23 kwietnia 2013 [238], Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Pompejach
MATKA BOŻA: «Pisz, człowiecze. Pamiętaj, aby wszystko, co czynisz, co mówisz – całe twoje świadectwo – służyło budowaniu, dla wzrostu wiary. W swojej nicości ofiaruj wszystko Mojemu Boskiemu Synowi przez Moje Niepokalane Serce. Ofiaruj wszystko i wiedz, że znam twoje serce. Zaufaj Bogu i niech twoje fiat i twoje effata prowadzą ciebie drogą zaufania. Nie lękaj się przekazywać moje słowa, które są umocnieniem dla dusz, ale przede wszystkim świadectwem dla Świętej Matki Kościoła. Bądź świadkiem wiary i zaufania.
Moje kochane dzieci, bądźcie odważne w wyznawaniu waszej wiary. Nie szukajcie sensacji ani znaków, lecz w cichości serca przemieniajcie się każdego dnia w nowego człowieka. Jeśli rzeczywiście i autentycznie pragniecie należeć do mojego Syna, musicie starać się o wszystko, co was do Niego przybliża. Szukajcie tego, co was z Nim łączy, abyście coraz głębiej poznawali i przyjmowali Jego Miłość. Unikajcie tego, co was od Niego oddala – przede wszystkim grzechu, który przejawia się na różne sposoby, gdyż szatan coraz sprytniej zastawia na was zasadzki i pokusy. Dobrze wie, że niewiele czasu mu zostało, więc coraz zacieklej walczy, by pozyskać dusze. Swój największy atak i złość skierował przeciw tym, którzy poświęcili się mojemu Niepokalanemu Sercu; którzy walczą w obronie Kościoła mojego Syna; którzy z wiarą i oddaniem odmawiają mój święty Różaniec. Szatan kusi dziś pozorami dobra, ale również – nadmiarem dobra. Kusi was obietnicami szczęścia na ziemi, bez konieczności waszego zaangażowania się w wewnętrzną przemianę i bez podjęcia trudu, by porzucić w sobie to, co przyziemne. W obecnym czasie, przebiegły wąż domaga się też, aby moje dzieci, poświęcone mojemu Niepokalanemu Sercu, móc przesiać jak pszenicę. Mój Boski Syn przyszedł na ziemię także po to, by uwolnić ją od szatana i jego aniołów – jeśli więc chcecie podjąć się tej walki przeciwko księciu ciemności, musicie wzywać imienia mojego Boskiego Syna i nie lękać się przeciwności.
Pamiętajcie, moje kochane ziemskie dzieci, że wasz największy przeciwnik jest kłamcą i oskarżycielem. Swym sprytem i przebiegłością nieustannie walczy przeciw prawdzie, przeciwstawiając się nauce mojego Syna i tym samym odciągając was od nadziei płynącej ze zwycięstwa, które zostało obiecane Kościołowi.
Bądźcie pewni, moje dzieci, że te zmagania są potrzebne, aby wasza wiara została umocniona, gdyż diabeł podjął walkę przeciwko wszystkim mieszkańcom ziemi. Jeśli szatan potrafi zwieść umysły i serca, by zasiać w nich ziarno fałszu, to dzięki temu, że wy sami dopuszczacie jego działanie w waszych wnętrzach, które jeszcze nie są odpowiednio ukształtowane. Otwieracie przed nim drzwi waszych serc, a on wchodzi w nie, choć nie jest ich właścicielem ale złodziejem i intruzem, który chce zasiać w nich jak najwięcej zwątpienia i lęków. Im bardziej poszukujecie sensacji, zaniedbując wewnętrzną przemianę serc, tym więcej ma szatan możliwości, by zasiać w was strach. Dlatego podszywa się pod „anioła światłości”, aby zwodzić i wprowadzać niepewność. Duch zwodzenia prowadzi do rozszerzania się kłamstwa i do ohydy spustoszenia. O, moje dzieci! Jakże wielu z was stało się ofiarami kłamstw i bluźnierstw, które wypowiada bestia przeciwko Bogu, a tak niewielu trwa przy moim Boskim Synu tam, gdzie cierpi On najbardziej – w Jego Kościele. Czas, w którym żyjecie wymaga od was, Moje kochane dzieci poświęcone mojemu Niepokalanemu Sercu, jeszcze więcej czujności i odwagi w dawaniu świadectwa oraz w wyznawaniu wiary wobec świata.
Mistyczne Ciało mojego Boskiego Syna [Kościół – przyp. PŁ] i wszystkie Jego członki podążają tą samą drogą, co Mój Boski Syn, doświadczając pokus, prześladowania i biczowania. Już dawno zostało Ono odarte z szat, ogołocone i zjednoczyło się z krzyżem. Czy nie słyszeliście, Moje dzieci, że bestii zezwolono, aby walczyła ze świętymi i zwyciężyła ich? [por. Ap. 13,7] *). Ojciec Niebieski, który zezwolił, aby Jego Syn Jednorodzony został wydany oprawcom i umarł na krzyżu, podobnie zezwala, aby bestia walczyła przeciw mojemu potomstwu i poddawała je próbom wiary. Jej zwycięstwo jest jednak pozorne, gdyż Ja czuwam, chronię moje dzieci przed jej mocą i wstawiam się za nimi, aby nic nie mogło oderwać ich od prawdy, którą jest mój Boski Syn.
Teraz jednak musicie zdecydowanie opowiedzieć się za moim Boskim Synem i nie ulegać zwątpieniu ani niepewności. Pozorne zwycięstwo bestii nad świętymi jest chwilowe i oznacza, że choć wszyscy ulegają słabości, to prawdziwe zwycięstwo należy do Boga – On udziela łaski wytrwania tym, którzy pozostają nieugięci w walce.
Zapowiadane wydarzenia, pomimo ich powagi, niosą jednak nadzieję: blask zmartwychwstania rozproszy ciemności i zajaśnieje prawda nad światem, bo gdy Babilon upada, prawdziwy Kościół trwa nadal w wierności mojemu Synowi. To zmartwychwstanie prawdy ukazane jest przez symbol Baranka stojącego na Górze Syjon, wraz z tymi, którzy wiernie towarzyszą mojemu Boskiemu Synowi i wzywają Jego Imienia podczas walki i prześladowań. Posłuszeństwo wobec Woli Bożej wikariusza mojego Syna na ziemi, Benedykta, ujawniło, że ze względu na wybranych czas ucisku został skrócony, aby okazała się wytrwałość i wierność tych, którzy z godnością i świadomie noszą [na swoich czołach] imię Mojego Syna i Jego Ojca.
Rozważajcie moje słowa, moje kochane dzieci, a zrozumiecie czas. Zaufajcie mojemu Boskiemu Synowi, by umocnić waszą wiarę. Moje dziecko, jeszcze raz powtarzam: nie lękaj się. Im bardziej sobie nie dowierzasz, tym większej doświadczasz łaski.
Przyjmijcie, moje błogosławieństwo w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
(wytłuszczenia w tekście PŁ)
————————————————-


Oby katolicy odzyskali tą nadzieję, nie popadali w zwątpienie, nie dali się zwodzić.
Chciałem zacytować jakiś fragment, ale wszystko jest ważne. Wszyscy, którzy naprawdę weszli na drogę zmiany, przemiany, wiedzą jak ciężka jest to walka.
@ CzL
@ Rebeliantka
Wszyscy, którzy naprawdę weszli na drogę zmiany, przemiany, wiedzą jak ciężka jest to walka.
Otóż tak, od tego trzeba zacząć, tu jest ukryty klucz do ratunku dla Polski. Od dzieła naprawdę heroicznego, może najbardziej heroicznego ze wszystkich: od radykalnej przemiany siebie, swego życia, swego otoczenia, na które mamy wpływ. Porzucenia trwania w grzechach, bo wielu z nas nawet sobie nie zdaje sprawy, jak głęboko jest unurzanych w różne nieprawości i zdaje im się, że to normalne. “Po prostu takim mnie masz, Panie, takim mnie stworzyłeś”. Już przyzwyczailiśmy się do tego i nie chcemy tego zmieniać. A też nie życzymy sobie, aby ktoś wtrącał się w nasze niekiedy intymne sprawy i co gorsza, stawiał jakieś żądania!
Wczorajsze czytanie z Ewangelii to przypowieść o panu, który wydał ucztę i zaprosił upatrzonych gości, ale odmówili. Ich niechęć do niego była z czasem tak wielka, że kolejnych posłańców, przychodzących znów z zaproszeniem, pozabijali. Kapłan w swym kazaniu przypomniał, jak to było z Chrystusem. Dopóki uzdrawiał ludzi, napełniał im żołądki rozmnożonym chlebem i rybami, upominał pracodawców biorąc stronę pracowników – był najlepszy. Uwielbiali Go. Ale im bliżej było Jego własnej Ofiary – i zaczął ich upominać, wzywać do przemiany, aby byli godni wejścia do Domu Ojca, kazał dzielić się majątkiem z innymi – to zaczęli Go opuszczać. “Trudna jest Twoja nauka” – kręcili głowami. “Czy i wy Mnie opuścicie?” zapytał w w końcu swych apostołów. Ale oni zaprzeczyli gorąco, przekonując, jak bardzo Go kochają… Nieprawda. Wszyscy, prócz Jana, Go zdradzili.
Tak jest teraz z narodem – o, pardon, czy to jest jeszcze naród? – polskim. Otrzymał tak wiele: całą tę wielką, pełną glorii historię, a także mądrość cierpienia z Bogiem i dla Boga, wstawiennictwo legionów męczenników za Ojczyznę i Wiarę, tego w takiej skali nie miał żaden inny naród na ziemi. Jeszcze i dziś pamiętamy pełne do drzwi kościoły, olbrzymie tłumy na spotkaniach z Janem Pawłem II, wspaniałych mądrych kapłanów, Święta pełne Boga i rodzinnej miłości. To wszystko znikło, albo zastraszająco szybko znika. I jak na Golgocie pod krzyżem, gdy przy umierającym Jezusie pozostały trzy Marie i Jan – jedyny, jak się zdawało, plon Jego trzyletniego nauczania – tak dziś przy biczowanym, krzyżowanym, wyszydzanym, opluwanym Kościele pozostaje 10- no może 15 % katolickiego niegdyś narodu. A pewnie za parę miesięcy będzie jeszcze mniej. I kto bije brawo pod tą Męką? Kto najgłośniej woła “jeśli jesteś prawdziwym Mesjaszem, to zejdź z krzyża”? Kto wypatruje i donosi służbom Świątyni o zwolennikach Jezusa? Kapłani. Ludzie i dostojnicy ówczesnego kościoła, do którego należał Jezus.
Pamiętajmy wciąż o tych ewidentnych analogiach. Tamta opowieść o Męce – ale i o Zwycięstwie Jezusa – powtarza się przecież dokładnie i dzisiaj, gdy Kościół, który jest Mistycznym Ciałem Jezusa, jest podobnie, jak tamto Jego ciało, opluwany, lżony, bity do krwi. I to jedno, czego Bóg od nas dziś przede wszystkim oczekuje, w tej chwili nowej Golgoty, i co możemy zrobić zaczynając choćby w tej chwili, lub jutro – idąc do spowiedzi lub zaciągając do niej kogoś, kto już dawno powinien był to zrobić – to wierność. Mamy przy Nim trwać. Przynajmniej jeszcze przez te trzy dni, aż Zmartwychwstanie.
Drogi Łotrze, gwoli ścisłości wczoraj Ewangelia była o uzdrowieniu syna dworzanina. J 4, 46-53
Jest Pan w błędzie. Pisząc w dniu 12. 10. 26 o czytaniu “wczoraj”, na myśli mogłem mieć jedynie niedzielę 11 października. Wtedy czytaniem z Ewangelii była uczta i zaproszeni goście.
Pan zaś, dając mi odpowiedź 13. 10. 26, przesuwa moje ówczesne “wczoraj” na wczorajszy poniedziałek 12-go, kiedy czytany jest fragment z Łk 11, 29-32: o Jonaszu jako znaku z Niniwy. Czyli też nie ma tu uzdrowienia sługi, o którym Pan mówi.
W rzeczy samej.
W ostatnią niedzielę 11 października w XX Niedzielę po zesłaniu Ducha Św. czytano lekcję Ef 5, 15-21 i ewangelię jak napisałem powyżej. Po wprowadzeniu NOVusa cały kalendarz wywrócono do góry nogami tworząc chaos przyczynowo-skutkowy. Bardzo dobrze to widać odnośnie święta Chrystusa Króla, które ustalone było na ostatnią niedzielę października i było złączone ideowo z uroczystością Wszystkich Świętych i Dniem Zadusznym.
Proponuję pogrzebać w starym kalendarzu i porównać z nowym i wyciągnąć wnioski
Czytanie w niedzielę 11 października 2026: Ewangelia (Mt 22, 1-14), Przypowieść o zaproszonych na ucztę. https://niezbednik.niedziela.pl/liturgia/2026-10-11
Nie umiem się ustosunkować do sygnalizowanych przez Pana rozbieżności. Nie wiem, jaki miałby być cel takich zmian. Nie jestem liturgistą i przekracza to zarówno moje kompetencje jak i prawo aby mądrzyć się.
Posługuje się pan kalendarzem posoborowym, który powstał w latach 1965-1969 z późniejszymi zmianami. Stary kalendarz był tworzony przez wieki. Miał swój historyczny i teologiczny układ i spójność. Potem moderniści wszystko wymieszali, część wyrzucili a trochę dodali.
Zwykły wiejski proboszcz sprzed stu lat jakby zobaczył dzisiejszy kalendarz to doszedł by do wniosku, że albo to kalendarz jakiejś pseudokatolickiej sekty, albo któregoś z odłamów kacerstwa. Czasem, będąc laikiem warto się zagłębić w tym w co i jak się wierzy, tak by była forma, materia i intencja.
Rozumiem Pana, ale większość mszy mego dorosłego życia upłynęła i nadal upływa wedle novus ordo i nie zawsze mam możliwości uczestnictwa w mszach trydenckich. Problem ten podziela ogromna większość katolików świata. Przy wszelkich racjach obrońców Tradycji, należy jednak mieć wiarę i przekonanie, że także według Mszału rzymskiego z 2008 roku – zatwierdzonego wszak przez Benedykta XVI – dusza człowiecza może wielbić Stwórcę i otrzymywać od Niego łaski.