Historia próby porwania samolotu jest niezwykle fascynująca, choćby dlatego, że minęło dużo czasu, zanim ktokolwiek oficjalnie potwierdził, co się właściwie wydarzyło.
Najpierw był wypadek, potem bójka na pięści między pilotami (których narodowość ciągle się zmieniała), a następnie próba porwania samolotu przez drugiego pilota, której udało się bohatersko zapobiec, gdy pasażerowie wdarli się do kokpitu.
◊
Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org
◊
Bibi i jego zły tydzień
To był pracowity tydzień z powodu wydarzeń, do których nie doszło.
W niedzielę byliśmy świadkami „terrorystycznego spisku bombowego”, który w rzeczywistości nie miał miejsca. W USA media toczą zaciekłe nagonki na rzekomy gwałt zbiorowy, który coraz bardziej wygląda na to, że w ogóle nie miał miejsca.
A wczoraj miała miejsce „próba porwania”… która prawdopodobnie nie miała miejsca.
Oto złota zasada dotycząca wielkich historii medialnych:
1. Prawdopodobnie to się nie wydarzyło.
2. A jeśli miało miejsce, to nie wydarzyło się to w sposób, w jaki to opisano.
Historia próby porwania samolotu jest niezwykle fascynująca, choćby dlatego, że minęło dużo czasu, zanim ktokolwiek oficjalnie potwierdził, co się właściwie wydarzyło.
Najpierw był wypadek, potem bójka na pięści między pilotami (których narodowość ciągle się zmieniała), a następnie próba porwania samolotu przez drugiego pilota, której udało się bohatersko zapobiec, gdy pasażerowie wdarli się do kokpitu.
Myślałem, że w dzisiejszych czasach nie da się „szturmować” kokpitu większości samolotów odrzutowych, a właściwie nie było to możliwe od 11 września, ale najwyraźniej się myliłem… można po prostu wyważyć drzwi, kiedy zajdzie taka potrzeba.
A może pilot-bohater otworzył drzwi po tym, jak został dźgnięty nożem i/lub uderzony siekierą. Nikt jeszcze nie jest pewien.
Jeden z „bohaterów”, izraelski hydraulik, który rzekomo pilotował samolot, aby zapobiec jego katastrofie, wczoraj usiadł z Bibim na pogawędkę, wciąż w zakrwawionych ubraniach, jak to się zwykle robi:
Yaniv Hayoun, who was a passenger on the Flydubai plane that was diverted due an apparent attempt to crash it, tells Benjamin Netanyahu how he acted to stop the aircraft from crashing.
Read more ➡️ https://t.co/To8q6quLZu https://t.co/OWxw4AltiX
— Sky News (@SkyNews) October 1, 2026
Koniec końców, cała historia to albo kłamstwo, albo operacja pod fałszywą flagą, albo mieszanka obu. Nie jest to dla mnie szczególnie interesujące.
Dla mnie interesujący jest nagłówek z Independent:
Tylko Netanjahu zyskuje na próbie porwania samolotu FlyDubai
No cóż. Obwiniają – albo przynajmniej w pewnym sensie, potencjalnie obwiniają – Benjamina Netanjahu.
Jest to interesujące z kilku powodów.
Po pierwsze, pokazuje to, że media rzeczywiście rozumieją podstawową ideę cui bono – kto na tym korzysta? – a przez resztę czasu po prostu udają, że nie rozumieją.
Ale po drugie, i co najważniejsze, ponieważ prasa NIGDY nie obwinia Izraela – ani izraelskich polityków – za działania pod fałszywą flagą, nawet te, które wyraźnie i ewidentnie popełnili. Oczywiście, artykuł w „The Independent” nie posuwa się tak daleko, by nazwać to działaniami pod fałszywą flagą i bezpośrednio obwinić Netanjahu, ale nawet najdrobniejsze aluzje są warte odnotowania.
W obliczu zbliżających się wyborów w Izraelu – i politycznych przeciwników Bibiego, którzy już potępiają jego „wykorzystanie” historii porwania samolotu – jest to kolejny znak, że dni Bibi’ego w świecie polityki są już policzone.
(Och, ale teraz, w ciągu godziny odkąd zacząłem to pisać, zmienili ten nagłówek. Teraz brzmi on: „Jak porwanie FlyDubai może pomóc Netanjahu utrzymać się u władzy”. To nieco łagodzi pierwotną sugestię, co może mieć również znaczenie.)
W zeszłym miesiącu pisaliśmy o tym, jak Izrael najwyraźniej staje się coraz bardziej „izolowany” na arenie międzynarodowej i że Bibi może odejść. Od tego czasu sytuacja się nie poprawiła.
W innych negatywnych wiadomościach na temat Netanjahu, Haaretz donosi, że próbował on ukryć fakt, że otrzymał ostrzeżenia od Zjednoczonych Emiratów Arabskich przed 7 października i „wywierał presję” na przywódców Zjednoczonych Emiratów Arabskich, aby kłamali dla niego podczas „tajnej wizyty”.
Kilka dni temu podczas wywiadu reporterzy CNN „naciskali” na niego w sprawie przemocy na okupowanym Zachodnim Brzegu.
W innym wywiadzie, tym razem dla Fox News, twierdził, że Izrael ostrzegał rząd brytyjski przed „wspieranymi przez Iran” spiskami terrorystycznymi przed „incydentem” w bazie RAF Fairford. Biorąc jednak pod uwagę groteskowy charakter tej szybko rozwijającej się narracji, utożsamianie się z nią wydaje się nierozsądne.
Krótki filmik, w którym Netanjahu twierdzi, że Izrael może zhakować każdy smartfon, aby podrzucić informacje, które „sprawią, że będziesz wyglądał jak potwór”, nagle obiegł media społecznościowe. To fragment wywiadu sprzed sześciu miesięcy… dlaczego więc akurat teraz stał się tak popularny?
Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja Bibi’ego w tej chwili nie wygląda najlepiej.
Nie potrafię powiedzieć, czy on sam jest w tym dobrowolnym uczestnikiem. Czy on sam się podkłada? A może myśli, że może liczyć na medialną propagandę i sfingowane ataki terrorystyczne, by uratować swoją karierę, jak to już wielokrotnie robiono?
Kto wie, może jeszcze może.
______________

W wersji podanej w polskich mediach pilot zdołał odblokować mechanizm ryglujący drzwi, stąd pasażerowie mogli dostać się do kokpitu.
Inna sprawa, że w jednych z pierwszych doniesień serwis informacyjny w jednej z rozgłośni radiowych tak przygotował informację, że poza trasą przelotu nie wiadomo było nic: czyj to samolot, jakie linie lotnicze, kto siedział za sterami itd. Mistrzostwo.