LIST OTWARTY DO PANI MARTY NAWROCKIEJ, PIERWSZEJ DAMY RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ
Szanowna Pani,
W nawiązaniu do wyrażonego przez Panią, w rozmowie z red. Bogdanem Rymanowskim, poparcia dla metody in-vitro, pragnę zwrócić Pani uwagę na kilka faktów – o których być może Pani nie wiedziała – i poprosić Panią o ponowną refleksję nad zagadnieniem.
Wbrew propagandzie, technika biomedyczna “in-vitro” ma skuteczność na poziomie, wg źródeł najbardziej optymistycznych – 20%, a wg bardziej wiarygodnych – poniżej 10%. A zatem, pomijając wszelkie inne możliwe komplikacje, zachodzi 80-90% ryzyko, że życie embrionu, a zatem osobnego, posiadającego duszę człowieka zakończy się zanim na trwałe znajdzie miejsce w łonie własnej (lub cudzej) mamy.
Czy wie Pani co robi się by zwiększyć prawdopodobieństwo przyjęcia się embrionu w organizmie matki? Wprowadza się tam kilka zarodków, a zatem kilka istnień ludzkich, jednocześnie. Jeżeli więcej niż jednemu uda się zagnieździć, dochodzi do ciąży mnogiej, a wtedy przeprowadza się tzw. redukcję embrionalną, czyli selekcyjną aborcję, zabijając jednego lub więcej małych ludzi, którzy znaleźli miejsce w łonie (własnej lub obcej) matki. Nie da się tego pogodzić z zasadą, że życie człowieka powinno być chronione od chwili poczęcia do naturalnej śmierci.
Czy wie Pani, że kliniki eugeniczne z natury rzeczy wchodzą we współpracę z określonym i zwykle ograniczonym gronem „kooperantów” – dostarczycieli gamet, czyli miłych, zdrowych, inteligentnych, pożądanych rodziców? W związku z tym, z każdym takim przypadkiem rośnie prawdopodobieństwo sprowadzenia na świat ludzi, którzy później w życiu mogą się związać ze sobą bez świadomości, że mają tych samych rodziców. Anonimowość w tej dziedzinie skutkowała już tragicznymi i skandalicznymi sytuacjami, w których okazywało się na przykład, że ojcem nawet kilkuset dzieci urodzonych z użyciem in-vitro jest ten sam pan doktor.
Standardowym etapem zapłodnienia in-vitro jest również zamrażanie zarodków (kriokonserwacja). Robi się to wtedy, gdy zarodki już powstały w laboratorium, ale nie zostaną (od razu lub wcale) przeniesione do macicy. Oznacza to niezliczone rzesze zamrożonych ludzi.
W wywiadzie dla red. Bogdana Rymanowskiego powiedziała Pani również: “jestem katoliczką”. A przecież zgodnie z nauczaniem Kościoła Katolickiego (Magisterium, a nie “opinie duszpasterskie”) metoda in-vitro jest zawsze moralnie niedopuszczalna, a zatem we wszystkich przypadkach: 1) poza małżeństwem, 2) w małżeństwie przy użyciu czynnego wkładu osoby trzeciej, 3) w małżeństwie bez osób trzecich, jest ona grzechem śmiertelnym.
By zachować zwięzłość tego listu, pominę cały szereg innych, sprzecznych z katolicką moralnością, aspektów metody in-vitro, zwrócę uwagę jedynie na jeden z nich – selekcję eugeniczną. Otóż moment decydowania które z zarodków ludzkich zostaną zakwalifikowane do dalszego etapu, a więc któremu człowiekowi daje się szansę na przeżycie, a który ma wylądować w zamrażarce lub zlewie, jest nieodłączna częścią procedury in-vitro. Aby zapoznać Panią z istotą tego aspektu in-vitro, gorąco polecam film Grzegorza Brauna pt. „Eugenika – w imię postępu”.
Na zakończenie pozwolę sobie dodać, że w wyżej wspomnianej rozmowie użyła Pani słów: “uważam, że jak ktoś chce skorzystać z tego programu to jak najbardziej niech korzysta”. Czy to nie wykracza poza wyrażenie własnego poglądu, a stanowi zachętę? Czy w takim przypadku nie byłaby to zachęta do grzechu śmiertelnego?
Bardzo proszę Panią o ponowne pochylenie się nad zagadnieniem i, z podobną empatią, z jaką wyrażała się Pani o kobietach pragnących mieć dziecko, spojrzała Pani na los poczętego dziecka, które albo umiera (80-90% przypadków), albo zostaje zabite przez aborcję (w przypadku ciąży mnogiej z in-vitro), albo zostaje zamrożone.
Z wyrazami szacunku,
@DawidMysior
Kompromitujący brak wiedzy u pani Prezydentowej. Do in-vitro zachęca, ale do Komunii św. biega, bardzo po pisiorsku. Niestety, zdaje się oboje Prezydentostwo z tej hodowli.