Nieuchronność śmierci zmusza niektórych do nagłej zmiany kierunku podróży. Niektórzy próbują gwałtownie zawrócić, cofając się do początku. Nie zdążą.
Inni zmieniają kierunek na chybił, trafił albo radzą się Przewodnika. Są też tacy, którzy próbują przyspieszyć. Tylko nielicznym udaje się coś, co można nazwać podrożą w czasie.
Oto trzy pocztówki z podróży.



W stylu i nastroju obrazów Giorgia da Chirico, twórcy tzw. malarstwa metafizycznego.
Dobrze wyczułeś – podobne, sporo cech wspólnych, jednocześnie inne. Mam w zanadrzu coś, co do złudzenia przypomina de Chirico, ale to przy innej publikacji.
Nie wiem dlaczego ale skojarzył mi się Rene Magritte, który tworzył coś pomiędzy realizmem magicznym i surrealizmem.
A tu mamy szachownicę po której przemieszcza się życie. Z tym że nawet jak komuś wydaje się że wygrał to i tak na koniec figury zostaną zdjęte z szachownicy i wsadzone do pudełka.
Może to kogoś zaskoczy, ale dla mnie surrealiści to cienkie bolki. Najlepsi są starzy mistrzowie. Współcześni nie dorastają (na ogół) im do pięt. Z malarzy metafizycznych, do których niekoniecznie należy zaliczać surrealistów, najlepszy był przeciętny warsztatowo de Chirico.
A w ramach pluralizmu coś dla idiotów i coś dla koneserów:
1. dla idiotów – Jak surrealizm walczył z faszyzmem
2. dla koneserów – Arcydzieła malarstwa: Albrecht Dürer
Mam wrażenie że niektórzy surrealiści zrzynali od Hieronima Boscha, który jest dla mnie bezkonkurencyjny.
Hieronim Bosch rozumiał język sztuki, portretował grzech i ludzkie przywary, a surrealiści sprawiali wrażenie ignorantów bez głębszej koncepcji.
A tu czwarta kartka z podróży
Nie wiem skąd twierdzenie, iż Chirico był “przeciętny warsztatowo”. Studiował wszak malarstwo w znakomitej akademii w Monachium, do tego studia na Politechnice Ateńskiej zaznajomiły go od podstaw z zasadami perspektywy, co miało olbrzymi wpływ potem na jego “senne” wizje. I zgodnie z zasadami warsztatu, były te majaki rygorystycznie wtłaczane w plan architektoniczny tych bezludnych placów, ciągów niezamieszkanych budowli z pustymi arkadami okien. Tu jest wielka dyscyplina i właśnie znakomity warsztat, gdy stosując żelazne zasady perspektywy, zarazem potrafi odejść od tradycyjnej perspektywy renesansu i baroku, przetwarzając to we własny świat nieokreślonych miejsc z wizji sennej, miast o zwartych blokach budowli będących zarazem wnętrzem jak i zewnętrzem, wbrew logice – za co pokochali go surrealiści, których był prekursorem (avant la lettre – bo w tym czasie jeszcze tego słowa nie używano).
A co do załączonych linków, to pierwszy z nich: dla idiotów nawet troszkę obejrzałem, dopóki starczyło wytrzymałości, jedynie aby raz jeszcze przekonać się o zgłupieniu dzisiejszego świata, jego tzw. elit i znawców, mających wiedzę jaką moje pokolenie miało na poziomie pierwszego roku studiów na akademii w Gdańsku czy Toruniu. Przemądrzały, namaszczony bełkot dwu idiotek, z których jedna, o zgrozo, jest kuratorką wystawy surrealistycznej w W-wie, pełen lewackiej mgły i frazeologii z podręczników poprawnego myślenia o sztuce “zaangażowanej ideowo” z punktu widzenia naomarksistowskiego. Z bełkotu jednej z pań, tej zagranicznej, będącej gościem pani kurator, wynika np. że faszyzm narodził się w Trzeciej Rzeszy i był zły, a surrealiści byli dobrzy bo chcieli wolności bez ograniczeń dla jednostki.
Że faszyzm narodził się właśnie w Italii, w czasach de Chirico czy Magritte’a – ani słowa. Pewnie byłyby obrażone, gdyby im to przypomnieć. Kiedyś będąc w Rzymie, odwiedziłem wreszcie tę słynną faszystowską dzielnicę EUR (niedaleko jest ten słynny poświęcony Mussoliniemu pusty i martwy Stadion z rzędem wspaniałych marmurowych olbrzymów – atletów a la antyczny Rzym, też przywodzący na myśl surrealizm). I cała ta dzielnica jest jak z obrazów Chirico, też pusta, bo byłem po południu, a wtedy w tych martwych białych blokach z ciemnymi łukami okien życie całkiem zamiera, bo nikt tam nie mieszka, są tylko urzędy. Nawet nie ma kawiarenek, idzie się pustymi chodnikami słysząc swe kroki. I tylko patrząc, czy w oddali nie pojawi jakiś samotny manekin z obrazu Chirico.
Poza tym, surrealiści byli wszyscy – począwszy od ich naczelnego ideologa Andre Bretona – wściekłymi komunistami. Ćpali i chlali w dzień i noc, bo bez tego nie mieliby wizji, oraz głosili nihilizm, jak Artaud, więc komunizm z tym refrenem z „Międzynarodówki” że „przeszłości ślad dłoń nasza zmiata” i „ruszymy z posad bryłę świata” był im szczególnie drogi. Potem, gdy nastał Adolf, niejeden z nich np. Jean Cocteau też wcale nie miał nic szczególnie przeciw niemu, a nawet uczestniczył w wycieczkach organizowanych z Paryża do Rzeszy dla artystów francuskich, by zapoznawali się z osiągnięciami pierwszego państwa narodowosocjalistycznego (podobne wycieczki szkoleniowe do Rosji organizował Stalin, tylko że z tych nie zawsze się wracało żywym).
Fuj.
Głupota zawsze budzi we mnie obrzydzenie, ale głupota tych pań, zapewne dobrze wynagradzanych za szerzenie takiej „oświeconej ignorancji” – wobec bezkresnych dzisiaj możliwości zdobycia rzetelnej informacji – wywołuje wymioty.
Dzięki za wrzucenie tych kartek z podróży, nareszcie trochę powietrza na tej dusznej małej scence polskiego politycznego ossessione (posłużmy się terminologią z ojczyzny de Chirico).
Chciałem go usytuować pomiędzy największymi mistrzami, a autorami bohomazów, ale jak pewnie zauważyłeś cenię go najbardziej.
“Poza tym, surrealiści byli wszyscy – począwszy od ich naczelnego ideologa Andre Bretona – wściekłymi komunistami”.
Radykalizm,stosowanie wielkich kwantyfikatorów w opiniach pokutującego łotra jest zadziwiający. Nadawał by się na surowego odźwiernego do bram raju.
Salvador Dali nie był wściekłym komunistą a wręcz przeciwnie – monarchistą, konserwatystą, zwolennikiem Franco.
Obraz, który Pan zamieszcza – Chrystus Św. Jana Od Krzyża (nazwany tak, gdyż jest wzorowany na wizji Chrystusa Ukrzyżowanego św. Jana od Krzyża) wizytowałem nie raz w Kelvingrove Art Gallery w Glasgow. Wielka jego reprodukcja – poświęcona przez księdza – wisi u mnie w głównym pokoju i cieszy wzrok oraz ducha (może w kolejności odwrotnej). Zakupiło to arcydzieło miasto Glasgow w 1952 r. w rok po tym, jak Dali ogłosił jego ukończenie (1951).
To, co napisałem o surrealistach podtrzymuję jednak w pełni i trzeba nie znać ich biografii ani Manifestu Surrealistycznego ojca ruchu Bretona oraz drugiego ważnego ideologa ich sztuki, Antoine Artauda, aby kwestionować moją opinię. Nie będę tego rozwijał, bo lepiej żeby Pan sięgnął do źródeł, nie wykluczając niezliczonych książek o tym środowisku, np. Dzienników Anais Nin.
Postać Salvadora Dali jest wśród nich z wielu powodów odmienna. Trzeba pamiętać o tym, że tak prędko jak przystał do surrealistów, zafascynowany malarstwem właśnie Giorgia de Chirico, wyleciał z tego ruchu w 1934 r. właśnie przez jego skomunizowanie (zarzucano Dalemu miłość do faszyzmu oraz wyjątkową żądzę pieniądza, zresztą zgodnie z prawdą). Od 1934 r. nawet formalnie nie można go już więc uważać za surrealistę. Stworzył osobny niesłychanie ekscentryczny i wyjątkowo rozpoznawalny styl. Podobny był jego sposób życia i głoszone poglądy. Głosząc przywiązanie do tradycyjnych wartości, w tym monarchii, zarazem obnosił się z narcystyczną klownadą przed kamerami i praktykował intymne związki z Garcią Lorką; deklarując katolicyzm (- dopiero od lat po 2 wojnie światowej, przedtem był ateistą) zarazem uprawiał satanizm, freudyzm i gromadził bezmierne bogactwa z handlu swoją sztuką, w tym rezydencje we Francji i Hiszpanii. Był dziwaczny do szpiku kości, poglądów poważnych i trwałych, którym by dawał świadectwo nie miał i trudno byłoby zrobić z niego “obrońcę tradycyjnych wartości”. Narkotyków, jak sam twierdził, nie brał, bo “sam jest narkotykiem”, tak siebie określał. Psycholodzy definiują jego przypadek jako halucynozę i to tłumaczyłoby te słowa. Przez całe życie zajmował się alchemią, kabałą i innymi praktykami okultystycznymi, z których czerpał wizje. Sam uważał siebie za alchemika i te satanistyczne zainteresowania wyrażał już w czasie młodzieńczym (obraz “Miłość Pierrota” z 1920 r., gdzie romans Pierrota i Kolombiny toczy się nad kieliszkami z jakąś miksturą, może absyntem, we wnętrzu trupiej czaszki). Najgłębiej zaś związki z magią widać na jego najbardziej ponurym obrazie “Iluminacja Filozofa” z 1939 r. Więc już chyba lepiej, żeby palił trawkę.
Bardzo symboliczne jest w tym kontekście tragiczne zderzenie amerykańskiego kontenerowca nazwanego M/S Dali z mostem w Baltimore 26 marca 2024 r. Trudno było się doliczyć ofiar tego zdarzenia, niektóre zaginęły w nurtach rzeki Ohio, uznaje się że było ich ok. 8-9 i to głównie biedni robotnicy z Meksyku czy Gwatemali oraz członkowie ekipy ratowniczej. Sam okręt uszczerbku nie poniósł.
Na koniec krótka uwaga do Pana osobiście. Nie wiem, czy ma Pan taką psychiczną potrzebę, by w trakcie spokojnej dyskusji o sztuce, jak najbardziej merytorycznej, sprawiać przykrość rozmówcy w postaci krytyki ad personam. Powstrzymam się od oceny takiego zachowania, by nie prowokować kolejnego komentarza.
Panie Łotrze, proszę inżynierowi wybaczyć czepialstwo ale jak wszyscy to wszyscy a tu jednak wyjątek. Poza tym prawdziwa cnota krytyk się nie boi a Pan, mówię bez złośliwości, sadząc po wpisach jest osobą posiadającą wiele cnót.
Proszę więc się nie oburzać tylko z pobłażaniem, dystansem i uśmiechem reagować na moje drobne uszczypliwości.
Mam w domu sporo (z 15) obrazów (oryginały) znanych polskich malarzy. Ich oglądanie od przeszło 20 lat ciągle sprawia mi przyjemność i prawdę mówiąc nigdy nie szukałem jakiś afiliacji politycznych ich autorów.
Zrobię kilka zdjęć i coś napiszę o tych malowidłach, przerywnik od “ciężkiej polityki” dla zdrowotności wskazany.
Drogi Panie, trzymam się – również w reakcji na Pana wtręt ad personam – rzeczowej narracji pod wpisem dotyczącym historii malarstwa. W rozumowaniu logicznym istnieje coś takiego, jak uogólnienie, które jest oparte na tzw. hiperonimii. Znaczy to, że skoro uogólniam, uważając za prawdziwe stwierdzenie iż surrealiści sprzyjali komunizmowi, to równie prawdziwe będzie twierdzenie na odwrót: że nie każdy komunista musi być surrealistą. Wynika więc z tego, że oba zbiory nie są tożsame i w rozumowaniu poza uogólnieniem należy także uznać, że nie każdy surrealista musi mieć poglądy komunistyczne.
Tyle komentarza – z pobłażaniem i dystansem. A uśmiech załączam :-)
I miło byłoby poznać okazy z Pana kolekcji. Ja też mam parę ładnych rzeczy na ścianach, ale to by było na tyle. Wprawdzie nick nickiem, ale po co kusić licho. Pan też niech uważa.