
Barokowe wnętrze poznańskiej Fary, czyli Bazyliki kolegiackiej Matki Bożej Nieustającej Pomocy, św. Marii Magdaleny i św. Stanisława Biskupa.
– Dla wszystkich tych , którzy pochylając się z troską nad upadkami Kościoła, zapominają wznosić wzrok wzwyż, gdzie tryumfuje On, Którego cierpiący dziś Kościół jest wciąż Mistycznym Ciałem i bramy piekielne nie przemogą Go.
Poznań w cudownym słońcu babiego lata. Spowiedź w potężnym ciemnym konfesjonale w bocznej nawie Fary. Jej sięgające nieba czerwone żłobkowane kolumny zawsze budzą mój zachwyt i onieśmielenie. Już jako dziecko myślałem: o tak, w takim wnętrzu na pewno mieszka Bóg! Za kratkami potężnego starego konfesjonału, pół przesłonięty firanką – czeka sam On, Odkupiciel. Którego reprezentuje kapłan łagodny, mądry, cierpliwy. Nie pogania, daje czas na zastanowienie, wtrącenie uwag penitenta. Tu jest dyżur spowiedniczy co dzień, od szóstej rano do szóstej wieczór, kapłani zmieniają się co dwie godziny. Ich nazwiska regularnie od lat podawane są co tydzień na stronie internetowej Fary. Nie ma więc kolejek, nikt nikogo nie pogania westchnieniami czy niecierpliwym spojrzeniem. Święta panuje w niebosiężnych barokowych nawach świątyni. I wreszcie – nastaje ta najświętsza chwila, gdy kapłan czyni znak rozgrzeszenia. W ciszy padają szeptem słowa Jezusa: Ego te absolvo… Dokonało się, stale się to dokonuje na Golgocie, bo Bóg żyje poza czasem: uratowanie zbrodniarza dla nieba, w ostatniej chwili przed jego zgonem.
Bo przecież nie wiem, czy opuszczając ten konfesjonał, nie padnę za chwilę ścięty zawałem.
Koronka w skrzypiących ławach bocznej kaplicy Adoracji, potem jazda na Wzgórze Wojciecha, gdzie w bazylice św. Józefa jest msza o 11.30, odprawiana przez karmelitów bosych. Obok mnie klęczy szeregiem młoda poznańska rodzina: skupiona blada brunetka o bujnej polskiej urodzie, jej wysoki szczupły mąż i pięcioro grzecznego, skupionego przychówku obojga płci. Wszyscy przyjmują Komunię. Wreszcie i do mnie dociera dłoń kapłana: najświętszy mały Opłatek rozpuszcza się na języku… Oto raz jeszcze, Jezus spełnia moje modlitwy. Wkracza do niegodnej, skruszonej, stęsknionej za Nim duszy… Czy jest coś ważniejszego, coś wspanialszego w naszym istnieniu, niż Ta Chwila? Czy dla czegokolwiek innego warto żyć? Czy istnieje we wszechświecie, nie tylko na tej ziemi, jakakolwiek ważniejsza sprawa, niż właśnie Ten Moment? Gdy zakochany w Swoim dziele Stwórca łączy się znów ze swym Stworzeniem, obejmuje je, podtrzymuje na wąskiej krętej ścieżce i prowadzi do Wieczności.
Pokutujący Łotr

Dodaj komentarz