„Teologia chrześcijańska ulega ideologizacji i staje się narzędziem polityki” Kto powie non possumus?

Grafika: PCh24.pl

 

Paweł Chmielewski streszcza obszerną rozmowę z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim i Pawłem Lisickim na temat relacji Kościoła i judaizmu.

Ks. prof. Waldemar Chrostowski: „Aktualnie mamy do czynienia z nowością, której nie doświadczały wcześniejsze pokolenia chrześcijan. Od maja 1948 roku nasze kontakty z Żydami i judaizmem mają zupełnie inny charakter”.

„Przełomem stało się nawiązanie stosunków dyplomatycznych Stolicy Apostolskiej z Izraelem, które miało miejsce 30 grudnia 1993 roku. Była to decyzja Jana Pawła II, nie istniały bowiem żadne formalne przesłanki dla nawiązania takich relacji”.

„Normalnie rzecz biorąc, powinno zostać spełnionych kilka warunków, a mianowicie posiadanie przez państwo ustalonych i międzynarodowo przyjętych granic terytorialnych, pokojowe relacje z sąsiadami, respektowanie mniejszości etnicznych i religijnych oraz zapewnienie praw należnych chrześcijanom. Wszystko to zostało pominięte, a po nawiązaniu stosunków dyplomatycznych Kościół został wmanipulowany w te realia polityczne, które ustala i realizuje państwo Izrael”.

„Po roku 2000 zaczął się nowy okres, który trwa do dzisiaj. Państwo Izrael uważa, że stoi tak silnie na własnych nogach, że nie potrzebuje już Kościoła. Jeżeli interesuje się kontaktami i spotkaniami, to tylko po to, by uwiarygodnić czy usprawiedliwić swoje poczynania. Do tego potrzebny jest Izraelowi chrześcijański syjonizm. Lecz w ten sposób teologia chrześcijańska ulega ideologizacji i staje się narzędziem polityki” – powiedział.

Paweł Chmielewski stwierdził, że w tym kontekście zapytał Pawła Lisickiego o rolę Mosadu. Redaktor odpowiedział wprost:

„Trudno uwierzyć, by Mosad nie interesował się kwestią nawiązania relacji dyplomatycznych Izraela z Watykanem. To nie jest zarzut: od tego są przecież służby specjalne. Izraelowi bardzo zależało na uznaniu Stolicy Apostolskiej, a to ze względu na jej autorytet. Tak jak w latach 60. środowiska żydowskie uważały, że potrzebny jest dokument kościelny odżegnujący się od wcześniejszej nauki i potępiający antysemityzm, tak w latach 80. i 90. zależało im na uznaniu państwa Izrael” – stwierdził.

Następnie Paweł Lisicki przytoczył niezwykle ciekawą historię dotyczącą negocjacji Watykanu z Izraelem w latach 90. Chodzi o księdza, który miał podwójną tożsamość – uważał się za Żyda wiernego państwu Izrael…

„Główne negocjacje z Izraelem prowadził w 1993 roku z ramienia Stolicy Apostolskiej ksiądz David Maria Jaeger. W 2011 roku udzielił wywiadu izraelskiemu dziennikowi „Haaretz”, gdzie przedstawił się jako żydowski patriota i radykalny syjonista. Jak mówił, całe jego życie to służba Izraelowi. Dziennikarz zadał mu pytanie, jak godzi tę misję z byciem księdzem. Jaeger odparł, że jest księdzem w takim samym stopniu, w jakim swoje funkcje wypełniają Żydzi pracujący w UNESCO albo w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. To szokujące stwierdzenia. Jeżeli to właśnie ks. Jaegerowi powierzono kwestie negocjacji z Izraelem, to trudno się dziwić, że przebiegały tak, a nie inaczej – na przykład, że nie zagwarantowano w wystarczającym stopniu bezpieczeństwa Kościoła katolickiego w Ziemi Świętej” – opowiedział Paweł Lisicki.

Trudno uwierzyć, by Mosad nie interesował się kwestią nawiązania relacji dyplomatycznych Izraela z Watykanem. To nie jest zarzut. Od tego są przecież służby specjalne

Film 20 minut.

 

Paweł Lisicki: Warto pamiętać, że próby wywarcia na Kościół nacisków w celu uzyskania poparcia dla ruchu syjonistycznego miały miejsce już bardzo wcześniej. Chodzi o spotkanie Theodora Herzla ze św. Piusem X w 1903 roku. Herzl próbował namówić papieża na stanięcie po stronie syjonizmu. Pius X odmówił, tłumacząc, że skoro Żydzi odrzucają Jezusa Chrystusa, to Kościół nie może tego zrobić. Obiecał wsparcie wtedy, kiedy Żydzi się nawrócą. Theodor Herzl był z tego spotkania bardzo niezadowolony, jak wynika z jego dziennika. Spodziewał się innej reakcji.

Drugą próbę wywarcia na Kościół nacisku podjęto w latach 20. XX wieku, kiedy starano się wymusić zmianę modlitw liturgicznych. Chodziło o usunięcie z liturgii Wielkiego Piątku słów o perfidnych Żydach, czyli słynnej frazy „oremus et pro perfidis judaeis”. W 1923 roku do papieża Piusa XI skierowano petycję, którą podpisała Żydówka nawrócona na katolicyzm i pewien holenderski zakonnik. Pius XI odesłał tę petycję do Świętego Oficjum, którym kierował kardynał Merry del Val. Udzielono bardzo ostrej odpowiedzi, że taka zmiana byłaby całkowicie sprzeczna z nauką Kościoła i że chodzi tutaj o imputowanie Kościołowi antysemityzmu. Organizacja katolicka, która odpowiadała za petycję, została wówczas rozwiązana.

Jakiś czas temu naprawdę wstrząsnęła mną lektura książki pt. „Papież nieznany”, którą napisał amerykański dziennikarz Darcy O’Brien. Dotyczy relacji Jana Pawła II z Jerzym Klugerem. Praca jest napisana z pozycji entuzjasty porozumienia dyplomatycznego pomiędzy Watykanem a Izraelem. Tak naprawdę głównym świadkiem jest właśnie Jerzy Kluger, bardzo ważny i bliski współpracownik papieża. Z tej książki wynika, że Jerzy Kluger, choć był być może bardzo sympatycznym człowiekiem i miłym towarzyszem rozmów, był zarazem po prostu reprezentantem ambasady Izraela we Włoszech (Watykan nie utrzymywał wtedy jeszcze relacji dyplomatycznych z państwem Izrael).

Nie jest też wykluczone, choć to nie jest wprost powiedziane, że za całą operacją stały izraelskie służby wywiadowcze, Mosad, które bardzo wspierały ową odrodzoną przyjaźń papieża i „Jurka”. Z przedstawicielami Izraela Kluger nieustannie się kontaktował, otrzymywał precyzyjne wskazówki, co robić, a czego nie robić. Podkreślam raz jeszcze, że książka O’Briana została napisana z perspektywy entuzjasty, a nie krytyka. On w ogóle nie dostrzega dwuznaczności tej sytuacji. Dla niego Jan Paweł II i Jerzy Kluger to bohaterowie, jedynym złem są różni tradycjonaliści i konserwatyści w kurii rzymskiej, których nazywa antysemitami. /link/

________________________________________________________

 

O autorze: Redakcja