UE forsuje „kamery monitorujące kierowców”. Oto dlaczego

Każdy wypadek zostanie zrzucony na karb „niewłaściwej jazdy”, a sytuacja, w której sprawdziłeś telefon stojąc na światłach, na krótko oderwałeś ręce od pozycji “za dziesięć druga” lub linia twojego wzroku nie została prawidłowo wychwycona przez czujnik lusterka, zostanie wykorzystana do tego, by zrzucić winę za stłuczkę na ciebie.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

Grafika: AI

 

UE forsuje „kamery monitorujące kierowców”. Oto dlaczego

Od lipca tego roku każdy pojazd zarejestrowany w Unii Europejskiej będzie musiał być wyposażony w kamery monitorujące kierowcę. Nie dotyczy to każdego nowo wyprodukowanego samochodu, ale każdego zarejestrowanego.

Kamery „Advanced Driver Distraction Warning” (ADDW) monitorują zachowanie kierowców pod kątem oznak potencjalnego rozproszenia uwagi i w przypadku wykrycia takich oznak uruchamiają ostrzeżenie.

Po raz pierwszy ogłoszono to w 2024r. w ramach unijnego planu „Vision Zero”, którego celem jest wyeliminowanie zgonów związanych z ruchem samochodowym do 2050r.

Ale tak naprawdę nie o to chodzi.

Nigdy nie chodzi o to na co wskazują.

Oto, do czego to prowadzi…

Po pierwsze, pożegnaj się z pozytywnie rozpatrzonymi roszczeniami ubezpieczeniowymi.

Każdy wypadek zostanie zrzucony na karb „niewłaściwej jazdy”, a sytuacja, w której sprawdziłeś telefon stojąc na światłach, na krótko oderwałeś ręce od pozycji “za dziesięć druga” lub linia twojego wzroku nie została prawidłowo wychwycona przez czujnik lusterka, zostanie wykorzystana do tego, by zrzucić winę za stłuczkę na ciebie.

Spowoduje to zmianę w statystykach zgłaszania wypadków, gdyż „błąd kierowcy” stanie się przyczyną wszystkich problemów na drodze.

To z kolei zapoczątkuje falę propagandy w stylu „ludzie jeżdżą niebezpiecznie”.

Pojawią się nagłówki takie jak „Dane z ADDW wykazały, że 80% z nas może jeździć bardziej nieostrożnie, niż nam się wydaje” lub „Raporty pokazują, że większość doświadczonych kierowców wpada w złe nawyki”.

Następnie wprowadzone zostanie nowe prawodawstwo mające na celu rozwiązanie tego całkowicie wymyślonego problemu.

Cóż to takiego? To ponowna certyfikacja.

To nie spekulacja, to już się stało. Zgodnie z nowymi przepisami UE, uchwalonymi zaledwie kilka miesięcy temu, każdy kierowca musi uzyskać ponowny certyfikat i nowe prawo jazdy po 15 latach. Dodanie do tych przepisów sformułowania „lub po zarejestrowaniu X ostrzeżeń o rozproszeniu uwagi” byłoby najdrobniejszą ze zmian.

Nowe prawa jazdy będą cyfrowe i będą zawierały dane biometryczne. Możliwe, że nowe samochody nie będą mogły być użytkowane bez zeskanowania biometrycznego prawa jazdy.

Dane twojego samochodu zostaną oczywiście przesłane do bazy danych. I to się stanie.

…właściwie, to już tak jest.

Nie będzie wcale przesadą wyobrazić sobie, że dane monitorujące kierowcę są skanowane w poszukiwaniu błędów przez sztuczną inteligencję, a każdy wykryty błąd skutkuje punktami karnymi na twoim prawie jazdy. Jeśli przekroczysz określoną liczbę punktów, twoja zdolność do jazdy zostanie ci odebrana… do czasu ponownej certyfikacji.

Będziesz mógł się odwołać i prowadzić pojazd w trakcie postępowania odwoławczego. Jednak opłata za odwołanie będzie wyższa niż opłata za ponowną certyfikację, a jeśli przegrasz, będziesz musiał ponieść dodatkowe koszty sądowe i narazisz się na przedłużony zakaz prowadzenia pojazdów.

Prasa będzie o tym mówić jako o czymś powszechnie dobrym.

Nagłówki gazet będą celebrować (prawie całkowicie fikcyjny) spadek liczby ofiar śmiertelnych wypadków drogowych, jednocześnie bezpodstawnie twierdząc, że mniejsza liczba prywatnych pojazdów na drogach „doprowadziła do poprawy poziomu zanieczyszczenia w centrach miast”.

W gazecie Guardian ukaże się artykuł anonimowego „byłego kierowcy” pt. „Straciłem prawo jazdy i to najlepsza rzecz, jaka mi się przytrafiła”.

Tekst będzie opowiadać o tym, ile pieniędzy oszczędzają na benzynie i podatku drogowym, o tym, jak bardzo poprawia się ich kondycja fizyczna, gdy wszędzie chodzą pieszo i jeżdżą na rowerze, i jak dobrze znają teraz swoich sąsiadów.

Nie można też zapomnieć o wszelkiego rodzaju przyjemnych anegdotach o uroczych postaciach, które spotykasz, i wzruszających scenach, których jesteś świadkiem, podróżując środkami transportu publicznego.

Tymczasem amerykańscy „dziennikarze” będą rozwodzić się nad „postępowym systemem” UE, a brytyjska prasa i komentatorzy będą mówić o „pozostawaniu w tyle za UE” i zrzucać winę za każdy wypadek drogowy na Brexit.

Jacyś naukowcy opublikują artykuł, w którym stwierdzą, że „liczba prywatnych samochodów spadła na skutek wprowadzenia unijnych przepisów dotyczących monitorowania kierowców”, a ten „niezamierzony pozytywny efekt” zostanie szeroko przyjęty.

Serwis Buzzfeed zasygnalizuje: „Nowe przepisy dotyczące prawa jazdy sprawiły, że samochody zniknęły z dróg i to dobrze”.

A Vox: „Unijne prawo dotyczące praw jazdy pozwoliło nam nabrać wyobrażenia o tym, jak mogłaby wyglądać przyszłość bez samochodów, i jest ona piękna”.

Podczas gdy to wszystko się dzieje, stale będzie słychać szum medialny na temat bezpieczeństwa „kierowców robotów” w porównaniu z kierowcami-ludźmi, zachwalając oprogramowanie do automatycznej jazdy w chińskich samochodach elektrycznych itd.

Transport publiczny również będzie coraz bardziej zautomatyzowany – czy rzeczywiście zautomatyzowany, czy tylko zdalnie sterowany, nie ma znaczenia. Chodzi o to, aby usunąć z przestrzeni publicznej zdjęcia osób prowadzących pojazdy.

Ważne jest to, że nie możesz decydować dokąd zmierzasz, ani jak tam dotrzesz.

Końcowym celem będzie stworzenie atmosfery antysamochodowej, w której nawet umiejętność prowadzenia samochodu będzie uważana za coś staroświeckiego.

Rodzice z klasy średniej będą publikować w mediach społecznościowych przechwałki w stylu: „Nigdy nie chciałem, żeby moja Jacinda się uczyła!” i w nagrodę otrzymają napędzany przez boty aplauz. Nieprawdopodobne, pełne samozadowolenia anegdoty, w których autorzy opisują, jak „Mój ośmiolatek właśnie powiedział mi, że nie chce prowadzić, bo to szkodzi planecie! Dzieci są takie mądre!”, staną się viralem.

Bo najłatwiejszym sposobem na uwięzienie ludzi jest uczynienie wolności niefajną.

Może się to wydawać zbyt dużą spekulacją opartą na niewielkiej ilości informacji i pod pewnymi względami tak jest, ale rozpoznawanie wzorców jest ważne. Znacznie łatwiej ugasić pożar, który jeszcze się nie rozgorzał, a wiemy, że chcą spalić doszczętnie wszystko.

Wiemy, że chcą położyć kres własności pojazdów prywatnych. Wielokrotnie to mówili.

No cóż, tak właśnie to robią. Krok po kroku, tworząc atmosferę i otoczenie. Pozornie arbitralne zasady i przepisy z „nieprzewidzianymi konsekwencjami”. Tak właśnie teraz działają, atakują nas z boku z wolno rozwijającymi się długoterminowymi oszustwami, bo nie mogą sobie pozwolić na działanie w linii prostej, nie od czasu pandemii covid-19.

Takie rzeczy mogą wydawać się błahe – drugorzędne kwestie w porównaniu z wojną czy ceną ropy naftowej – ale decydenci, których nie powinno tu być, jednak są i patrzą w dal, gdy podejmują małe kroki, a my powinniśmy zwracać uwagę na to, dokąd chcą nas zaprowadzić.

________________

The EU is pushing “Driver-Monitoring Cameras”. Here’s why, Kit Knightly, Apr 30, 2026

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!