Coraz większa liczba wyborców zapowiada, że nie weźmie udziału w wyborach parlamentarnych. To zły sygnał, bo bojkot bez dodatkowych przedsięwzięć nie tylko nie prowadzi do pożądanych zmian, ale wręcz utrwala status quo.
Dlaczego niektórzy Polacy zapowiadają bojkot wyborów?
Zwykle dlatego, że zrazili się do dotychczasowej władzy i nie wierzą w możliwość jej sanacji. Podnoszone są takie argumenty, jak: fasadowa demokracja, iluzja wyboru (partie polityczne realizują interesy zewnętrzne lub partykularne, a nie narodowe), brak suwerenności decyzji poselskich (dyscyplina partyjna, „głosowanie na rozkaz szefa partii”, wbrew woli wyborców), niekompetentne i nierzadko skorumpowane kadry, etc.
Są jednak koncepcje przemyślane, wszechstronnie argumentowane i promowane. Co nie znaczy, że w pełni trafne i wykonalne. Np. publicysta i działacz niepodległościowy Marek Chodorowski proponuje nie tylko bojkot wyborów, ale i delegalizację partii politycznych, które są – jak podkreśla – sterowane przez globalne elity. W miejsce centralnych list partyjnych Chodorowski sugeruje alternatywną strukturę opartą na sejmikach i samorządzie regionalnym. Celem bojkotu ma być odebranie legitymacji moralnej i politycznej całej klasie rządzącej.
Dlaczego bojkot nic nie daje, a nawet szkodzi?
Bojkoty wyborów są zazwyczaj nieskuteczne. Władza zazwyczaj ignoruje bojkot i rządzi dalej. W efekcie bojkotujący oddają ugrupowaniom rządzącym pełną kontrolę nad państwem bez walki. W ten sposób kontestatorzy tracą argument o “masowym sprzeciwie narodu” wobec systemu, a ich koncepcja zostaje uznana przez główne siły polityczne za niszową. Ponadto obywatele odzwyczajają się od aktywności politycznej. Wzmacniany jest tzw. twardy elektorat, gdyż niska frekwencja przy obecnej polskiej ordynacji wyborczej (brak progu frekwencyjnego i metoda D’Hondta) premiują go. Bojkotujący oddają pole decyzji mniejszości, która i tak pójdzie głosować. Przy małym poparciu dla bojkotu klasa polityczna nie ma żadnego impulsu do zmiany ordynacji wyborczej czy likwidacji systemu partyjnego, co postuluje np. Chodorowski.
Warto przypomnieć wybory kontraktowe (4 czerwca 1989 r.). Radykalne organizacje antykomunistyczne, m.in. Solidarność Walcząca, postulowały odrzucenie kompromisu Okrągłego Stołu z komunistami i żądały natychmiastowych, w pełni wolnych wyborów bez gwarantowanych pul mandatów dla PZPR. Pomimo wezwań do bojkotu, Polacy masowo poszli do urn (frekwencja wyniosła 62,32%). Wybory okazały się wielkim sukcesem Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”, a bojkot przeszedł do historii jako marginalny epizod.
Pouczające są też przykłady ze świata. Np. w 2020 roku miał miejsce bojkot wyborów parlamentarnych w Wenezueli. Wenezuelska opozycja zbojkotowała je uznając je za nieuczciwe. W efekcie koalicja Nicolasa Maduro bez walki zdobyła aż 92% mandatów w Zgromadzeniu Narodowym. W ten sposób opozycja straciła jedyną oficjalną instytucję publiczną, którą kontrolowała od 2015 roku. Ostatecznie odebrało to Juanowi Guaidó status uznawanego międzynarodowo tymczasowego prezydenta. Strategia bojkotu okazała się nieskuteczna. Gdy w kolejnych latach opozycja zmieniła taktykę i zjednoczyła się wokół wspólnego kandydata w wyborach prezydenckich w lipcu 2024 roku (reprezentowanego przez Edmundo Gonzáleza Urrutię), była w stanie udowodnić masowe fałszerstwa rządzących, zyskać silne poparcie międzynarodowe i wywołać potężną falę krajowych protestów. Powyższy przykład nie jest oceną konkretnych polityków wenezuelskich i ich polityki, a jedynie ilustracją skutecznej taktyki w walce o władzę.
Wiele ugrupowań politycznych popełnia błędy taktyczne, na skutek których znikają po bojkocie. Głównym ich błędem jest wiara, że sam fakt nieobecności zmusi władzę lub społeczność międzynarodową do działania. Brak “planu na dzień po” doprowadza do całkowitej marginalizacji.
Pozytywne rezultaty bojkot przynosi, jeśli (przykłady): 1/ jest połączony z masowymi protestami ulicznymi (Bangladesz 1996 r.), 2/ nie dochodzi do niego, ale ma miejsce wiarygodna groźba jego użycia, której obawia się władza (RPA / Region KwaZulu-Natal 1994 r.), 3/ w państwach demokratycznych, jeśli prawo uzależnia ważność głosowania od minimalnej frekwencji.
Które ugrupowania osłabiłby bojkot w Polsce?
Bojkot wyborów parlamentarnych przez wyborców i zwolenników koncepcji Marka Chodorowskiego w praktyce wzmocni największe, systemowe partie polityczne – w szczególności ugrupowanie aktualnie rządzące lub lidera opozycji. Cytuję jedną z wielu analiz: W polskim systemie wyborczym nieobecność przy urnach nie jest głosem neutralnym. Przekłada się ona na konkretne korzyści dla głównych sił politycznych. Metoda d’Hondta, premiuje komitety z najwyższymi wynikami procentowymi. Jeśli wyborcy antysystemowi zostaną w domu, obniżą ogólną liczbę oddanych głosów. Koncepcja Chodorowskiego dąży do likwidacji tzw. partyjniactwa. Jednak bojkot działa dokładnie odwrotnie. Główny trzon największych partii systemowych to wyborcy niezwykle zdyscyplinowani, którzy zawsze idą na wybory. Wycofanie się z głosowania osób krytycznych wobec systemu sprawia, że w strukturze głosujących rośnie udział osób popierających status quo. Partie głównego nurtu zyskują silniejszy mandat do rządzenia, nie musząc w ogóle liczyć się z głosem obywateli niezadowolonych. Bojkot osłabi mniejsze formacje antysystemowe o profilu prawicowym, wolnościowym. Zyskają: Prawo i Sprawiedliwość (PiS) – głównie w Polsce Wschodniej i Południowej oraz Koalicja Obywatelska (KO) – głównie w dużych aglomeracjach i na Zachodzie. Stracą: Trzecia Droga (PSL + Polska 2050) – w całym kraju, ze wskazaniem na wieś i małe miasta oraz Konfederacja i ugrupowania antysystemowe – w całym kraju (szczególnie w miastach), a także Lewica – w tradycyjnych bastionach miejskich i na Śląsku. Najbardziej straci Braun. Wynika to bezpośrednio z faktu, na jakim typie elektoratu lider Korony buduje swoją obecną pozycję. Wyborcy popierający koncepcje Chodorowskiego i wyborcy Grzegorza Brauna to w dużej mierze te same osoby. Łączy ich radykalny eurosceptycyzm, sprzeciw wobec globalizmu, ostra krytyka III RP (tzw. “układu Magdalenkowego”) oraz dążenie do pełnej suwerenności narodowej. Jeśli te środowiska masowo zbojkotują wybory, Braun zostanie odcięty od swojego najbardziej lojalnego, ideowego zaplecza.
Aby bojkot wyborów parlamentarnych przyniósł sukces polityczny, muszą zostać spełnione surowe warunki: masowość i jedność opozycji, aktywny opór zamiast bierności (bojkot musi iść w parze z masowymi protestami i strajkami generalnymi), alternatywne kanały debaty publicznej, międzynarodowe wsparcie struktur prawicy. Bojkot nie jest bezterminowy. Opozycja musi przedstawić jasną listę żądań. Obywatele muszą wiedzieć, że bojkot to narzędzie wymuszenia konkretnych reform, a nie foch polityków.
Na bojkot jest za wcześnie, jeśli już w ogóle brać go pod uwagę. Pozostaje postulowana przez Chodorowskiego oddolna praca u podstaw, przebudzenie intelektualne Polaków, edukacja ekonomiczno-społeczna, odrzucenie oficjalnych narracji medialno-politycznych oraz dążenie do pełnej niezależności osobistej.
Autorka artykułu nie wiedzieć dlac,ego pomija jedną alternatywę.
Bojkot poprzez skreślenie wszystkich i oddanie nieważnego głosu.
Dotacje dla partii zależą od liczby prawidłowo oddanych głosów.
Bojkot przez nieważność głosu bojkotuje aktorów i nie daje im finansów.
Daje jasny sygnał: chcemy, ale nie z wami!
Szanowny Panie, to oczywiście najsensowniejsza postać bojkotu, jaką Pan lansuje, ale w istocie to i tak nonsens, albowiem wybory, to teatrzyk dla mas. Kiedyś trzeba było: podstawić swoich, przekupić, albo zastraszyć nie swoich, aby to sfałszować, a teraz… wystarczy kontrolować serwery, czego najjaskrawszym przykładem była demonstracja siły w wyborach samorządowych z 2014r. Potem nad tą trumną zaległa grobowa cisza.
Cytując klasyków, “gdyby wybory mogły coś zmienić, dawno byłyby zakazane”.
A np. aspiranci do duchowych przywódców katolicko-prawicowej strony społeczeństwa jeżdżą, po ogłoszeniu wygranej tuskosików na rekolekcje do Wrocławia, aby znieść poczucie klęski i nabrać sił do dalszej walki. Można i tak.
Mało prawdopodobne, nikłe, a nawet iluzoryczne korzyści z “bojkotu” nie zrekompensują bardziej prawdopodobnych strat. Szansa, aby do tzw. sejmu weszła odpowiednia liczba posłów, którzy będą w stanie blokować złe rzeczy, jest warta próby.
Ale, jak kto chce, nie widzę powodu, aby nie zrobić program pilotażowy bojkotu – zaapelować o wsparcie albo o bojkot czegoś i zmierzyć rezultat. Myślę, że wówczas bardzo szybko, po takiej próbie, skończy się – oderwane od rzeczywistości, pitolenie o bojkocie
Sformułowałam w tekście warunki skutecznego bojkotu. Wariant wskazywany przez Pana ich nie spełnia.
O fałszerstwach nie pisałam. To oddzielna i ważna kwestia. Ale “nieobecni nie mają racji”.
Słuszne podsumowanie.
Łoboda na zaprasza.net zgłasza sensowne postulaty, w tym “obszarze”.
Pan pisze ” najsensowniejszy nonsens” i tak czy siak to ” teatrzyk”, to się już pogubiłem co jest sensowne?
Pani rebeliantka podtrzymuje swoją wersję, że bojkot jest nieskuteczny, a jej warunki pewnej szansy na skuteczność tegoż są nie do spełnienia.
Czyli obywatele zewrzeć pośladki, nie kombinować i do urn grzecznie marsz!
Ja tylko napisałem, że osoby, które nie pójdą głosować mogą pokazać środkowy palec znacznie lepiej niż tylko nie idąc.
Coś mi wygląda, że to najgroźniejszy wariant…..
O ten tekst chodzi?
http://zaprasza.net/a.php?article_id=38627
To oczywiste wskazówki, ale trzeba jeszcze pomysł zrealizować.
To, akurat półśrodek, on postuluje cyfrową demokrację bezpośrednią. Muszę tego poszukać, ale to było pisane, stosunkowo niedawno.
Co się stało z ludźmi??
Zapominacie o Ordynacji. Ją należy zmienić. Te ekipy złodziei boją się JOW jak diabeł święconej wody.
M.Dakowski
Nie zapominamy. W tekście jest mowa o negatywnych konsekwencjach obecnej ordynacji.
Natomiast publikacja dotyczy tylko skutków takiego bojkotu, który nie spełnia rygorystycznych warunków skuteczności.
Nb. Nie da się zmienić ordynacji wyborczej bez zdobycia władzy do wprowadzenia nowej ordynacji.
Ps. Ordynacja większościowa też ma wady. Osobiście jestem zwolennikiem mieszanej, najchętniej w wersji irlandzkiego systemu STV, który jest możliwy do wprowadzenia w Polsce bez zmiany Konstytucji, ale jest (niestety) bardzo skomplikowany.
“irlandzkiego systemu STV,”
Po diabła walczyć o skomplikowany, źle działający? oczywiście, o JOW treba walczyć – tak przed, jak i po zmianie ekipy.
Ale nie widząc celu – walczyć się nie da.
Absolutnie się zgadzam, że cel musi być jasny i popierany przez większość wyborców.
A propos JOW. Ma jednak wady, co widać w wielu samorządach. Ale przyczyny są złożone. To temat na oddzielną dyskusję.
Czy zna Pan jakiekolwiek ugrupowanie polityczne z tzw. listy ponadprogowej, które deklaruje zmianę ordynacji na JOW?
A uważa pan, że odejść od koryta to dla nich miło? Ale te ok. 60 krajów z JOW mają się lepiej
Ja się z Panem całkowicie zgadzam i postuluję to co Pan (czytamy Pana stronę regularnie), tylko czy zna Pan takie ugrupowanie, np KKP Mogę czegoś nie wiedzieć.
Procentowy wynik partii w wyborach to: głosy ważne oddane na tą partię podzielone przez sumę wszystkich głosów ważnych razy 100%. Głosy nieważne zmniejszają liczbę ważnych.
Finanse partii zależą od liczby głosów ważnych oddanych na tą partię, a nie “w ogóle”.
“W tekście jest mowa o negatywnych konsekwencjach obecnej ordynacji.
Natomiast publikacja dotyczy tylko skutków takiego bojkotu, który nie spełnia rygorystycznych warunków skuteczności.
Nb. Nie da się zmienić ordynacji wyborczej bez zdobycia władzy do wprowadzenia nowej ordynacji”.
Notka bardzo potrzebna, ale na tym to się skończyć nie może. Sprawa ordynacji wyborczej jest tu kluczowa. Za obecną idą i otwarte drogi do fałszerstw wyborczych. Obecna ordynacja betonuje dwupartyjny układ zamknięty – satanistycznego bękarta Okrągłego Stołu chcącego budować na tym, kto mniej gorszy.
Można powiedzieć że udowodniła Pani, że bojkot wyborów sensu nie ma.
Łatwo też o równie potrzebną notkę udowadniającą że przy obecnej ordynacji również udział w wyborach sensu nie ma (tu swoją rację ma Chodorowski).
Skoro i jedno i drugie sensu nie ma, to i wszelkie tu dyskusje czyni to jałowymi, a dalszy sens ma tylko notka o możliwościach zmiany ordynacji wyborczej.
Pani też pisze o zdobyciu władzy dla ustanowienia nowej ordynacji. – Słusznie. – A jak się władzę zdobywa? – Masowym ruchem zjednoczonej opozycji poszerzonej o tych co normalnie nie głosowali. To wystarczy, nawet jakby się pookrągłostołowe “dżuma” z “cholerą” zjednoczyły. Poza nimi (które się nie zjednoczą, bo budują na elektoratach negatywnych) wszystkie siły polityczne – te oficjalne i nie, muszą się zjednoczyć.
Bo tu nie wystarczą masowe wyjścia na ulice – to już musi być powszechny zryw i pełna bezkompromisowość ruchu, oraz wola jego trwania w zjednoczeniu aż do czasu uchwalenia ordynacji prawdziwie pro-polskiej, odsuwającej raz na zawsze ze sfery polityki wszystkich antypolaków i zdrajców, niemoralnych, skorumpowanych i złodziei.
To ma już rangę obrony koniecznej, polskiego “być albo nie być”. Rangę podstawową dla polskiej moralności zdolnej łączyć Polaków w zgodnym duchu.
Chodorowskiego “praca u podstaw” też ma sens (to samo było na czas odrodzenia się Państwa Polskiego w 1918. – Mawiano że jeszcze nie byliśmy gotowi na niepodległość. – Może). – Jednak skoro jest czas obrony koniecznej, musi starczyć duch – zjednoczony, silny, polski duch.
Gdy z Bogiem, to już w drodze będzie rosła nasza siła.
Dość Okrągłego Stołu, dość zdrady, zaprzaństwa, korupcji i złodziejstwa, dość afer, dość korporacjonizmu i wszelkich form satanizmu, dość spisków i zmów, dość partyjniactwa i prywaty. – Ani dnia dłużej.
Tu już żadne handle, ani kompromisy w rachubę nie wchodzą. Życie, moralność, świętość, czas, oraz przyszłość ludzkich wspólnot międzypokoleniowych i ich dóbr wspólnych, a także “głowa u góry” są jednokierunkowe.
Jest się przy czym jednoczyć
@ miarka
Zgadzam się. Jak również z tym, że jest się przy czym jednoczyć.
Tekst nie mógł objąć wszystkich potrzebnych wątków, bo był ograniczony miejscem na niego przeznaczonym w “Warszawskiej Gazecie”.
Miarka pisze:”Jednak skoro jest czas obrony koniecznej, musi starczyć duch – zjednoczony, silny, polski duch.”
Jaki polski duch ? O czym ty marzysz ? Nie ma Boga w “polskim” duchu.Są pojedyncze jednostki,które praktykują wiarę katolicką w Polsce.
Zejdź na ziemię.Jak więc On może nas zjednoczyć?
Pokaż mi jednego Polaka,który myśli i działa jak Arcybiskup Fulton J. Sheen.
Pana wywód jest obarczony błędnym założeniem i został już obalony w ostanich wyborach!!!!!!!!
Frekwencja była rekordowa 74% i co????? i nico!!!!!
Pana błąd i fałsz wynika z tego, że nie wie Pan jak kto zagłosuje.
Pan zakłada, że dodatkowy nadmiar nowych głosów zagłosuje w 100% na Pana wybór. A jeśli na przeciwny?
Pisałem o duchu polskim, duchu Narodu Polskiego, o wartościach duchowych, które czynią nas Polakami, wartościach wspólnych Polakom. – Teraz przed nami praca, aby te wartości ponazywać, wydobyć z zakamarków duszy, gdy długo nieużywane, odkurzyć, nauczyć odnosić do aktualnej rzeczywistości i dzielić się nimi z innym Polakami.
Sugerujesz że Bóg pstryknie palcami i już będziemy zjednoczeni? Sugerujesz że wybuduje nam nasz polski dom bez naszego aktywnego udziału?
Nic bardziej błędnego. – To my się mamy zjednoczyć, odkrywać między sobą wspólnotę ducha i ducha wspólnoty, oraz żyć w tym duchu. – W tym duchu pracować i walczyć, poświęcać się dla siebie nawzajem i ponosić ofiary.
Bóg już nam dał zasób sił, środków i możliwości działania. – Jednym osobiste, każdemu inne, zwykle w nadmiarze, żeby się dzielić z innym, albo w niedostatku, by szukać innych i sposobów, aby ci co mają takie dobra w nadmiarze, chcieli się nimi dzielić akurat z nami, inne znowu wspólne wszystkim ludziom, inne wewnątrzwspólnotowe, np. rodzinne czy narodowe, albo społeczności ideowe.
Trzeba szukać sposobów rozwiązywania swoich – najpierw wspólnych problemie nam na drodze pomocnych ludzi czy szczęśliwe zbiegi okoliczności się modlić o postawienie na naszej drodze pomocnych ludzi czy szczęśliwe zbiegi okoliczności. Boża bezpośrednia interwencja to dla nas ostateczność, żeby o nią zabiegać.
I tak Jezus – Bóg w nas. – To i wszystkie nasze najlepsze cechy. One nie jednoczą we wspólnoty, ale jednoczy wola służenia sobie z użyciem tych cech – wola wspólnej wiary, nadziei i miłości, ale i innych cnót ludzkich, sprawności działania. One nie jednoczą – dopiero dzięki pracy i służbie, ofiarom i poświęceniom stają się wspólnototwórcze.
Duch Święty – Bóg z nami. – Nami jako wspólnotami ducha. – Ten, który zachowuje na nasze potrzeby aktualne – najpierw wspólnotowe całą skarbnicę nauk Chrystusowych wraz z ich wytłumaczeniem.
Tutaj też trzeba wiele pracy, aby to co wspólne rozumieć we wspólnocie ducha tak samo i zgodnie praktykować, a dzięki temu i rozumieć się nawzajem.
Bóg Ojciec, Bóg w niebie. Stwórca. – Konieczny człowiekowi też na codzień, aby człowiek był w stanie pełnić swoje powołania i zachowywać zdolność do ich wypełniania, w tym zachowania wolności, odpowiedzialności za dobre dla innych skutki dokonywanych wyborów i podejmowanych decyzji. Zachowania natury ludzkiej, dóbr wspólnych swoich wspólnot, życia wspólnot i kultury życia w obronie tego co konieczne, gdy jest zagrożone lub da się przewidzieć że będzie, oraz ładu życia codziennego swoich społeczności. – Ładu jako moralnego moralnością narodu, którego jest państwo (walki bezkompromisowe). Moralność to i dobre wychowanie przyszłych pokoleń.
A za nimi idą jeszcze sprawy dojrzewania w człowieczeństwie i ku życiu świętemu.
A co do arcybiskupa Sheena, to już mamy wzorce Jezusa Chrystusa i Maryję.
Nadto Jezus nam zapowiedział że będziemy czynili cuda większe jak on dokonywał.
Poza tym idzie o byt nasz jako ludzi i Polaków – a tutaj pierwszeństwo ma wspólnota narodowa. – Polskość to najpierw wspólnotowość.
Pan mnie z kimś myli.
Jeszcze jedno podsumowanie.
Głosy nieważne nie zmieniają wyniku żadnej partii, nie podwyższają ani nie obniżają wyników procentowych, nie wpływają na podział mandatów czy wysokość subwencji. Wyniki w wyborach i wielkość subwencji zależą tylko od liczby zdobytych przez daną partię głosów ważnych.
Pisząc, że “głosy nieważne zmniejszają liczbę ważnych”, wskazywałam wyłącznie na sytuację, gdy wyborca zastanawiał się nad wyborem: oddać głos ważny czy nieważny.
“Głosy nieważne nie zmieniają wyniku żadnej partii, nie podwyższają ani nie obniżają wyników procentowych, nie wpływają na podział mandatów czy wysokość subwencji.”
Tu Pani autorka się myli im mniej ludzi pójdzie do wyborów tym mniejsze subwencje dla partii, a z tego co wiemy oficjalnie niektóre partie mają problemy z finansami. Oczywiście bojkot ma sens przy spełnieniu pewnych warunków, czy będą one spełnione to wyjdzie “w praniu”.
mam pytanie do autorki co zmieni 100% frekwencja w wyborach, ja sądzę ze nic poza pozorem 100% poznania preferencji wyborczych i tyle, złodzieje nadal będą złodziejami przy korycie od co.
pozdrawiam
@ Leszek
A co zmieni bojkot wyborów?
Ps. Celem wyborów nie jest, a przynajmniej nie głównym, zmniejszenie subwencji dla partii, w takim rozumieniu, że ma osłabiać system partyjny co do zasady. Dopóki nie ma innej ordynacji, to trzeba sobie zadać pytanie, czy da się prowadzić działalność polityczną zupełnie bez publicznych pieniędzy.
Celem wyborów jest w teorii wybranie reprezentantów narodu, a praktyka pokazuje że celem jest utrzymanie się partii przy “korycie”, przecież następuje często zmiana barw partyjnych przez posłów i to w radykalny sposób. Brak spełnienia i brak rzeczywistego dążenia do spełnienia obietnic wyborczych. Puki co w tym systemie partie generują nepotyzm, wszechobecną korupcję, uległość wobec obcych wpływów itd.
Bojkot wyborów zmieni np: to że partia będzie miała mniejszą subwencję, władza otrzyma sygnał, a jak go odczyta i co z nim zrobi to inna kwestia. Niech sobie droga Pani wyobrazi frekwencję np 10 % ile mniej pieniędzy będzie. To dopiero początek drogi.
Zmiana jest możliwa w wypadku bojkotu, w wypadku wyborów nie widzę możliwości zmiany.
pozdrawiam
Puki co
Póki piszemy przez ó kreskowane. I nie ma takiego wyrażenia w języku polskim. “Póki co” to kulawa gwara, zapożyczenie nie wiadomo po co z języka ros. W polszczyźnie mamy własne wyrażenia np. “na razie”, “nadal”, “jak dotąd”.
Dziękuję za uwagi, niestety robię błędy ale mam nadzieję że tekst jest zrozumiały
Pańskie wywody stanowią doskonały przykład braku realnego związku teorii z dającymi się przewidzieć skutkami (prócz wątku finansowego) W przypadku uszczuplenia koryta “kradnący inaczej” i tak sobie poradzą.
Jak pokazuje praktyka mamy strasznie wyczuloną na sygnały, władzę. Sygnałem byłaby milionowa lub większa demonstracja powtarzana aż do skutku.
“co z nim zrobi to inna kwestia” dlaczego inna kwestia? Wciąż ta sama.
My na początku drogi, a oni prawie na końcu. Warto skrócić dystans. To nie o subwencje toczy się gra, ale o możliwość blokowania przychodzącego z zewnątrz “prawa” oraz o jego zmianę i trybunę, aby złamać parszywą narrację.
Pewnie że nie tylko o subwencje chodzi, chodzi przecież o zmianę, subwencja to tylko drobny pstryczek w nos.
Co Pan chce zmienić wybierając co rusz tą samą ekipę zmieniającą barwy partyjne??
Jeśli bojkot by się udał to nie wiemy jak zareaguje władza, ale warianty tej reakcji można przewidzieć i pod to być przygotowanym.
“My na początku drogi, a oni prawie na końcu. Warto skrócić dystans.” – czyli według Pana nie ma sensu tworzyć nowych projektów bo my zaczynamy a oni są na mecie, tak mam to rozumieć?
Jak Pan chce coś zmienić? Chętnie wysłucham.
Jakie zatem warianty reakcji władzy na bojkot Pan przewiduje?
Przy okazji przypomnienie:
Zwolennicy bojkotu nie biorą pod uwagę negatywnych skutków:
Oddanie pola głównym partiom: Bojkotujące elektoraty rezygnują z głosu, co ułatwia betonowanie sceny politycznej przez największe, zdyscyplinowane partyjne aparaty.
Brak wpływu na legalność władzy: w polskim porządku prawnym (i większości demokracji) ważność wyborów nie zależy od minimalnego progu frekwencji. Rząd powstanie nawet przy 10% frekwencji.
Marginalizacja polityczna: Obywatele rezygnujący z głosu tracą realny, choćby minimalny wpływ na stanowienie prawa, podatki czy politykę społeczną na kolejne lata.
Polaryzacja i apatia: Zamiast budowy alternatywy, bojkot często prowadzi do głębokiego wycofania się obywateli z życia publicznego i rezygnacji z jakiejkolwiek aktywności.
“Obywatele rezygnujący z głosu tracą realny, choćby minimalny wpływ na stanowienie prawa, podatki czy politykę społeczną na kolejne lata.”
Teza całkowicie abstrakcyjna, a jako taka nie nadaje się na argument w dyskusji.
Wypada poprosić o przykład, kiedy to i jak obywatele nie rezygnujący z głosowania mieli w III RP choćby minimalny wpływ na wymienione kwestie.
Najprostszy przykład. Wybór Nawrockiego i jego weta lub odesłania do TK. Wolałby Pan mieć np. lex szarlatan? A w przyszłości małżeństwa gejów, itp.?
Dla przypomnienia: https://www.prezydent.pl/prawo/ustawy-zawetowane
Nawrocki wciąż jest tylko “relatywnie lepszy”, a pozostaje “mniejszym złem”, ale złem. – I zła władz państwowych wciąż nie wygasza, i sprawy najpotrzebniejszej Polsce i Polakom nie załatwia, bo o miejsce należne Narodowi Polskiemu nie zabiega, bo odpowiedniej zmiany ordynacji wyborczej nie inicjuje.
– Wciąż też może sam nawywijać. Sytuacja wojenna jest rozwojowa, Tusk z Żurkiem hulają.
Myślę że i w tym przypadku “nie wolno chwalić dnia przed zachodem słońca”.
Czy ja chwalę przed zachodem słońca? Proszono mnie o przykład choćby minimalnego wpływu na stanowienie prawa.
No to gdzie jest to ustanowione nowe prawo konieczne Polsce i Polakom? – Czyż przeciwstawienie się złu skutkuje dobrem, czy raczej innym złem, albo i czymś gorszym?
Odpowiedziałam konkretnie.
Ja nikomu nie zabraniam wiary w gusła (polityczne).
@ stan orda
A co jakieś gusła mają wspólnego z naszą rozmową? Nie odpowiedział Pan na pytania. W zasadzie już nie oczekuję odpowiedzi.
Nie konkretnie. – Pani podała przykłady nie ustanowienia bubla prawnego, a miało być o ustanowieniu prawa, a więc tego czego Polacy potrzebują w tej materii.
Odpowiedziałem w swoim poprzednim wpisie. Kolejny to była już konkluzja.
A kto ma stanowić to dobre prawo? Lewactwo czy liberałowie o lepkich rękach? Dobrych projektów Czarzasty nie dopuszcza do głosowania. Trzeba wygrać wybory.
Aha.
Tak by było najlepiej, ale się nie da, bo istniejąca ordynacja wyborcza jest ustawiona na promocję zmowy bandytów i zdrajców Okrągłego Stołu i ze wszelkich sił broniona przez władze istniejące, media i wpływy międzynarodowego liberalizmu, lewactwa i satanizmu mające interes w niszczeniu Polski, Polaków i katolików.
Tutaj też działa zasada, że wolności nikt nikomu nie daje. – Odzyskanie wolności wymaga walki, ofiar i poświęceń, w razie potrzeby nawet przelewu krwi.
– A tu idzie o więcej – bo już i o byt osób chcących być Polakami, o byt na dziś wrogo przejętego państwa i byt samego Narodu Polskiego, o dobra wspólne Narodu Polskiego i jednocześnie jego własność niepodzielną i niezbywalną, o przyszłość wspólnot międzypokoleniowych – rodziny, Narodu i wiary naszych ojców i naszej.
To dlatego Naród Polski znalazł się już w stanie obrony koniecznej – bo tu już idzie o jego byt w najwyższym stopniu zagrożony.
– I dlatego konieczny jest jego wielki zryw aby upomnieć się o to, że jest według logiki, i nawet według aktualnej, (w wielu sprawach ułomnej) konstytucji upoważniony do rządów bezpośrednich – zwłaszcza w przypadku zdrady, niemoralności i niekompetencji władz państwowych;
– a więc i upoważniony do stanowienia prawa, w tym ustanowienia powrotu do prawdziwych znaczeń słów i zwrotów języka polskiego, w tym “demokracji” i “polityki”, “równouprawnienia” i “tolerancji”, ale nawet do zmiany konstytucji państwa. – No i oczywiście do zmiany ordynacji wyborczej nie tylko przywracającej normalne wybory polskich władz państwowych, ale i mający zagwarantować prawość i moralność wybranych władz państwowych.
Panie miarko,
ordynacja wyborcza jest zła, ale kto ją ma zmienić i w jakim trybie? To może tylko parlament, ale obecny w większości nie ma w tym interesu. Wprost przeciwnie. Większość posłów jest zainteresowana utrzymaniem status quo.
Na zryw społeczeństwa też bym nie liczyła. Większość nie ma pojęcia o znaczeniu ordynacji wyborczej. Są też tacy, dla których szczytem zaangażowania …. jest bojkot. Pozaparlamentarna opozycja też nie podnosi tego tematu, więc nie ma organizacji, które by chciały poświęcić swój czas i pieniądze na promocję tego tematu wśród Polaków.
Pytaniem jest też, jaka miałaby być nowa ordynacja. Tutaj trzeba rozstrzygnąć wiele kwestii szczegółowych. Proszę zwrócić też uwagę, jak działają w Polsce JOW, tam gdzie są wprowadzone. Zbyt często wygrywają lewacy i liberałowie, bo mają kasę na kampanie wyborcze i determinację do walki o władzę.
Proszę sobie odpuścić te wielokrotnie powtarzane ogólne apele. Dyskusja na ten temat musi być konkretna i nic w tej mierze nie zmieni się przed wyborami. Tak to oceniam.
Owszem, tzw. klasa polityczna (specjalnej troski o siebie) nie jest zainteresowana zmianą zasad wyłaniania reprezentacji politycznej. Bojkot wyborów byłby wstępem do walki o takie zmiany. Argument, że gdzieś JOW-y nie działają tak jak ktoś sobie by życzył, nie jest poważny. Skoro ludzie w danym okręgu wybierają swojego reprezentanta (w prawyborach), to co komu do tego, lewak czy nie lewak. Edukacja została zlewaczona i wypluwa absolwentów o takim skrzywieniu ideolo. Zmiany w mentalności to kwestia kilku pokoleń. Teraz mamy okres, gdy apogeum wpływu w tej mierze posiada lewactwo i nic specjalnie z tym zrobić się nie da.
Reasumując, od czegoś należy zacząć. Czyli od JOW-ów. Potem się je poprawi.
Kążdy polityk,który nie stawia na pierwszym miejscu kwestii zmiany ordynacji wyborczej na większościową, jednomandatową jest postrzegany przeze mnie jako eksponent korporacyjnej zmowy politycznej. Mówiąc prościej, jako funkcjonariusz partyjnej sitwy walczącej o władzę z innymi takimi sitwami, niczym gangi w Chicago lat dwudziestych i trzydziestych ub. stulecia.
“ordynacja wyborcza jest zła, ale kto ją ma zmienić i w jakim trybie? To może tylko parlament…”
Przecież to opisuję. Przy sprawowaniu władzy przez naród bezpośrednio, to naród ustanawia swój organ ustawodawczy.
“Na zryw społeczeństwa też bym nie liczyła. Większość nie ma pojęcia o znaczeniu ordynacji wyborczej”.
Bo sprawiły to media nadające swój przekaz na rynek publiczny państwa, a zarazem dobra wspólnego Narodu i jego własności niepodzielnej i niezbywalnej. – Tak więc i media na czas sprawowania władzy bezpośredniej przez Naród przechodzą pod władzę bezpośrednią narodu i szybko nadrabiają zaległości w informowaniu tej większości.
Na czas sprawowania władz.
“Pytaniem jest też, jaka miałaby być nowa ordynacja. Tutaj trzeba rozstrzygnąć wiele kwestii szczegółowych. Proszę zwrócić też uwagę, jak działają w Polsce JOW, tam gdzie są wprowadzone. Zbyt często wygrywają lewacy i liberałowie, bo mają kasę na kampanie wyborcze i determinację do walki o władzę”.
A ja uważam, że to może być, a nawet powinno być dopracowywane już w trakcie, kiedy będą się włączali ci dotychczas żyjący w kłamstwie.
– A lewacy i liberałowie, czy ich partie oszukańczo zwane politycznymi stracą na znaczeniu, jeśli w ordynacji wyborczej przywrócone zostaną i zapisane prawdziwe definicje demokracji i polityki, równouprawnienia i tolerancji.
Demokrację mamy przecież obecnie.
To jest akademickie stygmatyzowanie dogmatem.
Bez potrzeby i sensu.
Ci dotychczas żyjący w kłamstwie włączą się do zmiany status quo?
Gratuluje hurra optymizmu.
Ja pozostanę sceptyczny.
Niemniej, wszystko lepsze niż system obecnej patologii.
Tyle, ze dysponenci rynku politycznego nie są zainteresowani zmiana, bo tak była pomyślana III RP. Łatwiej trzymać przy władzy “zahakowanych” kilku liderów politycznych, którzy będą tańczyli jak im zagrają, niz kombinować to samo z setkami jednomandatowców.
“Demokrację mamy przecież obecnie”.
Polecam pogadankę o praktycznej stronie tej “demokracji” i mechanizmach dzisiejszej “polityki”.
Według niej jest jej około 15%, a więc “Demokracja nie dziala. Politycy mają własne cele, a wyborcy są sterowani propagandą”.
Demokracja ma realizować cele wyborców, ale w praktyce mamy “demokrację”, która w 85% realizuje cele “polityków”, czyli faktycznych antydemokratów, antypolityków i zdrajców swojego mandatu, cele wrogie wyborcom.
“… dysponenci rynku politycznego nie są zainteresowani zmiana, bo tak była pomyślana III RP”.
Tak, są takie ciemne siły, jednak prawdziwym “dysponentem rynku politycznego” jest jego właściciel – Naród Polski, a ten ma możliwość przejąć władzę od sprawujących ją przedstawicielsko i sprawować bezpośrednio aż do ustanowienia nowych, zdrowych mechanizmów demokracji i polityki.
“Ci dotychczas żyjący w kłamstwie włączą się do zmiany status quo?”
Mój znajomy mawiał, że tak, ale najpierw muszą dostać po “D”. Nasz organizm ma swoje mechanizmy obronne przed dysonansem poznawczym. – Będzie ciężko, ale przy masowej akcji narodowej będzie już dużo łatwiej.
Bój przed nami – tymi którzy już znają prawdę.
Ale ja nie jestem wyznania demokratycznego.
Nie interesuje mnie ono.
PS.
Co rozumiesz pod sygnaturą “Naród Polski”.
A obecnie pasożytujący na rencie ze sprawowania władzy politycznej to jaki naród?
Reasumując; rozmowa z odnoszeniem się do wzniosłych zaklęć-dogmatów jest rozmową o abstrakcji.
No już bez żartów. – Bez oparcia w demokracji wybory tracą sens na rzecz “wyboru władzy demokratycznie wybranej” według antydemokratycznej ordynacji wyborczej, władzy, która później przez całą kadencję będzie mogła bezkarnie robić co chce powołując się na to “wybranie”.
A naród to przede wszystkim wspólnota ducha i wspólnota systemu wartości duchowych która państwo i inne dobra wspólne Narodu Polskiego kształtowała, budowała i broniła od ponad 1000 lat.
Obecnie sprawujący władzę to ludzie zdeprawowani i niemoralni, patologia antynarodowa a nie naród.
W jakiej demokracji?
Demokracja zawsze jest oszustwem.
Chodzi tylko o wybór jak najmniejszego.
Nie zawsze. W Królestwie Polskim od końcówki XIV wieku do połowy XVII wieku (dokładnie to roku 1652, kiedy to nastąpiło złamanie zasady konsensusu posłów na sejm w stanowieniu prawa na rzecz “Liberum veto” pozwalającej blokować ustawy pod dyktando oligarchów) już w Rzeczpospolitej Obojga Narodów demokracja, funkcjonowała bardzo dobrze.
Później aż do rozbiorów był republikanizm, a Naród i państwo pogrążały się w upadku na rzecz wzrostu potęgi magnaterii oraz sił zewnetrznych.
Owszem, “demokracja” jest oszustwem, np. w USA nigdy demokracji nie było, bo od początku był republikanizm.
Później postępowało przedefiniowanie demokracji do tego stopnia, że nawet totalitarne ustroje mogą być nazywane demokracją, byleby wybierano “demokratycznie”, a pod kontrolą odpowiednich ciemnych sił.
Hitler do władzy doszedł “demokratycznie”, a w ZSRR “demokracja była jak nigdzie”.
Teraz trzeba przywrócić słowu demokracja jego prawdziwe, ideowe znaczenie, bo nie tylko o wybory tu chodzi, ale i demokrację przez całą kadencję wybranych władz.
Sygnatura “demokracja” stanowi alibi dla wycwanionych wydrwigroszów i przeniewierców.
Mnie nie interesuje jaką etykietą będzie określana forma ustrojowa, o ile będą w niej wybory większościowe w jednomandatowych okręgach z określeniem progu (quorum) frekwencji dla ich ważności (50% uprawnionych plus jeden) oraz podobnego quorum dla uzyskania mandatu (50% oddanych ważnie głosów plus jeden).
Nie. Nie kupuję. – Przecież nie o same wybory chodzi i na wyborach się nie kończy. Podkreślam, że w polskiej demokracji głosowania były na zasadzie konsensusu, czyli aż wszyscy posłowie zostaną do inicjatywy przekonani. – Później jechali do swoich obwodów (jednomandatowych), zdawali relację i przekonywali wyborców do rozwiązania przyjętego. – W rezultacie cały naród popierał ustawę.
– Stąd i były tak dobre rezultaty faktycznej demokracji przez blisko 300 lat.
Natomiast wybory i decyzje większościowe dają efekt szybszy, ale byle jaki i bez akcentu na moralność, duchową jedność i zgodność wszystkich.
– W rezultacie pod głosowanie mogą być wtedy poddawane nawet i sprawy natury ludzkiej czy moralności, człowieczeństwa czy świętości – a więc te które są naszymi wartościami duchowymi i które potrzebują koniecznie pozostawać niezmiennymi, wraz z ich całym systemem spójnym, jednoznacznie rozumianym i zgodnie praktykowanym w takich samych sytuacjach – a w rezultacie zmian zamiast prawa uzyskiwać bezprawie, zamiast idei ideologie i szowinizmy ideologiczne, patologie, a nawet zbrodnie.
Dyskusja dotyczy zasadności bojkotu wyborów przy obecnie obowiązującej ordynacji, toteż staram się ograniczać swoje wypowiedzi do tej kwestii. Inne regulacje ustrojowe to odrębne tematy.
Poza wszystkim, kupić można jedynie to, co znajduje się w ofercie sprzedaży.
“Dyskusja dotyczy zasadności bojkotu wyborów przy obecnie obowiązującej ordynacji”
Owszem, ale uległa rozszerzeniu o sens tego, o szersze okoliczności i możliwości.
“Poza wszystkim, kupić można jedynie to, co znajduje się w ofercie sprzedaży”.
A odzyskać zrabowane to, co jest dobrem wspólnym i własnością niepodzielną i niezbywalną narodu którego jest państwo?;
– a demokracja bezpośrednia?;
– a obrona konieczna?
Czy one wymagają kupowania?
Poza tym to byłoby kupowanie od uzurpatora, złodzieja, a nawet bandyty, szantażysty czy pasera.
JOW i ordynacja wiekszościowa obowiazuje od 2011r do senatu i dotychczasowe wyniki raczej z zachwytu d**y nie urywają.Quorum frekwencji 50%+1 w polskich warunkach najczęsciej prowadziłoby do nieważnosci wyborów,a quorum 50% dla uzyskania mandatu mozłiwe byłoby jedynie przy wyborach w dóch turach (jak we Francji). A to mogłoby zabetonować duopol PO-PIS ad saecula saeculorum… Więc nie jestem pewien czy to byłoby najlepsze rozwiazanie. Zgadzam sie że ordynacja proporcjonalna (niezależnie czy w wersji d’Hondta czy Saint Lague’a) i listy partyjne zwłaszcza w połączeniu z ogólnokrajowym progiem (w końću sama definicja ogólnokrajowego progu wyborczego jako elementu nieliniowego z matematycznego punktu widzenia profanuje pojecie proporcjonalności) są straszliwą zarazą … ale oprócz większosciowych JOW i ordynacji proporcjonalnych istnieją jeszcze inne rozwiazania – ordynacje rangowe (rankingowe). Być moze to byłoby w polskich warunkach najlepsze (z punktu poszerzenia okna Overtona)…
to bez znaczenia, bo to tylko forma testu dotyczącego intencji tzw. polityków.
Na żadną zmiane przeciez nie wyrazaja chęci ani nie będa za nia optować. To jest absolutnie jasne, skpro przez niemal juz czterdzieści lat wciąż tolerują tę samą patologię.
Pomijam problem, ze sama zmiana ordynacji to dużo za mało. Senat jest zbędny, jeśli mamy urząd prezydencki. Albo jedno, albo drugie. Ponadto liczebność ciał przedstawicielskich (mandatariuszów) powinna być ustalona jako wielkość maksymalna, czyli nie powinno być obligo obsadzania mandatem dla tej społeczności (okręgu wyborczego), która albo nie uczestniczy w głosowaniu (problem progu frekwencji), albo nie jest w stanie wybrać większościowego kandydata. Przymusu być nie powinno. Oczywiście jest szereg szczegółowych kwestii związanych z aberracyjnymi zapisami w konstytucji i ordynacjach, ale to kwestie na inne okazje.
Ordynacja wyborcza żeby była najlepsza nic nie da, jeżeli nie przywrócimy najpierw prawdziwych znaczeń słów do których ona się odwołuje, zwłaszcza :”demokracja”, “polityka”, „równość”, „równouprawnienie” i “tolerancja”.
– Bez tego niej nie zadziałają naturalne filtry ordynacji wyborczej chroniące cel wyborów, oraz ustrój państwa jako dobra wspólnego i jednocześnie własności niepodzielnej i niezbywalnej Narodu Polskiego jako gospodarza w swoim państwie, a także jego organy przed patologiami, a o wybieraniu między uczciwymi Polakami, ludźmi moralnymi nawet mowy nie będzie, zwłaszcza jeżeli jednym z sit ordynacji nie będzie moralność.
Przy odpowiednio wysokiej skali bojkotu (każde 10 % to około 2,8 miliona osób uprawnionych do głosowania). Reakcja władzy może być np: taka jak Pani czyli usilne negowanie takiej postawy, w mediach dyskusje jak to ludzie sa nieodpowiedzialni i nie potrafią korzystać z “demokracji” ale nie tylko. Może być brak reakcji, aczkolwiek przy spadku frekwencji o 15-20% władza to zauważy niezależne od jej “mandatu społecznego” i wykona ruchy które być może będzie starała się ukryć. Nie będę tu rozwijał najbardziej prawdopodobnych wątków.
Twierdzi Pani że “Oddanie pola głównym partiom: Bojkotujące elektoraty rezygnują z głosu, co ułatwia betonowanie sceny politycznej przez największe, zdyscyplinowane partyjne aparaty.” – na jakiej podstawie twierdzi Pani że zyskają tylko większe Partie? Może być wręcz odwrotnie, zyskają mniejsze być może tam są wierne elektoraty, a na większe partie głosuje cześć ludzi z poczucia “obowiązku oddania na kogoś głosu” – wybrania “mniejszego zła” – nie twierdzę że jest tak na pewno, wykluczyć jednak tego nie można.
Ile razy oszukali Panią politycy i to w kluczowych sprawach, bo mnie wielokrotnie niezależnie od barw politycznych.
A to co Pani twierdzi że “Polaryzacja i apatia: Zamiast budowy alternatywy, bojkot często prowadzi do głębokiego wycofania się obywateli z życia publicznego i rezygnacji z jakiejkolwiek aktywności.” jak dotychczas to partie polityczne prowadzą do głębokich podziałów. Bojkot najbliższych wyborów to jest budowa alternatywy od co.
na koniec dodam cytat
“szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów”
każdy ma prawo do własnego zdania
pozdrawiam
A dlaczego robić to samo? Nie ma żadnych innych wariantów?
Jeśli chodzi o bojkot, to przedstawiłam warunki jego skuteczności w swoim artykule. Moim zdaniem, są one niewykonalne przed najbliższymi wyborami.
Poza tym wszelkie prognozy można formułować tylko w kategoriach prawdopodobieństwa. To matematyka. Rachunek prawdopodobieństwa.
To są wydumane akademickie dylematy. W praktyce dyskusja powinna dotyczyć tego, jak duże powinny być okręgi wyborcze, kto może wystawiać kandydatów, do kiedy (ilu obywateli, jakie instytucje społeczne, etc.). I którzy kandydaci przechodzą do drugiej tury, jeśli trzech lub czterech otrzyma wyniki różniące się o jeden punkt procentowy (moim zdaniem powinni oni wszyscy). ilu powinno być posłów, ilu senatorów. Oraz zamiennie albo senat i premier, albo senat i prezydent ale bez premiera, itepe, itede.
Natomiast żonglowanie etykietami w rodzaju równość, wolnosc i braterstwo niczego nie rozwiązuje, jest to strata czasu i atłasu.
Popieram te wnioski. O tym też wielokrotnie mówiłam. Nie wystarczy ogłosić, że ordynacja jest do niczego. Trzeba dokładnie zdefiniować czym ją zastąpić. A to wymaga odpowiedzi na sporą liczbę pytań.
No i kluczowe jest, jak doprowadzić do uchwalenia tej lepszej ordynacji. Perswazją wobec parlamentu? Nierealne. Siłą? Jaką? W jaki sposób?
W kraju o statusie wasalnym o rzeczach istotnych decyduje suweren. Kto jest głównym suwerenem w przypadku Polski możemy bawić się w zgadywankę.
Polska gospodarka jest w zasadzie gospodarstwem pomocniczym dla koncernów niemieckich. Ale co to są owe “koncerny niemieckie”? One mają tam za Odra tylko siedziby centrali(zarządu) i jakieś zakłady. A jeszcze inne zakłady mają po szerokim świecie. Tak więc, bez właściwej diagnozy i rozpoznania sytuacji, możemy tu pisać codziennie protest-songi, strzelając za każdym razem kulą w płot.
Na dodatek ten suweren nie jest zainteresowany wewnętrzną sensowna struktura zarządzania u nas, bo woli rozgrywać pojedynczych “liderów’ partyjnych. Tak bowiem jest dla niego jest taniej, wygodniej i logistycznie to mniej skomplikowane.
_____________
Suweren jeszcze się nie odezwał. Chociaż wielu liczy, że w końcu rozpocznie porządki.
To kłamstwo, ze naród polski jest suwerenem
„To są wydumane akademickie dylematy. W praktyce dyskusja powinna dotyczyć tego, jak duże powinny być okręgi wyborcze, kto może wystawiać kandydatów, do kiedy (ilu obywateli, jakie instytucje społeczne, etc.)”.
O, to mamy poważny problem. To Pan tutaj pisze o „akademickich dylematach”, akurat o sprawach w obecnej rzeczywistości najmniej ważnych, a mi to zarzuca?.
– Nie widzi Pan, że wybory miałyby się odbywać w patologicznej rzeczywistości, bo jesteśmy w stanie obrony koniecznej, a więc najpierw to mamy powstrzymać postępującą zagładę Narodu Polskiego grabież jego dóbr wspólnych w tym i niszczenie państwa.
– Przecież fałsz i zdrada odbywa się w praktyce stosowania tego co jest w miarę poprawnie ustalone – jednak zmienia się radykalnie za pomocą interpretacji, ideologii zniekształceń prawniczych – z pominięciem celów i źródeł prawa (bo prawo jako źródło prawa to makabryczne oszustwo, bo każdy brak ścisłości w zapisów, każda luka dla interpretacji unieważnia wszystko, skutkuje faktycznym bezprawiem, powiela i utrwala patologie, pozostaje bez kontroli ideowej. Podobnie i gdy władza wykonawcza wspierana partyjną narzuca swoje prawa i ich swoją interpretację).
Nadto odbywa się z pominięciem potrzeb i konieczności Narodu, jego powołań i celów, a zwłaszcza z pominięciem jego systemu wartości duchowych – spójnego, jednoznacznie pojmowanego, bez którego nie ma szans zaistnieć jakikolwiek trwały ład życia publicznego, ani jego moralność jako podstawowy warunek życia obywateli i wspólnot międzypokoleniowych;
– to tutaj mamy te wartości szczególnie fałszowane definicyjnie, i to nie tyle w zapisach prawa, co w praktyce stosowania, potrzebującego być tak samo stosowanym w naszym podejmowaniu decyzji i dokonywaniu wyborów.
Z tych naszych wartości które muszą być szczególnie chronione wymieniłem zwłaszcza ”demokrację”, “politykę”, „równość”, „równouprawnienie” i “tolerancję”.
A Pan co? Dokonał trollowskiej wrzutki:
„Natomiast żonglowanie etykietami w rodzaju równość, wolnosc i braterstwo niczego nie rozwiązuje, jest to strata czasu i atłasu”.
Przypisuje mi Pan rzeczy najzupełniej mi obce i gdzie mogę zwalczane – masońskie hasło „wolność, równość, braterstwo” mające właśnie rozbijać system ludzkich wartości wspólnotowych. – Przede wszystkim przez oderwanie ich od czwartej, nierozdzielnej z tych wartości – „odpowiedzialności”.
Do tego używanie ich oddzielnie z pominięciem ich związku z całą czwórką i wspólnotą tworzy ideologie i patologie, zamienia wartości duchowe wskazujące kierunek naszej służebności wspólnototwórczej w prawa osób indywidualnych jako ważniejsze i mające być zaspokajanymi wcześniej
– prawa do brania i innego korzystania „tu i teraz”
– – przy czym to masoni by mieli być wykonawcami tych praw, budując kolejne piętra fałszu i manipulacji, a dla Narodu i innych obywateli państwa braku związków wspólnotowych i społecznych, a więc i popadania w uzależnienia i zniewolenia.
– W szczególności po masońsku rozumiana “równość” pozwala równać ze sobą wszystko i wszystkich – oczywiście na użytek bieżący tych co chcą beztrosko brać, trwonić i niszczyć, a dalekowzrocznie masonów, i ich destrukcji naszego życia społecznego i politycznego. – Pozwala “równać”, ale wcześniej podstępnie podzielone.
Równość ma sens tylko na tych samych poziomach ludzkich i wspólnotowych wartości, ale używana po masońsku tworzy chaos w każdej społeczności i jej rozpad.
Czasami Pan pisze ciekawe rzeczy, ale tutaj to się pan skompromitował i okazał niegodnym dyskusji.
Właśnie to co Pan napisał oznacza „stratę czasu i atłasu”.
Podkreślam – bez odkłamania języka, słów, zwrotów nie mają sensu nie tylko wybory, ale i ordynacja wyborcza i konstytucja państwa, a zwłaszcza partie kłamliwie zwane politycznymi.
– To wszystko musi być budowane od nowa i naraz. To, co tu zaistniało jest wręcz zbędne i szkodliwe, skoro w praktyce może być rozumiane i praktykowane dowolnie przez aktualnie silniejszych z zdolnych swoją siłę wspierać zbrodnią – najgorszych szowinistów dowolnych ideologii, uzurpacji i uroszczenia, oraz partyjnych mafiozów.
Nie dojdziemy do porozumienia. Operowanie kategorią “Narodu”” w kwestii ordynacji wyborczej, której podmiotem jest “obywatel”, nie zaś “Naród”, prowadzi donikąd.
Każdy bowiem mówi o czymś innym oraz na inny temat.
Dlategoja na tym zakończę.
To teraz Naród ma nie iść, ani nie być gospodarzem w swoim Państwie, oraz mówić “o czym innym” z resztą obywateli tego Państwa, a może i między sobą?
Tak. Kończmy jak najszybciej.
W ramach tego systemu nie jest możliwe: ” złamać parszywą narrację” nie jest również możliwe powstrzymać:”możliwość blokowania przychodzącego z zewnątrz “prawa”. W związku z tym bojkot jest urealnieniem status quo. Ustawy i tak w ramach dotychczasowego układu zostaną zrealizowane. I te obserwacje leżą u podstaw twierdzeń Pana Marka Chodorowskiego. Jeżeli Pan twierdzi inaczej to znaczy że postrzega Pan obecny system i którąś z partii za pro rozwojową. A jeżeli tak to Pana analiza jest nie trafna co do argumentów Marka Chodorowskiego gdyż w ogóle nie podejmuje z nią dialogu na tym poziomie.
Nieprawda. Jest to trudne, ale wyłomy się zdarzały i zdarzają. Robił to Chodorowski poza systemem i robił to Braun w systemie podczas fałszywej pandemii, Robili to też inni.
Aktualnie narracje dla debili przełamuje Chodorowski poza systemem oraz Braun i inni na granicy systemu i wolności. Bardziej skuteczni od Chodorowskiego ze względu na zasięgi są politycy KKP i Konfederacji.
Braun i inne środowiska poruszają więcej wątków i bardziej szczegółowo od Chodorowskiego.
Ale już jest możliwe powstrzymywanie prawa stanowionego przez Nawrockiego, który jest całkowicie zanurzony w system, a jest szansa na wypowiedzenie w przyszłości niektórych unijnych i systemowych bzdetów.
No właśnie niestety tak, i nic poza tym, dlatego jest bezsensowny, bo nic nie zmieni, a wybory są przynajmniej szansą vide casus Nawrockiego, który od czasu do czasu coś blokuje, są większą szansą niż Nawrocki.
Źle wyciągnięty wniosek dotyczący systemu- antypolskiego i nieludzkiego, ale prawidłowy w aspekcie partii – obydwu Konfederacji, które są inne od KOPiS.
Proszę Pana, w sytuacji eskalacji antypolskich działań i nowej fali prześladowań Polaków, w sytuacji, gdy wiele środowisk protestuje i walczy np. Fundacja Życie i Rodzina, pitolenie o bojkocie jako jedynym i słusznym rodzaju bierności jest irytujące i oderwane od realiów.