Jeszcze do niedawna Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC) uchodził za instytucję stojącą na straży wartości, których źródłem jest wspólne dziedzictwo europejskie i doktryna przyrodzonej, niezbywalnej godności człowieka. Podłożem filozoficznym tych wartości jest prawo naturalne, zbiór niezbywalnych i powszechnych norm moralnych oraz prawnych. W ujęciu klasycznym prawa naturalne są niezmienne. W Europie reguła ta staje się jednak powoli reliktem przeszłości. Trybunał został zdominowany przez sędziów o poglądach liberalno-lewicowych, którzy faktycznie zmieniają treść traktatów międzynarodowych bez zgody państw-sygnatariuszy. Dokonują tego przy pomocy arbitralnej interpretacji Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Trybunał stoi na stanowisku, że Konwencja jest „żywym instrumentem, który musi być interpretowany w świetle warunków współczesnych”. Przyjrzyjmy się bliżej tej „metodzie”.
Ewolucja orzeczeń w ETPC
Głównymi historycznymi sukcesami ETPC było ustanowienie uniwersalnych standardów ochrony jednostki przed przemocą państwową, cenzurą oraz karą śmierci. Jako kamienie milowe tego orzecznictwa wymienia się: zakaz ekstradycji do kraju, w którym groziła skazanemu egzekucja i długotrwałe oczekiwanie na wykonanie wyroku (Soering przeciwko Wielkiej Brytanii, 1989), ugruntowanie zasady, że wolność słowa dotyczy także poglądów, które “obrażają, szokują lub niepokoją państwo lub jakąkolwiek część społeczeństwa”, choć nie jest ona absolutna (Handyside przeciwko Wielkiej Brytanii, 1976), walka z nieludzkim lub poniżającym traktowaniem i torturami (Irlandia przeciwko Wielkiej Brytanii, 1978), faktyczna eliminacja kary śmierci w krajach Rady Europy, ochrona rzetelnego procesu (m.in. prawa do rozpatrzenia sprawy w rozsądnym terminie).
Obecnie ma miejsce w ETPC ideologiczna ewolucja orzeczeń, nazwana przez środowiska konserwatywne „lewicowym aktywizmem sędziowskim”. Przejawia się ona m.in. w odejściu od pierwotnego, tradycyjnego rozumienia instytucji małżeństwa i rodziny. Choć Trybunał formalnie nie zmusza państw do wprowadzania małżeństw jednopłciowych, to w swoim najnowszym orzecznictwie (np. wyrok Wielkiej Izby w sprawie Fedotova i inni przeciwko Rosji, 2023) uznał, że państwa członkowskie mają prawny obowiązek zapewnienia parom monopłciowym ram prawnych służących uznaniu i ochronie ich związków. ETPC coraz silniej akcentuje też potrzebę zwalczania mowy nienawiści (hate speech) kosztem wolności słowa, szczególnie jeśli wypowiedzi dotyczą grup mniejszościowych (np. seksualnych czy etnicznych). Zmienia się orzecznictwo w sprawach aborcyjnych. Ewoluuje ono w stronę silniejszej ochrony „autonomii kobiet”. Nowym, wyraźnym trendem ideowo-orzeczniczym w ETPC jest włączanie agendy klimatycznej do katalogu praw człowieka (tzw. „zielonych praw”). Wielka Izba Trybunału uwzględniła skargę Verein KlimaSeniorinnen Schweiz przeciwko Szwajcarii (2024), stwierdzając, że niedostateczne działania państwa na rzecz ochrony klimatu mogą naruszać prawa człowieka. W ocenie krytyków jest to klasyczny przykład „aktywizmu klimatycznego” i przekraczania mandatu przez sędziów, którzy zaczynają dyktować demokratycznie wybranym rządom ich politykę gospodarczą oraz energetyczną.
Jak ETPC uzasadnia zmiany?
U podłoża wszystkich tych zmian leży przyjęta przez ETPC metoda interpretacji tekstów prawnych. W ocenie sędziów prawo nie może być „zakleszczone” w realiach połowy XX wieku. Trybunał wypracował Doktrynę Marginesu Oceny (Margin of Appreciation) według której władze krajowe (rządy, parlamenty, sądy) mają pewną swobodę w interpretacji i stosowaniu standardów Konwencji, co wynika z założenia, że lokalne władze lepiej znają swoje społeczeństwo, jego kulturę, tradycję i wartości niż sędziowie w Strasburgu. Jednocześnie jednak, jeśli większość państw Rady Europy zmieni swoje prawo w jakimś kierunku, ETPC zawęża margines swobody dla pozostałych, opierających się państw. I tak, przez wiele dekad margines oceny pozwalał państwom na zachowanie suwerenności w sprawach takich jak definicja małżeństwa czy dostępność aborcji. Przykładowo, w sprawie A, B i C przeciwko Irlandii (2010), ETPC uznał, że Irlandia miała prawo zakazać aborcji ze względów moralnych, dopóki istniał w tamtejszym społeczeństwie głęboki konsensus w tej sprawie. Ale margines oceny ciągle się kurczy („mechanizm zapadki”). Gdy ETPC uzna, że dany standard (np. ochrona prawna par jednopłciowych) stał się normą w większości Europy, państwa o odmiennej tradycji stracą prawo do powoływania się na swoją suwerenność kulturową. Czyli brak unifikacji na siłę stanie się iluzją. Trybunał arbitralnie zdecyduje, kiedy przyznać państwu swobodę, a kiedy ogłosić istnienie „europejskiego konsensusu”, co de facto prowadzi do wymuszania zmian ustrojowych i obyczajowych drogą orzeczniczą, z pominięciem woli krajowych wyborców.
Czy wyroki ETPC są wiążące?
Z punktu widzenia prawa międzynarodowego wyroki ETPC muszą być wykonane, nawet jeśli organy krajowe uznają je za niezgodne z krajową konstytucją. Zgodnie z art. 46 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (EKPC) oraz art. 27 Konwencji wiedeńskiej o prawie traktatów, państwo sygnatariusz nie może powoływać się na przepisy swojego prawa wewnętrznego (w tym konstytucyjnego) jako usprawiedliwienie dla niewykonania zobowiązań międzynarodowych. Każde państwo, które ratyfikowało Europejską Konwencję, dobrowolnie zobowiązało się do przestrzegania ostatecznych wyroków Trybunału w sprawach, w których jest stroną. Krajowe wyroki TK nie zdejmują z państwa odpowiedzialności międzynarodowej. Czym to grozi? Ignorowanie wyroków ETPC prowadzi do procedur nadzorczych przed Komitetem Ministrów Rady Europy, a w skrajnych przypadkach do różnorodnych sankcji na poziomie europejskim. Państwo ma obowiązek wypłacić zasądzone zadośćuczynienie oraz podjąć działania naprawcze (np. wznowić postępowanie sądowe lub zmienić praktykę organów państwowych). Choć formalnie wyrok wiąże tylko w konkretnej sprawie (inter partes), to zasady w nim zawarte wpływają na to, jak powinno być stosowane prawo w analogicznych sytuacjach. Państwo ma obowiązek zmienić swoje prawo pod wpływem wyroku ETPC, gdy z treści orzeczenia wynika, że źródłem naruszenia praw człowieka nie był pojedynczy błąd urzędnika czy sędziego, lecz „wadliwy”, systemowy przepis krajowy.
Na mocy przepisów międzynarodowych Polska jest coraz drastyczniej obligowana do wprowadzania przepisów niezgodnych z wyznawanymi wartościami chrześcijańskimi i do odejścia od swojej reformy sądownictwa. Sami sobie nałożyliśmy te kajdany ratyfikując w 1993 roku Europejską Konwencję Praw Człowieka. Być może nadszedł czas, by je zrzucić.
Dodaj komentarz