Dożyliśmy ciekawych czasów. Jedni określają ten stan mianem dystopii, a inni początkiem czasów Antychrysta, czasów w których ofiara coraz częściej, jeżeli przeżyje, jest mianowana na sprawcę.
Algorytm bezmiaru orwellowskiej sprawiedliwości przewleka latami tysiące sądowych spraw, ale jeżeli ktoś mówi prawdę w ważnych sprawach, ten może liczyć na błyskawiczne tempo swojej rozprawy prowadzonej pod fałszywym oskarżeniem.
Jedną z przyczyn jest stan świadomości większości Polaków przejawiający się w bierności, ale też w okazywanej nienawiści osobom prześladowanym. Jak zauważyłem większość społeczeństwa nie stara się nawet weryfikować podawanych „faktów”, nie odróżniając ich od opinii narratora połączonej dodatkowo z manipulacją.
Absurd do jakiego doszło można opisać za pomocą następującego przykładu. Wyobraźmy sobie studio telewizyjne w którym pada teoretycznie mało kontrowersyjna teza: dwa plus dwa równa się cztery. Większość obecnych nie neguje stwierdzenia (oprócz feministek).
Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy narrator mówi dłuższą wersję: dwa plus dwa równa się cztery – powiedział Grzegorz Braun. Wtedy się zaczyna. Padają oskarżenia, począwszy od łagodnych, o atak na “liczących inaczej”, a skończywszy na zarzutach o antysemityzm i szczucie na Ukraińców.
Niejeden czytelnik reagując na mój przejaskrawiony nieco opis, powie: To absurd, to się nie dzieje! Oczywiście, że jest to absurd, który dzieje się każdego dnia w różnych, dystopijnych wariantach.
Niedawno przypomniałem banalną prawdę – Kto skutecznie manipuluje, fałszując znaczenie słów, ten ma władzę, panując nad myślą, mową i uczynkami tłumu. Rzecz dotyczy głupców popierających totalitaryzm.
Chcąc odczuć skalę problemu niech każdy spróbuje porozmawiać ze swoim znajomym głupcem. Dodam, że sam nie raz poniosłem klęskę na tym polu, ale próbować warto, zaczynając od siebie, a potem od innych.

W psychologii społecznej istnieje pojęcie „mądrości po szkodzie”. Ludzkie społeczności rzadko zmieniają swoje głębokie przekonania i zachowania (w tym wyborcze) na podstawie logicznych ostrzeżeń o “orwellowskiej sprawiedliwości” czy wykresów ekonomicznych. Zmiana następuje niemal wyłącznie w wyniku głębokiego, osobistego szoku i bezpośredniego zderzenia z kryzysem.
Niestety, jak się wydaje, dopiero kryzys ekonomiczny otrzeźwi naiwnych, popierających totalitaryzm.
PS. Dzisiaj wielkomiejski elektorat boi się przede wszystkim prawicy, gdyż Tusk im wdrukował przekonanie, że najbardziej dla nich niebezpieczne są wartości konserwatywne. Oni się naprawdę boją, że ktoś im zabierze lub ograniczy prawa do rozwodu, aborcji, etc. czyli tzw. “prawa człowieka”.
Wierzą też nadal, że korporacje, w których pracują, będą nadal działały na terenie Polski i zapewniały im oczekiwane wynagrodzenia i bonusy. Z tego względu nierzadko obawiają się wszelkich manifestacji patriotycznych.
wielkomiejsscy korporacyjni, rządowi i samorządowi etatyści boja sie wszystkiego, a najbardziej pomówienia, że są “pisowcami”. Podobnie z tymina czasowym kontrakcie. Kazdy zadebetowany po czubek, a nierzadjo i z kredytem hipotecznyn na karku. Aut z etatu czy z posady na kontrakcie to wówczas upadek w nicość. Degradacja zawodowa, społeczna, towarzyska, jak i takze osobista (np. rozpad tzw. związków “partnerskich”).
Oni się boją własnego cienia, ale najbardziej boją się cienia “kaczyzmu”.
O tu najnowsza info.
https://dorzeczy.pl/kraj/941956/bosak-oburzony-po-decyzji-sejmu-pelzajaca-zdrada-panstwa.html
Dlatego wyniki wyborów np. prezydenckich są w wielkich miastach ,a szczególnie w Warszawie takie jakie są.
Jak mówi MTCh “oni chcą się nażreć”.
Domów, samochodów, wycieczek zagranicznych, a diabeł im podpowiedział,że im się to należy, bo są tacy zdolni i nadzwyczajni.
Tym niemniej każdy z nich gdzieś w najciemniejszym kącie resztkowego sumienia wie, że jest dokładnie przeciwnie.
A kiedy sanhedryn zarządzi koniec korporacji i wywali tych wszystkich “fahowców” od planów sprzedaży i raportów na zbity pysk wrzaski i krzyki tudzież zgrzytanie zębów wzniesie się aż pod niebiosy.
Zegar tyka.
Ten od detonatora.
Dlaczego “pełzająca”? W odróżnieniu od umiarkowanej prawicy zdrajcy nie są kunktatorami.
A propos uwiązania kredytami – tak, ale najważniejsza jest operacja socjotechniczna trwająca ponad 30 lat, obejmująca swoim zasięgiem nawet dzieci.
Wg. Bosaka: “polscy politycy są kompletnie beznadziejni z tą manią przekazywania kompetencji władzy poza granice, do różnych zewnętrznych ośrodków”
To jest taka typowo Bosakowo-Mentzenowska “prawda drugiej świeżości”, że zacytuję Bułhakowa. Bo owszem, tak jest, jak on mówi, ale oddawanie władzy za granice nie odbywa się wskutek jakiejś tajemniczej “manii”, ale jest wypełnianiem najzupełniej konkretnych rozkazów lożowych. Ale napomknąć o tym się nie odważy.
Bardzo lubię Bosaka, cenię jego wysoką inteligencję oraz konsekwentnie oznajmiany wszem i wobec praktykowany katolicyzm. Ale jednak ujawnia się w nim niekiedy ten nadmierny salonowy szlif wyrachowania i fałszu, nie zawsze, ale czasem jest to – jak w tej wypowiedzi – wyraźne baczenie, by nie palnąć czegoś za dużo, czasem wręcz lawiruje (jak było w sprawie Brauna).
No cóż, zbudował swe życie na zawodowym politykierstwie i osiąga w tym wysokie sprawności. Ale też płaci cenę, bo raczej nie jest to materiał na wybitność męża stanu.
“Tusk im wdrukował przekonanie, że najbardziej dla nich niebezpieczne są wartości konserwatywne. Oni się naprawdę boją, że ktoś im zabierze lub ograniczy prawa do rozwodu, aborcji, etc. czyli tzw. “prawa człowieka””.
Propaganda wzbudzania lęków oddziałuje na emocje. Nie musi być groźby – starczy że ktoś powstrzymuje w rozpędzie, choćby ku samozatraceniu. – Zamiast wdzięczności będzie agresja i nienawiść.
Przede wszystkim to lewacy stanowią zagrożenie dla ludzi normalnych i prawych. – Mają lęki na zasadzie: „Na złodzieju czapka gore”. To że zostaną powstrzymani to nieuchronna rzeczywistość. – Lewacki świat na opak nie ma szans zaistnieć.
Warto tu się też zastanowić nad tematem:
prawa do rozwodu, aborcji, etc. czyli tzw. “prawa człowieka”
A tak w ogóle to ktoś dał komuś takie prawa? – Przecież żeby komuś dać jakieś prawo, to samemu trzeba z niego zrezygnować, i jeszcze najpierw posiadać na wyłączność przedmiot tego prawa.
ONZ nikomu ich nie dało, bo nie mogło, gdyż samo nic nie ma.
Narody nie mogły ich dać, bo funkcjonują w oparciu o wartości duchowe, a nie o prawa.
Sami ludzie między sobą – też nie, bo to by były umowy, a nie prawa. – Ponadto co co dają traciliby wolność, bo zaraz okazywało by się że dali i prawa nad sobą, a więc teraz z pozycji niewolników musieliby zaspokajać takie „prawa”.
– Państwa? Też nie bo one funkcjonują jako dobro wspólne Narodu, i jednocześnie jego własność niepodzielna i niezbywalna.
– Ostatecznie prawo które daje „prawo do praw”, nie jest możliwe bo w nie ma związku z rzeczywistością. – Nawet jakby ktoś toto nazywał prawem i nakazywał przestrzegać pod karą, to prawem to nigdy nie będzie.
– To mogło powstać wyłącznie jako satanistyczna uzurpacja i lewackie, szowinistyczne uroszczenie, fałszywa podstawa do kolejnych uroszczeń i uzurpacji.
Czy Stwórca dał je komukolwiek?
– Bo to jest bardzo ważne kto je dał”? Czy kiedykolwiek wcześniej były potrzebne – przecież nie, bo natychmiast za nimi przyjdzie satanistyczna uzurpacja względem Boga.
Do „praw człowieka” nawiązał ostatnio mój proboszcz bardzo pochlebnie w „modlitwach Kościoła”: że „są ludziom bardzo potrzebne”.
Należało by go spytać: „a jakimż to „ludziom”? – Czy jakiemuś katolikowi też?”.
A tak w ogóle, to dlaczego tej samej treści nie ubrano choćby w formę wolności?
– Bo wolność to i odpowiedzialność za innych, i troska o dobre skutki dla tych których dotyczą nasze decyzje i wybory.
– Bo wolność jest wspólnotowa. Z kolei wolności osobiste mamy wyłącznie pod groźbą osobistego ponoszenia konsekwencji korzystania z nich.
Żadna społeczność nie jest w stanie przetrwać jeżeli weźmie na siebie konsekwencje czyich wolności osobistych.
– To, gdy te wolności zostały ubrane w formę prawa, tylko przyspiesza samozatraceńczą destrukcję społeczności – i społeczeństwa państwa, i Narodu, i Kościoła.
– Bo prawo nie ma w sobie ani kszty moralności – to i uroszczenie: „nieważne skąd i jakie, w jakim celu jest dane prawo – jeśli mam prawo, to i należy mi się, to i mogę żądać choćby po trupach”.
Czyż prawa do rozwodu, aborcji, etc. czyli tzw. “praw człowieka” nie da się rozumieć jako listy uzurpacji względem Pana Boga i buntu względem Niego?
Buntu na rzecz szatana i satanizmu?
Oczywiście że tak, bo już samo wyniesienie prawa nad dowolną z ludzkich wartości oznacza satanistyczną odwrotkę. – Każde posłużenie się takim prawem będzie oznaczało odwołanie się do szatana i mobilizację satanistów. – Prawo do wolności jest już tylko prawem, nie wolnością. – Prawo do własności prawem, nie własnością, itd. A kto dokonał zaboru wolności i własności?
– Bo jednak złodzieje-bandyci tutaj są. – Plany powstania ONZ rozważała w czasie spotkań podczas II WŚ Wielka Trójka, więc i “możni” powinni być znani.
Na liście “praw człowieka” mamy tylko “wartości prawne” – jedne wywodzą się od ludzkich wartości duchowych, ale drugie od patologii, uroszczeń i uzurpacji. – I one nie tyle że są zrównane w prawach (to jednak przysługuje wyłącznie wartościom zgodnym tego samego rzędu), ale i równouprawnione, mimo to są różne poziomy wartości, więc i jedność duchowa nigdy tu nie wystąpi – w tym będzie to wartość i antywartość – np „prawo do życia” i „prawa reprodukcyjne”, w tym do aborcji.
– A wartości prawne są zawsze wartościami niższego rzędu jak wartości duchowe ludzkie i wspólnotowe. Takie zderzenie wartości skutkują wojną cywilizacyjną. Profesor Koneczny udowodnił, że te niższe wartości, czy niższe cywilizacje taką wojnę zawsze wygrają, bo stawiają niższe wymagania moralne, życie, człowieczeństwo i przyszłość ich nie interesuje.
– Inaczej mówiąc niemoralni wygrywają, zbrodniarze i zdrajcy wygrywają, fałszywy pokój wygrywa.
– Potrzebują tylko równouprawnienia niemoralnych z moralnymi.
Nikt świadomy rzeczywistości i zagrożeń nie zgodziłby się na takie równouprawnienie (zresztą jako narzucane prawem, a więc co najwyżej mogące być równością względem prawa, ale nie równouprawnieniem).
I ta wojna właśnie trwa, trwa mimo tego, że ONZ była powołana pod hasłem „Nigdy więcej wojny” – Tymczasem ona sama jako firmująca te „prawa” jest jej inicjatorką.
Kto – w tym konkretnym przypadku – oddawał władzę?
Ustawę do Sejmu wniosła Rada Ministrów. Poparli ją posłowie z koalicji rządowej, sprzeciwił się PiS i Konfederacje, Rozwój Plus się wstrzymał.
https://www.sejm.gov.pl/Sejm10.nsf/Glosowanie.xsp?posiedzenie=64&glosowanie=33