamięć duszy tematami związanymi z grzechem. To jeszcze nie przesądza o decyzjach, postawach i wyborach naszej woli.
Jeżeli zostaniemy zatwardziałymi grzesznikami, przyzwyczaimy się do grzechu, a on stanie się naszą “drugą naturą”. – Jednak i w tym przypadku pozostaje nam szansa na nawrócenie z powrotem do łaski uświęcającej i na powrót do życia według natury ludzkiej.
Ja do tych przyczyn zaliczam i grzechy naszych Przodków i wychowawców, w tym Rzecznika Praw Dziecka, oraz szkołę – niestety również zideologizowaną, a więc antywychowawczą.
– Ci mogą szukać z nami środków leczniczych, świecić własnym przykładem w życiu codziennym, ale mogą i nasze rany pogłębiać czy rozdrapywać, a naszą świadomość programować na winienie naszej natury oraz nie uznawanie grzechów Przodków w tym grzechu pierworodnego.
“Nie zauważył Pan myślnika po którym stoi jak wół sformułowanie do procy: “Odtwarzam Panu rozumowanie niektórych non-meliorystów…””
Zauważyłem, tylko po co Pan to przytoczył? – Uznałem, że to było w formie zarzutu do procy że powinien od razu odnosić się i do innych, i to nieokreślonych non-meliorystów (i po co, bo nie widziałem u niego skłonności meliorystycznych ani non-meliorystycznych – zresztą obydwa są antykatolickie), a więc w sumie było manipulacją.
– Wyciągnąłem też wniosek, że pański tekst idzie wstecz do naszej wcześniejszej dyskusji.
Dodam, że chodziło o mądry tekst procy z którym sam się Pan zgodził.
“Dlatego stokroć wolę od moich adwersarzy właśnie Wolniewicza, Lisickiego i Brauna, którego zdanie ma 100 słów, ale ma w sobie logiczny konkret zamiast dywagacji”.
Z gustami się nie dyskutuje, tyle iż podejrzewam, że to nie tylko dlatego Pan ich woli.
Akceptacja ich logiki też może prowadzić na manowce, bo np. u Wolniewicza widziałem gdzieś użycie logiki matematycznej tam gdzie już należało użyć logiki życia.
Ja uważam dywagacje za konieczne, bo pozwalają przyjmować prezentowany temat do rozumu, rozgryzając trudniejsze sprawy, czy jak to się mówi “rozkminiając” tak, że to co w pierwszej chwili wydaje się trudne, w końcu przestaje takim być i staje się łatwo przyswajalnym i gotowym do użycia jak swoje.
– Być to znaczy wątpić.
– Wątpić to często i widzieć sprzeczności. – A dopiero usuwanie sprzeczności prowadzi naprzód czy to ku pełni życia czy dojrzewaniu w człowieczeństwie, czy pełnienia powołań ludzkich i wspólnotowych.
Podobnie i ze zranieniami – w tym duszy grzechem. – Bo grzech, a więc i wynaturzenie stoi w sprzeczności z naturą ludzką.
– A zdania zawodowych autorytetów zazwyczaj mają na celu jakieś odgórne programowanie umysłów słuchaczy i to ich rozleniwia, a nawet demoralizuje “darmochą”. – Słuchacze wtedy łatwo popadają w gotowość uznawania tego za sobie należne i np. rezygnują z aktywności politycznej, a nawet z pilnowania aby była moralna moralnością narodu którego jest dobrem wspólnym i jednocześnie jego własnością niepodzielną i niezbywalną.
Te zdania autorytetów też trzeba poddawać rozgryzaniu w dywagacjach na forach dyskusyjnych.
Poprawiając mnie sam popełnia Pan błędy. Grzech pierworodny jest przyczyną, a grzeszność- grzechy popełniane potem, skutkiem.
Zgadzam się z większością tego co Pan pisze, ale nie lepiej byłoby w sposób bardziej lapidarny?
Poza tym, jestem przede wszystkim zainteresowany odprogramowaniem ludzkich umysłów, odkodowaniem gadziego języka i antynarracją zamiast wiecznej dywagacji.
Rozumiem, tak łatwo się nie odzwyczaję, ale będę miał na uwadze.
Natomiast co do sprawy zasadniczej, to dalej mamy problem.
Bo gdyby było tak, jak Pan pisze:
“Grzech pierworodny jest przyczyną, a grzeszność- grzechy popełniane potem, skutkiem”, , to winnym tych grzechów popełnianych potem byłby sprawca grzechu pierworodnego, a nie ich sprawca.
Grzech pierworodny czy grzechy naszych Przodków nie mają oddziaływania fatalistycznego, czy magicznego. Zranienie duszy dotyczy przede wszystkim przechowywanej w niej pamięci podświadomej dla naszego ducha, w której są postępki zarówno chwalebne jak godne potępienia nie tylko nasze, ale i sięgające pierwszych rodziców (nadto i wychowawców jeżeli byli nimi nie tylko rodzice).
– One przebijają się czasami do naszej świadomości czy to w formie wyrzutów sumienia, czy jako intuicje, emocje lub jako gama możliwości postąpienia, w tym te złe mogą być wcale nie dla zachęty, a dla przestrogi.
Człowiek zachowujący wolną wolę ma pełnię możliwości postąpić właściwie i nie grzeszyć mimo istnienia grzechu pierworodnego. – Zasługa w tym jeszcze żadna, ale może normalnie żyć.
Widzę, że Pan się nie kwapi do podsumowania naszej dyskusji, to może ja zacznę.
Melioryzm postawił fałszywą tezę (ideologiczną, rodzącą postawę szowinistyczną), że przyczyna ludzkich grzechów jest zewnętrzna.
Według logiki życia (Paradoks miarki) Zaczynanie szukania alternatyw z takiej pozycji w skutku przyniesie wyłącznie inne fałszywe tezy, a więc i żadna dyskusja nie doprowadzi dyskutantów do prawdy.
Jestem zdziwiony tym, że nie odpowiadał Pan na moje racje, tylko albo dalej uparcie prezentował meliorystyczne, albo i dopatrywał się moich jakoby błędów.
Nie mogliśmy się dogadać bo ja wychodziłem z pozycji katolickich, zdroworozsądkowych, ideowych, a Pan meliorystycznych, ideologicznych – i to na poważnie – a więc będąc w roli adwokata diabła.
Wymłócił Pan z tej sieczki straszne brednie, zarzucają mi… melioryzm!
W jednym ze swoich pierwszych komentarzy napisałem:
Uważam, że pełna prawda o naturze człowieka jest zawarta w Biblii. Na tej podstawie można zbudować pełną antropologię człowieka. Wolniewicz swoją drogą demaskuje różne fałsze zawarte w mniemanologii na ten temat, które przywlokła do nas gnoza, oświecenie, fałszywa psychologia, a ostatnio modernizm z fałszywym miłosierdziem nie nazywającym zła po imieniu, nie używającym pojęcia grzech i milcząc na temat kary – doczesnej i wiecznej.
I dalej zwracając się do Pana, napisałem:
Skrytykował Pan ten wywód:
„Według nonmeliorysty człowiek jest z natury stworem d w o j a k i m, noszącym w niej pierwiastki zarówno dobra, jak zła”.
Ja go uznaję ponieważ człowiek nie może zmienić swojej grzesznej natury, nawet w przypadku świętych – może dzięki łasce i woli ograniczyć liczbę grzechów, rozwijając cnoty, żyjąc bogobojnie, ale…
“Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę”
Koniec mojego komentarza.
Aby się Pan nie czepiał, zamieńmy
„Grzeszną naturę” na naturę zranioną grzechem pierworodnym
„Pierwiastki dobra i zła” na dwojakie tendencje woli do dobra i do grzechu
Pańska konkluzja, że „uparcie prezentowałem racje meliorystyczne” jest oczywistą brednią. Proszę nie oczekiwać, że po czymś takim dalej będę cierpliwym recenzentem tej sieczki.
W poprzednim komentarzu Pan napisał:
“Grzech pierworodny jest przyczyną, a grzeszność- grzechy popełniane potem, skutkiem”
a ja w odpowiedzi dodałem, że: “to winnym tych grzechów popełnianych potem byłby sprawca grzechu pierworodnego, a nie ich sprawca”.
a więc to co pan napisał, było z pozycji melioryzmu, bo to
“Melioryzm postawił fałszywą tezę, … że przyczyna ludzkich grzechów jest zewnętrzna”.
“Aby się Pan nie czepiał, zamieńmy
„Grzeszną naturę” na naturę zranioną grzechem pierworodnym
„Pierwiastki dobra i zła” na dwojakie tendencje woli do dobra i do grzechu”
Co do drugiego, to musi być inaczej, bo wolna wola człowieka nie ma takich tendencji. Ma je “wola swoja” (… bez “wolna”), która wolną nie jest, choć człowiek może błędnie ją za taką uważać i postępować nawet samozatraceńczo “z jakoby “wolnej woli”.
Ja bym tu proponował:
“„Pierwiastki dobra i zła” zmienić na: “Dwojakie tendencje intuicji zranionej duszy sugerującej woli człowieka uczynki, zaniechania, postawy, wybory czy decyzje zarówno chwalebne jak godne potępienia”.
“Poza tym, jestem przede wszystkim zainteresowany odprogramowaniem ludzkich umysłów, odkodowaniem gadziego języka i antynarracją zamiast wiecznej dywagacji”.
Mam właśnie taki temat, i to dotąd niezauważony ani w notce, ani w dyskusji, bardzo demaskatorski, dotyczący głównie zdemaskowania stanu zaprogramowania ludzkich umysłów w temacie dobra i w szczególności wyjaśnienia, dlaczego człowiek pod wpływem melioryzmu, z natury dobry, może być jednak faktycznie złym, a jednocześnie uważać się za dobrego.
– Ponieważ nie jest to zwykły komentarz a prezentacja tematu dotyczącego tematu notki, moja wypowiedź nie będzie „lapidarna”, a omawiająca temat, więc z konieczności obszerna, bo i literatury do tego raczej nie będzie, jednak chciałbym, aby stała się „wartością dodaną” do niniejszej notki. Myślę że kto przeczyta, nie pożałuje.
Przede wszystkim okazuje się, że melioryzm to wprost próba wrogiego przejęcia władzy nad człowiekiem i jego ludzką naturą w niecnych intencjach najpierw przez filozofów;
– a nawet próba pozbawienia człowieka jego ludzkiej natury jako jego sprawy osobistej i wspólnotowej, wolnej od ingerencji czyjejkolwiek, w tym zwłaszcza państwa i prawa];
– oraz próba przemodelowania rozumienia istoty człowieczeństwa, w tym jego rozumienia wewnętrznych organów kontrolnych człowieka – o od wolnej woli i ludzkiej godności osobowej zaczynając.
– Próba po to, aby ostatecznie poddać to, co dotyczy ludzkiej natury państwowemu prawu stanowionemu (z ich udziałem, choć zwykle niejawnym);
– a za tak postawionym prawem i poddanie jej i szatanowi, bo jednak prawo jest wartością niższego rzędu jak natura ludzka, a z chwilą wyniesienia go nad naturę ludzką następuje satanistyczna odwrotka, powstają ideologie lub idealizmy w miejsce idei, i zaczyna się faktyczna destrukcja systemów wartości ludzkich i wspólnotowych w życiu publicznym państwa, a za nimi i atak struktur państwa na wspólnoty ducha i osoby.
“Odprogramowanie ludzkich umysłów” – taka konieczność tutaj zachodzi, i to centralnie wobec samej istoty melioryzmu, bo melioryzm co prawda tak jak i religia katolicka, co słusznie twierdzi że natura ludzka jest dobra – bo nawet pierwsi ludzie w raju byli według oceny samego Boga dobrzy i bardzo dobrzy. Tu jednak byli „do czasu”, ale według meliorystów wciąż są;
– ale melioryzm od razu wprowadza swoją narrację utopijnie idealistyczną w swoistym sensie i w sumie antyludzką, bo przedobrzoną (i to celowo, bo dobro nadmierne demoralizuje tych co go przyjmują, zaraz stają się gotować darmowego i coraz więcej).
– Jednocześnie obdarza ludzi tym czego sam nie ma, ani nawet nikt nie ma i mieć nie może, a więc buduje tu fikcyjną wizję rzeczywistości;
– wprowadza fałszywą narrację rzeczywistości z idealistycznego, filozoficznego punktu widzenia;
– narrację, że skoro jego natura człowieka ukształtowana przez Boga jako dobra i bardzo dobra, dobrą pozostaje niezależnie od ludzkiego postępowania, to i człowiek takim pozostaje, nawet jak swojej natury ludzkiej nie słucha i nią się nie kieruje.
– I to właśnie jest główny fałsz melioryzmu, że i człowiek miałby pozostawać dobrym, nawet jak swojej dobrej natury nie będzie słuchał i nią nie będzie się nią kierował, a więc i tym bardziej nie będzie słuchał i czcił Boga.
– melioryzm jest więc i próbą stworzenia alternatywy wobec Boga, znów dopisując się do ideologii satanizmu.
– I tak faktycznym satanistą, o ile jeszcze nie został, miałby zostać człowiek zaprogramowany przez obróbki filozoficzne i ideologiczne, medialne, manipulacje czy narracje rzeczywistości i tysiące innych możliwości jakie mają do dyspozycji zawodowi i bezkarni programatorzy naszych umysłów, wciąż jeszcze otwartych na takie programowania.
Już widać że to odgórne „zaprogramowanie ludzkich umysłów” idzie w kierunku fałszywego uzasadnienia dla aktywnej dziś „ideologii zmiany”;
– zmiany z celem tworzenia permanentnej rewolucji i permanentnego dokonywania wrogich przejęć przez z góry określone grupy ludzi, a kosztem tych, którzy coś jeszcze mają i kosztem ogółu, w tym zwłaszcza, kosztem ludzkich wspólnot ducha i ich dóbr wspólnych, a więc i kosztem ich własności wspólnot ducha międzypokoleniowych, które są z natury niepodzielne i niezbywalne:
– bo to programowanie podważa najpierw wszystkie trzy wartości ludzkie, które są stabilizatorami człowieczeństwa, w tym dwie wpisane do wartości cywilizacyjnych – prawdę i dobro, i trzecią – człowieczeństwo dojrzałe, m.in. z ludzką godnością osobową i wolą wolną.
Typowo meliorystyczne twierdzenie, że zło czy grzech biorą się z zewnątrz człowieka to już skutek tej narracji głoszącej że jest dobry i takim pozostaje mimo złych i grzesznych uczynków.
Tak nie jest – złe i grzeszne uczynki są brudem, są tym, co wychodzi z wnętrza człowieka. – To zło, ten grzech które widzimy na zewnątrz, są tylko potencjalną możliwością naśladowania dla człowieka.
Problem jest i to, że melioryzm został od razu przykryty tematem zastępczym sztucznie wykreowanym od razu jako alternatywa fałszywa – bo obie niosą fałsz, ale i “dualizm fałszu”, coś jak POPiS i obie rokują posiadanie zamożnych sponsorów zainteresowanych postępującą destrukcją ideowego stanu istniejącego i zmianami.
Tymczasem fałszywa alternatywa nic nie zmienia bo według “Paradoksu miarki” przeciwieństwem dla fałszu jest inny fałsz.
– Bo jednak i melioryzm i non-melioryzm są fałszem – fałszem dotyczącym rozumienia samej natury ludzkiej.
– Wybór pierwszy fałszuje osąd człowieka na „zawsze dobry”, a wybór drugi fałszuje rzeczywistość równouprawniając zło z dobrem, co już oznacza że zło musi wygrać i konkurencję, i wojny, co opisał profesor Koneczny w bezpośrednim odniesieniu do cywilizacji, bo zło postawi człowiekowi niższe wymagania moralne, duchowe i samoograniczenia, zniesie człowiekowi jego hamulce i moralne i przed odczłowieczeniem.
Nadto i odniesienia do non-melioryzmu już robią ludziom sieczkę z mózgu pozbawiając ich już wszelkiego realizmu, wszelkich możliwości zrozumienia rzeczywistości – odcinając ich od oparcia w naturze jako jednej z głównych ludzki wartości stabilizujących sprawy ludzkie i wspólnotowe (wraz z prawdą i człowieczeństwem dojrzałym).
To sprawy bardzo ważne, bo skoro meliorystom przeszło bezkarnie takie sfałszowanie rozumienia natury ludzkiej i znaleźli licznych już wyznawców i niewątpliwie sponsorów;
– to mogą już ludziom wmawiać, że również i cechy człowieczeństwa, zwłaszcza takie jak wolna wola człowieka czy ludzka godność osobowa, będące też ludzkimi organami kontroli wewnętrznej wraz ze wstydem i sumieniem, i to już działające na etapie dokonywania wyborów czy podejmowania decyzji, też pozostają zawsze niezmienne, niezmiennie dobre, właściwe, poprawne.
– Słowem melioryzm głosi, że tacy ludzie mogą wszystko, głosi „róbta co chceta”;
– głosi, że te ludzkie wartości człowieczeństwa dojrzałego (nie tylko godność osobowa) pozostają zawsze niezmienne nie tylko w swojej istocie i naturze dojrzałej czy zmierzającej ku dojrzałości (co jest właściwe);
– ale i w praktyce życia (z czym bywa już różnie, bo melioryści mają tu bardzo demoralizujący dar dla swoich wyznawców w postaci wolnej woli jako „zawsze wolnej”, podczas gdy zwykły człowiek, w tym katolik ma tu ograniczenia;
– gdyż może mu brakować sił, środków czy możliwości działania aby realizować jakieś działania, a brakuje bo ma aktualnie w realizacji inne już podjęte decyzje od realizacji których może zależeć nawet życie innych osób;
– może mu ich brakować, bo musiałby często występować przeciwko własnej duchowej strukturze, a więc własnym wartościom wyższego rzędu, który zgodnie z własnym systemem wartości musi wspierać nawet z osobistą ofiarą czy poświęceniem, a brak takiego wspierania byłby już wewnętrznie, a za tym i zewnętrznie destrukcyjny i dla niego).
Rzecz też w tym, że normalne chcące żyć i zachować swoje wspólnoty ducha ludzkie społeczności muszą tak być zorganizowane żeby ludziom nikt takich ich wartości takich jak ich ludzka natura, wola wolna, czy godność osobowa nie próbował odbierać, a więc i uprzedmiotawiać ich, ani przejmować władzy nad nimi, a więc ich zniewalać.
Jednak jest w tym perfidny fałsz, i to nie tyko dlatego, że prawnicy umieją operować prawami państwowymi, a ich zleceniodawcy nawet “kupować” prawo, ale i bo jednak również człowiek sam może
– czy to postępować jak zły człowiek, grzeszyć, pozbywać się na czyjąś rzecz swojej wolnej woli (marzenie globalistów);
– czy pędzić za interesami, czy pożądliwościami niegodnymi osoby ludzkiej, faktycznie rezygnując ze swojej godności nie tylko osobistej, ale i osobowej.
Podobnie zresztą jest z ludzkim wstydem i sumieniem.
– Tu szczególnie niebezpiecznym może być to “kupione” prawo państwowe. – Takie prawo może na wszystko pozwalać, wszystkiego zabraniać, a nawet dawać co chce. – To co zgodne z prawem, to może pozostawać bezkarne, nawet gdy zostało uchwalone wbrew naturze i naturze prawa, oraz człowieczeństwu.
– To oczywisty satanizm, w działaniu, ale on też może być “zgodny z prawem”, choćby na zasadzie: ”wolno, bo prawo nie zabrania”.
– Tu odbywa się gwałt na naturze prawa, bo w praktyce „rządów prawa”, to to co zgodne z prawem, to może pozostawać bezkarne, nawet gdy zostało uchwalone wbrew naturze i człowieczeństwu, a natura prawa nakazuje mu służebność wobec natury ludzkiej, czy wobec człowieczeństwa.
Prawdopodobnie dzisiaj kreowane w państwach prawa są kreowane przede wszystkim dla ochrony bezkarności satanistów.
Posługując się wolnościami zgodnymi z prawem (“prawem do wolności” – nadanym również sobie przez władze totalitarne), a do tego kłamliwą interpretacją wszystkiego co zechcą media nadające swój przekaz na rynek publiczny państwa są w stanie przekonywać ludzi żeby z własnej woli wybierali czynie zła i grzeszenie, a prawo powstrzyma możliwe reakcje społeczności ;
– a nawet wymusi na nich, żeby choćby swoją biernością, a więc zgodą domniemaną rezygnowali z wolnej woli i ludzkiej godności osobowej, tolerowali wokół siebie złych i grzeszników, godzili się na wychowywanie ich dzieci przez państwo;
– – wymusi środkami prawnymi ekonomicznymi i siłowymi choćby zbrodnicze antywychowanie niszczące ich człowieczeństwo i związki wspólnotowości duchowej;
– a nawet wychowanie ich na janczarów w wojnie „państwa” uzurpatorskiego z jego władzami wyalienowanymi, wojnie z narodem, którego państwo jest dobrem wspólnym i jednocześnie własnością niepodzielną i niezbywalną.
– swoim oddziaływaniem, choć nie wprost,a przez specjalny aparat wymusi też, żeby również “z własnej wolnej woli” godzili się na fałszywą demokrację z wyborami, których celem jest akceptacja przez obywateli wszelkiej samowoli i nikczemnego postępowania władz, w tym stanowienia nikczemnych praw, a nie ustanawianie władz i aktywny udział w stanowieniu prawa i decyzji ich dotyczących.
“Gadzi język” – typowe melioryzmowi sposoby zwodzenia człowieka, fałszywe sugestie, fałszywa życzliwość, a głównie niedookreślenia i podstępne manipulacje i podwójne znaczenia słów – inne na użytek manipulatorów i ich mocodawców, inne dla sposobów rozumowania zwykłych ludzi, w tym sposobów zaprogramowanych w ich umysłach.
– To język przewrotności, ideologów i mediów oraz antypolityków na scenie politycznej, ale i język wszystkich, którzy wierzą w narracje natury ludzkiej zaproponowane przez meliorystów, w tym język nowomowy zawężający mowę ludzi do operowania nią – z głównym celem – odcięcie ludzi od prawdy i myślenia dalekowzrocznego, oraz od wspólnotowej jedności, spójności i jednoznaczności, oraz powszechnego i zgodnego rozumienia słów i zwrotów na rzecz mowy uproszczonej do porozumiewania się w sprawach „tu i teraz”.
„Gadzi język” to np. obiecać coś czego się nie ma w posiadaniu wyłącznym, np „życie tu i teraz” jako cel człowieka. – To i samozatraceńcze przyjmowanie dużych ilości imigrantów przez Zachód. – Bo im obiecano utrzymanie poziomu życia, a więc życia „tu i teraz” kosztem przyszłości i przyszłości potomstwa.
„Gadzi język” ma np. typowe dla melioryzmu dwa znaczenia. – Pierwsze to natura ludzka dana człowiekowi od Boga, który sam ją nazywał dobrą i bardzo dobrą, a więc to ta natura taką jest, i ta druga natura – obiecana , bo tylko słownie przez meliorystów dana, abstrakcyjna natura, a to nie tylko przyzwyczajenie – „druga natura” – iluzoryczna i zwłaszcza wynikająca z niej zwodnicza samoocena, którą człowiek może sobie przypisywać niezależnie od własnego postępowania, i co za zachętą meliorystów jest już dość rozpowszechnione jako mowa „świata”.
– ta druga natura jako odpowiedź człowieka na demoralizujące wizje filozofów odnoszących się do natury ludzkiej i człowieczeństwa jako ją akceptująca i przyjęta za swoją, w szczególności operująca odtąd również „swoją wolą” faktycznie uzależnioną i zniewoloną a nawet połączoną z rezygnacją z wolności swojej natury pierwotnej na rzecz tej natury „poprawnej politycznie” i to jako „swojej”, ale z powołaniem się na jej „zawsze wolność”, bo i to oprócz „zawsze dobroć” łączy się z melioryzmem;
– – jest tu i jakoby „z wolnej woli” jako odpowiedź na faktyczne wymuszenia władz państwowych, zarówno wyalienowanych i zdemoralizowanych, jak i ich mocodawców wewnętrznych, ideologicznych, czy przewrotnie, nawet utopijnie idealistycznych;
jakoby z wolnej woli bo faktycznie zaprogramowanej na różne sposoby przez zawodowców tak, że operujący językiem prawa stanowionego zawsze udowodnią, że człowiek sam wybrał, sam zdecydował, sam chciał, a więc przywołując rzymską, przedchrześcijańska manipulację prawniczą”chcącemu nie dzieje się krzywda”.
– – – w końcu ta „druga natura” miałaby już być plastycznie kształtowana przez satanistów, ale przecież nigdy nie przejdzie z abstrakcji do świata realnego, chyba że jako wiara naiwna, łatwowierna. Tak wiec i ona jako iluzja ostatecznie zostanie zniszczona skoro jest zatrutym owocem stojącego na fałszu zdestabilizowania natury ludzkiej jako stabilnej ostoi człowieczeństwa i jako jego wartości zawsze stabilnej, mającej stanowić bazę, fundament czy korzenie pod to, co człowiek ma duchowe i nadnaturalne.
Natomiast co do antynarracji wobec narzucanych nam narracji rzeczywistości, to chodzi tu o różne punkty widzenia, przy patrzeniu z których rzeczywistość może wyglądać inaczej. Tymi punktami widzenia daje się manipulować a więc i nakłaniać swoje ofiary, które się z nimi zgodzą, aby same zaszkodziły sobie.
W szczególności są to punkty widzenia ideologiczne (krótkowzroczne, interesowne osobiście czy grupowo) czy ideowe (zwodnicze, utopijne, z wizjami władzy indywidualistycznej lub kolektywnej).
Ludziom mającym swój system wartości z wartościami stabilnymi, jak prawda, natura ludzka i człowieczeństwo dojrzałe typu katolicy to w zupełności wystarcza. – Wystarcza pozostanie przy ideach. Ideą jest i natura ludzka – nie trzeba jej poprawiać, co najwyżej w niej dojrzewać, tak samo jak z człowieczeństwem dojrzałym.
Ja nie widzę potrzeby budowania własnych antynarracji w kontrze do stosowanych przeciw nam narracji rzeczywistości, bo i tak by nastąpiła albo eskalacja wojny narracyjnej (a możliwych narracji może być nieskończenie wiele), albo tylko walka szowinistów o to, czyja narracja jest „jedynie słuszna” (tak jak mieliśmy w starciu nazizmu i komunizmu).
– W sumie to chyba zawsze narratorzy na takie przyznanie im „racji jedynie słusznej” liczą.
Uważam, że wystarczy demaskowanie faktu narracji i wskazywanie patologii, manipulacji, zdrad i innych oszustw za nimi stojących i przewidywalnego ich marnego końca nie oszczędzającego tych, którzy się w nie zaangażują.
Oczywiście bronić przed fałszywymi narracjami się trzeba, bo prawda z którą zostanie równouprawniony fałsz przegra z tym fałszem jeżeli będzie bezkarny.
Myślę że tu nie wystarczy tylko obnażanie niecnych intencji osób, grup, czy instytucji posługujących się narracjami, a wypowiadanie wojny w takim przypadku to trochę nie ten kaliber, choć może wchodzić w rachubę (o ile droga dyplomatyczna nie wystarczy, a ma się dość silną armię, no i oczywiście swoje władze państwowe).
– Chyba więc zostaje nam nagłośniona medialnie droga prawna (a więc „ich broń”, ale ogólnodostępna), i bardzo wysokie odszkodowania „za straty moralne”, z tym, że tutaj do pozwu zbiorowego musiała by się zorganizować spora grupa przedstawicieli Narodu Polskiego i przedstawić sądowi szlachetny cel dla zużytkowania tego odszkodowania dla Narodu?
Gorzej z taką obroną rodzin i osób, skoro nawet państwowy urzędnik – Rzecznik Praw Dziecka mający chronić rodzinę jest przez nich skorumpowany.
1. Nie mam ostatnio czasu na prowadzenie dysput
2. Sprawy o których Pan pisze były wielokrotnie poruszane na “Legionie”, w tym dość często w moich wpisach.
3. Aby przekaz był czytelny i dotarł przynajmniej do części odbiorców powinien mieć formę choć trochę zbliżoną do publicystycznej i bazować na konkretnych przykładach, inaczej nikt tego nie zrozumie.
4. Powinien Pan polemizować z nonmeliorystami od Wolniewicza, ale nikt taki się nie pojawił. W każdym razie, niezależnie od tego czy ktoś wyznaje teorię podwójnej predestynacji czy stanowisko łagodniejsze bardziej agnostyczne czy ortodoksję katolicką – problem jest poważny – dwojakie skutki: zbawienie lub potępienie wynikające z dwóch kierunków ludzkiej woli i ostatecznej decyzji Boga Ojca wyjaśnionej przez Syna.
5. Człowiek nie był w stanie osiągnąć zbawienia tylko przez prawo bez łaski Boga i Ofiary Chrystusa, który ludzkiej natury nie zmienił.
6. A propos odprogramowania: trzeba znać historię, techniki manipulacji, psychologię i duchowość człowieka, a dysputami filozoficznymi lub quasi filozoficznymi tego się nie zmieni.
7. Bazować na prostych przykładach.
“2. Sprawy o których Pan pisze były wielokrotnie poruszane na “Legionie”, w tym dość często w moich wpisach”.
Nawet gdyby wszystkie były poruszane na Legionie, to dobrze o nim świadczy, ale to że są zgrupowane razem to też ma swoją wartość oraz okazja do uzupełnienia ewentualnie niezauważonych przeze mnie, a dotyczących tematu. Bo na pewno i takie są. – Sam w trakcie przenoszenia i po “pomocy” office zgubiłem ważny akapit i go nie umiałem znaleźć ani przypomnieć sobie co w nim było.
“A propos odprogramowania: …”
Oczywiście – do odprogramowania jeszcze daleka droga. – Ja na początku zaznaczyłem, że mój komentarz będzie dotyczył “głównie zdemaskowania stanu zaprogramowania ludzkich umysłów w temacie dobra i w szczególności wyjaśnienia, dlaczego człowiek pod wpływem melioryzmu, z natury dobry, może być jednak faktycznie złym, a jednocześnie uważać się za dobrego”.
– Myślę że takie zdemaskowanie już może do odprogramowania prowadzić – zwłaszcza gdy kogoś kto jeszcze myśli i czuje poruszy – bezpośrednio, czy kogoś z jego bliskiego otoczenia, a ten już łatwiej do niego dotrze. – Tu już sprawy się będą dzieliły na konkretne przypadki i środowiska. – Na pewno nie ma jednej recepty dla wszystkich.