Czy zatem system jest tak zniszczony przez korupcję i złudzenia, że nie da się go naprawić? Jak naprawić tę sytuację? Czy po prostu siedzimy z założonymi rękami i pozwalamy, by kraj podupadał w imię liberalnego hedonizmu? Bo to nie jest akt wolności. To raczej postawa anarchii i ważne jest, aby zrozumieć różnicę.
◊
Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org
◊
Integralność wyborów: czy demokracja przedstawicielska to głupia fantazja?
Konstytucja Stanów Zjednoczonych jest prawdopodobnie najważniejszym dokumentem historycznym i rządowym od tysiącleci. Ustanowiła nowoczesną koncepcję Republiki Zachodniej, wraz z prawdziwym rządem przedstawicielskim, którego celem jest odpowiadanie przed ludem, a nie rządzenie nim.
Karta Praw jasno określiła ograniczenia uprawnień federalnych i stanowych, aby w drodze ustawy nie pozbawiać obywateli przyrodzonych i nadanych im przez Boga wolności; osiągnięcie to było podejmowane już w przeszłości, ale nie zostało w pełni zrealizowane aż do wojny o niepodległość i powstania Stanów Zjednoczonych. Do tego momentu powszechnie akceptowaną normą była idea, że zwykli ludzie odpowiadają przed władzą, a władza nie odpowiada przed nikim.
To dokument i ideał, który dał początek pewnej epoce.
Jednak nasza republika konstytucyjna powstała w oparciu o warunki, które, szczerze mówiąc, już nie istnieją. 95% populacji amerykańskiej stanowili chrześcijanie. Wdrażanie „patriarchatu” było powszechne i uznawane za najsolidniejszy fundament społeczeństwa. Merytokracja była absolutna. Tożsamość kulturowa była zakorzeniona w cywilizacji zachodniej, bez żadnych odchyleń czy rozproszeń.
Marksizm nie istniał. Ateizm był rzadkością. Degeneracja była odrzucana lub karana. Wstyd był skutecznym narzędziem społecznym. Psychopatię łatwo było zidentyfikować i wyeliminować z mniejszej populacji. Od kobiet oczekiwano, że będą zakładać rodziny i dbać o dom. Od mężczyzn oczekiwano, że będą karmić i chronić te rodziny; być może nawet za nie umrzeć.
Głosowanie było dostępne dla właścicieli ziemskich i osób, które miały realny wpływ na sukces lub porażkę polityki rządowej. Kobiety głosowały dopiero sto lat później, w 1920 roku (wielu komentatorów przedstawiło przekonujące argumenty, że od tego momentu kraj szybko podupadł).
W 2026 roku wielu Amerykanów nadal traktuje ideę demokracji przedstawicielskiej jako świętą i nienaruszalną, choć tak naprawdę nie wiedzą dlaczego. Uważają, że chodzi po prostu o wolność, ale opierają swój żarliwy szacunek na systemie, który kiedyś działał, ponieważ mocno ograniczał liczbę osób uprawnionych do uczestnictwa.
Jak stwierdził John Adams w 1802 roku:
„Nie mamy rządu uzbrojonego w siłę zdolną do walki z ludzkimi namiętnościami, nieokiełznanymi przez moralność i religię. Chciwość, ambicja, zemsta czy waleczność zerwałyby najmocniejsze więzy naszej Konstytucji, niczym wieloryb przedzierający się przez sieć. Nasza Konstytucja została stworzona wyłącznie dla moralnego i religijnego narodu. Jest całkowicie niewystarczająca dla rządu jakiegokolwiek innego…”
Jak wielu konserwatystów, zaczynałem jako zwolennik libertarianizmu. Miliony z nas rozpoczynały swoją karierę polityczną w erze rewolucji Rona Paula. Mimo to, ilekroć słyszę, jak libertarianie rozpływają się nad Konstytucją i dlaczego musimy jej ściśle przestrzegać niezależnie od okoliczności, muszę im przypominać, że gdyby system wyglądał dziś tak, jak za czasów Ojców Założycieli, większość ludzi nie głosowałaby.
Nie twierdzę, że to coś złego. Wręcz przeciwnie, kluczowe pytanie, które chcę zadać, brzmi: czy byłby to rzeczywiście lepszy sposób rządzenia niż ten, który mamy teraz? Czy powinniśmy powrócić do idei ograniczeń w uczestnictwie obywatelskim dla osób, które mają zwyczaj wyrządzania krzywdy? Czy w naszym liberalnym dążeniu do stworzenia pełnej inkluzywności demokratycznej ostatecznie zniszczyliśmy struktury społeczne i oczekiwania, które w ogóle umożliwiły funkcjonowanie naszego kraju i wyborów?
Do diaska, w 2026 roku walczymy o przetrwanie tylko po to, by wprowadzić przepisy dotyczące dowodów tożsamości wyborców, które uniemożliwią obcokrajowcom wpływanie na wyniki wyborów. Około 80% kraju popiera tę politykę, a Senat odmawia jej uchwalenia, a 20% radykalnej lewicy jest zaciekle jej przeciwne, ponieważ CHCĄ, by nielegalni imigranci mogli wkraść się na wybory.
Jakby nie było to już oczywiste, dowodzi to faktu, że Demokraci i politycy neokonserwatywni nie mają żadnego szacunku dla „demokracji” – ciągle narzekają na rządy większości, ale gdy tylko zdecydowana większość opowiada się za bezpiecznymi wyborami, robią odwrotnie.
Najbogatsze 0,2% i najbiedniejsze 20% współpracują ze sobą, by uprzykrzyć życie wszystkim innym.
Czy demokracja przedstawicielska jest w ogóle możliwa, skoro znaczna część społeczeństwa aktywnie walczy o doszczętne zniszczenie naszej republiki za wszelką cenę? Jak nasze wybory i nasz rząd mogą zachować integralność, skoro ludzie pragnący zniszczyć wszystko mogą głosować lub obejmować urzędy polityczne?
Może te 20% radykalnych lewicowców i neokonserwatystów NIE powinno mieć prawa głosu. Może powinno się im zabronić udziału w rządzeniu. Może powinno się ich wyrzucić z kraju. Tak właśnie postąpiliby Ojcowie Założyciele…
Podczas i po wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych wiele stanów wymagało przysięgi wierności nowej sprawie amerykańskiej. Odmowa (często ze strony lojalistów/konserwatystów wspierających Wielką Brytanię) prowadziła do pozbawienia praw wyborczych, konfiskaty majątku, wygnania itd. Te zasady i ograniczenia miały charakter ideologiczny – karały za pro-brytyjskie lub „neutralne” poglądy polityczne. Pensylwania, Nowy Jork i inne stany stosowały takie testy, a Ojcowie Założyciele uznali to za konieczne ze względów bezpieczeństwa.
Pomysł, że każdy obywatel amerykański powinien mieć prawo głosu w sprawach narodowych, pomimo wątpliwego pochodzenia czy systemu wierzeń, jest naiwną fantazją. Ojcowie Założyciele słusznie dopuścili się rozróżnień.
Czy zatem system jest tak zniszczony przez korupcję i złudzenia, że nie da się go naprawić? Jak naprawić tę sytuację? Czy po prostu siedzimy z założonymi rękami i pozwalamy, by kraj podupadał w imię liberalnego hedonizmu? Bo to nie jest akt wolności. To raczej postawa anarchii i ważne jest, aby zrozumieć różnicę.
Anarchia to wolność bez odpowiedzialności; wyrzeczenie się jakiejkolwiek osobistej odpowiedzialności za przyszłość. To narodowe samobójstwo.
W tym tygodniu administracja Trumpa ujawniła tajne informacje, które jej zdaniem stanowią dowód manipulacji wyborami w 2020 roku. W odpowiedzi tradycyjne media odmówiły emisji przemówienia Trumpa poruszającego tę kwestię. Wiele mediów „weryfikowało fakty” w internecie, uznając argumenty Trumpa za fałszywe, nie mając czasu na zapoznanie się z udostępnionymi przez niego raportami i tajnymi dokumentami.
Nie twierdzę, że rok 2020 był jednoznacznie sfałszowany, ale jestem gotów przyjrzeć się dowodom i jasno widać, że lewica polityczna i media gotowi nie są. To mówi nam wszystko, co musimy o nich wiedzieć.
Wszyscy pamiętają wykres „kija hokejowego” i niewiarygodne wyniki głosowania na Joe Bidena wczesnym rankiem 4 listopada. Nawet sceptycy mieli trudności ze znalezieniem wiarygodnego uzasadnienia. Demokraci do dziś nie potrafią wyjaśnić, jak Biden zdobył 81 milionów głosów – najwięcej w historii USA wśród kandydatów na prezydenta – w środku pandemii.
W 2024 roku Kamala Harris straciła ponad 6 milionów głosów, co nie powinno być możliwe, a jednak się wydarzyło. Niedawne doniesienia o manipulacjach wyborczych, o ile są prawdziwe, pomagają nam zrozumieć, dlaczego Demokraci (i niektórzy neokonserwatyści) stanowczo odmawiają uchwalenia przepisów dotyczących identyfikacji wyborców i ograniczeń dotyczących głosowania korespondencyjnego, mimo że zdecydowana większość Amerykanów jest za.
Ale fałszowanie wyborów i głosowanie nielegalnych imigrantów to tylko dwa z wielu zagrożeń dla wyborów w naszym kraju. Nie zapominajmy:
1) Osoby chore psychicznie nadal mają prawo głosu. Ponad 23% wszystkich dorosłych Amerykanów deklaruje, że cierpi na co najmniej jedną chorobę psychiczną. Oznacza to, że co czwarty wyborca w USA może nie mieć stabilności psychicznej niezbędnej do podejmowania rozsądnych i logicznych decyzji. Prawie 20% dorosłych Amerykanów przyjmuje leki na receptę z powodu problemów ze zdrowiem psychicznym. Liczba kobiet przyjmujących leki jest dwukrotnie większa niż liczba mężczyzn.
2) Osoby o niskim IQ mają prawo głosu. Około 10% populacji ma IQ poniżej 80, czyli o 20 punktów poniżej średniej. IQ poniżej 80 wiąże się ze słabą kontrolą impulsów, skrajną agresją i niezdolnością do wykonywania normalnych, codziennych obowiązków. Czy takie osoby powinny mieć prawo głosu?
3) Psychopaci i socjopaci mają prawo głosu. Około 4% populacji ma te niebezpieczne cechy psychologiczne. Mimo to mogą głosować, ubiegać się o stanowiska i zdobywać pracę w systemie biurokratycznym. Z pewnością istnieją pewne niuanse, które należy wziąć pod uwagę (na przykład niektórzy socjopaci są wysoce funkcjonalni i nie stanowią zagrożenia, gdy zajmują stanowiska kierownicze), ale moim zdaniem wszyscy kandydaci powinni zostać poddani jawnemu testowi pod kątem tych kwestii, zanim zostaną dopuszczeni do objęcia urzędu państwowego.
4) Wreszcie, jak zapewnić przejrzystość rządowi zbudowanemu wokół biurokracji, która nie ma ograniczeń kadencyjnych i posiada niewiele mechanizmów kontroli i równowagi? Trzeba przyznać Trumpowi, że próbował zdemontować tę strukturę „głębokiego państwa” i odniósł kilka sukcesów, w tym likwidację nikczemnej Agencji ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID). Jednak wprowadzenie jakichkolwiek trwałych zmian w tym zakorzenionym rządzie wtórnym [secondary government] wymagałoby wielu prezydentur.
Działania DOGE pokazały nam, że biurokracja zawsze była prawdziwą podstawą władzy – chronioną przez całą gamę skorumpowanych polityków, sędziów, dziennikarzy i organizacji pozarządowych. Nie ma znaczenia, kto obejmie urząd, ponieważ osoby zarządzające biurokracją zazwyczaj zachowują swoje stanowiska dożywotnio, a kiedy skonfliktowana administracja odchodzi, po prostu przywracają wszystko do stanu poprzedniego.
Czy powinniśmy zignorować protokoły konstytucyjne i usunąć zdecydowaną większość tych ludzi z pracy? Sądy robią wszystko, co w ich mocy, aby zapobiec zwalnianiu tych ludzi. A co, jeśli zignorujemy sądy,a a następnie i tak ich wyrzucimy? Jakie mamy alternatywy?
Żadnego z rozwiązań tych problemów nie da się znaleźć w Konstytucji i w obecnym stanie prawnym. Ponownie, nie jesteśmy w stanie zmusić Kongresu i Senatu do uchwalenia rozsądnych przepisów dotyczących identyfikacji wyborców. Oznacza to, że musielibyśmy działać poza Konstytucją, aby ją uratować.
Ach tak, ujawnia się równia pochyła. Ale konstytucja ma na celu ograniczanie działań rządu federalnego, a nie ludzi. To pozostawia nas z odwiecznym dylematem buntu i reformacji. Może to jedyny sposób, by coś się naprawdę zmieniło.
Wiem jedno: nie możemy kontynuować drogi, którą podążamy od tylu dekad. Nie możemy polegać na systemie, który będzie nadzorował sam siebie. I nie możemy pozwolić, aby pewne grupy społeczne nadal wywierały wpływ na nasze społeczeństwo.
Coś musi się zmienić, radykalnie i na dłuższą metę. Możemy to zrobić poprzez partyjny rząd, łamiąc jednocześnie szereg praw konstytucyjnych, albo poprzez rewolucję ludową i mając nadzieję, że kraj przetrwa skutki totalnej wojny domowej. Ostatecznie, siedzenie z założonymi rękami i bezczynność nie wchodzą w grę.
__________________
Election Integrity: Is Representative Democracy A Foolish Fantasy?, Brandon Smith, July 17, 2026

___________
Troszkę pokory by się przydało i pamięci, na kim Ojcowie Założyciele się wzorowali.
A dla równowagi:
* O ZABOBONIE DEMOKRACJI * – ks. Marek Bąk [9min]