Kryzys klimatu czy nauki
Od lat zarzucano mi negatywne oddziaływanie: na studentów (jeszcze w PRL), na całe środowisko akademickie (jak utworzyłem Niezależne Forum Akademickie w III RP), a nawet na całe społeczeństwo, a to ze względu na ujawnianie (i to audiowizualne) funkcjonowania wymiaru niesprawiedliwości. Od kilku lat piszę felietony dla „Gazety Polskiej”, więc znalazłem się pod pręgierzem Tomasza Jastruna, który namawia, aby z takimi nie dyskutować (to znałem doskonale ze środowiska akademickiego), a najlepiej bić po mordzie lub wręcz mordować. Jakby tego było za mało, uczeni, i to zagraniczni, prowadząc rozliczne badania, doszli do wniosku, że mężczyźni (więc i ja) mają negatywne oddziaływanie na klimat. Szczególnie ci, którzy są biali (co i mnie dotyczy, choć kiedyś do mnie się zwracano: „panie czarny”), zostawiają większy ślad węglowy i wywierają negatywny wpływ na środowisko poprzez konsumpcję itp. Uczeni prowadzili badania głównie wśród populacji mężczyzn świata zachodniego, tym niemniej jakby rozpoznali moje nawyki: mniej się przejmuję zmianą klimatu i nie za bardzo chcę zmieniać codzienne praktyki, aby ocalić płonącą planetę. Fakt, że nawet nie zaopatrzyłem się w sikawkę, zdając się na strażaków, do których mam zaufanie znacznie większe niż do profesorów (nie jestem wyjątkiem, bo strażak w rankingach zaufania społecznego jest na topie, a zaufanie do profesorów spada). Mamy dziś do czynienia z globalnym kryzysem zaufania do nauki, której przedstawiciele lansują globalny kryzys klimatyczny. Tymczasem klimat od milionów lat ma się dobrze, zmienia się niezależnie od koloru skóry człowieka i jego diety, tak jak się zmieniał bez człowieka. Zatem problemem współczesnego świata nie tyle jest kryzys klimatu, ile kryzys nauki, która winna stanowić fundament rozwoju ludzkości, a gospodarki w szczególności. Nie widać jednak oznak, aby z tym kryzysem podejmowano skuteczną walkę, a walcząc z klimatem, możemy gospodarkę doprowadzić do ruiny. A ja nie sądzę, abym negatywnie oddziaływał czy to na klimat, czy na naukę.

Tomasz Jastrun kojarzy mi się, od wielu lat, jak najgorzej i spontanicznie biorę stronę Autora, który może pisać gdziekolwiek mu się podoba, tym bardziej, że doznawał lewackiego ostracyzmu przez wiele lat.
Jednak również tzw. Gazeta Polska ze swoim obrzydliwym reaktorem Sakiewiczem et consortes ma bardzo złe notowania. Kamaryla Sakiewicza od lat szkaluje Polaków, którzy mają większą polityczną świadomość. Przykro mi, ale ta winieta budzi we mnie obrzydzenie. Przy okazji: Sakiewicz zwrócił już ukraińskie odznaczenie?
Odpowiadając na pytanie kryzys klimatu czy nauki – Nie mamy do czynienia z nauką, lecz z ideologią
Czyli to wszystko jedno dla klimatu planety czy zamieszkuje go 10 milionów ludzi czy 10 miliardów. I czy wycina sie corocznie obszar lasów strefy tropikalnej, nie wspominajac o syberyjskiej czy kanadyjskiej tajdze, o powierzchni duzego europejskiego kraju. Iwszystko jedno, ze setki milionów samochodów emituja swoje na okragło spaliny do atmosfery, zas zakłady chemiczne i wydobywcze o całodobowym procesie produkcji emituja takze ścieki do wód
No i rzecz jasno, wszystko jedno, czy woda zdatna do picia jest zuzywana do prania, zmywania nie tylko naczyń, ale równiez wspomnianych samochodów. O emisjach sektora militarnego podczas zajęc poligonowych i licznych wojen nawet nioe wspomne. No i oczywiscie to bez znaczenoia, ze jeden jumbo jet na przecietnym dystansie spala tyle paliwa, ile 10 tysiięcy samochodów małolitrażowych.
Zatem to wszystko nie jest takie proste jak budowa cepa, bo otóz nakładaja sie skutki cyklów zmian niezaleznych od tego, co wyprawiaja mieszkancy tej planety, ale równiez skutki tego, co jednak wyprawiaja. Jednym słowem, skutki odpadów technodfery cywilizacyjnej działaja jak katalizator z9przyspieszacz) dla takich zmian.
To sa fakty stwierdzone nie od wczoraj, a spory dotycza jedynie tempa i skali takiego wpływu.
Ani…ani!
Ani klimatu,ani nauki !
To kryzys człowieka ,który chciał i ciągle chce być jak Bóg !
Zrówno w nauce, w kościele w państwie,w urzędzie, w rodzinie…itd.
Ciągle nie chce być stworzeniem. Chce być Stwórcą.
Ło matko!
Tomasz Jastrun kojarzy mi się, od wielu lat, jak najgorzej
Tomasz Jastrun – poeta i publicysta, syn przechrzty Mojżesza Agatsztajna, też poety i dobrego nawet tłumacza poezji francuskiej, rosyjskiej, niemieckiej. Autora stalinowskiego “Trenu na śmierć generała Świerczewskiego”. Członka PZPR, potem dysydenta KORowskiego, jak te wszystkie Michniki. Tomasz odziedziczył tę mentalność Mumii Wolności w 100 procentach. Jedyny sposób na ich zaczepki znany jest od lat: nie zadawać się z nimi, omijać ich łukiem z zatkanym nosem, nie pisywać felietonów do Gazety Polskiej, gdzie tej zarazy tyle samo co na Czerskiej.
Wyborne wywody.
Po Pańskiej politpoprawnej politgramocie wypada zapytać Pana czy plasuje się w grupie niezbędnych czy zbytecznych ?
A może zostanie Pan wzorowym ascetą ?
Zaprzestanie wytwarzania moczu, a już co najmniej kału ?
To zresztą będzie o tyle proste, że już w sowieckich obozach przekazywano więźniom prosty komunikat ” żyć budziesz no srać nie zachoczesz “.
Jeden z moich niezwykle pozytywnych, troskliwych bohaterów Paul Ehrlich (żyd zresztą jak wszyscy wybitni, który ,trzeba przyznać, wreszcie w marcu tego roku wzorowo zmarł w wieku 93 lat), twierdził , że ludzi jest za dużo. Oczywiście nie miał na myśli siebie.
Nie.
On się czuł władny (typowe dla żydowskich nadczłowieków) decydować o tym kto jest ,a kto nie jest godny żyć.
Jego dobrego samopoczucia nie były w stanie zmienić nawet niepowodzenia jego gównoprzewidywań.
Nie będę tu wchodził z danymi o wpływie antropogenezy , bo nie mam na to czasu.
Proszę przeczytać np.:
https://dorzeczy.pl/swiat/460815/laureat-nobla-z-fizyki-nie-ma-kryzysu-klimatycznego.html
Chyba , że należy Pan do wiechowitów, a to wtedy nie czytać w żadnym razie !
W jednym z ostatnich wywiadów pan Gadowski wspomniał o zniszczeniu przez Iran amerykańskiej stacji/instalacji w Iraku.
Po tym zdarzeniu w cudowny sposób w Iraku i części Iranu zaczęły padać deszcze, a temperatura spadła o 5 stopni.
A tu z naszego podwóreczka:
Radzę posłuchać.
“w bobrzych głowach jednak kształtuje się lepszy model zarządzania wodą niż ten konferencyjny dla znawców betonowych zapór.”
I po co tyle fatygi było?
Komentarz nie na temat, wiec cały pogrzeb na nic.
Nie wiem, czy jest za dużo ludzi , ale wiem, że jest dla nich za mało wody pitnej. I coraz to jest jej mniej.
Ciekawie się zapowiada, gdy setki milionów spragnionych ruszą za wodą, czyli z krain, gdzie jej zabrakło wedrą się do krain, gdzie jeszcze ona jest. I wtedy również tam jej zbraknie. wtedy tam
A wracając do zmian klimatu, to one nie dzieją się z piątku na poniedziałek, ale w długich cyklach czasowych. Zauważalne są po kilkudziesięciu latach a skutkujące po latach kilkuset. No chyba że jakiś większy asteroid radykalnie je przyśpieszy.
To, rzecz jasna, mój ostatni komentarz do kogoś, kto z mojego komentarza tekstu zrozumiał
pół zdania. A zatem nie musisz wysilać się na odpowiedź. A zresztą jakiej odpowiedzi mógłbyś udzielić.
Trochę tylko pofantazjował byś na mój temat.
Pełno po necie podobnych Tobie aspirantów do ilorazu, którzy mierzą siły na zamiary.
Ale cóż poradzić, skoro to efekty doszczętnie zreformowanych systemów oświatowych oraz programów nauczania w postaci absolwentów tychże.
Ale nie z powodu nadmiernej emisji CO2 przez człowieka, a to jest główną dźwignią destrukcji
Chwała Bogu i wielkie dzięki.
Adieu !
No to wyświadczył pan Leszczynie niedźwiedzią przysługę, cytując – być może – maila.
Lockerbie, to Lockerbie, a Zdarzenie Okołosmoleńskie, to…
Znowu się na pana obrazi. No i podejrzewam, że nieźle przestraszy. Przecież deklaruje w kowidkowość kowidka.
I wkoło Macieju.
To chyba nie do mnie
No, chyba jednak, co do co najmniej, do osoby posługującej się pańskim nickiem.
Aha, teraz skapowałem.
To był z mojej strony rodzaj testu, choć przecież tylko w wersji light.
Bo jeślibym zamieścił całość…, lepiej nie myśleć.
Wygląda zaś na to, że strach jest nadal przemożny i nikt w komentarzach nie podjął wątku.
No, jakże by mógł podjąć, główki Lenina pospadałyby z pianina, a przecież Lenin wiecznie żywy, a że na imię ma, dajmy na to Jarosław, to już drobiazg przecie, no ale oni tam walczą z komuną, a jakże, no i z kacapią, tą północną, tą złą, niemniej Ewa Rembikowska podjęła, nieśmiało temat.
a wszystko nadzoruje nadzwyczajny radca tajny, valser
Ano, syn opiekuna kadry ZSRR na mecz 6-4 z 1976r. I przedstawiciel handlowy kijów Smolenia na Europę Zachodnią, katolik przykładny, rozwiedziony i w konkubinacie z Arabką, ale co tam, lutnąć z dyni potrafi. No i – przecież – wróg zapiekły kacapii północnej. Przecież o to chodzi, a i wykształcony w Moskwie, no, a spektakl z tunelem Gottarda, to przecież ludowe, szwajcarskie koźlęta, co wy tam, barachło wszelakie się doszukujeta, wszystko gra i koliduje, nieprawdaż?
A tak na poważnie, to ja bym obstawiał Jużnyj, a każdym razie jego okolice, ta Sieszcza mi nie pasuje za bardzo, no było jeszcze trzecie lotnisko, najbardziej na północ. Ale, najistotniejsze jest to, ile lotów się odbyło, iloma samolotami i jakiego typu, a ile osób zamordowano już w Polsce, a ilu nie zabito, no i kiedy zabijano, bo wtorek po 10 tym, też nie odbył się bez ofiar.
Wiele by mówić, dzieci bawią się w piaskownicy, a z piasku chcą lepić doktryny babeczkowe, ale… może to jest jakiś sposób na terapię zbiorową, lub indywidualną. Któż to wie, zaśpiewamy dziś piosenkę, może dwie?
Otóz A. Lepper, po powrocie z Białorusi, nieopatrznie napomknął był, ze ma jakies nadzwyczajne info o JAK-u-40, którym poleciała generalicja, a który został “zutylizowany: na Białorusi. Oczywiście wrazz pasażerami. I [powiedział, że “pojutrze” , czyli w poniedziałek powie o tym w saejmie. Jak wiadomo “jaś nie doczekał”.
A czy Juznyj? Jestem zdania, że lepsze było lotnisko wojkowe (Sieszczajes zlokalizowana o kilkanacie km poza miejscowoscia o tej nazwie. Zatem tam zadnych, nawet przypadkowych swiadków być nie mogło.
A trzeba było sprawić, aby w “katastrofie’ zgineli wszyscy, zadnych tam rannych, którycj mozna odratować, i inne takie brewerie.
No i rzeczjasna, tzreba było wrzuciś oba pakiety delehgacji w jedna “katastrofę’, bo w diwe w tym samym dniu i okolicznosciach nie uwierzyłyby nawet ofiary doszczętnie zreformowanej edukacji.
Ale o szczegółach nie moge napiać na otwartym portalu.
wicie, rozumicie, Jas itp.
Ne boim se, mamy rakovinu :).
A tak na poważnie, Wassermanówna zdobyła się na wiele, wygłaszając swoją kwestię o tym, że nigdy nie dowiemy się itd… A tatko wysłał sms-a po wylądowaniu. Nie czuł nóg.
No ale – na obecnym etapie – nie o to chodzi. Chodzi o to, że największym sukcesem Zdarzenia Okołosmoleńskiego – w sferze mentalnej – było całkowite: zblatowanie, ośmieszenie i pełne podporządkowanie środowiska akademickiego, w czym nieopisaną rolę odegrał pewien Antek, niekoniecznie policmajster, ze swym gangiem zespołu. Był też inny antek, ale z racji reprezentowania strony “koalicyjno-rządowej” (ach te skojarzenia), z założenia niewiarygodny i ruska onuca.
Ostateczny gwałt na szczątkach tej kasty, niekoniecznie nadzwyczajnej, domknął temat definitywnie. No bo jak to, toć profesory badały trajektorię i wyszło przecie, że zamach był, ale w istocie, to chyba, jednak go nie było, no to w co mamy wierzyć?
W kojący głos Krystyny Czubównej, oczywiście.
Zamach był i to niejeden. Ale akurat nie w Smoleńsku.
Co do sms-a, jednego mogli nie dotruć, ale na pewno później już nie przeoczyli.
Co do reszty pełna zgoda.
Nie otruli od razu i nie zabili ich, w miejscu i czasie.
Aby, osiągnąć efekt synergiczny pokazali im ich pochówki, potem zabili. Na poziomie satanistycznym, to minimum, które muszą osiągnąć, aby efekt mentalny mógł się prawidłowo rozpełznąć.
Niczego nie można wykluczyć.
Rzecz jasna, za wyjątkiem zmian na lepsze.
Zmiany na lepsze nie nadejdą, bo i niby skąd?
Jeśli, czytam, że tlenek grafenu jest w układzie immunologicznym ludzi niezaszczepionych, to walka, już nie istnieje? Nieprawdaż?
Oj, pamietam z tym tunelem Gottarda jak walczyl o prawidlowa narracje.’
Ale ten typ to jest” typical gate keeper”.. Nie on jeden tam…
ja akurat w ogóle nie żałuję szybko zbliżającego się smutnego końca dla chybionego dryftu genetycznego, określanego, jak na ironię, jako homo sapiens.
W sumie….
Megalomania (tzw. mania wielkości) to zaburzenie urojeniowe lub cecha osobowości polegająca na skrajnie zawyżonej samoocenie, przekonaniu o własnej doskonałości, potędze, wybitnych zdolnościach lub bogactwie, które nie mają pokrycia w rzeczywistości. W ujęciu klinicznym może towarzyszyć chorobom psychicznym, takim jak schizofrenia czy choroba afektywna dwubiegunowa.
Często stanowi mechanizm obronny maskujący głęboko ukryty kompleks niższości.
Patrz też narcyzm.
Zaskoczył mnie Pan. Neo-Helwet ,który twierdził ,że spotkanie z “leszczynowym” zawróciło go z manowców i uratowało mu życie ( w domyśle doczesne i wieczne) to Lebensgefahte a “wiatrom rozumie,praktykuje komu a sam nie widzi ” itd.
To do mnie?
Czy i do mnie i Stana?
Bo poprzez nieadresowalność wypowiedzi, rodzi się domniemanie adresowalności.
Tak, tylko pytam.
Dla każdego.
Na okoliczność zastanowienia się nad własnymi motywacjami i reakcjami i zachowaniami innych ludzi.
Warto sięgnąć też do Karla Junga.
No, to niech pan najpierw zrozumie znaczenie słowa “dryft”.
W pełnym zakresie relewancji.
A potem, daje upust swojemu sarkazmowi.
Specjalizacja i apoteoza przeszłości, tylko temu przeszkadza. Dryft to nie dryf, Szanowny Panie.
Dryft: “niestabilność charakteryzująca się powolną zmianą parametru przyrządu w czasie”.
Rozumie Pan.
Nasze ciała, to kombinezony realnościowe w, m.in. trójwymiarowej rzeczywistości, dla DUSZ.
Póki, Dusze zawiadywały ciałem, póty dryft był w uśpieniu, jednak – począwszy, circa od połowy XVII wieku, oficjalnie i tylko w, wytypowanym z opóźnieniem, obszarze technologicznym, bo doktrynalnym, to i wcześniej, a ile wcześniej, to akurat nie ma znaczenia – dryft nabierał tempa.
A teraz to idzie po krzywej asymptotycznej.
I rozumiem St. Ordę, że on to widzi i że gardzi hominidami, którzy nie potrafili, w czasie właściwym, temu zapobiec.
No i jakiej, poza sarkastyczną i subiektywnie zbudowaną, na pogardliwej – z założenia dla rozmówcy – strukturą odpowiedzi mam się od Pana spodziewać?