Apostoł narodów, święty Paweł, mówiąc o zbawieniu przez Jezusa Chrystusa grzeszników, siebie nazywał pierwszym z nich. Miodopłynny doktor kościoła święty Bernard z Clairvaux nazywał siebie nieużytecznym drzewem zasługującym na spalenie. Święta Klara, jeśli już mówiła o sobie innym siostrom, to tymi słowami: “Gdybyście mię znały, uciekałybyście ode mnie jakby od zapowietrzonej”. A nasza ulubiona święta Małgorzata de Pacis, zwana w Wilnie Pacówną, bywało, że czasami całowała ściany swojego klasztoru, mówiąc: “Gdybym była została w świecie, byłabym popełniła tyle występków i zbrodni, iż bym była zginęła z ręki kata”. Oto ocena świętych przez samych siebie, która prowokuje wręcz do postawienia pytania: Dlaczego ci wielcy ludzie nazywali się bez ogródek największymi grzesznikami, choć wiemy, że służyli Bogu w sposób doskonały, strzegąc się najmniejszego grzechu? To kontemplacja, czyli modlitwa wlana dawała im przeobfite światło, w którym poznawali świętość Boga, własną nędzę i ohydę grzechu. Więc trzeba nam, grzesznikom prosić Boga, by natchnął nas podobną cząstką ich ducha, byśmy najgłębiej się poniżyli przed nieskończonym dobrem, jakim jest Bóg, którego tak często obrażamy.
◊
Cnota pokory cz. 3 – ks. prof. Stanisław Koczwara
◊
Poprzednie części:
Pokorna dusza – ks. prof. Stanisław Koczwara
Pokora cz. 2 – ks. prof. Stanisław Koczwara
◊
Więcej: ks. prof. Stanisław Koczwara
Prawdopodobnie chodzi o zniekształconą w zapisie św. Marię Magdalenę de’ Pazzi (właśc. Caterina de’ Pazzi, 1566–1607). W polskiej tradycji historycznej bywa ona silnie kojarzona z magnackim rodem Paców, stąd przypuszczalnie wzięło się spolszczenie i przekształcenie nazwiska na „de Pacis” lub „Pac”.
LINK