Młodzieńczy krzyk buntu

Pozuje za kierownicą swojego klimatyzowanego samochodu albo wyleguje się w fotelu ciepłego, przytulnego domu. Niezmiennie ogląda telewizję lub słucha muzyki z płyt. Zasłania zasłony, odcinając się od świata zewnętrznego. Chowa się za ciemnymi okularami. Znajduje anonimowość w modnym stroju, powierzchownych rozmowach, dobrze płatnej i nic niewartej karierze. Marnuje lata w wyłożonej dywanem trumnie z plastikowymi doniczkami w kącie. Wszędzie jeździ samochodem, siedzi całymi dniami. Rozładowuje swoją agresję grą w squasha.

Czy on naprawdę jest człowiekiem? Każdy z jego zmysłów jest nieustannie podpięty do sztucznego „doświadczenia”.

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

 

Młodzieńczy krzyk buntu

Pewnego dnia grzebałem w szpargałach i natknąłem się na teczkę z artykułami, które zbierałem od 1985 roku, gdy miałem 22 lata, do czasopisma zatytułowanego „New Renaissance”, które planowaliśmy z przyjacielem wydać, ale nigdy tego nie zrobiliśmy.

Byłem bardzo zaskoczony, jak wiele z tego pokrywa się z tym, co mówię dzisiaj, z tą różnicą, że w tamtym czasie globalistyczna modernizacja brytyjskiego społeczeństwa była dla mnie po prostu „amerykanizacją”.

Moja konsekwencja jest uspokajająca, jak sądzę, chociaż wciąż dręczy mnie myśl, że powtarzam się od ponad 40 lat!

Ostrzegałem, że żyjemy w „systemie opartym na prawie do chciwości. Systemie kontrolowanym i bronionym przez tych, którym leżą na sercu wyłącznie ich własne interesy materialne”.

Wtedy, tak jak i teraz, wzywałem do „Nowego Życia” – sposobu myślenia całkowicie wolnego od wszelkich powszechnych ideologii politycznych i związanych z nimi założeń.

W książce „Facing the Issue” pytałem: „Dlaczego nie słyszymy mężczyzn i kobiet, którzy mają coś istotnego do powiedzenia światu? Gdzie są głosy proroków, ludzi z wizją? Gdzie są wielkie umysły, umysły o długofalowym podejściu, umysły, które potrafią przejrzeć drobiazgi tak, jak gorące ostrze przecina lód?…”

„Obawiam się, że każdy z nich jest wyrzutkiem naszego społeczeństwa. Wariaci, świry na marginesie współczesnego „życia”, nie powinni być wystawiani na widok publiczny.”

W artykule zatytułowanym „Stan demokracji” napisałem: „Charakterystyczne dla państw demokratycznych jest to, że twierdzą, że reprezentują interesy swojego społeczeństwa, nigdy nie konsultując się z nim bezpośrednio, na czym dokładnie te interesy miałyby polegać.”

„Pod tym względem demokracja nie różni się od państwa totalitarnego. Państwo sowieckie twierdzi, że rządzi w interesie socjalizmu, państwo Hitlera twierdzi, że rządzi w interesie rasy niemieckiej, państwo brytyjskie twierdzi, że reprezentuje interesy demokracji i brytyjskiego społeczeństwa.”

„Państwo nie ma większego znaczenia, w czyim interesie działa. Ma kontrolę i nikt inny nie będzie miał nic do powiedzenia…”

„Czy wszystkie partie polityczne, które walczą o głosy łatwowiernej opinii publicznej i w ten sposób podtrzymują iluzję demokratycznego podejmowania decyzji, są po prostu przeciwnymi frakcjami w wszechmocnym systemie państwowym, tak nieprzeniknionym jak system Związku Radzieckiego czy Trzeciej Rzeszy?”

Masz rację, młody Paulu, chociaż powinieneś był umieścić słowo „przeciwnymi” w cudzysłowie!

W „Mass Funeral” podsumowałem pogląd Nowego Renesansu w następujący sposób: „W społeczeństwie masowym jesteśmy kurami w klatkach. Sprzeciw wobec kapitalizmu nie jest sprzeciwem wobec społeczeństwa masowego. Komunizm i faszyzm jedynie wzmocniły jego dominację.

„Wzywamy do całkowitego odrzucenia społeczeństwa masowego. Musimy dążyć do antytezy wszystkiego, co uznaje ono za święte. Stawiamy jakość nieskończenie wyżej niż ilość”.

Nadal lubię ten krótki utwór zatytułowany „Współczesny niewolnik”.

Dbają o mnie, więc nie będę narzekać.

Bez nich nie miałbym domu.

Moja żona jest uzależniona od bezpieczeństwa, jakie oferują.

To ich dary dają pożywienie moim dzieciom.

Dają mi kilka dni w roku dla siebie i dostarczają rozrywki, dzięki której mogę zabić czas.

Dzięki nim poznałem moich przyjaciół. Razem pracujemy i cieszymy się z naszego szczęścia.

Inni w ogóle nie mają pracy. Wszyscy wiemy, że praca daje nam wolność.

Możemy postępować jak nam się podoba, pod warunkiem, że przestrzegamy ich zasad.

Mogę myśleć, co chcę, dopóki nie myślę o nich źle.

Kiedy byłem młody, marzyłem o lataniu. Byłem głupi. Nie mam dokąd uciec. Bez nich umarłbym.

Nie daję im nic poza swoim ciałem, swoją duszą i swoim czasem.

Nie jestem niewolnikiem, bo nie widzę łańcuchów.

Szczególnie spodobała mi się młodzieńcza energia krytykująca „A Flaccid Reign”, artykuł, który z jakiegoś powodu planowałem opublikować pod pseudonimem „Jean-Paul Béarn”.

„Jean-Paul” napisał:

W Biblii chrześcijańskiej Jezus zapewnił, że pokorni odziedziczą ziemię.

Niestety, tak się stało.

Bierność jest współczesną niemocą, która grozi ubezwłasnowolnieniem całej ludzkości.

W latach 80. XX wieku – czasach automatyzacji i sterylizacji – wyłoniła się mentalność, która neguje fundamentalną istotę ludzkiego ducha. Mentalność, która czci bezwład, bezczynność, bierność. Mentalność, która pozwala ludziom prowadzić życie złożone wyłącznie z doświadczeń z drugiej ręki.

Wyobraź sobie archetypowego współczesnego człowieka.

Pozuje za kierownicą swojego klimatyzowanego samochodu albo wyleguje się w fotelu ciepłego, przytulnego domu. Niezmiennie ogląda telewizję lub słucha muzyki z płyt. Zasłania zasłony, odcinając się od świata zewnętrznego. Chowa się za ciemnymi okularami. Znajduje anonimowość w modnym stroju, powierzchownych rozmowach, dobrze płatnej i nic niewartej karierze. Marnuje lata w wyłożonej dywanem trumnie z plastikowymi doniczkami w kącie. Wszędzie jeździ samochodem, siedzi całymi dniami. Rozładowuje swoją agresję grą w squasha.

Czy on naprawdę jest człowiekiem? Każdy z jego zmysłów jest nieustannie podpięty do sztucznego „doświadczenia”.

Jego osobisty kontakt – i konflikt – z realną rzeczywistością zostają utracone.

Jest biernym obserwatorem wszystkiego. Obserwuje społeczeństwo tak samo, jak ogląda telewizję. Nie ma poczucia, że ​​odgrywa jakąkolwiek osobistą rolę w kształtowaniu otaczającego go świata. Jego istnienie jest czymś odległym, osłoniętym, odizolowanym przyciemnianymi szybami od historii, które opowiadają w wiadomościach.

Najmniejsza myśl o odpowiedzialności społecznej jest dla niego nie do pojęcia. To norma w ogromnej, mechanicznej metropolii, napędzanej przez niezliczone ludzkie trybiki, takie jak on sam.

Czy oni wszyscy naprawdę są tacy sami? Żaden z nich nie widzi dalej niż wycieraczka przed własnym wejściem. I gratulują sobie nawzajem wspólnej bezwładności, krótkowzroczności.

„Jesteśmy Zdecydowaną Większością. Ja jestem Konsensusem. Ja jestem Stylem Życia. My jesteśmy Ludźmi. Jesteśmy ludźmi słabej woli, łagodnch serc i przejęliśmy ziemię”.

Ale zostawmy ich zadowolone narzekanie.

Porozmawiajmy teraz o sobie, o Innych, o tych, którzy są uwięzieni w pustym świecie przetworzonych mózgów wielkości ziarnka grochu i konformistycznych psów.

Jak możemy żyć dalej pod rządami Słabych? Jak możemy tolerować dominację Bezbarwnych?

Nie, nie możemy.

Ach, więc wycofujemy się z ich świata i stajemy się samotnikami?

Nie, nie chcemy! To hipisi wypadają ze społeczeństwa. Wizjonerzy walczą o zmianę tego stanu rzeczy.

Walczymy. Walczymy z duszeniem się prawdziwych emocji, świeżego wyrazu, prawdziwego życia.

Walczymy o ducha człowieka. *

I wygramy.

_______________

A youthful cry of revolt, Paul Cudenec, September 7, 2026

* W latach 80. używano słowa „człowiek” w tym znaczeniu. Dziś powiedziałbym „ludzkość”, co właśnie miałem na myśli.

Więcej: Paul Cudenec

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!