Na Strzeleckiej strzelali w tył głowy

 

http://niezalezna.pl/54667-na-strzeleckiej-strzelali-w-tyl-glowy

Na Strzeleckiej strzelali w tył głowy - niezalezna.pl

foto: GP

Warszawska stara Praga, ul. Strzelecka 8. Przedwojenna kamienica, jak większość w okolicy, zdradza ślady powojennego „wyzwolenia”. W piwnicach napisy na drzwiach: cela nr 1, 2, i tak aż do 18. Na ścianach znajdujemy wydrapane nazwiska, daty, kreski odmierzające czas pobytu, klepsydry. Wszystko jak w latach 40. XX w.

Tu Sowieci mordowali polskich żołnierzy, szczególnie młodą polską inteligencję. Teraz na parterze i w piwnicach ma tu powstać centrum edukacyjne Instytutu Pamięci Narodowej. Zalążkiem jest odsłonięta właśnie tablica: „W hołdzie polskim patriotom, ofiarom reżimu komunistycznego”.

Napisy nie przeszkadzały

W mrocznych piwnicznych pomieszczeniach możemy też odnaleźć inskrypcje: „Królowo Korony Polskiej, módl się za nami”, „My z Bogiem, Bóg z nami”. – Szczególnie zapadły mi w pamięci słowa: „Śmierć naszym wybawieniem” – powiedział biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzek, podczas uroczystości odsłonięcia tablicy. – Do dziś nie mogę zrozumieć tego, jak przez ponad pół wieku nie poruszały one ludzkich sumień. Nie przeszkadzały mieszkańcom tej kamienicy.

Dopowiedzmy, nie przeszkadzały, bo w tych samych pokojach na piętrach, w których ubecy bili metalowymi prętami, przypalali papierosami, polewali lodowatą wodą, wyrywali paznokcie, potem wraz z rodzinami sami zamieszkali. Szczególna wrażliwość… Piwnice, w których więzili patriotów, przerobili na komórki lokatorskie i trzymali tu stare meble, przetwory, ziemniaki, często śmieci. Napisów na ścianach nie zniszczyli nawet w III RP. Wiedzieli, że nie są groźne, bo oni i tak pozostaną bezkarni. Wiedzieli, że komunizm w Polsce nie zostanie osądzony i że nie przyjdzie tu żaden prokurator i nie spyta: co pan tu robił? Myśleli też, że nikt nie upomni się o ich ofiary. Upomniał się IPN, po ćwierć wieku wolnej (okrągłostołowej) Polski.

1 marca, w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, znicze, które są tu zapalane przez młodych patriotów, bardzo szybko ktoś zabiera. Ubecy i ich resortowe rodziny czuwają.

Zwykła piwnica – mordownia

– To obiekt unikatowy w skali ogólnopolskiej, w którym zachowało się tak wiele śladów kaźni więźniów – ofiar stalinowskiego systemu – mówi Jacek Pawłowicz z IPN, który w ramach projektu „Cienie ze Strzeleckiej” oprowadza tu młodzież gimnazjalną. – Ci młodzi ludzie po raz pierwszy znaleźli się w takiej sytuacji. Można było odnieść wrażenie, że to było dla nich porażające. Schodziliśmy do zwykłej praskiej piwnicy, a znajdowaliśmy się w miejscu, w którym mordowano polskich patriotów – dodaje.

Miejsce to spłynęło krwią setek, a może i tysięcy aresztowanych. Bo na Strzelecką „wyzwoliciele” zwozili akowców z całej tzw. Polski lubelskiej. Wielu Żołnierzy Wyklętych/Niezłomnych nie przeżyło brutalnego śledztwa. Wielu zamordowano metodą katyńską – strzałem w tył głowy. Bez sądu, na podstawie decyzji sowieckiego oficera.

Zwłoki chowano na dziedzińcu, tam, gdzie dziś stoją garaże. Gdy były budowane w latach 70., robotnicy odkopali ludzkie kości. Ale ktoś z góry kazał przysypać je ziemią i zalać betonem. Komunistyczny mord miał na zawsze pozostać tajemnicą. Szczątki wrzucano też do bezimiennych dołów przy nasypie kolejowym przy ul. 11 Listopada, a nawet na „Łączce”. Tam, sprofanowane, spoczywają do dziś. Bez imion i nazwisk. Bez grobów i krzyży.

„Szczęściarze” ze Strzeleckiej trafiali do obozu koncentracyjnego NKWD w Rembertowie. Tam też ginęli lub byli zsyłani na Daleki Wschód, skąd na ogół już nie wracali.

Siedziba Sierowa

„W Warszawie na Strzeleckiej codziennie od trzech tygodni dokonywane są egzekucje na członkach AK. O godzinie 3:00, 4:00 rano wiesza się siedmiu, ośmiu skazańców. Niezależnie od tego tyluż więźniów rozstrzeliwuje się w piwnicach. Przed śmiercią stosowane są najpotworniejsze tortury. Wyrok wykonuje osobiście Żyd – Falkenstein – cywilny funkcjonariusz NKWD” – czytamy w meldunku wywiadu Oddziału Centralnego Delegatury Sił Zbrojnych.

Kamienica, zbudowana w drugiej połowie lat 30. XX w., do 1939 r. nie była jednak zamieszkana (ukończona w stanie surowym). W czasie II wojny zasiedlili ją częściowo dzicy lokatorzy, którzy zostali usunięci przez Sowietów po zdobyciu przez nich Pragi we wrześniu 1944 r. Wybrali ją prawdopodobnie dlatego, że miała grube i mocne mury z powodu lokalizacji, tuż obok linii frontu i innych sowieckich instytucji.

Najpierw, w latach 1944–1945 mieściła się tutaj kwatera główna NKWD na Polskę, a jednocześnie siedziba Smiersza (jednostki do zwalczania szpiegostwa) pod kierownictwem gen. Iwana Sierowa (znany również jako generał Iwanow, współodpowiedzialny za ludobójstwo katyńskie, pojmanie i wywiezienie do Moskwy 16 przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, zorganizowanie Obławy Augustowskiej w 1945 r. i wywózkę Polaków z kresów II RP, uhonorowany przez Bolesława Bieruta krzyżem Virtuti Militari w 1946 r.)

Obok gen. Sierowa stacjonował tu płk Paweł Michajłow. Później obiekt na Strzeleckiej 8 został przejęty przez Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego i pełnił funkcję aresztu przejściowego. Po 1948 r. budynek został przekazany pod resortowy kwaterunek.

Zagłuszali radiem

Jerzy Skorupiński, „Bem”, żołnierz NSZ, wspominał: „Na Strzeleckiej byłem świadkiem śmierci polskiego żołnierza, prawdopodobnie oficera, który zmarł w wyniku katuszy zadanych mu przez NKWD. Przez wartownika wywoływany był jako Miński. Przywieziono go gdzieś po 20 kwietnia 1945 roku. Był wysoki, miał postawę polskiego oficera. Wyglądał na blisko 35 lat. […] Został wezwany na przesłuchanie już pierwszej nocy. W katowni na Strzeleckiej przesłuchiwano więźniów tylko nocą. Nastawiali wtedy radio najgłośniej, jak się dało, by zagłuszyć krzyki męczonych ludzi. […]. Gdzieś po godz. 1.00 w nocy Mińskiego przyprowadził wartownik. Wszedł do naszej celi bardzo blady. Zaczął rozmawiać z najstarszym w naszej grupie wiekiem i rangą płk. Zygmuntem Marszewskim. Tajemniczy więzień opowiadał, że był mocno bity. Pytali go, po co przyjechał do Warszawy i do kogo. Ale nic im nie powiedział. […] Dostał za to tamtej nocy co najmniej 200 batów.

Następnej nocy przyszedł już do celi przytrzymywany przez wartownika. Gdy ten zatrzasnął za nim drzwi, zwalił się po prostu na podłoże stanowiące mieszaninę miału węglowego, trocin i rozdrobnionej słomy, na którym spaliśmy. Zobaczyłem jego zmasakrowane biciem plecy. To była miazga koloru granatowo-krwistego. Powiedział tylko Marszewskiemu, że nikogo nie wydał. Po wprowadzeniu do celi trzeciej nocy Miński od razu się położył. Nic nie mówił. Nie mogłem wtedy zasnąć. Gdzieś po północy nagle ocknął się i przewrócił na wznak. Wkrótce potem zmarł na moich oczach. Strażnicy dosłownie wywlekli jego ciało z celi”.

Czekają na upamiętnienie

Mimo zagłuszania radiem okoliczni mieszkańcy słyszeli przeraźliwe krzyki.

„[…] Mieszkańcy sąsiednich domów opowiadają, że z budynku władz Bezpieczeństwa dochodzą stałe jęki, a nawet podobno odgłosy salw związanych z wykonywaniem wyroków śmierci. Jest w każdym razie faktem, że w piwnicach budynku umierają ludzie na skutek bicia, podczas badania przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa” – czytamy w meldunku jednej z siatek wywiadowczych Delegatury Sił Zbrojnych o kryptonimie „Pralnia II”.

Jedną z ofiar katowni przy ul. Strzeleckiej był ppłk Lucjan Szymański „Janczar”. Żołnierz wojny polsko-bolszewickiej podczas II wojny światowej organizował struktury wojskowe Polskiego Państwa Podziemnego na Mazowszu i Podlasiu; był też ostatnim dowódcą Podokręgu Wschodniego Obszaru Warszawskiego AK. W grudniu 1944 r. aresztowany przez NKWD, w lutym 1945 r. skazany na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie. Zamordowany 4 marca 1945 r.

Młody akowiec Witalis Skorupka też tu siedział. Zapamiętał celę pod klatką schodową. Przestrzeń półtora metra kwadratowego uniemożliwiała poruszanie się. W celi miał puszkę po konserwach. Mógł jej używać albo do zupy albo dla załatwiania potrzeb fizjologicznych. Dziś Witalis Skorupka wyraził żal, że ślady komunistycznych zbrodni na Pradze znaczy dopiero trzecia tablica, choć zidentyfikowanych miejsc kaźni jest około dziesięciu.


Autor jest pisarzem, publicystą, szefem działu Opinie „Super Expressu”, autorem książek o nierozliczonych zbrodniach komunistycznych: „Bestie”, „Bestie 2”, „Oprawcy. Zbrodnie bez kary”, prezesem Fundacji „Łączka”

O autorze: Jacek