Paul Bede Johnson (1928-2023) – brytyjski historyk i konserwatywny dziennikarz, napisał bestsellerową trylogię: „Twórcy”, „Intelektualiści” i „Bohaterowie”. Ta ostatnia pozycja zawiera zbiór szkiców od postaci z Biblii, przez Churchilla i Marylin Monroe, po Reagana i Jana Pawła II. Johnson tak definiuje dzisiejsze bohaterstwo:
Po czym można poznać dzisiejszych bohaterów? Dostrzegam cztery główne wyróżniki. Pierwszym jest absolutna niezależność umysłu, wynikająca ze zdolności do samodzielnych przemyśleń i sceptycyzmu w stosunku do wszelkich utartych poglądów. Po drugie – w ślad za niezależnym myśleniem powinno iść zdecydowane i konsekwentne działanie. Po trzecie – odrzucanie wszystkiego, co narzucają nam media, jeśli człowiek ma przekonanie, że postępuje słusznie. I wreszcie na koniec, osobista odwaga okazywana zawsze i we wszystkim, bez względu na możliwe konsekwencje.
Osoby o takich cechach i postępowaniu są wśród nas. Zasługują na to, by ich przypominać i wyrażać im uznanie. Ten tekst jest poświęcony rodzinie Martynowskich z Lądka-Zdroju..
Anna Prześlica-Martynowska, lekarka z Ziemi Kłodzkiej
Niedawno wygłoszono na jej cześć laudację na konferencji naukowej nt.: „Ziemie Zachodnie – czy na pewno odzyskane?” (6-7 lutego 2026 r., Szalejów Górny). W mowie pochwalnej podnoszono, że jako lekarka – w czasach covidowego zamordyzmu – miała odwagę nazywania rzeczy po imieniu, być wierną lekarskiemu powołaniu i fundamentalnym zasadom etyki. W najtrudniejszej godzinie nie ulękła się głosu większości, stanęła w obronie prawdy i dobra pacjentów. Gdy strach stał się narzędziem, a procedury ważniejszymi od istoty medycyny, dr Martnowska wykazała się rzadką odwagą cywilną, kwestionując oficjalne narracje, a za swoje przekonania, za ostrzeganie przed negatywnymi skutkami błędnych zarządzeń państwowych, spotkały ją surowe represje zawodowe. Pomimo pięciu wyroków sądów lekarskich, w tym zawieszenia prawa do wykonywania zawodu, nie ustąpiła, stając się symbolem oporu dla tych, którzy poszukiwali w medycynie rzetelności, a nie tylko ślepego posłuszeństwa. Przedłożyła wierność przysiędze Hipokratesa nad własną wygodę i bezpieczeństwo zawodowe.
Zbygniew Martynowski – etnograf, etymolog, językoznawca (1908-1993)
Zbygniew Martynowski to teść dr Martynowskiej. Jego wuj prof. Stanisław Pawłowski był wybitnym naukowcem, rektorem Uniwersytetu Poznańskiego, inicjatywodawcą Atlasu Nazw Geograficznych Słowiańszczyzny Zachodniej. Zbygniew, student architektury na Politechnice Lwowskiej, uczeń w Szkole Rysunku u prof. Stanisława Szukalskiego z USA, zafascynował się pod jego wpływem słowianofilstwem i rozpoczął studia na Wydziale Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, a po ich ukończeniu został asystentem sławnego językoznawcy Kazimierza Nitscha. W czasie wojny wstąpił do AK i uczestniczył w zabezpieczaniu akcji dywersyjnych na szlakach kolejowych. Po wojnie wrócił do Krakowa i prowadził badania dialektologiczne Górnego Śląska. Z profesorem Nitschem wizytował Polanicę-Zdrój z okazji konferencji na temat zagospodarowania „Ziem Odzyskanych”. Motywowany tymi okolicznościami w 1946 r. przeprowadził się z Krakowa do Lądka-Zdroju, gdzie organizował szkolnictwo, krajoznawstwo i przewodnictwo turystyczne. Skupiał się na problemach etnografii i etymologii Lądka oraz regionu. Zajmował się też znakowaniem szlaków turystycznych. Podczas wykonywania tej czynności, został aresztowany pod zarzutem dywersyjnych działań na rzecz Czechosłowacji. Na tę wyprawę zabrał ze sobą trzyletniego syna Warcisława – aresztowano ich obu. Wartka zwolniono następnego dnia, natomiast Zbygniew wyszedł na wolność dopiero po kilku miesiącach. Działał w Podkomisji Sudeckiej ds. ustalania nazewnictwa polskiego, desygnowany przez profesora Stanisława Rosponda – językoznawcę na Uniwersytecie Wrocławskim. Po kilkuletnim pobycie w Krakowie wrócił z rodziną do Lądka i podjął pracę w szkolnictwie Był jednak niewygodny politycznie, co powodowało szykany za strony administracji i usuwanie z kolejnych etatów nauczycielskich aż do pracy w bibliotece (sic!). W 1980 roku zorganizował statutowy zjazd Konfederacji Polski Niepodległej w swoim lądeckim domu, znany później jako I Kongresu KPN (uczestnicy to m.in. Leszek Moczulski, Władysław Borowiec, Romuald Szeremetiew, i inni). Podczas lądeckich obrad doszło do interwencji SB i aresztowano wszystkich. Działania KPN rozpoczęte w domu Martynowskiego, Vaclav Havel nazwał „preludium do Aksamitnej Rewolucji w Czechosłowacji”. Zbygniew Martynowski w 1993 roku zginął w Krakowie potrącony przez samochód.
Warcisław Martynowski – działacz niepodległościowy, projektant i urbanista (1945-2025)
Warcisław Martynowski, mąż dr Anny Martynowskiej, to syn Zbygniewa Martynowskiego. W 2007 r. odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Pełen biogram – na stronach Encyklopedii Solidarności. Martynowski zmarł w ubiegłym roku. Tak wspominała go na pogrzebie żona:
Warcisławie,
Rodzisz się w rodzinie inteligenckiej, której zawołaniem było: Bóg , honor , ojczyzna, ale też i praca organiczna. To już determinuje Twoje dalsze losy. Dziadek Julian, przedwojenny nauczyciel, prosi ówczesne władze oświatowe o przeniesienie do kolejnej placówki, kiedy tylko założy w dotychczasowym miejscu Kasę Stefczyka i spółdzielnię mleczarską.
Brat babci-prof. Stanisław Pawłowski, rektor Uniwersytetu Poznańskiego, ginie, bestialsko zamordowany przez Niemców w forcie VII w 1940 roku, w akcie eksterminacji polskich elit.
Ojciec – Zbygniew, językoznawca z katedry prof. Lehra-Spławińskiego na UJ, przyjeżdża na Dolny Śląsk, jako badacz gwar, a także, jak głosi legenda rodzinna, celem wyszukania obiektu na dom wypoczynkowy dla Uniwersytetu Jagiellońskiego.
I już stąd nie wyjedzie, zauroczony pięknem tej krainy – Krainy Pana Boga. W bardzo biednej, powojennej rzeczywistości, gdzie króluje szaber i niszczenie wszelkich znamion kultury “poniemieckiej”, w słusznym gniewie pamięci niedawnych okrucieństw – ojciec ratuje co się da, głównie “świątki”, bo cóż one winne? Zabiera je z dewastowanych kaplic, śmietników, wyburzanych kamienic, stodół, a nawet rzeki. Tworzy w domu prywatne muzeum. Zostajesz synem “złodzieja świątków”, określenia użytego do celów doraźnej walki politycznej. I Ty, próbujesz stworzyć w Lądku muzeum, aby te zbiory godnie wyeksponować. Nie ma zgody wśród ówczesnych radnych. A przecież, wg mnie, powinni Was za to w lektykach nosić.
Nie martw się! Jeszcze urodzą się przyszłe pokolenia, które dokończą Wasze dzieło!
W wieku 3 lat, trafiasz z ojcem do więzienia, za próbę wymiany, na granicy, spirytusu na buciki dziecięce. Podczas pobytu ojca w więzieniu, umiera Twój kilkumiesięczny braciszek – Zbylutek.
Gdy masz 6 lat- umiera Twoja matka. Zostajesz najstarszym z trojga rodzeństwa. Nie są Wam obce doświadczenia z pobytu w domu dziecka w Domaszkowie. Dzieciństwo i młodość biedne, głodne i niespokojne. Tekst z archiwum SB z 1968, który pojawia się w kontekście ulotek rozprowadzonych na terenie ówczesnego powiatu bystrzyckiego: “M. pochodzi z rodziny inteligenckiej i w Lądku Zdroju znany jest z wybryków chuligańskich. Jego Ojciec ma ukończone wyższe studia. Znany jest jako osobnik o poglądach rewizjonistycznych i przejawiający negatywny stosunek do PRL” nie odbiega daleko od prawdy. Wtedy też po raz drugi, ale nie ostatni, trafiasz do aresztu. Udaje Ci się skończyć studia na Wydziale Geografii Uniwersytetu Wrocławskiego i Studium Urbanistyczne u prof. Wiktora Zina na Politechnice Krakowskiej. I Twoje życie można podzielić na dwa nurty: walkę z komuną i budowanie infrastruktury urbanistyczno-narciarskiej na Ziemi Kłodzkiej.
Tworzysz siatkę Solidarności Walczącej celem rozmontowania zbrodniczej, komunistycznej ideologii. Gdy na Twojej ulicy pojawiają się “niebiescy”, nigdy nie wiadomo, gdzie jest rewizja; u Ciebie, czy u Iwony Wójcik z naprzeciwka, której mąż , Boguś, zostaje aresztowany we Wrocławiu z plecakiem pełnym “bibuły”. Tadeusz Wrona, Rysiek Wrona, który konstruuje podziemną drukarenkę, idzie robota! Ryszard Paszkiewicz wraz z Czarkiem Wołkiem dokonują niesamowitej operacji, w noc tuż przed pochodem 1 maja, na kopule zakładu przyrodoleczniczego “Wojciech” malują wielkimi literami napis “Solidarność”. I tak dalej…
Włączasz się w działalność Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej, jako współorganizator spotkań na granicy obu opozycji, wraz z Dućinem (Mieczysławem Piotrowskim), Mirkiem Jasińskim i wielu innymi. Organizujesz brawurowy przewóz ściganego w Czechach dysydenta Standy Devatego z Bielic, wpierw do Lądka, a potem dalej. Za kierownicą Marian Ligęza, a scenariusz , jak z filmu z Jamesem Bondem. Koordynujesz akcję przerzutów do Czech “bibuły”, przy pomocy kurierów: Zdzicha Dumańskiego i Jaśka Mroczkowskiego. Ten ostatni jest tez producentem bimbru,”Białej Lądeckiej”, który na pokrzepienie ciała i duszy jest dostarczany uczestnikom spotkań na granicy. Ostatnią dostawę zawozisz do Pragi, dla ówczesnego już prezydenta – Vaclava Havla. Ja tylko maluję nalepkę, wg Twojego projektu, z wizerunkiem mostu św. Jana.
Uczestniczysz w protestach pt. “Otwórzcie granice!”. Wspólnie z doktorem Januszem Romaniszynem organizujecie w Bielicach spotkanie dysydentów z Czech i Polski. Potem to “towarzystwo” obejmuje wysokie urzędy w pierwszym, niekomunistycznym rządzie Czechosłowacji. Od niczego nie odcinasz kuponów. Doprowadzasz do wyremontowania i otwarcia drogi do czeskiego Javornika, którą jedzie się dziś tak zwyczajnie, nie znając wcześniejszej historii, gdzie na granicy postawiono wielki głaz oddzielający komunikacyjnie dwa bratnie narody.
Współpracujesz z Księdzem Kruszyną, rzeźbiarką z Kaszub Ewą Bejer, nadleśniczym Mieciem Krywienką przy remontach i rekonstrukcjach kapliczek, kościołów, praktycznie za Bóg zapłać. Sytuację ułatwia Ci “wilczy bilet” od komunistycznych rządów na pracę w systemie. Zostajesz mistrzem ciesielskim. Wspólnie z Tomaszem Kędzierskim i Witią Łapaczyńskim ratujecie konstrukcje dachowe kościołów. Budujecie antresolę, przy okazji zawalenia się daszku nad przybudówką kościoła parafialnego w Lądku, z zamysłem stworzenia tam miejsca przyszłej ekspozycji barokowej szopki Michaela Klahra. Idea ta umiera wraz z odejściem proboszcza, ks. Zdzisława Seremaka. Mam nadzieję, że nie na zawsze. Jesteś projektantem i nierzadko wykonawcą wyciągów narciarskich od Lądka po Zieleniec. Twoim sztandarowym dziełem jest zespół narciarski “Czarna Góra”, tak obecnie niszczony przez zwykłą, ludzką pazerność i elementarny brak poczucia estetyki i funkcjonalności. Nie jeździłeś tam ostatnio, żeby nie oglądać tej “klęski”. Nikt Cię też o zdanie nie pytał. Usiłujesz ratować dziedzictwo architektoniczne i kulturowe Ziemi Kłodzkiej, poprzez wydanie poradnika “Architektura Ziemi Kłodzkiej”. Stan jak, wyżej: dewastacja wizerunku tej Krainy Pana Boga.
Pomagasz Renacie Czaplińskiej przy tworzeniu skansenu Gottwaldówka, wielkiego dzieła tej cichej, niepozornej, ale jednak bohaterki.
Przypadkowe spotkanie Twojego ojca i brata, przed laty, na Śnieżniku z rodziną Guttlerów, którzy tylko od czeskiej strony mogli spoglądać na swoją dawną ojczyznę owocuje. Zawiązuje się wieloletnia przyjaźń, której celem jest współdziałanie na rzecz lokalnego dziedzictwa. Razem z Johanesem Guttlerem organizujecie pieniądze i remont barokowej kaplicy św. Jerzego. Ten remont prawdopodobnie ratuje ją przed całkowitą dewastacją.
Opracowujesz trasy spacerowe po okolicy zwane wanderungami, po których prowadza współziomków Michael Guttler. Michael zostaje też ojcem chrzestnym naszego pierwszego syna. Po latach, na spotkaniu rocznicowym, słyszymy słowa, które mocno we mnie uderzają: “Gdyby nie wojna, nie mielibyśmy okazji poznać rodziny Martynowskich”. Czy może być piękniejsze świadectwo przyjaźni? Przyjaźni bezinteresownej, opartej na wyznawanej wspólnie wierze katolickiej.
Dziękujemy Wam też, rodzino Guttler za możliwość spotkania i przyjaźni z księdzem Grossdechant Pralatem Franzem Jungiem, dobrym duchem wypędzonych i nas, obecnych mieszkańców.
Wszyscy tu przeze mnie wymienieni, a także tych, których, z braku czasu, nie umieściłam,to Wielcy Święci Ziemi Kłodzkiej. Zwykle na marginesie pamięci, zaszczytów typu Honorowy Obywatel Miasta Lądka. Ja wiem, nie dbałeś o to. Miałeś niezwykły dar Ducha Świętego: dobry i prawy charakter, bowiem:
“Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje…”.
Wielkim ciosem dla Ciebie była śmieć syna Radogosta, młodego inżyniera energetyka, jądra krystalizacji przyszłych, prawdziwych elit. Wspólnie byliście pełni projektów na przyszłość.
Z trudem udawało mi się Ciebie powstrzymywać, ostatnio przed fizycznym uczestnictwem w renowacji zamku w Karpowie, kolejnego projektu, który wymyślił i realizuje , z grupką przyjaciół Twój syn – Wszerad.
Mam do Ciebie żal, że usiłowałeś mnie powstrzymywać, kiedy wraz z Cecylką Zdunek ruszałyśmy w Polskę, na spotkania z rodakami, czasem na “kryteria uliczne” w czasie nocy kowidowej, gdy władza ludowa, bezkarna, po raz kolejny, podniosła rękę na naród. Bałeś się o mnie, a przecież Ty, w swoim czasie, nie byłeś inny. A przecież ku wolności wyswobodził nas Chrystus!
Niełatwo było być żoną takiego męża, albowiem, jak biblijna Marta musiałam troszczyć się o wiele. Ale warto było!
A Wy, tutaj zgromadzeni, zajdźcie kiedyś w Krakowie do kościoła św.Kazimierza na Grzegórzkach. Tam, kiedy Wszechmogący, który stworzył niebo i ziemię, rzeczy widzialne i niewidzialne, puści w swojej łaskawości strumień światła – spojrzy na Was z witraża chłopczyk- półsierota-aniołek, Warcisław, którego trzeci dziadek, profesor Erwin Czerwenka umieścił tam, przed wielu laty, jako model.
Jesteś już po drugiej stronie i czekasz na nas! Amen. A.M.
List od Michaela Guttlera
Droga Anko, drogi Wszeradzie, droga Dobromilo!
Wczorajsza wiadomość o śmierci Twojego drogiego męża, Twojego dobrego ojca, głęboko poruszyła mnie, naszą rodzinę i wszystkich Güttlerów. Nawet teraz, dzień po śmierci mojego drogiego, dobrego, wieloletniego przyjaciela Wartka, wciąż trudno mi znaleźć dla Ciebie odpowiednie słowa.
W imieniu naszej „rodziny michaelitów” i wszystkich Güttlerów pragnę złożyć Ci najszczersze i najgłębsze kondolencje! Wiemy, że śmierć Wartka to dla Ciebie straszna, niezmierzona strata!
Jego śmierć to również wielka strata dla jego krewnych z rodziny Martynowskich, dla wszystkich jego przyjaciół, dla Bad Landeck/Lądka-Zdroju i dla regionu Glatz, w tym dla jego byłych niemieckich mieszkańców. Wartek był naprawdę niezwykłą osobą! Możesz być z niego bardzo dumna i z jego wielkich osiągnięć życiowych!
Jako chrześcijanie głęboko wierzymy, że Wartek spotkał się teraz z Radogostem w niebie. Niech to przyniesie Wam trochę pocieszenia pomimo Waszego żalu.
Boli mnie, że nie mogę już dotrzeć do Bad Landeck w sobotę, aby uczestniczyć w nabożeństwie i pogrzebie Wartka.
Z radością będziemy jednak pamiętać o Wartku i modlić się za niego jutro wieczorem tutaj, w Bevergern, podczas adwentowej mszy roratniej. To samo uczynimy w sobotę podczas nabożeństwa i pogrzebu w Bad Landeck. W ten sposób pozostaniemy zjednoczeni w myślach i modlitwie, nawet na odległość!
Z najszczerszymi kondolencjami,
Michael, Marianne i wszyscy Michaelowie i Güttlerowie
CV. Warcisław Martynowski urodził się 16 V 1945 w Przeworsku. Został absolwentem Uniwersytetu Wrocławskiego w 1973 roku, z zawodu był projektantem i urbanistą. W latach 1956-1958 był członkiem Związku Harcerstwa Polskiego. Był wychowywany w domu o tradycjach
patriotycznych. Pracę zawodową rozpoczął w latach 1972-1973 jako nauczyciel w szkole podstawowej w Prusicach koło Trzebnicy. Następnie w latach 1975-1983 był projektantem w Wojewódzkim Biurze Urbanistycznym w Wałbrzychu. W latach 1983-1993 był właścicielem i pracownikiem zakładu ciesielskiego w Lądku-Zdroju. W latach 1985-1990 pracował jako projektant w Ośrodku Sportu i Rekreacji w Stroniu Śląskim. Warcisław Martynowski bardzo szybko rozpoczął działalność antykomunistyczną, bowiem już w marcu 1968 roku uczestniczył w demonstracji antykomunistycznej we Wrocławiu. Protestował w sierpniu 1968 roku przeciwko
inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. Został aresztowany w dniu 11. 11. 1968 roku z nakazu Prokuratury Wojewódzkiej we Wrocławiu. Otrzymał wyrok 1 roku więzienia, w zawieszeniu na 2 lata. Z aresztu został zwolniony w dn. 24. 12. 1968 roku.
05. 03. 1969 roku został aresztowany w Krakowie z nakazu Prokuratury Wojewódzkiej, z zarzutami usiłowania zorganizowania manifestacji w ośrodkach akademickich w Krakowie i we Wrocławiu, (podczas próby zorganizowania obchodów rocznicy wydarzeń marcowych z 1968 roku). W dniu 26 VII 1980 roku był uczestnikiem rozbitego przez Służbę Bezpieczeństwa PRL I Kongresu Konfederacji Polski Niepodległej. Ten kongres był zorganizowany w domu jego
ojca Zbygniewa Martynowskiego w Lądku -Zdroju, przy ul. Brzozowej. 31. 10. 1982 roku został aresztowany w Lądku- Zdroju z nakazu Prokuratury Okręgowej w Kłodzku, z zarzutami kierowania nielegalną organizacją oraz wykonywania i rozpowszechniania nielegalnych wiadomości, między innymi wprowadzenia do obiegu publicznego nielegalnych znaczków.
Został skazany przez Sąd Śląskiego Okręgu Wojskowego na 1 rok więzienia , w zawieszeniu na trzy lata. Został zwolniony na mocy amnestii 17. 12. 1982 roku. Pomimo tych trudnych doświadczeń włączył się w działalność podziemnej wrocławskiej Solidarności Walczącej. Pomagał tworzyć struktury Solidarności Walczącej na Ziemi Kłodzkiej.Jesienią 1989 roku pomógł opracować plan przerzutu do Polski czeskiego desydenta Stanislava Devatego z Czechosłowacji do Polski. Spektakularny przerzut Standy Devatego został skutecznie wykonany przy zaangażowaniu legendarnych kurierów SPCzS-u śp. Jana Moczkowskiego i Zdzisława Dumańskiego.
Warcisław Martynowski od września 1980 roku był członkiem Solidarności, następnie był jednym z założycieli Solidarności w Wojewódzkim Biurze Urbanistycznym w Wałbrzychu. Później został wybrany przewodniczącym Komisji Rewizyjnej „S” w WBU. Podczas I Krajowego Zjazd Delegatów NSZZ Solidarność, uczestniczył między innymi w wydawaniu pisma Krajowego Zjazdu Delegatów pt. „Głos Wolny”. Po wprowadzeniu w Polsce, przez gen. Jaruzelskiego stanu wojennego, w latach 1982-1989, był współpracownikiem Solidarności Walczącej, utworzonej przez Kornela Morawieckiego. Aktywnie współorganizował tajne struktury SW na Ziemi Kłodzkiej. Był także współautorem jednorazowych ulotek i innych wydawnictw podziemnych. 31 VIII 1982 roku był współorganizatorem (wraz z Antonim Misiakiem ) ważnej demonstracji Solidarności w Kłodzku. Warcisław Martynowski był wielokrotnie represjonowany, między innymi w dniu 30 X 1982 został aresztowany w Lądku -Zdroju, następnie był przetrzymywany w Aresztach Śledczych PRL; w Kłodzku, w Wałbrzychu i Wrocławiu. Został skazany wyrokiem Sądu Śląskiego Okręgu Wojskowego we Wrocławiu na jeden rok więzienia (w zawieszeniu na 3 lata). W dniu 16 XII 1982 roku został zwolniony. Od 1987 roku był współpracownikiem nielegalnej Solidarności Polsko-Czechosłowackiej. Następnie został członkiem tej organizacji, bardzo zasłużonej dla odzyskania wolności w Polsce i w Czechosłowacji. Warcisław Martynowski uczestniczył w latach 1988- 1989 w przygotowywaniu akcji przerzutowych przez „zieloną granicę”, w okolicach Lądka- Zdroju.
Warcisław Martynowski w 1989 roku był inicjatorem powstawania Komitetów Obywatelskich na terenie Ziemi Kłodzkiej oraz w innych częściach województwa wałbrzyskiego. W czerwcu1989 roku został wybrany przewodniczącym (zjednoczonego) Komitetu Obywatelskiego Ziemi Kłodzkiej, który został oficjalnie zarejestrowany pod taką nazwą, jako stowarzyszenie już w grudniu 1989 roku. Przez ponad trzydzieści lat pełnił społecznie funkcję prezesa Zarządu Głównego tego zasłużonego stowarzyszenia, które regularnie i bardzo aktywnie działa na pograniczu polsko-czeskim, organizując między innymi Polsko- Czeskie Dni Kultury Chrześcijańskiej „Bądźmy Rodziną”. Stowarzyszenie Komitet Obywatelski Ziemi Kłodzkiej oraz Warcisław Martynowski zostali odznaczeni przez Sejmik Województwa Dolnośląskiego złotymi odznakami „Zasłużony dla Województwa Dolnośląskiego”.
W latach 1993-1996 Warcisław Martynowski pracował jako projektant w Regionalnym Biurze Urbanistycznym w Wałbrzychu, w pracowni WBU w Bystrzycy Kłodzkiej. W latach 1996-1999 został założycielem i następnie właścicielem prywatnej pracowni urbanistycznej w Lądku-Zdroju. Od 1999 roku został głównym specjalistą w Wydziale Zagospodarowania Przestrzennego Starostwa Powiatowego w Kłodzku. W latach1994-1998 był wybrany radnym, a następnie został członkiem Zarządu Miasta i Gminy Lądek-Zdrój. W latach 2002-2006, ponownie został wybrany na funkcję radnego Rady Miejskiej w Lądku -Zdroju.
Odznaczony został w 2007 roku Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Warcisław Martynowski, był jednym z najbardziej zasłużonych działaczy niepodległościowych, mieszkających i działających aktywnie (przez cały czas) na terenie Ziemi Kłodzkiej. Jestem przekonany, że Jego imieniem powinny być nazwane ulice i szkoły w Lądku- Zdroju.
JULIAN GOLAK
Lądek- Zdrój 13.12. 2025 r.
Dla zainteresowanych.
___________
Wspominana laudacja.
LINK
___________
O ile dobrze pamiętam, pani doktor wskazywała, że do leczenia ówcześnie modnej choroby wystarczy ta sama terapia przeciwzapalna, co przy grypie. I niekoniecznie trzeba uciekać się do jakichś zakazywanych wtedy naprędce tabletek.
Z drugiej strony zdaje się, że nie była przeciwna… okresowym iniekcjom influenzowym.
Ale co nerwów wrogom narodu przysporzyła, to nasze. ^^
Nie znalazłam takich wypowiedzi, w których by polecała szczepienia przeciwko grypie. Przy najbliższej okazji zapytam.
Za to na pewno wskazywała na bezsens i szkodliwość szczepionek przeciwko tzw. covid-19.
https://solidarni2010.pl/40593-falszywa-pandemia-cz47—wywiad-doktor-anny-martynowskiej-i-koszty-plandemii.html?PHPSESSID=836af1737d2ab8ce9e2c46cf2fb090c5
https://www.rynekzdrowia.pl/Prawo/Lekarka-twierdzi-ze-koronawirus-to-paranoja-Dolnoslaska-Izba-Lekarska-wszczela-postepowanie,209670,2.html
Lekarka do kolegów, którzy szczepią na COVID: “Lucyferianie! Będziecie się smażyć w piekle”
https://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,27353148,szczepienia-na-covid-jak-szczepia-lekarze-w-miasteczkach-i.html
Może tu jest taka odpowiedź, nie wprost.
https://medianarodowe.com/2021/04/17/martynowska-lekarze-tez-podlegaja-praniu-mozgow-wideo/
Niczego takiego nie napisałem. A tylko zwróciłem uwagę, że
To, że nie wyrażała zdecydowanego sprzeciwu nie oznacza, że ‘polecała’. Rozmawiamy o wydarzeniach sprzed kilku lat. Nie zalinkuję teraz stosownego materiału, ale pamiętam oburzenie w komentarzach. I wyraźnie chodziło o grypę, a nie c19.
Teraz to i tak nie ma już znaczenia.
_____________
Nie podważam wiarygodności, ale to bardzo odważne stwierdzenie. Rozumiem, że takie jest doświadczenie p. doktor.
Ja tylko pamiętam tę sławetną pierwszą konferencję z udziałem śp. dra Hałata. Za stołem konferencyjnym siedziała pewna lekarka, która powiedziała krótko: nigdy nie podam dziecku szczepionki. I nie chodziło o c19, ale w ogóle.
_____________
To tylko poboczna informacja sprzed lat. Nie stanowi uzupełnienia do tematu głównego. Nie jest moim zamiarem strollowanie tekstu, który mówi o czymś zupełnie innym.
Ależ to jest ciekawa wymiana info. Dziękuję.