Już za kilka godzin kolejna rocznica napaści Niemiec na Polskę. Rocznicę będą celebrować, na ogół bezrefleksyjnie, słomiani patrioci, a agentura niemiecka tradycyjnie usunie się w cień. Zwolennicy ochlokracji będą mówić o wszystkim: o faszyzmie, nacjonalizmie i bardzo rzadko o nazizmie, bo ten akurat, tym razem, w bliźniaczym wydaniu, trzeba wspierać w walce z rosyjskim imperializmem. Taką mamy aktualnie potworność etapu.
Wiedzieli, a nie powiedzieli
Mówi prof. Eugeniusz Cezary Król…
Jest to Hans von Herwarth, dyplomata niemiecki, który w 1939 roku był sekretarzem osobistym ambasadora Niemiec w Moskwie, czyli hrabiego von der Schulenburga. Otóż Hans von Herwarth zapisał się w historii tym, że 24 sierpnia 1939 roku rano przekazał swojemu koledze amerykańskiej ambasady Charlesowi Bohlenowi w Moskwie tekst tajnego protokołu do paktu Ribbentrop-Molotow. Co oznacza, że 24 sierpnia albo 25 sierpnia ten tekst był już w centrali dyplomacji amerykańskiej, a w następnych dniach Waszyngton powiadomił o tym fakcie Paryż i Londyn.
Co z tego wynikało dla Polski? Powinno wynikać tyle, że nasi sojusznicy, a wtedy oba to byli sojuszniki, mianowicie Wielka Brytania i Francja, powinny nas powiadomić. To wynikało z traktatu sojuszniczego. Tego nie uczynili.
Dlaczego nam nie powiedzieli?
…oni się bali, że Polacy widząc co się dzieje, będą tym bardziej nastawać na obiecaną pomoc, na pozycję sojusznika. A to miało być tylko na papierze.
A druga rzecz, dlaczego nie powiedzieli? Uznali, że już jest sprawa załatwiona. Oni się dogadali, co nam do tego?
<><><>
Film ustawiony od początku zacytowanego fragmentu. Ostrzeżenie: Kanał uprawia poprawną politycznie narrację, co może wywołać przemijające stany obrzydzenia.
________________________________________________________
Niekoniecznie … bali się że nawet Beck (w rzadkiej chwili trzeźwosci) otwarcie postawiony przed mozliwością ataku z dwóch stron skapituluje (albo nawet zawrze sojusz z Hitlerem) i Wehrmacht ruszy na zachód już w 1939r. A tak formalnie zyskali (kosztem Polski) kilka miesięcy… Wehrmacht ponósł jednak dosć duże straty i musiał uzupełnić zapasy. To że te kilka miesięcy zostało totalnie zmarnowane (zwłaszcza po stronie francuskiej) to już zupełnie inna sprawa.
Było o WIELE WIELE gorzej. Cynizm tzw. “sojuszników Polski” przerósł wszystko, co dotychczas w świecie widziano. 29 sierpnia 1939 r. ambasadorowie Wielkiej Brytanii (Howard William Kennard) oraz Francji (Léon Noël) podjęli natychmiastową ostrą interwencję dyplomatyczną, udając się do polskiego MSZtu oraz Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych marsz. Śmigłego-Rydza i wymuszając odwołanie mobilizacji powszechnej. Tego dnia o g. 16 w Warszawie rozklejono pierwsze plakaty mobilizacyjne i obaj ambasadorowie, jak piszą kronikarze, wprost gotowali się z wściekłości, byli prawie w histerii. Pod taką presją, polskie władze uległy, cofnięto rozkaz mobilizacyjny i nakazano zamalować lub zerwać rozklejone obwieszczenia. Jednak nazajutrz, widząc bezczynność dyplomatyczną Zachodu i nieuchronność agresji prezydent Mościcki ponownie podpisał dekret o mobilizacji, która weszła w życie dopiero 31 sierpnia 1939 r.
To 24-godz. opóźnienie miało fatalne skutki dla obronności Polski we wrześniu 1939 r. a także długofalowe skutki późniejsze. Na kolei powstał chaos w związku z ogłaszaniem i odwoływaniem stanu gotowości. Toteż w momencie niemieckiego ataku 1 września wiele polskich oddziałów znajdowało się dopiero w eszelonach transportowych lub punktach zbornych, nie mogąc na czas dotrzeć na wyznaczone pozycje obronne. W sumie, mobilizacja zdołała objąć ok. 65 % stanu obronnego Polski, co osłabiło o jedną trzecią siłę uderzeniową wojska polskiego z wszelkimi tego, znanymi z historii, fatalnymi konsekwencjami. Katynia nie wyłączając.
Ambasadorowie obawiali się, że ogłoszenie mobilizacji w Polsce stanowi zapowiedź rozwoju pełnoskalowej wojny Polski z Niemcami, z natychmiastowym wciągnięciem w nią obu “sojuszników”. A chodziło o to – w myśl wcześniejszych ustaleń lożowych – by na początku wojny, tego paskudnego bękarta zrodzonego w Wersalu uciszyć i potem można ustalać plan gry z Berlinem. Masoni zachodni chcieli, by wojna rozwijała się według ICH scenariusza.
Na samym początku – Polska miała zniknąć z gry, jak ustalono w lożach na długo przed rozpoczęciem działań (Hitler był przecież ich człowiekiem).
Niemcy źli, sojusznicy gorsi,szwajcarscy bankierzy jeszcze gorsi ale najgorsi byli Frankiści.
Jest 6 lutego 1922r.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Traktat_waszyngto%C5%84ski_(1922)
Co, do rozmowy amerykanów z ambasadorem Potockim, dyskutowano i tu.
Co można było zrobić po 1 września?
Poddać się 8 września, zanim rozpoczęto bitwę nad Bzurą i po odparciu pierwszego szturmu na Warszawę z 7 września.
Wtedy, nie można by było umożliwić Sowietom, 17 września.
Porozumienie z 12 września pomiędzy Anglikami a Francuzami dawało nam jeszcze 5 dni na reorganizację decyzji.
Pytanie za 100 punktów, kto w Polsce z osób formalnie decyzyjnych wiedział o załączniku do patku Ribbentrop-Mołotow.
Powtarzam mój dawny wpis, w którym relacjonowałem reakcję wokół mego dziadka, gdy przez szczekaczki ogłoszono fakt zawarcia tego paktu.
Prosty chłop, stojąc obok dziadka – oficera II RP, stacjonującego pod Mławą – usłyszawszy to, rzekł “Polska w śmiertelnym niebezpieczeństwie”.
I co, skoro prosty obywatel Mławy, to rozumiał, to co, wywiad II RP, nic nie wiedział?
Bawią się nami, jak kot z myszą.
“[Poddać się]…Wtedy, nie można by było umożliwić Sowietom, 17 września”
A dało by to coś? Przecież w pakcie już były określone granice podziału Polski (tam gdzie się zapędzili, później musieli się wycofywać na te granice).
Ale, nie byłoby ucieczki przez Zaleszczyki, byłby – na naszym terenie – partner do dyskusji i pertraktacji, a ponadto Stalin nie miał pewności, jak zareaguje zachód, bo 12 września, byłoby za 3 dni.
A ponadto, II RP formalnie zainicjowana była paktem 5 listopada 1916, a więc przed Kiereńskim i Leniem.
A w sumie, to chyba tylko ten akt kapitulacji mógłby złamać ustawkę, którą było wciągnięcie nas w wojnę.
ps
kwestia tego traktatu.
Nikt, nigdy nie odniósł się do tego tematu, kiedy go poruszam. Milczenie i ignorowanie.
Takie mamy elity. Czy dziwi, zatem skala naszego upadku i skundlenia i wiary, li tylko w pomoc Bożą.
Przecież nas, Polaków już N I E M A!
“…Nikt, nigdy nie odniósł się do tego tematu, kiedy go poruszam. Milczenie i ignorowanie.
Takie mamy elity. Czy dziwi, zatem skala naszego upadku i skundlenia i wiary, li tylko w pomoc Bożą. Przecież nas, Polaków już N I E M A!”
Właśnie. Polska ponad 1000 lat temu zrodziła się s powszechnego żądania zabezpieczenia dla wolności i stworzenia polskiego prawa.
Gwarantem miał być Naród spojony z wiarą chrześcijańską i jednocześnie religią katolicką niezależną od Niemiec (stąd i chrzest Polski przyjęty od Czechów, bo Niemcy po wytruciu książąt słowiańskich byli wtedy w wielkim rozpędzie w swoim marszu na wschód);
– a więc i Naród Polski,spojony z łacińskim, jako już i polskim systemem wartości duchowych jako źródłem prawa państwowego.
Naród Polski, a więc i Polska jako państwo i jego dobro wspólne wśród innych dóbr wspólnych, w tym dobrych, unikalnych cech dziedzictwa słowiańskiego i jednocześnie jego własność niepodzielna i niezbywalna, o tyle przetrwa, o ile będzie w tym wszystkim niezłomnie stała;
– bo to jest zarazem nasz wspólny język duchowego zjednoczenia.
To konieczność, bo wspólny duch musi zawsze iść przodem, za nim dopiero ludzie, ich kultura, tożsamość, własność i natura, za nimi ich organizacja, narzędzia wykonawcze, w tym cywilizacja (jej narzędzia to pieniądze, prawa i siła, w tym aparatu państwowego), władze wykonawcze funkcjonujące wewnątrz prawa państwowego), i materia dóbr użytkowych i konsumpcyjnych.
To co Pan opisuje to wyraźne skundlenie na rzecz materii dóbr użytkowych i konsumpcyjnych, a więc tego co doraźne, a kosztem rezygnacji z polskiego ducha i celów dalekowzrocznych Narodu Polskiego, zwłaszcza jego dóbr wspólnych i wspólnot międzypokoleniowych.
– W szczególności kosztem rezygnacji z wolności – a ta zawsze jest wspólnotową. – Traktowanie wolności jako osobistą to już satanizm. – bo nie istnieje wolność osobista jeżeli nie panuje wspólne rozumienie i praktykowanie wolności wspólnoty ducha – tu w jej polskim rozumieniu.
Do tego bez wolności rozumianej jako zawsze z pierwszeństwem dla wspólnoty ducha jako podstawy sprawiedliwości w państwie, nie zaistnieje prawo sprawiedliwe na rzecz satanistycznego, a więc antyludzkiego systemu prawa, które zacznie się wynosić nad ludzkie wartości duchowe.
Tak będzie gdy już nie będzie kontroli duchowej Narodu jako gwaranta realizacji jego celów duchowych i moralności stojącej na straży życia i przyszłości nad procesem prawotwórczym.
– I tak otrzymamy takie potworki znaczeniowe jakie już widzimy, jak “prawo do wolności”, “prawo do życia, “prawo do wolności sumienia”, “prawa człowieka” – potworki, bo to wszystko satanistyczne prawa nad człowiekiem, żelazne kajdany;
– a i to w drugiej kolejności takim “prawem” odbierane na rzecz postępu wywłaszczania z wszystkiego co wspólnotowe (z osobistego też, ale za chwilę, gdy już nie będzie miało ochrony przez wspólnotę ducha;
– takim “prawem”, a więc postępującym bezprawiem, czy z czasem trwania bezkarnego bezprawia (okna Overtona), czy tylko jego interpretacją;
– odbierane będzie tym którzy formalnie, już tylko “prawem kaduka” posługują się tytułem Polaka
– będzie odbierane na rzecz bezkarnego narzucania im nieprawości i demoralizacji, uzależnienia i zniewolenia przez obcych i zdrajców.
Tak i ustawka wciągnięcia nas w wojnę, jakże aktualna znowu.
Ci co nawet nie chcą zaprzątać swoich główek takimi sprawami jak alternatywy z września 1939, zajęci “drobniejszym płazem” używania życia i konsumpcji “na tu i teraz”, z pewnością pozostaną biernymi i wobec aktualnej ustawki.
Jednak i świadoma i duchowo dojrzała część Narodu nie może im na to pozwolić. Cele dalekowzroczne wspólnoty muszą być powszechnie ważniejsze jak cele osobiste osób indywidualnych.
– Pytanie tylko jak teraz ich odcedzić od Narodu i wykluczyć, żeby już nie mogli sobie przypisywać polskiej tożsamości. To że między sobą nazywają się Polakami, a nawet elitami, to najmniej ważne.
– A druga i niemniej ważna sprawa, to sprawa katolików i katolickich elit. – To nie tylko sprawa “wiary li tylko w pomoc Bożą”. – Przecież to oczywiste, że nie zaistnieje żadna pomoc jeżeli się nie zacznie dzieła dającego, choćby niewielką, ale szansę na dobry koniec.
Tutaj jest to sano co u tych “przyszytych” tylko Polaków – są skupieni na używaniu i konsumpcji oraz życiu krótkowzrocznym z oddaniem pełni władzy i swojej przyszłości, w tym przyszłości wspólnoty nasze świętej wiary wrogom.
– Skoro tylko i coraz bardziej szkodzą, to jak tu dopilnować, żeby dla nich, jako siewców zarazy satanistycznej miejsca w kościołach już nie było?
Do poszczególnych akapitów, w tym, m.in. z wytłuszczeniami nie będę się odnosił, bo w istocie jest to rozmydlanie zagadnień. Pytanie, czy Polska 1000 lat temu się “zrodziła”, czy może przepoczwarzyła? Dalej ta egzegeza nie ma sensu.
A co do 6 lutego 1922r., pański wpis potwierdza tylko inercję, w kwestii tego zagadnienia.
Ten traktat to był traktat o rozprzestrzenianiu broni masowego rażenia, bo lotniskowce, naówczas stanowiły postać tej broni.
Abstrahując od tego, ile było, naówczas wyprodukowanych i wdrożonych.
I teraz, kto miał zagwarantowaną przewagę, a kto był, m.in. z założenia W Y K L U C Z O N Y.
Czy, naprawdę czytanie ze zrozumieniem, to taki wieli problem?
Zamach na Narutowicza był 10 miesięcy później, przewrót majowy 4 lata później. To na naszym podwórku.
ps Rapallo zawarto 16 kwietnia 1922r.
A więc Sowietom i Niemcom, wykluczonym z tego 6 lutowego porozumienia, zajęło dwa miesiące i 10 dni, aby zareagować. Obronnie.
W szkołach, w latach 70 tych i 80 tych na lekcjach historii uczono nas o Rapallo, jako agresywnym pakcie skierowanym, m.in. przecie Polsce.
Tu w ogóle nie chodziło o Polskę, ale to można zrozumieć, jak się poszerzy bazę źródłową.
A to, akurat umożliwił mi internet.
Konkluzja, w obszarze prawa międzynarodowego, spisanego zadekretowano II wojnę światową, w dniu 6 lutego 1922r. I teraz jasnymi stają się słowa przypisywane Foche-owi, że traktat wersalski, to nie pokój, to rozejm na 20 lat. Francuzi byli lepiej poinformowani, po prostu.
“Do poszczególnych akapitów, w tym, m.in. z wytłuszczeniami nie będę się odnosił, bo w istocie jest to rozmydlanie zagadnień”.
Przeciwnie – konkretyzowanie zagadnień, osadzanie tego co najważniejsze i najpilniejsze najpierw w realiach duchowych.
Tak jak bez tego nie da się nic osiągnąć (duch musi być i ważniejszy i wcześniej i u celu, to i bez tego dyskusja będzie nie tylko rozmydlona, ale i osadzona w abstrakcji.
A poza tym to skąd się Panu w tej dyskusji wziął traktat z 6 lutego 1922r.?
Stanisław Orda napisał na innym portalu coś takiego, ku rozwadze: “Twoja koncepcja jest oparta na realich z minionej epoki. W minionej epoce ostatecznym argunebtem była “dyplomacja lotniskowców” (albo kanonierek). Wiadomo kto miał lotniskowce. To, ze nadal je ma , przestało byc straszakiem, skoro pojwiły sie drony mogące dolecieć na 1000 i wiecej km. Samolot starujacy z lotniskowca, aby powrócic , musi miec paliwo na ok. 3000 km. No ale nie ma takich samolotów, musiałyby dotankować paliwo w locie powrotnym. A tankowce-cysterny sa duze i powolne, sa drogie i nie jest ich zbyt wiele. Są one zatem łatwym celem. Skórka nie warta więc wyprawki.
Swiat zaczął zmieniać się bowiem dużo szybciej, niż 10 lat temu komuś się śniło.
Jedynym wyjscviem sdla Szatanów Zjednoczonych jest wepchniecie europejskich krajów NATO w otwarty konflikt z FR. A dopiero potem na gruzach zwaśnionych stron wylądują marines z gałązką pokoju”.
To jest dowód dania – w subtelny i kulturalny sposób – do zrozumienia, że jest się względnie na czasie, z rozumieniem implikowanej nam rzeczywistości narracyjnej.
Oczywistym jest, że realia duchowe są najważniejsze, bo duch jest tą postacią sił, czy energii – jak zwał tak, zwał – które materializują się w świecie tzw. “rzeczywistym”. I czym go nasączymy, to oddaje w postaci materialnej, której podzbiorem, są konkretne czyny i artefakty.
A co do traktatu, to wklejam całość akapitu, który Pan częściowo zacytował, zapewne nieświadomie rozrywając całość, na dwa elementy. cyt. 3 września 20.31. “kwestia tego traktatu.
Nikt, nigdy nie odniósł się do tego tematu, kiedy go poruszam. Milczenie i ignorowanie.”
Rozumiem że ktoś nam usiłuje narzucać swój monopol siły i zarazem monopol na rozumienie pokoju, a w ogóle to i wszystkiego co sobie uzurpuje, z rozumieniem prawa i prawdy, polityki i demokracji, nawet rozumienia słów, a więc i wartości duchowych, i wszystkiego co zechce od nas, i to bez zobowiązań własnych.
Ten ktoś jest niewątpliwie uzurpatorem, szowinistą, syjonistą i satanistą. – Z takim kimś nie wolno nawet rozmawiać bo swojej części ustaleń na pewno nie dotrzyma.
Tylko dlaczego Pan od razu o tym nie pisze, tylko powołuje się na stana ordę, a wcześniej na traktat, o którym w naszej dyskusji mowy nie było?
Bo mam taki styl i proszę go uszanować. Już tu niejeden mi zarzucał pyszałkowatość, arogancję, butę, etc. A ja piszę z perspektywy katolika, ale nie mistyka. Jestem prostym człowiekiem, a do Boga wracam swoimi ścieżkami.
W 1991r. na dworcu wschodnim w Warszawie pewna pani ubrana na czarno, wyłoniwszy się z tłumu – 18 sierpnia 1991r. – w obecności mojej ciotki i matki rzekła, że będę zbawiony, tylko muszę się więcej modlić.
Od tego czasu moje życie uległo zmianie.
Ta kobieta rozpłynęła się w morzu podróżnych, tak jak ulatnia się kamfora.
A jechaliśmy wtedy na grób brata matki i ciotki do Sękowej, pod Gorlicami, który umarł był 15 sierpnia 1988r.
Każdy dochodzi prawdy i Pana swoimi ścieżkami, a zatem proszę uszanować i moją.
Akurat tą ścieżkę da się uszanować, bo jednak pozwala dojść do sedna sprawy.
– Ale skoro doszliśmy już do określenia tej osoby czy ciemnej siły, to przypomnę, że parę dni temu pod inna notką czarnej limuzyny stwierdziłem że już za samo mieszanie nam w rozumieniu słów nie możemy pozwolić żyć takiej osobie.
– A tu mamy osobę czy ciemną siłę o większym potencjale nie pozwalania nam żyć i zachować wspólnoty ducha i człowieczeństwo.
– Tutaj tym bardziej musimy się zmobilizować w obronie koniecznej. – Bo ablo my albo on czy ona.
Przyznam szczerze, jako prosty człowiek, po prostu nie rozumiem?
Z Bogiem.
Zapewne, jestem zbyt tępy, wobec pańskiej argumentacji. Przykro mi. Możliwe, że ta osoba, która pojawiła się na Pradze, to agent sił ciemności, kto wie?
Nie a się wykluczyć, a zatem z….. Bogiem.
Bez odzewu.
“Przyznam szczerze, jako prosty człowiek, po prostu nie rozumiem?
Z Bogiem”.
Biorę to do siebie – muszę się starać pisać wyraziściej.
“Możliwe, że ta osoba, która pojawiła się na Pradze, to agent sił ciemności, kto wie?
Nie a się wykluczyć, a zatem z….. Bogiem”
A skąd ta wątpliwość? – To akurat wygląda na głos Opatrzności. Ponadto mówienie o tym jest właściwą postawą – może być użyteczne i innym, bo modlitwa to potęga dotycząca wszystkich.
Poza tym to, co ta Osoba powiedziała mogła powiedzieć i inaczej – na przykład: “Widzę że kochasz, teraz tylko módl się i wdrażaj w życie to co wymodlisz, a dojdziesz do spełnienia celów tej miłości – najpierw ludzkich i wspólnotowych, później osobistych, a finalnie i zbawienia”.
– Zapewne ojciec kłamstwa i to może łatwiej próbować zakłamać. Użyta forma lapidarna, mówiąca o samym zbawieniu z pewnością zmierzała też ku nie daniu mu takiej okazji i ku łatwiejszemu zrozumieniu proroctwa, z liczeniem na to, że do tej niewypowiedzianej treści dojdzie Pan z czasem.
“Bez odzewu”.
EOT