Wierzę, że nasze powołanie można skutecznie ukryć i jeśli nie podejmiemy wysiłku, by je odkryć, możemy nigdy go nie dostrzec. Ale nawet jeśli jest ukryte, dopóki nie zostanie patologicznie zatarte, będziemy skłonni do niego zmierzać. Nazwij to intuicją, nazwij archetypowym impulsem do wyrażenia swojej kreatywności, nazwij to boską inspiracją – czymkolwiek to jest, zazwyczaj przebije się przez to, co zbędne i poruszy cię.
◊
Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org
◊
Radość z bycia głupim
Wczoraj oddawałem się swojej typowej porannej rutynie. Przeszukiwałem internet w poszukiwaniu ciekawych historii do poczytania i wiadomości do przyswojenia. Czytałem tu i tam kilka rzeczy i obejrzałem parę filmów. Po tym wszystkim usiadłem, żeby napisać artykuł na mój Substack „Shrew Views”.
Temat jest nieistotny – zazwyczaj chodzi o coś, co wpadło mi w oko podczas przeglądania wiadomości, albo o coś, co ktoś powiedział mi wczoraj na jakiś temat, wszystko to wymieszane z moją wiedzą i doświadczeniem z zakresu psychologii archetypowej. Nic przełomowego, ale mam nadzieję, że jakieś spostrzeżenia mogą się komuś spodobać, rezonować z jego własnymi obserwacjami, może trochę zabawnie, wnikliwie, jakkolwiek. Kogo to tak naprawdę obchodzi.
Uważam siebie i swoje pomysły za interesujące. Czasem pouczające, czasem wnikliwe i prawie zawsze świadomie szczere i autentyczne. Nie zawsze „słuszne” przecież, no ale to oczywiście niemożliwe, niemniej zawsze z zamierzeniem, by były prawdziwe. Szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego piszę – a przynajmniej nie wiem, dlaczego piszę publicznie.
Zacząłem to robić dopiero na początku pandemii covidowego szaleństwa i wydawało mi się, że garstka osób cieszy się (czy to właściwe słowo?) tym, co piszę, więc kontynuowałem. Do dziś napisałem ponad 500 artykułów i nie planuję przestać, choć czasami poważnie się nad tym zastanawiam.
Nie jestem szczególnie inteligentny (z czym zapewne wielu z Was by się zgodziło). I czasami wydaje mi się, że jestem całkiem głupi. Ale myślę, że mam dobre intencje. I wierzę, że to coś znaczy. Powtórzę, nie jestem zbyt inteligentny – a już na pewno nie w porównaniu z wieloma ludźmi, których spotkałem w tej dziwnej podróży od 2020 roku.
Nieustannie jestem pod wrażeniem ludzi, którzy mają mnóstwo istotnych informacji – wielu z nich zdaje się wiedzieć niemal wszystko, co można wiedzieć na dany temat. I nie tylko wiedzą to, co wiedzą, ale są też niesamowicie biegli w łączeniu tej wiedzy w taki sposób, że ich opinie, spostrzeżenia i intelektualne wnioski są wręcz oszałamiająco trafne.
To imponujący ludzie: podziwiam ich i jestem pełen podziwu. Ja do nich nie należę.
Może Ty, który to czytasz, jesteś jedną z tych osób. Może nie. Może jesteś bardziej podobny do mnie. Po prostu człowiekiem żyjącym na tej planecie w tych dziwnych czasach, próbującym nadać sens temu, czego doświadczasz. Może jesteś przerażony, a może nie. Może jesteś bardzo smutny i przygnębiony, a może potrafisz znaleźć radość w życiu niezależnie od tego, co widzisz. Może nawet tego nie dostrzegasz. Może jesteś głupi jak ja, a może nie. Tak czy inaczej, to nie ma znaczenia. Najprawdopodobniej jesteś powołany do robienia tego, co robisz. Cokolwiek to jest, czy jest to ważne, czy nieważne, robisz to. Więc, przynajmniej dla Ciebie, ma to znaczenie.
Ale może się z tym nie zgadzasz. Czy to naprawdę ma dla ciebie znaczenie? Codziennie w swojej praktyce psychoterapeutycznej spotykam wielu ludzi, którzy mówią mi, że to, co robią w życiu, nie ma dla nich znaczenia. Zastanawiają się, po co tu są i co robią.
Zastanawiają się, czy oni w ogóle coś znaczą. Jeśli zapytam ich, do czego ich zdaniem są powołani w życiu, po prostu patrzą na mnie pustym wzrokiem. „Co? Co masz na myśli?”
Jeśli ktoś do ciebie dzwoni, to kto do ciebie dzwoni?
Wierzę, że nasze powołanie można skutecznie ukryć i jeśli nie podejmiemy wysiłku, by je odkryć, możemy nigdy go nie dostrzec. Ale nawet jeśli jest ukryte, dopóki nie zostanie patologicznie zatarte, będziemy skłonni do niego zmierzać. Nazwij to intuicją, nazwij archetypowym impulsem do wyrażenia swojej kreatywności, nazwij to boską inspiracją – czymkolwiek to jest, zazwyczaj przebije się przez to, co zbędne i poruszy cię.
Z moich osobistych obserwacji wynika, że większość ludzi stara się jak najlepiej ignorować ten impuls. Zwracają większą uwagę na potrzeby ciała, zaspokajając zmysły. Bardziej dbają o ochronę ciała i dbają o to, by być jak najbezpieczniejszymi. Są bardziej skłonni słuchać i ufać siłom zewnętrznym, które twierdzą, że ochronią ich przed krzywdą. Ignorują swoje wewnętrzne powołanie.
Co to wszystko ma wspólnego z radością bycia głupim? Bycie mądrym czy głupim nie ma tu nic do rzeczy. Ale to, do czego jesteśmy powołani, już ma. Bycie „głupim” w oczach świata może być w rzeczywistości jedną z ostatnich ostoi wolnej duszy.
Tych inteligentnych – tych z wiarygodnymi kwalifikacjami, przesiąkniętych danymi, tych, którzy potrafią wyrecytować każde badanie i kontrbadanie – często paraliżuje własna wyrafinowana wiedza. Dostrzegają każdy aspekt, aż w końcu nie widzą niczego. Tymczasem naiwni idą dalej, bo coś w ich wnętrzu mówi, że to ważne, nawet jeśli nie potrafią zacytować ani jednego recenzowanego artykułu naukowego, żeby to udowodnić.
Doszedłem do wniosku, że prawdziwy podział w naszych czasach nie leży między świadomymi a ignorantami, ale między tymi, którzy wciąż słuchają wewnętrznego głosu, a tymi, którzy zamienili go na ten głośniejszy, bardziej wyrazisty i zewnętrznie potwierdzony. Ci pierwsi mogą wydawać się głupi dla tych drugich.
Piszą na Substacku zamiast popełniać bestsellery, mówią prawdę przy stole zamiast na scenie TED, odmawiają szczepienia, masek, narracji – nie dlatego, że mają 400-stronicowe dossier, ale dlatego, że coś w ich sercu po prostu mówi „nie”. Ta cicha odmowa jest, na swój sposób, świetlista.
Więc piszę dalej. Nie dlatego, że jestem genialny, ale dlatego, że mam powołanie. Słowa przychodzą niezręcznie i niedoskonałe, a jednak przychodzą. I za każdym razem, gdy ktoś pisze do mnie: „Dokładnie to czuję, ale nie potrafię tego wyrazić”, przypominam sobie: autentyczność ma swoją własną inteligencję. Przebija się przez szum, którego samo IQ nigdy nie było w stanie przebić.
Być może największą radością bycia głupim jest odkrycie, że miłość, odwaga i uparte przywiązanie do tego, co prawdziwe, są mądrzejsze, niż kiedykolwiek. W świecie zaprojektowanym tak, by wpędzać nas w poczucie nieadekwatności, pokazanie się jako niekompetentne, czasem zdezorientowane „ja” jest cichym aktem buntu.
________________

Dodaj komentarz