Wojciech Pokora „Znaleziony rozum”

AIX

 

Idę ja raz ulicą i nagle patrzę, coś leży. Takie nieduże, szare, leży i nie rusza się. Więc podchodzę bliżej, jeszcze bliżej, przyglądam się.

Tak jest, poznaję, to rozum. Widocznie ktoś przechodził tędy i po drodze zgubił rozum.  Ciekawe kto.

Wygląda mi ten rozum na męski. Taki poważny, rozmiar średni, stan rozumu mało używany. Co robić, myślę, zostawić tak rozum na ulicy nie wypada.

A znowu chodzić od człowieka do człowieka i przyglądać się, czy mu rozumu nie brakuje, to jakoś też nie bardzo. Zresztą po czym ja poznam, kto u nas ma rozum, a kto nie. Przecież tak na oko to nic nie widać.

Poszedłem ja z tym rozumem do gazety. Ogłoszenie napisałem, znaleziono rozum, rozmiar średni, stan bardzo dobry. Wydrukowali.

Czekam tydzień, dwa tygodnie, nikt się nie zgłasza. Jak głupi człowiek, niemądry. Jak on ma się zgłosić, skoro jego rozum jest u mnie? Bo powiedzmy nawet, że ta gazeta wpadnie mu do ręki.

On przeczyta to moje ogłoszenie i co on z tego zrozumie? Nic, przecież on nie ma rozumu. Poszedłem na milicję i mówię, rozum znalazłem i nie wiem, co z nim robić.  Milicja też nie wiedziała, bo skąd ma wiedzieć.

Nie, nie, mówią, żeby rozum był skradziony. To owszem, moglibyśmy się zainteresować, ale znaleziony to nie my. Biuro znalezionych rzeczy przy tramwajach się znajduje.

Ja mówię, zaraz, panowie, chwileczkę, przecież tramwaje do chodzenia nie przeprowadzą, a my musimy wiedzieć, czyj to rozum. U mnie on leży bezużytecznie, a komuś może być bardzo potrzebny. No i zdecydowali się, przeprowadzili do chodzenia, nawet niedługo trwało.

I co się okazało? Otóż okazało się, że do niedawna rozum ten należał do pewnego skromnego urzędnika, który potem awansował. No więc pobiegłem ja do niego z tym rozumem, przyjął mnie bardzo serdecznie, a jakże rękę podał, prosił siedzieć. Proszę bardzo, mówię, oto zguba.

I położyłem mu ten rozum na biurko.  Co to jest? Pyta. Nie poznał.

Rozum, mówię, pański rozum, znalazłem i oddaję. Jak on się wtedy zdenerwował, krzyczał na mnie, pięścią wygrażał. W końcu za drzwi mnie z tym swoim rozumem, wyrzucił.

Nie dziwię się, człowiek bez rozumu do wszystkiego jest zdolny. Wyszedłem na ulicę i wyrzuciłem ten rozum. Ale nurtowała mnie myśl, jak on sobie daje radę i zadzwoniłem do jego sekretarki.

Przepraszam bardzo, mówię, czy pani szef nie ma przypadkiem zastępcy? Naturalnie, mówi ona, ma nawet dwóch. Aha, to wszystko jasne. Skoro ma dwóch zastępców, to po diabła mu rozum.

Dziś brak rozumu nikogo nie dziwi, a tym bardziej nie szokuje. Jest to stan swojski i bezpieczny dla urzędników i polityków i choć niebezpieczny dla Polski, to dający gwarancję na utrzymanie zdobyczy demokracji.

 

O autorze: CzarnaLimuzyna

Wpisy poważne i satyryczne