Sztuka koi nerwy

– Misiu, kupiłam dla siebie prezent od ciebie. Cieszysz się?
– No …

Powyżej to krótki dialog pomiędzy śp. żoną a mną. Prezentem był poniższy obraz Mariana Michalika

Był jednym z pierwszych od którego zaczęły się kolejne zakupy akceptowane przez obie strony.

Ponieważ byliśmy kociarzami w oko wpadł obraz Wacława Borowskiego.

Osoby, które pierwszy raz z zaciekawieniem patrzą na obraz, pytam ile jest kotów. Mało kto podaje poprawną ilość.

Szczególnie ciekawą historię zakupu miał kolejny obraz Borowskiego. Żona zobaczyła go w galerii Napiórkowskiej i stał się jej obsesją. Nie był tani i trwało trochę nim decyzja zapadła. Idziemy do galerii a tam obrazu ni ma – sprzedany. Chyba każdy wie co się wówczas w człowieku dzieje. Emocje takie jakby nam ten obraz ktoś ukradł z domu.
Obraz po części wyglądał tak:

Kobieta na obrazie jest bardzo podobna do żony, może dlatego była taka rozpacz.

Ale niech żywi nie tracą nadziei. Po jakimś miesiącu Basia przybiega rozpromieniona – jest ale trochę inny. Co znaczy inny? No w dwóch częściach. Że co?!

Klientce jakoś obraz nie pasował do wnętrza więc go przecięła i oprawiła jako dwa obrazy. Dalej jej nie pasował i zwróciła do galerii. I tym sposobem mam dwa piękne obrazy w cenie jednego.

Kolejne dwa obrazy są autorstwa Michała Sikorskiego „Byle do wiosny” i „Miła, pogodna noc”.

 

Dlaczego te dwa obrazy? Pierwszy bo pasował do miejsca na ścianie i komponował się z płytkami benzynowymi na filarze a drugi bo był milusi.

Z milusich obrazów przedstawię obraz Agaty Otulskiej. Historia tego obrazu jest ciekawa ale ją pominę bo nie wszystko można napisać na portalu Świętego Ekspedyta.

Jak ktoś lubi kobiety na obrazach to polecam wejść na stronę Agaty i jej mamy Doroty – wystarczy wpisać w gugla imię i nazwisko.

Na koniec by nie nudzić moje ulubione obrazy Macieja Urbaniaka w klimacie Toskanii, zadumanych kobiet, wina i pięknych pejzaży.

 

Zaprezentowałem część malarstwa, są jeszcze akwarele Filipowicza, jakieś miniaturki, parę grafik i ciekawy obraz estońskiego malarza.

Dlaczego ludzie wieszają obrazy, obrazki, robią jakieś malunki na swoich ścianach? Uważam, że jest to pierwotna potrzeba związana z ekspresją emocji, również  potrzeba zaczepienia wzroku na czymś przyjemnym, ciekawym, czymś co pozwoli podświadomie oderwać się od spraw codziennych.

Już „jaskiniowcy” utrwalali scenki ze swojego życia na ścianach, w chałupach też wisiał przysłowiowy jeleń na tle gór i zachodzącego słońca, wisiały różne makatki z ciekawymi sentencjami. Pomijam obrazy o treści religijnej.

Widziałem za peerelu pokrywki od dużych bombonierek jako element zdobiący ścianę.  Po prostu ludzie potrzebują zaczepić oko na czymś co uważają za ładne, interesujące.

Oczywiście pojawi się dyskusja co to znaczy ładne. Są ludzie którzy powieszą obraz przedstawiający kropkę w kółku, itp. Ale to tylko świadczy o poczuciu piękna kupującego i o impotencji intelektualnej i artystycznej tfurcy.

Oprócz kropki w kółku są np. obrazy Beksińskiego mające dużą wartość artystyczną ale ja takiego obrazu bym w sypialni nie powiesił, może w piwnicy.

Gdyby nagle zniknęły obrazy z moich ścian popadłbym chyba w jakąś mocną depresję. Mieć w otoczeniu tylko białe ściany, to jak być zamkniętym w jakieś szpitalnej izolatce.

Ps.
Zdjęcia robione aparatem z telefonu, nie oddają kolorów i głębi obrazów. Dodatkowo musiałem przyciąć wielkość plików.

Tagi:

O autorze: piko