Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur. Excepteur sint occaecat cupidatat non proident, sunt in culpa qui officia deserunt mollit anim id est laborum.
−∗−
Bartosz Kopczyński: fałszowanie miłości przez świat i Kościół – masoni w natarciu
◊
Więcej: Bartosz Kopczyński
No i mamy tu krytykę filozofii Jana Pawła II. Ciekawe, kto wysili się na poważną polemikę, a kto będzie współbrzmieć, ale na poziomie merytorycznym, a nie tępej agitacji, negacji lub insynuacji.
Ktoś wreszcie dostrzegł PRAWDĘ inną niż Czarna Limuzyna – krypto modernista. B. Kopczyńskiego usunąć bo tak się podoba krypto moderniście, przecież według Limuzyny to okno Overtona, jak można było to opublikować. Czysta hipokryzja.
No widzisz “Przygłupie”, miałeś kolejną szansę, kolejną dobrą okazję i ją zmarnowałeś.
Pomimo zastrzeżeń w moim poprzednim komentarzu robi Pan, to co zwykle czyli poniżej merytorycznego poziomu – insynuacje i tradycyjnie zero odniesienia się jakiegokolwiek z wątków poruszonych przez Bartosza Kopczyńskiego.
Antagonizujesz na siłę “nietrzeźwy gościu” dwa takie same poglądy w tej kwestii, różnicując poprzez urojoną lub świadomie sfałszowaną różnicę pomiędzy mną a Kopczyńskim.
Nie jest Pan usuwany za prawdę, lecz nietolerowany z powodu obrzydzenia spowodowanego wygłaszaniem notorycznych bredni w formie zaczepek.
Tak się składa, że to ja zamieściłem ten materiał, jak i [przytłaczającą] większość z udziałem BK. Nigdy nie zauważyłem tu najmniejszej uwagi, co do stosowności tych treści.
Jakoś ten rzeczony ‘krypto modernista’ nie przeszkadzał w publikacjach. Ciekawe dlaczego, nie?
Człowieku, ogarnij się, bo coś cię zaślepia i rezultaty widzimy w komentarzach.
Gdybym ja napisał to co wynika z wypowiedzi B Kopczyńskiego, odnośnie JP II „krypto modernista” usunął by jak było wcześniej, twierdząc że mam urojenia i otwiera to okno Overtona. Tak na tym niby świętym portalu traktuje się kogoś kto widzi PRAWDĘ inną niż moderniści, a nazywa się go zgodnie z przyjętymi normami nie mówiąc o chrześcijańskich „przygłupem”. Nigdy we wcześniejszych moich wpisach nigdy tak nikogo nie nazwałem i nie szkalowałem, może Pan to sprawdzić. Z prawdą trudno się pogodzić zwłaszcza jeżeli się ślepo wierzy bez powoływania się na fakty a nie opinie.
Przychylam się do oceny Usuwanego. Buta nadkomentatorów czasem bije po oczach. A tematy kościelne traktują wybiórczo i niespójnie, coś w typie… komuna zła ale Gierek dobry
Cóż za finezyjny sztych. W powietrze. Opublikowaliśmy i publikujemy wielu różnych kapłanów, niezliczoną liczbę artykułów, wykładów, wywiadów, a nawet debaty. Prócz tego “Słowo Boże”.
Wszyscy komentatorzy wymienieni poniżej przeze mnie, w skrótowej, krytycznej retrospekcji oraz niewymienieni są pasjonatami tylko jednego wątku w stopniu łudząco podobnym do słynnej wybiórczości Gazety Wyborczej. Prawie wszyscy z was milczą, nie odpowiadając na pytania i polemikę i nikt z was nie skomentował dotychczas żadnej z naszych publikacji – artykułów, wykładów, felietonów. Współczuję, bo przy takiej wybiorczości chyba cierpicie na awitaminozę, która objawia się w tikach mentalnych przy klawiaturze i wiadomej obsesji mającej cechy lekkiej co prawda, ale nudnej jak flaki z olejem, paranoi.
Usuwany za prawdę: Zostałem usunięty. Za prawdę
Mateja: Przychylam się do oceny Usuwanego…
Odchylony: Pochylam się nad Usuniętym i przychylam…
Troll pierwszy: przychylam się do opinii
Moderator: Do której?
Troll pierwszy: … Nie odpowiada
Polak (poprzedni nick – aktualnie „Usuwany za prawdę”) komentarz ze stycznia 2025:
Nieraz czytam artykuły Wawela i do dzisiaj uważałem go za bezstronne. W obecnym artykule “dziwna” jest nieobecność i brak zdjęć najistotniejszego ” kult-turysty” Karola Wojtyły i opisu jego tam “obecności” w oparciu jak opisuje go żydowski historyk Wise i Mossakowski.
Troll pierwszy: Protestuję
Moderator: Przeciw czemu?
Troll pierwszy: Brakuje Wojtyły
Usuwany za prawdę: krypto moderniści!
G…o mnie to obchodzi: Jan Paweł II był najgorszy!
Moderator: Dlaczego? Dlaczego nie odpowiada pan na pytania?
G…o mnie to obchodzi: g…o mnie obchodzą wasze pytania
_______________________________________
Jeżeli żaden z was nie zajarzył do tej pory, że zależy mi na sprawiedliwej ocenie, w tym przypadku Jana Pawła II, a to oznacza krytykę jego błędów, lecz także obronę przed niesprawiedliwymi zarzutami, to współczuję dysfunkcji. Nie znajduję powodu, aby bicie przez was piany miałoby być było godną akceptacji terapią. Poza tym nie widzę żadnego głębszego zainteresowania tematami związanymi z duchowością. Ogólnie rzecz biorąc sprawiacie wrażenie mało pożytecznych, butnych trolli.
A’ propos kariery Karola Wojtyły…
Otarłem się o takie “materiały”. Nie przesądzam wartości. “Tylko prawda jest ciekawa”
Ojcowie Soboru Watykańskiego II – Karol Wojtyła cz.1
://youtu.be/SRBEyQ77UNY
Ojcowie Soboru Watykańskiego II – Karol Wojtyła cz. 3
://youtu.be/Q5E1JN-nIpM
P.s. Mam pewne problemy z formatowaniem wpisów na Forum
Od początku jego obecności w mediach, z trudem trawiłem pana Bartosza – nie tylko z powodu mało pociągającej powierzchowności, bo za to nie jest do końca odpowiedzialny, ale przez m.in. przesadne, teatralne inwokacje do Maryi, którymi zazwyczaj rozpoczyna swoje przemówienia. Człowiek prawdziwie wierzący takich przedstawień nie potrzebuje.
Zaś ta obecna rozmowa “o miłości” to jest dla mnie przemądrzała sieczka: od Freuda przez bełkotliwe psychologizowanie, socjologizowanie, aż po seksuologię, psychomagię, psychodelię. Po drodze pan Bartosz rytualnie “dowala” Janowi Pawłowi II, którego oskarża o “szerzenie gnozy” (tego jeszcze nie było w repertuarze antyjanowopawłowych inwektyw). Po tym powoli kończy się moja wytrzymałość i z trudem daje się dalej słuchać, gdy coraz dalej są obaj panowie od podstawowej definicji miłości.
Zajęci muzyką własnych słów, ani razu nie fatygują się, aby sięgnąć po podstawową definicję miłości, jaką jest Sam Bóg.
„Jestem Miłością” – mówi Jezus do wizjonerki Józefy Menendez (13 listop. 1923) – „Serce moje nie może już dłużej powstrzymać płomienia, który je trawi. Do tego stopnia kocham dusze, że życie za nie oddałem. Z miłości dla nich zostałem jako więzień w tabernakulum. Serce moje nie może już dłużej powstrzymać płomienia, który je trawi.”
Bez przyjęcia tego punktu wyjścia, tej żelaznej mistycznej dyscypliny definiującej, można tylko bełkotać w ramach monstrualnego błędu w postrzeganiu, mieszając miłość z relacjami płciowymi, dyskutując o miłości spychanej do roli uczucia, a nawet namiętności, podczas gdy dla katolika jedyną rozumną w teologicznym sensie i prawdziwą w sensie duchowym definicją miłości jest, według Katechizmu KK “cnota nadprzyrodzona”. To z niej i tylko z niej promieniuje cały cud miłości – najpierw do Boga, gdy zespalamy się z Nim poprzez naszą duszę nieśmiertelną i w niej zawarty Boży Obraz, w tym Jego Jako Miłości – a także, w sposób nadprzyrodzony, poprzez miłość do drugiego człowieka.
Bez tego włazi się w bzdury typu masturbacje, ego, super ego i tak dalej… Owszem, pod koniec jakoś obaj opamiętują się i prześlizgują płytko po tej “miłości Bożej”, ale nie zmienia to obrazu całości jako przemądrzałej, mętniackiej gadaniny.
I ma pan nadzieję, że nikt nie wychwyci tych niuansików?
Trzeba było napisać to, co powiedział BK, a nie to, co panu się wydaje, że z tego wynika. I pewnie byłby spokój.
Ostrożnie, bo za tym ‘niby świętym portalem’ kryje się praca paru osób. Nie spodobał się jeden komentarz, a wali pan po całości? Mam na to odwieczne lekarstwo wolnościowca [powody widać w mojej stopce]:
Nie smakuje? Nie jedz.
Pan jest ‘widzący’? Ktoś to panu powiedział, czy tak samo z siebie przyszło do głowy?
Obawiam się, że tak bez powodu to się nie pojawiło.
Ja wiem, pan ‘widzi’.
_________________________
Warujecie w ciszy i czekacie, by na odpowiedni znak zareagować, jak te od Pawłowa. Podejrzewałem, że ten materiał wywoła takie zachowania. Wystarczy pozwolić wam na takie wybryki, a za chwilę roześlecie linki po sieci z komentarzem ‘Widzicie? Nawet taki portal też tak uważa!‘.
Dalsze bicie piany nic nie da. Pewnie znów zamilkniecie. Do następnej razy… :)
Od siebie dodam: nie tylko moderniści nie zagrzeją tu miejsca, ale samozwańczy ‘strażnicy wiary’ również.
No, to się ubawiłem. Przypomniało się stare, dobre ’60 minut na godzinę’.
Przyganiał kocioł garnkowi? A jak pisałem o koloratce z czterema literami przed nazwiskiem, co to krzyczał do ludzi ‘Za grzechy!‘, gdy im się świat na głowę zawalił, a woda po powodzi jeszcze nie opadła, to gdzie pan był?
I to ten sam duchowny, który na antenie katolickiej telewizji poświęcał całe godziny na wychwalanie SV2, głosząc, że ‘sobór był dobry, tylko ludzie zawiedli‘, o czym też pisałem. To gdzie pan był? Gdzie te komentarze? Socjalizm tak, wypaczenia nie?
Nie dziwię się, że Kolega Nadredaktor was tu ‘przeciągnął’ po Forum, bo bredzicie, co wam tam akurat wygodnie.
I tak był nadgrzeczny. ^^
a nazywa się go zgodnie […] „przygłupem”
Obawiam się, że tak bez powodu to się nie pojawiło.
Gratulacje za taką ”przychylność” prawdziwym krypto modernistom, dla ”samozwańczych strażników wiary”. Tak właśnie na tym portalu traktuje się kogoś o innym niż „prawdziwi strażnicy wiary” rozumieniu mowy lub tekstu. A jak napiszesz inaczej, do czego pan zachęca, to zostaniesz nazwany nie bez powodu „przygłupem”. Przykład myślenia do naśladowania.
Coś musiało spowodować takie, a nie inne reakcje.
Bez urazy, ale to już mielenie tego samego. Lepiej zakończyć w tym miejscu.
Dostał Pan „przygłupem” “po łbie” dopiero za którymś razem, gdy nazwał mnie Pan, któryś raz z kolei, “krypto modernistą” i inaczej.
Sprawia Pan wrażenie mało lotnego albo kogoś w rodzaju złośliwego prowokatora lekceważącego wszystkie kanony dyskusji
Jak wyżej. Nie chodzi o inne rozumienie, lecz o jego brak, o brak rozumienia. Wciąż powtarza Pan prymitywny schemat, a to powoduje konsekwencje.
Proponuję zanim zabierzemy się za Bartosza Kopczyńskiego i za rozstrzygniecie gdzie miał rację, a w którym momencie przesadził lub nie w odniesieniu do Jana Pawła II, abyśmy raz jeszcze zapoznali się z ulubionym filozofem Karola Wojtyły, Maxem Schelerem. Zalecam również przeczytanie wszystkich komentarzy podczas tamtejszej dyskusji. Ja też to zrobię zanim zabiorę głos. Bez tego wstępu nie dokonamy krytycznego rozbioru tego co powiedział Kopczyński.
Proponuję zanim zabierzemy się za Bartosza Kopczyńskiego i za rozstrzygniecie gdzie miał rację, a w którym momencie przesadził lub nie w odniesieniu do Jana Pawła II,
Nie podejmuję się. Perspektywa słuchania od nowa tej gędźby dwóch starszych panów na temat miłości, aby wyłuskać poglądy pana Kopczyńskiego na nauczanie Jana Pawła II, budzi we mnie przerażenie. Na szczęście papież sam się broni całym swoim dziełem i myślę, że są pożyteczniejsze zajęcia.
Proponowałem jako wstęp Maxa Schelera, bo na tym m.in. bazował Jan Paweł II. Kopczyński trafnie skrytykował spłycenie pojmowania miłości, wypaczonego przez antykulturę i modernizm, ale rozpędził się, zarzucając JP2 gnozę zawartą w personalizmie. Skrytykował poprzez skutki, nie podając konkretnych domniemanych przyczyn czyli tego, co głosił JP2 w swojej nauce o personalizmie – nie podał konkretnych przykładów.
Wiem, że istnieje spór pomiędzy “Ja jestem drogą, prawdą i życiem…” a pomiędzy “Człowiek jest drogą Kościoła”.
Trzeba umieć rozróżniać poszczególne wątki podając przykłady, a Kopczyński tego nie zrobił – uogólniając wszystko do jednej zbitki powołując się na książkę, której nie czytał: Alvaro Calderon – Religia człowieka. Szkic o hermeneutyce Soboru Watykańskiego II
Dlaczego o tym piszę?
Dlatego, że często nie podobają mi się stanowiska pobieżnych i bezmyślnych krytyków JP2 jak i tych, którzy boją się zauważyć, że JP2 popełniał poważne błędy – na przykład w sprawie absurdalnego postulatu dialogu z wyznawcami Antychrysta. W tym przypadku wzorem powinien być Chrystus, a nie modernistyczna brednia Nostra aetate z późniejszymi dodatkami typu: “wzajemne poznanie się i consensus”
JP2 popełniał poważne błędy – na przykład w sprawie absurdalnego postulatu dialogu z wyznawcami Antychrysta.
Dziękuję za Twój bardzo przydatny i oszczędzający mi czas wywód.
Co do błędów w nauczaniu papieży, to nie tylko Jan Paweł II je popełniał – przychodzi na myśl np. Grzegorz XVI, który ostro potępił polskie Powstanie Listopadowe, przez co oskarżany był o “tłumienie ruchów narodowo-wyzwoleńczych” przeciw tyranii imperialnej. W argumentacji tej – za czasów Grzegorza XVI, jak i wielokroć za innych pontyfikatów – nie brano jednak pod uwagę wiedzy, jaką papież posiada na temat rzeczywistych przyczyn różnego rodzaju działań politycznych. Powstanie Listopadowe z założenia swego nie było przecież “powstaniem narodowo-wyzwoleńczym” a buntem kadetów służących aktualnej władzy, do tego ponad połowa generałów sprzymierzonych z Powstaniem była aktywnymi masonami. Pisze Jan Zamorski w swych „Uwagach nad Powstaniem Listopadowym” z 1930 r., że “tajne związki europejskie miały zwrócić się do swoich w Polsce z żądaniem wywołania rewolucji, aby zatrudnić Mikołaja w domu i nie dopuścić do jego interwencji w sprawach belgijskiej i francuskiej”. Jak wiadomo, 29 lipca 1830 r. wybuchła w Paryżu tzw. rewolucja lipcowa, której owocem było obalenie starszej linii Burbonów, a miesiąc później 25 sierpnia wybuchła w Brukseli rewolucja, która doprowadziła do oderwania się Belgii od Holandii.
To były dwa potężne i o niewiadomych skutkach przetasowania na politycznej mapie Europy, a w obu tych rewolucjach rolę naczelną odgrywała masoneria. Trudno, aby papież tej wiedzy nie posiadał. Jego decyzje – dotyczące przecież polityki, a nie Wiary (bo te wynikają z interwencji Ducha Św.) – musiały brać pod uwagę aktualne trendy, jawne i ukryte i ich konsekwencje dla Europy czy świata, a zatem też dla Kościoła. Prócz tego, że jest głową Kościoła, papież jest wszak głową państwa, tworu politycznego, od którego istnienia zależą losy Stolicy Apostolskiej. A w czasach Grzegorza XVI byt państwa watykańskiego był uzależniony od woli Habsburgów, był też on (Grzegorz XVI) poddawany silnym naciskom dyplomacji rosyjskiej, jako państwa chrześcijańskiego, zatrwożonego ruchawką rewolucyjną w Europie i sterowaną, także w Polsce, przez pragnące zguby Kościoła loże, zwłaszcza francuski Grand Orient i loże włoskie (Garibaldi, Mazzini, potężny ruch karbonariuszy).
Nie piszę tego aby bronić “błędów czy nie błędów” papieży popełnianych w sferze doczesnej, bieżącej, ludzkiej, lecz by zwrócić uwagą właśnie na ich niesłychane uwikłania w bieżące wydarzenia. Nie zawsze są w stanie z tej sieci z pełnym sukcesem się wyplątać, są wszak samotni i otoczeni wilkami (mówił o nich Benedykt XVI, i tę walkę ze sforą, którą widział wokół siebie, niestety w dużej mierze przegrał). Nie wspomnę o sekretarzach osobistych, manipulujących korespondencją oficjalną i osobistą, posuwających się wręcz do fałszerstw czy zaniechań woli papieskiej (mamy tu przykład w otoczeniu JPII, pozwolę sobie nie wymieniać nazwisk). Pomijam też manipulacje, kłamstwa, szyderstwa dzień w dzień skierowanych na papieża jak lufy armatnie, mediów światowych. Pamiętam, że był czas, gdy ktoś trafnie napisał, że rozwrzeszczane przeciw Janowi Pawłowi II media dadzą mu spokój dopiero wtedy, gdyby otworzył w Watykanie dom publiczny i ogłosił, że Boga nie ma.
Szalone ataki na Jana Pawła II sterujących mediami jido-masonów miały za cel głównie jego pracę nad wyniesieniem na ołtarze Faustyny i rozpowszechnieniem w świecie Kultu Miłosierdzia Bożego, stąd jego niezliczone podróże po świecie z orędziem Miłosierdzia, co też mu wciąż wytykano. „Dałby lepiej na szpitale i szkoły” – obłudnie argumentowano, gdyż diabeł wiedział, że ten kult – jakże dziś w świecie rozpowszechniony – oraz Koronka do Miłosierdzia Bożego, staną się, obok Różańca Św. kolejnym przepotężnym orężem do walki katolików o dusze i wydzieranie ich piekłu. Tę batalię – duchową – Jan Paweł II wygrał, bezapelacyjnie. Skłaniam się nawet do myślenia, że być może w Boskich planach właśnie to dzieło miało być – i stało się – głównym celem Jana Pawłowego pontyfikatu.
Zaś gest z ucałowaniem Koranu, czy popisy ekumeniczne, np. w Asyżu – cóż, są błędami w praktykowaniu Wiary, ale pochodzącymi z błędów ludzkiej natury papieża. Jako człowiek, podlega on wszak takim jak wszyscy ograniczeniom poznania, ułomnej ludzkiej natury, złudzeniu, choć zapewne, w znacznym stopniu ograniczonymi przez świątobliwe życie większości papieży, ich stałą modlitwę własną oraz w ich intencji. Sam gest ucałowania świętej księgo islamistów nie był jednak brzemienny w żadne poważniejsze skutki. Pozostał budzącym kontrowersje gestem politycznym, a także łączony bywa z tym właśnie kultem Miłosierdzia, który wypełniał przecież całą istotę samego Jana Pawła II i jego pontyfikat. Być może, w jakimś emocjonalnym ludzkim odruchu, właśnie to pchnęło Wojtyłę do uczynienia tego gestu.
Nie miało to jednak dalszych następstw, nie wyczyniał tego, co potem robił Franciszek, często nazywany „kontynuatorem” linii JPII, choć jest to obraza dla naszego papieża, zresztą Franciszek go nie znosił i gdzie mógł tam pomijał jego imię i zasługi.
Zaś ekumenizm – ówczesna moda czy wręcz histeria. Być może, zaangażowanie papieża w to działanie propagandy światowej – dziś wiemy, że zmierzające do stworzenia NWO, wtedy jeszcze o tym nie mówiono, przynajmniej tak otwarcie jak dziś – to był jedyny aspekt, przez który masoneria światowa “wybaczała” papieżowi jego działanie wokół Bożego Miłosierdzia, lub powściągała pewnie nie raz planowaną przeciw niemu „ekspedycję karną”, bo przecież mogli go w każdej chwili zamordować (jedna próba się nie udała).
Sądzę, że mogło to być ceną, jaką musiał zapłacić za swe życie i możliwość doprowadzenia świata do pełni kultu Miłosierdzia Bożego. To zadanie wypełnił. Reszty nie wiemy.
Gwoli dopełnienia: Nie daje się wrogom Boga i religii, wrogom cywilizacji, wrogom wspólnoty narodowej – nie daje się niczego, co mogą wykorzystać potem do czynienia zła. Nie stwarza się okoliczności ułatwiających, sprzyjających kontynuacji nieprzerwanego ataku na religię katolicką – ataków z zewnątrz i od środka.
Nie daje im się takich prezentów pod żadnym pozorem – na przykład pod pozorem lub nawet z powodu autentycznej chęci okazania “miłości”.
Chrystus powiedział całą prawdę o naturze człowieka i o żydach, mówiąc “Waszym ojcem jest diabeł” oraz “Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama” czyli nie wytrwali w Starym Przymierzu, odrzucając Nowe, a także, że nie znają Boga Ojca.
Z tychże właśnie powodów postulat “poznawania się”, brednie o wierze w “tego samego Boga”, rezygnacja z ewangelizacji na rzecz “dialogu” jest porzuceniem misji Kościoła.
1. Nie stwarza się okoliczności ułatwiających, sprzyjających kontynuacji nieprzerwanego ataku na religię katolicką – ataków z zewnątrz i od środka.
Mogę obrócić to ostrze przeciw Tobie, mówiąc: w miejscu, w którym roi się od wrogów papieży posoborowych, nieustannie kontestujących kult Miłosierdzia Bożego i samą św. Faustynę a także nauczanie Jana Pawła II: ostatniego, jak się powszechnie uważa, prawdziwie “Maryjnego” i posłusznego Bożemu nauczaniu papieża – “Nie stwarza się [wspierając kontestowanie jego nauk – przyp. mój] okoliczności ułatwiających, sprzyjających kontynuacji nieprzerwanego ataku na religię katolicką – ataków z zewnątrz i od środka”.
2. postulat “poznawania się”, brednie o wierze w “tego samego Boga”, rezygnacja z ewangelizacji na rzecz “dialogu” jest porzuceniem misji Kościoła.
Nie znam takich wypowiedzi Jana Pawła II, bo rozumiem, że wciąż trzymamy się tu oceny jego nauczania.
No widzisz, Twoja reakcja jest dobitnym potwierdzeniem, że ogniskowanie sporu na osobie Jana Pawła II JEST BŁĘDEM dwóch stron:
– ze strony “krytyków” JP2
oraz
– ze strony obrońców JP2
Pomimo błędów JP2 to nie on był głównym katalizatorem tego zgubnego procesu. Można mówić o jego błędach i zaniechaniu, ale kluczowymi etapami tej degrengolady były:
– 1965 rok (Deklaracja Nostra Aetate) popierana przez Karola Wojtyłę, ale nie tylko, bo “inni szatani byli tam najbardziej czynni”
– 2015 rok (Dokument Watykanu)- „Dary i wezwanie Boże są nieodwołalne” – dokument watykański ogłoszony 10 grudnia 2015 roku przez Komisję ds. Relacji Religijnych z Judaizmem wedle interpretacji którego ” Kościół katolicki nie prowadzi ani nie popiera żadnej instytucjonalnej misji nawracania ukierunkowanej na Żydów, a sami Żydzi są uczestnikami zbawienia Bożego – odpowiada za to heretyk Franciszek,, a kontynuują judeopotworni przy pomocy judeopodobnych vide Ryś et consortes.
Stare herezje w nowej odsłonie. Polecam:
z uwzględnieniem tego: o. prof. Mieczysław Paczkowski OFM “Korzenie chrześcijańskiego syjonizmu”
ogniskowanie sporu na osobie Jana Pawła II JEST BŁĘDEM dwóch stron – ze strony “krytyków” JP2 oraz – ze strony obrońców JP2
Doceniam wysoki poziom naszego dyskursu, ale wybacz, nie rozumiem tej symetryczności błędu, wedle Ciebie. Że nie tylko atakujący, ale również obrońcy JPII “czynią błąd”, tylko nie objaśniłeś mnie, ciemnego człeka, jaki. Bo skoro broniąc – błądzę, to chciałbym coś wiedzieć, jak i którędy :-))
Symetryczność błędu polega na tym, że żadna ze stron nie mówi “prawdy, całej prawdy i tylko prawdy” tkwiąc w okowach dialektyki niemalże heglowskiej zamkniętej w schemacie teza i antyteza.
Ja mogę być do bólu konkretny podając przykłady konsekwencji błędów JP2. Na przykład dlaczego zaakceptował wprowadzone w Polsce w 1997 roku “dni judaizmu”, a potem “dni islamu”, co ułatwiło trucicielom sączenie trucizny. Poniżej przykłady narracji z błędnym cytatem, ale są to konsekwencje.
Ja z premedytacją chcę wyjść poza schemat tego sporu, wracając do fundamentu, dlatego zacytowałem Ewangelię, pisząc:
“Nie daje się wrogom Boga i religii, wrogom cywilizacji, wrogom wspólnoty narodowej – nie daje się niczego, co mogą wykorzystać potem do czynienia zła. Nie stwarza się okoliczności ułatwiających, sprzyjających kontynuacji nieprzerwanego ataku na religię katolicką – ataków z zewnątrz i od środka.
Nie daje im się takich prezentów pod żadnym pozorem – na przykład pod pozorem lub nawet z powodu autentycznej chęci okazania “miłości”.
Chrystus powiedział całą prawdę o naturze człowieka i o żydach, mówiąc “Waszym ojcem jest diabeł” oraz “Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama” czyli nie wytrwali w Starym Przymierzu, odrzucając Nowe, a także, że nie znają Boga Ojca.
Z tychże właśnie powodów postulat “poznawania się”, brednie o wierze w “tego samego Boga”, rezygnacja z ewangelizacji na rzecz “dialogu” jest porzuceniem misji Kościoła”
A Ty odpisałeś: ” Mogę obrócić to ostrze przeciw Tobie…”
Przeciwko mnie? Czy w tym, co napisałem jest zawarty jakiś fałsz? Jeżeli tak, to chętnie usłyszę na czym on polega. I właśnie z tego powodu twierdzę, że koncentracja tylko na osobie Jana Pawła II ogranicza horyzont widzenia.
Moim zdaniem, aby zrozumieć co się dzieje w historii należy zrozumieć czynnik duchowy, który jest kluczowy, związany zazwyczaj z religią prawdziwą – katolicką i religiami antychrysta – atakującymi wprost albo w różnych wersjach proxy np. przy pomocy ideologii, ekumenizmu, dialogu, synodalności, a ostatnio w formie heretyckiej mieszanki fałszywej religii i polityki.
Te punkty “judaistyczne” zebrane przez Ciebie w całość jako synteza błędów JP2, jeśli chodzi o jego stosunek do żydów (chazarów) i ich religii zwanej judaistyczną (talmudyzm) są prawdziwe. Nawet, powiedziałbym, że tak zebrane wywierają wstrząsające nieco wrażenie.
Bo każdy z tych trzech punktów został już do dziś dokładnie zweryfikowany i skompromitowany w świetle dzisiejszej naszej wiedzy o tzw. judaizmie jako w zasadzie już nie religii opartej na Torze, a na księgach rabinackich i okultystycznych w ramach Talmudu. Za pontyfikatu JPII wiedza ta nie była aż tak rozpowszechniona jak dzisiaj, lecz były liczne prace, m.in. niezwykle bogato udokumentowane ks. prof. Paradowskiego, które prof. Karol Wojtyła miał obowiązek znać. Ale pewnie nie znał, skoro opowiadał bajki o “wspólnych braciach w wierze” (nawet jeśli, dla sprawiedliwości dodamy, że w oryginale wyraził się “niejako” wspólnych, co znacznie osłabia to wyrażenie). Nie będę tu powtarzał rozlicznych naszych komentarzy i odsyłań do tekstów źródłowych, jakie “w tym temacie” zamieszczaliśmy przez lata na Legionie.
Czyli – w zasadzie zgadzam się, że w stosunku JPII do tematu państwa i narodu zgromadzonego na ziemi palestyńskiej, tkwi poważny błąd. Jest on w dużej mierze zawiniony przez ten głupawy filosemityzm profesorski rozpowszechniony w Krakowie za sprawą filosemickiej propagandy pół- i ćwierć chazarów, a nawet i pełnych, zalęgłych w środowisku Obłudnika Powszechnego. Niestety, Karol Wojtyła należał do tej kamaryli intelektualnej, choć, oczywiście, ją przerastał, niemniej wiadomym mi jest z pierwszych ust, jak często ci różni Turowicze i Woźniakowscy ujeżdżali na trasie Kraków – Watykan, niekiedy nawet regularnie raz w tygodniu. Tam debatowali przy pierożkach przyszykowanych przez siostry, też z Krakowa, nie mogąc dość naśmiać się ze starych dobrych facecji i anegdot z czasów, gdy wszyscy razem trzęśli przez dekady inteligencką Polską.
To obciążenie krakówkowate szło przez całe życie za Karolem Wojtyłą, nigdy się tego prowincjonalizmu krakowskiego nie pozbył. I to też zaciążyło na jego, jako papieża, filosemickim stosunku do “starszych braci w wierze”.
Przyznając Tobie pełną rację w tym względzie, nadal jednak upieram się, że był to jego błąd ludzki i nie powinien mieć wpływu na powszechne rzymsko-katolickie praktyki religijne. A że miał – to już wina klakierów i tej hałastry wyhodowanej przez Tyg Powsz. i jemu podobne środowiska “katolików postępowych”. Jednak Jan Paweł II – nadal go będę bronił – nie mógł mieć przed prawie pół wiekiem naszej wyrazistej świadomości, ku czemu się to rozwinie i do czego doprowadzi. Choć z drugiej strony, bywali już wtedy tacy intelektualiści katoliccy, jak np. francuski pisarz Julien Green, którzy poważnie przed tymi następstwami ostrzegali. Ale, jak podejrzewam, Jan Paweł II ich nie czytywał. Pewnie wolał Maritaina.
Tak, fatalne są skutki tego błędu, fatalne.
Nie mogę nic więcej powiedzieć. Reszta jest w Rękach Najwyższego.
No widzisz, Twoja reakcja jest dobitnym potwierdzeniem, że ogniskowanie sporu na osobie Jana Pawła II JEST BŁĘDEM dwóch stron:
– ze strony “krytyków” JP2
oraz
– ze strony obrońców JP2
jako przykład
W czasie plandemi czesto spór ogniskowany był na osobie ministra zdrowia, tego czy tamtego, i dalej jego powiazaniach i tak dalej… na analizie danego zakazu, badz nakazu..
sztuka manipulacji
gdzie prawdziwi twórcy sa schowani nietknieci i prawdziwy problem do rozwiazania jest gdzie indziej.. prawdziwe zagrozenie również. dr Hałat czesto trafiał w punkt… ale już nie dziś.. Pozdrawiam
Też tak uważam w tym przypadku, i nawet ileś razy to tłumaczyłem, że chęć okazania miłości zdominowała świadomość budowaną na wiedzy, że mamy do czynienia z kimś, kto ma diabła za ojca – i to jest najwyższa forma poznania – wiedzy pochodzącej od Chrystusa.
Nie bez powodu wspomniałem o Maxie Schelerze, który teoretycznie miał rację, że czucie jest najwyższą formą poznania wartości, lecz w praktyce nieraz wygląda to inaczej…
Scheler twierdził równocześnie, że nadmierny rozwój poznawczy sił jednego rodzaju powoduje degradację sił poznawczych innego rodzaju. JP2 zgubiły uczucia do Żydów. Stracił czujność, roztropność.
W tym kontekście twierdzenie, że JP2 był “Judaszem” jest, mówiąc delikatnie, fałszywe, stąd mój “konflikt” z obsesjonatami. Św. Piotr nie był Judaszem – zaparł się ze strachu, JP2 stracił z pola widzenia prawdę (w omawianym aspekcie) z powodu uczucia, które go zaślepiło.
Tak. Trzeba, o ile to możliwe dokonywać wiwiseksji korzystając z rozumu, prześwietlając łańcuch przyczynowo-skutkowy i nie przerywać ogniwa na samym końcu, bo łatwo wstawić nowe w kilku rozgałęzieniach, ale go przerwać na samym początku. Dr Hałat mówił o przyczynach.
Pozdrawiam
Bardzo głębokie rozwinięcie tej tezy. Sądzę, że jak mało która, ta nasza wymiana myśli na temat JP2 była potrzebna. Niejedno ze słów, które tu padły, zostaną we mnie na długo.