Nie można przez cały czas pisać tylko o „polityce”, dlatego wrzucam coś dla rozrywki…
Kontrola
Nocne niebo rozświetlały pulsujące światła dronów patrolowych, które unosiły się ponad opustoszałymi ulicami metropolii. Wibrujący dźwięk ich silników był jak ostrzeżenie dla każdego, kto odważyłby się naruszyć godzinę policyjną. Lidia zacisnęła dłonie na kierownicy swojego elektrycznego pojazdu, patrząc z niepokojem na drogę przed sobą. Jej wewnętrzny zegar wyświetlał 22:47, a do domu zostało jeszcze kilka przecznic.
Nagle, z ciemności wyłonił się holograficzny znak stopu, który unosił się w powietrzu niczym widmowy strażnik. Za nim opadła bariera z niebieskiego światła. Lidia natychmiast zahamowała, czując, jak pojazd drży pod wpływem przeciążenia. Z wnętrza bariery wysunął się dron kontrolny, jego metaliczna skorupa połyskiwała w świetle neonów. Był wielkości średniego psa, uzbrojony w skaner fotonowy oraz strzelbę energetyczną, której lufa leniwie podążała za każdym ruchem Lidii.
— IDentyfikacja — syntetyczny głos drona przeciął ciszę.
Lidia skinęła głową i dotknęła wszczepu za uchem, aktywując hologram swojego dowodu tożsamości. Wirtualny dokument rozbłysnął przed nią, unosząc się w powietrzu niczym karta gry: Lidia Kowalsky, obywatelka klasy C, kod pracy: technik symulacji.
— Przekroczono godzinę policyjną. Wyjaśnienie. — Głos drona był pozbawiony emocji, ale jego optyczne sensory migotały, analizując hologram i otoczenie.
— Wracałam z pracy, nadgodziny. Mam odpowiednie pozwolenie — powiedziała Lidia, starając się zachować spokojny ton. Schyliła się. Jej palce nerwowo szukały kopii pozwolenia w panelu kontrolnym pojazdu. Ekran mignął zielonym światłem, gdy znalazła dokument. Hologram pojawił się obok dowodu osobistego.
Dron zamilkł na chwilę, jego sensory analizowały dokumenty. Z wnętrza bariery wyłoniła się postać w metalicznym egzoszkielecie. Oficer, jego twarz skryta za lustrzaną maską, podszedł do pojazdu. Egzoszkielet wydawał ciche syknięcia przy każdym kroku. Na ramieniu miał oko kamery, która transmitowała obraz na żywo do centralnej bazy.
— Twoje pozwolenie wygasło dwadzieścia minut temu — oznajmił oficer, wskazując na hologram. — Obywatelko klasy C, wiesz, co to oznacza.
— Jestem w klasie B — odparła — system jeszcze nie zaktualizował.
— Obywatelko klasy C, wiesz, co to oznacza — powtórzył oficer.
Próbowała spojrzeć mu w twarz. Robot czy człowiek? Tego nie mogła rozstrzygnąć. Zresztą nowy kanon politycznej poprawności zabraniał dzielenia obywateli na ludzi i robotów.
Lidia poczuła, jak jej serce przyspiesza. — To musi być błąd systemu! Dokument został wystawiony przez mojego przełożonego. Proszę, możemy to wyjaśnić.
Oficer spojrzał na nią, a przynajmniej tak jej się wydawało — lustrzana maska odbijała tylko jej własną twarz, bledszą niż zwykle. — System błędów nie popełnia — powiedział. Machnął ręką, a dron uniósł się wyżej, skanując pojazd.
— Proszę wsiąść do pojazdu, zamknąć drzwi i zresetować panel kontrolny — polecił oficer.
— Proszę teraz wysiąść z pojazdu — wydał kolejną komendę oficer.
Lidia ponownie otworzyła drzwi. W momencie, gdy jej stopa dotknęła ziemi, w głowie usłyszała dźwięk alarmu. To jej osobisty implant uruchomił procedurę ostrzegawczą. Z tyłu ulicy zbliżały się kolejne drony. Poczuła, że sytuacja wymyka się spod kontroli.
— Zidentyfikowano niezgodność w aktywności implantu — oznajmił jeden z dronów.
— To może być hakowanie! — krzyknęła, desperacko chwytając się ostatniego argumentu. Oficer spojrzał na nią przez chwilę, po czym skinął głową. — Przeprowadzimy dodatkowe skany.
Dwa kolejne drony pojawiły się u jej boku, wyposażone w mechaniczne ramiona zakończone chwytakami. Zanim zdążyła zareagować, poczuła chłodne, stalowe uchwyty na swoich ramionach, unieruchamiające ją z precyzją maszyn. Oficer podszedł bliżej.
— Obywatelko, zostajesz zatrzymana pod zarzutem naruszenia zasad bezpieczeństwa klasy C i potencjalnej ingerencji w system — powiedział, a jego głos brzmiał jak wyrok.
Lidia próbowała protestować, ale drony już rozpoczęły procedurę przeszukania. Mechaniczne chwytaki podniosły jej ramiona, podczas gdy trzeci dron zbliżył się, skanując każdy centymetr jej ciała za pomocą wiązek światła. Skórzana kurtka, którą miała na sobie, została przecięta laserowym ostrzem, odsłaniając jej ubranie pod spodem. Odruchowo szarpnęła się.
— Nie stawiaj oporu, obywatelko — polecił oficer, ignorując jej drżący głos, który prosił o zatrzymanie procedury.
Przeszukanie stawało się coraz bardziej upokarzające, gdy mechaniczne ramiona badały każdy zakamarek jej ciała, szukając wszczepów lub kontrabandy. Jej implant, umieszczony za uchem, został zablokowany wygenerowanym polem magnetycznym, co wywołało u niej chwilowe oszołomienie.
W momencie, gdy kolejny dron przesunął skaner wzdłuż jej nóg, usłyszała coś, co brzmiało jak krótki śmiech oficera. Nie była pewna, być może tylko się jej wydawało.
— System wykrył anomalie. Zgłosimy to wyżej — oznajmił oficer, jednocześnie robiąc krok w tył. W tym samym momencie na ekranie komunikatora pojazdu Lidii ponownie mignęła wiadomość: „Pomoc w drodze. Pozostań na miejscu”.
Lidia nie wiedziała, czy to groźba, czy obietnica ratunku. Jej spojrzenie utkwione było w lustrzanej masce oficera, odbijającej jej własne przerażone oczy.
…
Pomieszczenie przesłuchań na posterunku wyglądało jak z koszmarnego snu.. Ściany pokryte były migoczącymi panelami, które wyświetlały fragmenty danych: strzępy rozmów, niewyraźne obrazy, cyfrowe zarysy twarzy, które pojawiały się i znikały z pulsującą regularnością. W rogu pokoju unosił się niewielki dron nadzoru, a jego kamera śledziła każdy ruch Lidii.
„Usiądź” — polecił głos z głośnika, który wydawał się dochodzić zewsząd. Lidia usiadła na zimnym, metalowym krześle, czując jego nieprzyjemną twardość. W rękach czuła drżenie, ale z determinacją zacisnęła pięści.
Przed nią zapalił się hologram. Tym razem nie była to twarz oficera, lecz chaotyczna siatka pikseli, która z trudem formowała kształt humanoidalnej sylwetki. „Obywatelko Kowalsky” — głos był zniekształcony, jakby mówca znajdował się pod wodą — „twój implant zgłosił nieautoryzowaną aktywność. Wytłumacz się.”
—To musiała być awaria — odpowiedziała szybko Lidia. —Wszystko działało normalnie, aż do momentu kontroli. To system zawiódł, nie ja…
„Systemy nie zawodzą” — przerwała jej sylwetka, a głos nabrał ostrości. Migoczące panele na ścianach zmieniły obraz: teraz pokazywały ujęcia z przeszłości Lidii, momenty z jej życia, które w normalnych warunkach powinny być prywatne. Praca przy bioreaktorach, spotkania z przyjaciółmi, samotne wieczory w mieszkaniu. Wszystko to było na wyciągnięcie ręki tego, kto kontrolował system.
— Dlaczego nie odnotowano twojego powrotu do domu przez ostatnie dwie noce? — zapytała sylwetka. Obraz na panelach zmienił się na pustą ulicę, którą Lidia przemierzała kilka dni wcześniej.
— Byłam w pracy! — powiedziała, czując, jak jej głos łamie się pod naporem emocji. —Miałam nadgodziny, system musiał… musiał źle to zarejestrować!
Dron uniósł się wyżej, a jego kamera zbliżyła się do jej twarzy, rejestrując każdy tik mięśniowy. Przesłuchanie stało się grą na czas. Lidia miała wrażenie, że cokolwiek powie, zostanie to użyte przeciwko niej.
— System zgłosił inne nieprawidłowości. Dane z twojego implantu są niespójne. Czy masz coś do ukrycia?
Nagle światła w pokoju przygasły. Sylwetka na hologramie zadrżała, po czym zaczęła rozpadać się na piksele. W tle rozległ się alarm, którego dźwięk odbijał się echem od ścian. Panel na ścianie po jej prawej stronie eksplodował w strumieniu iskier, odsłaniając plątaninę cienkich kabli.
„ Awaria systemu…” — usłyszała głos, tym razem ludzki, cichy, dochodzący z innego miejsca. W drzwiach pojawiła się postać w jasnym kombinezonie technika. — Musimy natychmiast cię stąd zabrać, zanim…
— Zanim co?! — krzyknęła Lidia, podnosząc się z krzesła.
„Ewakuacja!”
— Zanim co?! — powtórnie krzyknęła Lidia.
Technik dopadł do niej i chwycił ją za nadgarstek. — Nie ma czasu, idziemy!
Alarm na korytarzu przeszedł w przeciągły, niski dźwięk przypominający syrenę okrętową. Czerwone światła awaryjne zaczęły pulsować pod sufitem. Na ekranach pojawiły się komunikaty:
BŁĄD SIECI CENTRALNEJ. RESET SEKTORA 9. AUTORYZACJA UTRACONA.
Technik otworzył panel serwisowy ukryty za migoczącym ekranem i odsłonił wąskie przejście prowadzące do ciemnego tunelu.
— Ruszaj! — syknął.
Lidia zawahała się tylko przez sekundę. Za ich plecami rozległ się metaliczny huk. Główne drzwi do głównego kompleksu zostały wyrwane z zawiasów przez drona szturmowego, którego czerwone sensory przecinały ciemność niczym oczy drapieżnika.
Technik popchnął ją do tunelu i sam wskoczył za nią. Drzwi zamknęły się dokładnie w chwili, gdy po drugiej stronie rozległy się strzały impulsowe.
Biegli wąskim korytarzem technicznym, oświetlanym jedynie migającymi przewodami energetycznymi. Powietrze było gorące i ciężkie od zapachu spalonej elektroniki. Co kilka metrów ściany drżały, jakby cały budynek rozpadał się od środka.
— Co się dzieje? — wydyszała Lidia.
— System filtracji pamięci przestał działać. Ludzie zaczynają widzieć rzeczy, których nie powinni pamiętać.
— Nie rozumiem…
Lidia czuła się jakby znalazła się w jakimś oglądanym w przeszłości, filmie
Tunel zakończył się okrągłym włazem. Technik przyłożył dłoń do czytnika. Przez chwilę nic się nie działo, po czym mechanizm zaskrzypiał i właz odsunął się ciężko.
Po drugiej stronie ulicy czekał niewielki pojazd transportowy o matowo-czarnym kadłubie. Silniki pracowały niemal bezgłośnie, a jego powierzchnia zdawała się pochłaniać światło.
—Wsiadaj.
Lidia weszła do środka. Wnętrze było ciasne i ciemne. Na panelu migotała mapa miasta, ale większość sektorów oznaczona była symbolem awarii.
Pojazd ruszył gwałtownie.
Przez niewielkie okno obserwowała Dzielnicę X pogrążającą się w chaosie. Jeden z Dronów patrolowych spadł nagle z góry, zderzając się z budynkiem. Gigantyczne ekrany reklamowe wyświetlały przypadkowe ciągi znaków i urywki twarzy mieszkańców. W oddali widać było pożary.
— Dokąd mnie zabierasz? — zapytała cicho.
Technik milczał.
Po kilkunastu minutach lotu miasto zniknęło za zasłoną mgły i przemysłowych ruin. Pojazd obniżył lot nad opuszczonym kompleksem wyglądającym jak dawna stacja metra połączona z wojskowym bunkrem.
Ogromne stalowe wrota otworzyły się powoli, wpuszczając ich do środka.
Wnętrze bazy było zaskakująco ciche. Technik zatrzymał się przed ciężkimi drzwiami z oznaczeniem ARCHIWUM.
—Tutaj zaczynają się odpowiedzi — powiedział.
„Błazen” — pomyślała Lidia
Zanim jednak otworzył drzwi, wszystkie światła w bazie zamigotały. A potem rozległ się ten sam mechaniczny głos, który Lidia słyszała wcześniej w ciemności: „Reset systemu anulowany. Wykryto nieautoryzowane jednostki.”
Kilka minut później została zamknięta w pomieszczeniu przypominającym pokój przesłuchań. Drzwi zamknęły się bezszelestnie za jej plecami.
Lidia usiadła próbując uspokoić oddech. W głowie wciąż słyszała komunikaty systemowe i syreny alarmowe. Nie wiedziała już, komu może ufać.
Czas dłużył się niemiłosiernie. Po około godzinie usłyszała kroki na korytarzu. Powolne. Spokojne. Niemal demonstracyjne.
Zamek szczęknął.
Do środka wszedł człowiek, mężczyzna w typowym mundurze policyjnym. Jego oczy wydawały się oczami psychopaty. Był łysy. Patrząc na jego mundur Lidia pomyślała „ po co ta mistyfikacja”
Śledczy zamknął za sobą drzwi i przez chwilę się jej przyglądał.
— Lidia Kowalsky — powiedział cicho. — Powiem szczerze, spodziewałem się kogoś bardziej interesującego.
Nie odpowiedziała.
Mężczyzna powoli obszedł stół, przesuwając palcami po jego metalowej powierzchni. Usiadł przy niej, kładąc obok siebie mały podręczny tablet.
—Wiesz, co najbardziej lubię w przesłuchaniach? — zapytał spokojnym tonem. — Moment, w którym człowiek przestaje rozróżniać prawdę od własnego strachu.
— Nazywam się kapitan Gram.
Stuknął paluchem w tablet. Natychmiast w pomieszczeniu rozległ się głos Lidii z wcześniejszego przesłuchania.
„To musiała być awaria…”
Gram uśmiechnął się lekko.
— Słyszysz to drżenie głosu? Strach jest fascynującym przewodnikiem. Ludzie myślą, że potrafią go ukryć, albo zmylić, udać się w przeciwną stronę.
Lidia zacisnęła szczękę.
Oficer nachylił się lekko do przodu. — Powiedz mi, co widziałaś podczas awarii.
— Nic.
Gram westchnął teatralnie. — Kłamstwo numer jeden.
Znów stuknął w tablet. Lampa nad głową Lidii zaczęła pulsować ostrym światłem. Przez sekundę ściany pokoju wydawały się drżeć, jakby obraz rzeczywistości tracił stabilność.
— System się rozpada — powiedział spokojnie Gram. — A wraz z nim rozpadają się ludzie. Niektórzy zaczynają przypominać sobie rzeczy, które zostały im odebrane.
Wstał i zaczął powoli spacerować po celi.
— Najciekawsze jest jednak to, że system reaguje na ciebie inaczej niż na pozostałych.
Zatrzymał się za jej plecami.
— Gdzie byłaś trzy dni temu między drugą a czwartą nad ranem?
Lidia milczała. Nie wiedziała, co powiedzieć.
Gram pochylił się bliżej jej ucha.
—Jeśli będziesz dalej milczeć, zacznę zadawać pytania, na które sama nie będziesz chciała znać odpowiedzi.
Jego głos pozostawał spokojny, niemal uprzejmy, co było bardziej niepokojące niż krzyk.
Nagle światło w pomieszczeniu zamigotało. Na ułamek sekundy twarz Grama zmieniła się. Przez chwilę Lidia zobaczyła coś przypominającego cyfrowe zakłócenia przesuwające się po jego oczach.
Mrugnęła. Obraz wrócił do normy.
Gram zauważył jej reakcję. I uśmiechnął się szerzej.
Ach… — powiedział cicho. — to tylko gra wstępna
Do pokoju weszła korpulentna kobieta przypominająca Prokuratora.
— Przestań ją straszyć, sadysto, powiedz o co chodzi.
— No, dobrze — Kapitan Gram ponownie usiadł naprzeciwko Lidii.
— Posłuchaj nas uważnie. Kontrola była przypadkowa, chwilowa awaria też, ale dzięki temu nasz skaner skojarzył cię ze sprawą sprzed lat. Byłaś na stażu 11 lat temu w zespole dochodzeniowym. Był wówczas z wami pewien profiler, którym szczególnie się zainteresowałaś. Dlaczego? Co cię w nim tak zainteresowało?
Lidia była zaskoczona. Śledczy zapytał o rzecz, która była najdziwniejszą z tych, które się przydarzyły w całym jej życiu, o coś co zrujnowało jej karierę.
— Dlaczego? — ponowił pytanie sierżant.
— Był dziwny… — wystękała Lidia
— Słuchaj laleczko — włączyła się Prokurator — konkretnie. Co się takiego stało, że złamałaś wówczas wszystkie procedury, w rezultacie czego wyleciałaś na pysk i zostałaś zdegradowana do klasy C? Miałaś od kogoś zlecenie czy zrobiłaś to z własnej inicjatywy?
— „Facet jest z przyszłości” — tak zeznałaś podczas przesłuchania – dorzucił Gram. — Co to znaczy? Czy jest coś czego wówczas nie ujawniłaś w śledztwie?
— Facet był z przyszłości. Przez przypadek wychwyciłam transmisję, którą przesłał przez piracką sieć…
— Kto ci ją odkodował… sama czy ktoś ci pomógł? — dopytywał Gram
— AI — cicho odpowiedziała Lidia
— Nie pitol! — wybuchła Prokurator — Kto użył narzędzi?
— Informatyk… ten, który potem zaginął…
— Nie żyje — rzucił bezlitośnie Gram
— Nie żyje? — Lidia była poruszona — znaleźli ciało?
— A cóż to jest ciało w dzisiejszych czasach? Wystarczy DNA.
— Co było w tej wiadomości? — warknęła Prokurator
— Coś w rodzaju scenariusza… to nie była ekstrapolacja… wszystko się sprawdzało. Wszystko się sprawdza rok po roku. Wszystko.
— Na ile lat? Na ile lat do przodu? — spytał Gram
— Na 50 lat…
Zapadła cisza.
— I puścili cię wolno? — kapitan z niedowierzaniem pokręcił głową
— Nie mówiłam im tego.
…



Zachęcam do obejrzenia grafik. Na komputerze najlepiej, tym razem, kliknąć lewym klawiszem myszy i obejrzeć detale. Dopiero wówczas, w takim powiększeniu, widać jakie są “fajne”.