Stosunek państwa ukraińskiego do Polski to kolejny obszar, nieznany Polakom. Polska od początku istnienia tego państwa okazuje mu wielką życzliwość i wszelkie wsparcie, co jak dotąd nie spotkało się z przychylną odpowiedzą ze strony władz i społeczeństwa Ukrainy. Politykę państwa ukraińskiego wobec Polski należy określić jako dynamiczną – od obojętności, przez niechęć, do otwartej wrogości. Polega ona na oszczerstwach na forum międzynarodowym, roszczeniach finansowych, groźbach wobec polskich polityków, polskiego narodu i polskiego państwa ze strony przywódców państwa ukraińskiego. Stosunek ludności ukraińskiej wobec Polski i Polaków jest zróżnicowany i zależy od konkretnego przypadku.
◊

Obraz tytułowy: LINK
Rozbiór Ukrainy, czy to dobrze?
W dniu 27 lipca 2026 z okazji Dnia Marynarki Wojennej prezydent Federacji Rosyjskiej Władymir Putin odbył uroczyste spotkanie z oficerami. Podczas zwyczajowego przemówienia padły znamienne słowa, dotyczące Ukrainy i jej sąsiadów.
Putin stwierdził, że zachodnie ziemie obecnego państwa ukraińskiego to dar od Stalina w ramach jednego, sowieckiego państwa, i że nie należą się państwu ukraińskiemu, gdyż zostały zabrane sąsiadom – Polsce, Węgrom i Rumunii. Stwierdził dalej, że to Rosja była gwarantem integralności terytorium państwa ukraińskiego, a teraz jest tylko kwestią czasu, gdy część ziem obecnej Ukrainy powróci do swych pierwotnych właścicieli. Z tej wypowiedzi można wnioskować dyplomatyczny gest wobec Polski, Węgier i Rumunii, przez który Rosja chce wyciągnąć te kraje z koalicji proukraińsko – antyrosyjskiej, obiecując zdobycze terytorialne. Wypowiedź ta nie została dostrzeżona w społeczeństwie polskim, media głównego nurtu nie skupiały się bowiem, aby poinformować Polaków, że taki fakt miał miejsce. Zareagował MSZ, w sposób standardowy i przewidywalny, potępiając Rosję. Wypadałoby jednak pochylić się nad tą wypowiedzią prezydenta Rosji, tym bardziej, że to nie pierwsza oferta podziału ziem ukraińskich. Już za „pierwszego Tuska” Sikorski mówił, że Putin składał taką propozycję. Należy więc uznać, że jest to oferta współpracy dla państw Europy Środkowej, w tym Polski, póki co leżąca na stole, służąca rozwiązaniu problemu Ukrainy.
Czytaj też:
zagrozenia-i-swiadomosc-polakow
Wpierw należy odnieść się do samego problemu – państwa ukraińskiego i jego bytu. Niepodległość zdobyło w 1991 r., jako republika sowiecka, oddzielająca się od konającego Związku Radzieckiego. Dzisiejsze państwo ukraińskie wywodzi się więc z ZSRR, i w ramach tamtego państwa powstały jego granice. Zostały one ustalone przez Lenina, Stalina i Chruszczowa. To są ojcowie – założyciele dzisiejszej Ukrainy, którzy decydowali o kształcie jej granic. To Stalin odebrał Polsce ziemie w 1939 r. i włączył je do swojego państwa, a tak się akurat złożyło, że najbliższym okręgiem administracyjnym, do którego mógł włączyć zabrane tereny, była republika ukraińska. Tak samo z Bukowiną, odebraną Rumunii w 1939 r., tak samo z Zakarpaciem, odebranym Węgrom w 1920 r. i przekazanym Czechosłowacji, a w 1945 r. ostatecznie Ukrainie. Już w ramach ZSRR, z inicjatywy Chruszczowa do ukraińskiej republiki sowieckiej dołączono Półwysep Krymski. Tak ukształtowane państwo ogłosiło niepodległość dzięki rozkładowi ZSRR 24 sierpnia 1991 r. Status Ukrainy i jej bezpieczeństwo zostały potwierdzone podczas Memorandum budapesztańskiego w 1994 r., dzięki porozumieniu Rosji, USA i Wielkiej Brytanii. Państwo ukraińskie ma więc bardzo krótką historię, a swój kształt i istnienie zawdzięcza potęgom zewnętrznym. Ukraina ma oczywiście swoją myśl ustrojową, narodową i geopolityczną. Historia tych przemyśleń zaczyna się w II połowie XIX w. i opiera się na darwinizmie społecznym, kulcie siły i szowinizmie, czego emanacją był i nadal jest rozwój banderyzmu jako ideologii państwowej państwa ukraińskiego. Polacy zasadniczo nie znają historii Ukrainy i jej spraw wewnętrznych, co jest jedną z przyczyn ulegania iluzjom, szerzonym przez wrogów Polski.
Stosunek państwa ukraińskiego do Polski to kolejny obszar, nieznany Polakom. Polska od początku istnienia tego państwa okazuje mu wielką życzliwość i wszelkie wsparcie, co jak dotąd nie spotkało się z przychylną odpowiedzą ze strony władz i społeczeństwa Ukrainy. Politykę państwa ukraińskiego wobec Polski należy określić jako dynamiczną – od obojętności, przez niechęć, do otwartej wrogości. Polega ona na oszczerstwach na forum międzynarodowym, roszczeniach finansowych, groźbach wobec polskich polityków, polskiego narodu i polskiego państwa ze strony przywódców państwa ukraińskiego. Stosunek ludności ukraińskiej wobec Polski i Polaków jest zróżnicowany i zależy od konkretnego przypadku. Zasadniczo Ukraińcy traktują Polskę jako Zachód i bardzo chętnie przeprowadzają się na terytorium naszego kraju. W większości nie mają agresywnych zamiarów, nie chcą zmieniać Polski w Ukrainę, tylko żyć wygodnie i bezpiecznie. Zdarzają się jednak ludzie stamtąd bardzo niewdzięczni i roszczeniowi, a także wyznawcy ideologii banderowskiej, szczególnie agresywnie nastawionej do Polaków. Nie można więc powiedzieć, że Ukraińcy darzą Polskę jakąś szczególną przyjaźnią, ale często wybierają nasz kraj jako swoje miejsce do życia. Kategoria wdzięczności wobec Polaków i Polski nie jest w większości przez Ukraińców rozpatrywana, co wynika z odmiennego wobec Polaków, turańskiego wzorca cywilizacyjnego. To jest błąd, popełniany powszechnie w Polsce: oczekiwanie od Ukraińców, że okażą wdzięczność. To jest rzadkie w cywilizacji turańskiej, tam nie okazuje się wdzięczności, ale respekt wobec siły. Tego więc, a nie wdzięczności powinni Polacy domagać się od Ukrainy i Ukraińców: respektu, do tego jednak należy potrafić okazywać siłę i zdecydowanie.
Nie ulega jednak wątpliwości, że państwo ukraińskie składa się w dużej mierze z ziem niegdyś polskich, z których polskość była rugowana w kilku falach: rusyfikacja i germanizacja w czasie zaborów; agresja Ukraińców w latach 1918-1921; represje stalinowskie przed II Wojną Światową: fala represji w latach 1939-1941; represje niemieckie podczas okupacji hitlerowskiej; i największa likwidacja polskości, wielka rzeź Polaków i innych nacji, dokonana przez Ukraińców pod wodzą UPA w latach II Wojny Światowej i po niej, zwana zwykle Rzezią Wołyńską. Ukraińcy nigdy Polaków nie przeprosili, nie umożliwili ekshumacji i pochówku pomordowanych Polaków, nie dali żadnego zadośćuczynienia. Przeciwnie, stosunek władz Ukrainy do Polaków polega na bucie, okazywaniu wyższości, słownej agresji i decyzjach, w ogóle nie liczących się z polskim interesem. Czynniki nacjonalistyczne, czyli banderowskie idą jeszcze dalej, posuwając się do roszczeń terytorialnych i otwartych gróźb. Poza tym od 24 lutego 2022 r. władze Ukrainy robią bardzo dużo, aby wciągnąć Polskę i NATO do wojny z Rosją. Politykę państwa ukraińskiego wobec państwa polskiego i Polaków można zatem określić jako wrogą. Polska ma więc realne powody, aby obawiać się zarówno państwa ukraińskiego, jak i niektórych czynników społecznych. Są to zagrożenia, dotyczące bezpieczeństwa, polityki i ekonomii. Nastroje antypolskie są szczególnie żywe na Ukrainie Zachodniej, tam, gdzie niegdyś kwitło polskie życie, a skąd bardzo okrutnie polskość usunięto.
W tym kontekście należy spojrzeć realistycznie na ofertę prezydenta Putina i odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Czy Ukraina może prowadzić politykę przyjazną Polsce? Odpowiedź brzmi: teoretycznie TAK, praktycznie NIE. Czy Ukraina może wygrać wojnę z Rosją? Odpowiedź brzmi: NIE. Czy Ukraina może samodzielnie funkcjonować jako państwo bez protekcji zewnętrznych potęg? Odpowiedź brzmi: NIE. Czy państwo ukraińskie po zakończonej wojnie może być zagrożeniem dla Polski? Odpowiedź brzmi: TAK. Czy Polska jest w stanie uporać się samodzielnie z Ukrainą? Odpowiedź brzmi: NIE. Czy Polska prowadzi własną politykę w interesie narodu i państwa polskiego? Odpowiedź brzmi: NIE. Czy Polska może liczyć na ochronę Zachodu przed Ukrainą? Odpowiedź brzmi: NIE. Czy Polska ma wspólny interes z Rosją przeciw Ukrainie? Odpowiedź brzmi: TAK. Czy Polska byłaby w stanie zaanektować część ziem ukraińskich, a niegdyś polskich? Odpowiedź brzmi: NIE. Czy oprócz Polski są inne państwa zagrożone przez Ukrainę? Odpowiedź brzmi: TAK, cały region, wszyscy sąsiedzi.
Wnioski należy wyciągnąć następujące. Polska nie ma interesu w popieraniu państwa ukraińskiego, gdyż jest ono zagrożeniem dla państwa polskiego. Aby Ukraina mogła przestać być zagrożeniem dla Polski, Polska musiałaby odzyskać niepodległość i prowadzić wobec Ukrainy własną politykę. Nawet jednak wówczas sama Polska byłaby za słaba, aby uporać się z naciskiem ze strony państwa ukraińskiego. Należy pamiętać, że państwo to jest własnością oligarchów i zachodnich funduszy, a główne wpływy polityczne, za pośrednictwem USA, Wielkiej Brytanii i Niemiec mają tam siły koszerne. Skoro więc Polska nie może sama poradzić sobie z państwem ukraińskim w kontaktach międzypaństwowych, tym bardziej nie byłaby w stanie poradzić sobie z zagospodarowaniem anektowanych ziem. Byłoby to dla Polski strategiczną katastrofą, narażającą Polaków na wielkie zagrożenie banderowskim terroryzmem, jak w czasach II RP. Należy odrzucić romantyczne mrzonki o powrocie Lwowa do Polski w obecnym kształcie stosunków. Absolutnie Polska nie powinna wcielać żadnych ziem obecnego państwa ukraińskiego, bo byłaby to bramą do konfliktów wewnętrznych w państwie polskim. Nie powinna też przyjmować takich prezentów od Rosji, gdyż to stawiałoby Polskę w roli moskiewskiego klienta, przez co Rosja uzyskałaby gwarancję stałego wtrącania się w wewnętrzne sprawy polskie.
Problem Ukrainy należy rozwiązać inaczej, i zrobić to we współpracy ze wszystkimi państwami regionu, zagrożonymi przez państwo ukraińskie. Należy wyodrębnić państwa, zainteresowane w bezpieczeństwie ze strony Ukrainy, należące dziś do Unii Europejskiej, nawet bowiem po jej rozpadzie wciąż będą miały wspólne interesy. Te państwa to Węgry, Czechy, Słowacja, Rumunia i Polska. Powinny one zawiązać ściślejszy sojusz antyterrorystyczny, zwany Europejską Strefą Bezpieczeństwa. Strefa byłaby wolna od terroryzmu, zagrażającemu obecnie Europie: banderowskiego, czyli nazistowskiego, islamskiego i lewackiego. Do tego sojuszu, na zasadzie partnerstwa mogłyby być zapraszane inne państwa regionu: Mołdawia, Białoruś, Serbia, Bułgaria, Austria, ew. inne, jeśli wspólne interesy zostałyby uzgodnione. Niemcy byłyby wykluczone ze względu na ich dążenia imperialne i wspieranie Ukrainy. Państwa bałtyckie należałoby uznać za strefę wpływów Rosji i nie mieszać się do ich spraw. Rosję trzeba by zaprosić do współpracy jako państwo zainteresowane, na specjalnych zasadach, aby uniknąć dominacji rosyjskiej w Strefie. Wszystkie te państwa powinny zająć się bezpieczeństwem wewnętrznym Ukrainy i jej ludności. Obecnie bowiem ludność bardzo cierpi na skutek wojny i polityki reżimu kijowskiego, na skutek obecności tam wpływów spoza regionu. Główne zadanie sąsiadów Ukrainy polegałoby na zapewnieniu bezpieczeństwa całego regionu i ludności cywilnej, w tym ludności Ukrainy. Wymagałoby to ustanowienia sojuszniczej kontroli międzynarodowej, podobnie, jak nad Niemcami po II Wojnie Światowej. Celem tej kontroli byłoby również to samo: denazyfikacja Ukrainy i ukształtowanie nowych elit państwa ukraińskiego, które byłyby z jednej strony świadome interesu państwa, a z drugiej przychylnie nastawione do sąsiadów. Jest to praca na kilkadziesiąt lat, i przez ten czas terytorium Ukrainy powinno być strzeżone przez jej sojuszników regionalnych od wszelkich wpływów spoza regionu. Taki sojusz powinien zostać zawiązany zwłaszcza po zaanektowaniu części ziem państwa ukraińskiego przez Rosję, aby nie dopuścić do roszczeń terytorialnych Ukrainy wobec sąsiadów.
Czytaj też:
Ten specjalny status Ukrainy byłby częścią szerszego projektu geopolitycznego, łączącego Wschód i Zachód, jako Globalna Oś Pokoju Waszyngton – Warszawa – Pekin. Należałoby też dołączyć do projektu Indie, Iran, Turcję i inne państwa BRICS, między innymi w celu zrównoważenia wpływów Rosji. Taki kształt sojuszu pozwoliłby na współpracę wzdłuż drugiej Osi Pokoju Północ – Południe, łączącej Morze Barentsa z Morzem Arabskim, tam, gdzie dziś przebiega Nowa Żelazna Kurtyna. Polska byłaby centralnym obszarem sojuszu, zapewniającym homeostazę kontynentalną, jako Most i Strażnica Eurazji. W ten sposób państwa Europy Środkowej mogłyby w pełni wykorzystać relacje z Zachodem, zarówno europejskim, jak i atlantyckim. Rozwiązanie kwestii ukraińskiej jest więc problemem nie tylko Ukrainy i Rosji, ale również Polski i innych państw regionu, a szerzej – całego świata. To jednak powinno zostać ustalone na forum regionalnym, z pominięciem wpływów Zachodu i sił koszernych.
O zagrożeniach, wojnach, Żydach, gojach, Ukrainie, Rosji, Chinach, Ameryce, i wyjściu z matni piszę w mojej najnowszej książce: Nasza polska walka. Tak odniesiemy zwycięstwo. Link do książki: sklep
________________
Rozbiór Ukrainy, czy to dobrze?, Bartosz Kopczyński, 31 lipca 2026
◊
Więcej: Bartosz Kopczyński
Sensownie napisane, niemniej jest to political fiction.
Należy odrzucić romantyczne mrzonki o powrocie Lwowa do Polski (…) Absolutnie Polska nie powinna wcielać żadnych ziem obecnego państwa ukraińskiego, bo byłaby to bramą do konfliktów wewnętrznych w państwie polskim.
Jako potomek mojej babki, będącej siostrą Orlęcia Lwowskiego, spoczywającego w anonimowej mogile bohaterów na cmentarzu Orląt we Lwowie, muszę z wątpliwą satysfakcją stwierdzić, że p. Kopczyński wreszcie ukazuje swoją prawdziwą twarz. Nie myliłem się co tego mędrca z Torunia. To jego “zdroworozsądkowe” gadanie o “romantycznych mrzonkach” udające rozsądek i racjonalizm, ukrywa jednak małość ducha i kapitulanctwo. Podobnie o “romantycznych mrzonkach” prawił niejeden z marksistowskich “myślicieli”, w tym prof. Maria Janion, główna “pogromczyni” polskiego Romantyzmu na katedrach polonistyki. Spod jej igły pochodzą takie okazy myśli “zdroworozsądkowej”, jak np. słynna Kazimiera Szczuka czy drugi tęgi umysł historiozoficzny, Monika Jaruzelska.
Ale także wcześniej o “romantycznych mrzonkach” słyszało niejedno pokolenie Polaków, w tym mój dziadek, kiedy uparł się w 1918 r. na powrót do Polski z Niemiec, dokąd wyemigrował z poznańskiego podczas zaboru. Polska to jest przecież “państwo z kartonu” i nigdy niepodległe nie będzie – przekonywała go jego własna siostra, całkiem zniemczona. Ale wrócił i kazał swej rodzinie, w tym mojej matce, wyjść z pociągu na stacji granicznej w Pile i ze łzami całować polską ziemię. Teraz jego i jego potomków groby są otoczone w Polsce pamięcią i modlitwą, a grób ciotki w Berlinie zaorano i nikt już nie wie, gdzie był.
Tego pan Kopczyński w swoim drobnomieszczańskim umyśle nigdy nie zrozumie. W polskiej historii przecież cuda się zdarzały nie raz, i w ogóle, wielka historia świata jest oparta na cudach, bo jest ona własnością Boga i rozgrywa się w wielkim planie nadprzyrodzonym, a nie w ciasnych i obliczonych na chwilowy zysk i poklask umysłach ludzi. Cud powrotu Lwowa do Polski zapowiada niejedno orędzie Matki Bożej, w tym całkiem niedawne, sprzed paru lat, dane Adamowi Człowiekowi. Ale tacy jak pan Kopczyński na orędzia Boże nie zważają, wolą swoje marne kalkulacje.
Więc i również za możliwą uważam jego zapowiedź, że przeciwnikami powrotu Lwowa do Macierzy będą sami Polacy. A raczej – polactfo. Królik nigdy nie zrozumie orła, nie będzie wiedział, dlaczego chce on wzlecieć tak wysoko skoro można skręcić kark, a tu na podwórku wśród kurzych kupek jest tak przyjemnie.
Nic z tych rzeczy, szanowny panie. Nie da się tego zrobić w obecnych warunkach. Gdy mieszkają tam ludzie, którzy nienawidzą nas i pamięci o nas, a my robimy wszystko, aby okazać swoją słabość. Poza tym nasze państwo jest obecnie bardzo słabe, a naród otępiały i rozbity. Proszę zwracać uwagę nie tylko na to, co budzi Pańskie emocje, ale również co znajduje się między wierszami. To, o czym Pan marzy, byłoby możliwe dopiero wtedy, gdyby mieszkający tam ludzie byliby podobni do nas i sami tego chcieli, a państwo polskie silne, zasobne i mocne sojuszami. Nawet wówczas należałoby to uzgodnić z tymi siłami, które miałyby tam swoje interesy. To jest praca na dziesięciolecia co najmniej. To należy rozumieć jako realizm i nie uleganie romantycznym porywom. Cuda się zdarzają, ale nie można z góry zakładać Boskiej interwencji. Samo chciejstwo nie wystarczy, musi być jeszcze dużo mocy swobodnej.
Szanowny Autorze tej politpoprawnej politgramoty.
Ukraina ze wstrętem odrzuca wszystko co tylko pachnie ruską onucą. Wyburza pomniki, niszczy ksiażki w rosyjskim języku, wyrzuca z historii i programów szkolnych postaci rosyjskich wojskowych,uczonych czy ludzi kultury. Nie chce mieć nic wspólnego z Moskwicinami i ich znać. Ale jakoś tego podarunku od Stalina w postaci naszych Kresów nie brzydzi się i nie zamierza go ze wstrętem odrzucić i nam go podrzucić.
Byłbyś uprzejmy wyjaśnić podobna schizofrenię, bo szczerze mówiąc, ja sam nie daję rady.
Co do konkretów. Sprawy, tzw. ukraińskie można było próbować, przynajmniej załatwiać w okresie od – oficjalnie oczywiście – końca 1991r. do ogłoszenia memorandum budapeszteńskiego. To było okienko transferowe i ono raczyło, było się zamknąć. Był czas na:
a) ekshumacje,
b) wymuszenie oficjalnego ukorzenia się strony “ukraińskiej” i co najmniej deklaracji zadośćuczynienia,
c) podpisania umowy międzynarodowej o wzajemnej współpracy, wraz ze zrzeczeniem się przez stronę ukraińską jakichkolwiek roszczeń terytorialnych – również w wymiarze indywidualnym – wobec Polski i uznaniem legalności akcji Wisła,
d) powołaniem na Ukrainie polskich organizacji, w wymiarze co najmniej symetrycznym z ukraińskimi organizacjami funkcjonującymi w Polsce,
e) przesyłu nadwyżek energetycznych Ukrainy na terytorium RP, w ramach istniejącego i niezlikwidowanego, naówczas systemu energetycznego Pokój, na warunkach komercyjnych z uwzględnieniem specyfiki rynku systemu energetycznego Pokój.
To jako zarys.
Pytanie:
kto administrował III RP w okresie od ogłoszenia secesji USRR z ZSRR do ogłoszenia memorandum budapeszteńskiego?
Tych osobników należy w pierwszej kolejności rozliczyć.
Powtarza Pan znów ten “realizm” i “uleganie romantycznym porywom” co znaczy, że innych argumentów Pan nie ma i nic nie zrozumiał z tego, co napisałem. I do jakich Sił drzemiących w narodzie ja się odwołuję. A Pan – nudno, swoje. Jak ten Kopczyński. Nie pogadamy.
“gdyby mieszkający tam ludzie ….”
A ci ludzie muszą tam mieszkać?
Mierz wysoko, patrzaj pod nogi.
Lwów- Semper fidelis Tibi Poloniae.
Co nam obca przemoc wzięła szablą odbierzemy…lub zmieńmy nasz hymn.
Argumentów na powrót Lwowa jest wiele.
Trzeba tylko chcieć i mieć jasny cel.
My Naród, synowie ojców i dziadów, tych co byli IV armią Aliantów w II WŚ
żądamy wyrównania wielkości naszego terytorium do stanu sprzed wojny!
Nie żądamy obcej ziemi a naszej spod okupacji państwa kolaborantów III Rzeszy Niemieckiej!
Od Rosji żądamy prawnego anulowania paktu Ribbentrow-Mołotow!
Można tak długo.
Określcie cel i powtarzajcie go w każdej rozmowie, aż zobaczycie go przed oczami.
Pięknie powiedziane. Niestety lud polski – bo już nie całkiem naród taki, jaki był – zatruty został po ostatniej wojnie potężnym influksem małości, interesowności, służalstwa, jakiego w takim natężeniu w polskiej historii nie było. Tym zmyślnym kmiotkom przywrócenie sprawiedliwości dziejowej – dokładnie tak, jak Pan pisze – jawi się jako “mrzonka romantyczna”, przy czym słowo “romantyczna” wymawiane jest z pogardą, jakby ich lokajska mentalność miała być czymś “lepszym”, “skuteczniejszym”, “bardziej racjonalnym”.
Choć właśnie to słowo i wierność jemu symbolizuje ducha Polski wskrzeszonej w 1918 r. – za sprawą cudu, tak mówiono, bo kto jeszcze rok wcześniej mógł przewidzieć, że jednocześnie rozpadną się w proch aż trzy monarchie! – a także potężnego ducha ratunku przed kolejną mongolską niewolą w 1920 r. w beznadziejnej, zdawało się, walce.
Ale tłumaczyć im to, to jak ze ślepym o kolorach. Polska, jej dziedzictwo, jej duch nie raz w historii dawały wyraz nieprawdopodobnej zdolności odradzania się z popiołów. Tak właśnie w Bożych planach – o ile je prawdziwie odczytujemy poprzez proroctwa i znaki – może być i tym razem. Duch w jednej chwili powróci do spustoszonego, zdawałoby się, miasta. Tacy panowie Kopczyńscy zapewne trzymają się swego Torunia i rzadko albo wcale nie bywają we Lwowie. Nie są więc w stanie zrozumieć, jak do dziś polskością dyszy tam każdy kamień. Nowi sublokatorzy snują się wśród tych królewskich murów jak jakieś karzełki i choćby wrzeszczeli nie wiadomo co, aż do zdarcia swych chachłackich otworów gębowych, ducha Polski tam nie zakrzyczą. Wystarczy chwila – jestem tego pewien – aby on powstał z martwych.
I niech nie straszą nas wciąż ukrami, bo to jest plemię i podzieli los innych plemion. Wystarczą na takich sprawne służby specjalne, bezwzględna policja i mocne jasne ustawodawstwo. Oczywiście, w dzisiejeszym “ukropolin” nie jest to wykonalne. Ale nic nie trwa wiecznie.
Myślę, że niesprawiedliwie zaliczasz Kopczyńskiego do opisanej przez siebie grupy- wynarodowionej i ogłupionej. Ja to odebrałem jako stan na teraz, a nie negację ostateczną – rezygnację z aspiracji i z sprawiedliwości dziejowej.
Jesteśmy w najbardziej tragicznej – niebezpiecznej sytuacji w dziejach, abstrahując od czasu II Wojny.
Z pewnością – biorąc pod uwagę obfitą całość dotychczasowych dokonań p. Kopczyńskiego w publicystyce – nazwijmy to umownie “wolnościowej” – zaliczenie go przeze mnie do grupy “wynarodowionej i ogłupionej”, jak ich nazwałeś, byłoby krzywdą dla niego a hańbą dla piszącego. I na pewno nie taki zamiar miałem, ani taki mam pogląd na jego osobę.
Popełnił jednak POWAŻNY błąd (mniejsze wytykałem mu wcześniej) – być może uniesiony sukcesem swych dotychczasowych, cieszących się uznaniem wystąpień, których daje masę, może nawet za wiele. Jego tak despotycznie negatywne postawienie sprawy powrotu Lwowa do Macierzy, nie godzi się Polakowi i myślicielowi tej rangi.
Jak wielu Polaków, jestem na punkcie Lwowa – także z racji rodzinnej historii – ogromnie wrażliwy. Podobne, niegojące się poczucie bólu i krzywdy narodowej mają Węgrzy, o czym mogłem przekonać się podczas ostatniego tam pobytu przed paroma miesiącami. Im też wskutek masońskich umów o złamaniu kręgosłupa monarchii austro-węgierskiej zabrano ogromny szmat kraju wraz z 5 milionami obywateli – co w tak w sumie niezbyt licznym narodzie jest stratą gigantyczną. Myśmy już w Polsce, niestety, przyzwyczaili się do słuchania różnych antypolskich głupot (ostatnio zabłysnął Jakubiak wychwalając Morawieckiego), które u innych, bardziej zdyscyplinowanych emocjonalnie i myślowo nacji, byłyby nie do pomyślenia. Nie wyobrażam więc sobie, aby na Węgrzech ktoś, kto chce zachować swe dobre imię, posunął się do publicznego negowania praw powrotu do węgierskiej macierzy ziem zabranych Węgrom wskutek Traktatu Wersalskiego. To by po prostu nie mieściło się w węgierskiej głowie patrioty i człowieka z jakim takim ilorazem.
Pan Kopczyński, którego, jak sądzę, nic w jego biografii nie upoważnia do tak apodyktycznych stwierdzeń na temat Kresów, musi być świadom, że w ten sposób jednak daje do ręki oręż takim właśnie tchórzom i kapitulantom, o których pisałem, a do których on przecież nie należy. Ale sam wpisał się w ich historyczną optykę, choć tak bardzo różni się od nich.
Szanowny Łotrze sprawa nie jest prosta. Ruszając Lwów, a pewnie i Wilno ruszamy Szczecin, Wrocław, czy nawet Lębork. Czyli kopiemy domino. Powoli, powoli i z milczącą rozwagą.
A co do Węgrów, płacą za Mohacz, akurat okrągła rocznica. A co do Hiszpanów, prawda co napisałeś, ale jest to też kara dla nich od międzynarodówki sanhedryńskiej za cywilizacyjną asymilację autochtonów Ameryki południowej i środkowej, w przeciwieństwie do WASP-owskiej drogi Ameryczki północnej.
Nie ruszamy. TO STRASZAK. To jest stara stalinowska narracja, że to w ramach rekompensaty za wschodnią grabież.
Oczywiście Niemcy chcą, ale my też chcemy – powinniśmy wyegzekwować rekompensatę za wojnę. Ziemie zachodnie tego nie pokrywają. Kilka milionów polskich ofiar.
Jednak uważam, że ruszamy. Niemcy tylko czekają na zmiany granic w Europie. Proszę zwrócić uwagę, że rozpad Jugosławii nie wywołał zmian granic pomiędzy poszczególnymi składnikami, nie liczę tu Kosowa, bo to była amerykańska rozgrywka i Niemcy nie mieli tu nic do powiedzenia. Rozpad Czechosłowacji też nie zmienił granic, a do tego był zapisany w umowie z 1918r.
A jak Pan sobie wyobraża – obecnie – możliwość wyegzekwowania reparacji? Bo ja słabo, bardzo słabo. A swoją drogą, te wszystkie kundelki co ujadają na wschodniego niedźwiadka, ani słowem nie zająkną się na temat reparacji od spadkobierców byłego ZSRR. A chyba one również nam się należą?
Nie powinniśmy ulegać obcej narracji. A, “możliwość wyegzekwowania reparacji?” Przecież nikt do tej pory się za to nie zabrał. Nie mamy państwa i nie mamy polskich polityków w instytucjach. A ” temat reparacji od spadkobierców byłego ZSRR”? Też. tutaj Rosja, tak się domyślam, będzie chciała wykpić się “oddaniem nam części “Ukrainy”.
Szanowny Nietytusie, straszenie Niemcem znamy od czasów co najmniej gomółkowskich. Wtedy też głównym straszakiem był Adenauer i ziomkostwa, które “chcą nam odebrać Wrocław i Szczecin”. Więc to nic nowego. Właśnie dzielność naszego ducha polegać ma na tym, aby robić to co należy, tak, jak czynimy obecnie domagając się prawdy o rzezi na Wołyniu i pochówku ofiar, nie patrząc na groźby Kijowa. Podobnie jest z zadośćuczynieniem sprawiedliwości dziejowej, jak powrót rycerskiego serca Polski na jego właściwe miejsce, gdzie biło przez wieki. Bo Stalin dobrze wiedział co robi “nowej Polszy”, wydzierając jej samo serce odwagi i dzielności, jakim zawsze był Lwów.
A co do wojny na Bałkanach to jest Pan w błędzie, bo właśnie była to intryga niemiecka, nie amerykańska (ci potem dołączyli). Niemcy, które bardzo wzmocniły się po zjednoczeniu w roku 1990, nie pozostały obojętne na powstanie inicjatywy Heksagonale, stanowiącej zagrożenie dla ich pozycji w tzw. Mitteleuropie. Podjęły zakulisowe działania, które przyczyniły się do proklamowania niepodległości przez Słowenię i Chorwację, rozpadu Jugosławii i w efekcie do krwawej wojny na Bałkanach.
Co do wojny na Bałkanach napisałem tylko, że w sprawie Kosowa Niemcy nie mieli nic do powiedzenia. Nigdzie nie napisałem, że z rozpadem Jugosławii Niemcy nie miały nic wspólnego :)
Odpadnięcie Kosowa od Serbii było częścią wojny bałkańskiej, którą wywołali Niemcy. Więc jeśli nawet w zbiorach mniejszych, jak Kosowo, nie brali oni bezpośrednio udziału, to zbiór większy czyli wojna była ich dziełem.
Jak to się mówi w Poznaniu: Tak czy owak, zawsze Nowak :-)
Prezydent Putin prawdopodobnie informuje o planach, jakie już dawno zostały uzgodnione. A z ukraińcami problemu nie będzie, gdyż po zakończeniu Specjalnej Operacji Wojskowej, która może potrwać jeszcze bardzo długo, z Ukrainy pozostaną jedynie bezludne dzikie pola (w ciągu czterech lat wojny po stronie ukraińskiej zginęło już ok. 2,5 mln żołnierzy – biorąc pod uwagę czas trwania walk i długość linii frontu są to straty porównywalne do tych na froncie zachodnim podczas pierwszej wojny światowej).
Przychylam się do tego zdania. Dzikie Pola powrócą do tego, czym zawsze były: dzikimi polami. Zaś ludność tubylcza, ta część (większa) która nie ma rusińskich korzeni, a więc przywiązania i patriotyzmu do swych okolic, będzie szukać schronienia i koryta gdzie? No w Polszy, ma się rozumieć. I to tu się rozegra główny konflikt, a nie we Lwowie. A jaki będzie jego przebieg i czy będzie on miał jakieś poważniejsze znaczenie, skoro zarazem ruszy się z posad pół Europy – eunuchoidalnej jednak i niezdolnej do walki, bo kim? chyba okładaniem wroga damskimi torebkami. Więc użyta będzie być może bron nuklearna,bo w swym szale egomaniackim Eurokołchoz jest do tego zdolny. Jakkolwiek by nie było, to będzie pierwsza i być może ostatnia okazja do scalenia Rzeczpospolitej w jej historycznych granicach i nie wolno jej nie wykorzystać, poprzez nadmiar rachub i tę “ostrożność”, ukrywającą brak ducha.
Repetitio est mater studiorum.
Chyba tak to chodziło?
Ciężko przedstawić alternatywę polską na takie dictum emocjonalne.
W obliczu tych diapazonów, które są wdrażane, również za pośrednictwem technologii..