Joanna Szczepkowska „pieje z zachwytu” i nazywa renegatów spod Trybunału Konstytucyjnego „bohaterami naszych czasów”. https://dorzeczy.pl/opinie/965094/szczepkowska-zachwycona-przejeciem-trybunalu-konstytucyjnego.html
Aby lepiej zrozumieć ten bezmózgi szał gasnącej gwiazdy, warto przyjrzeć się niektórym szczegółom biografii tej obecnie, z własnego wyboru, tytułowej bohaterki piosenki Osieckiej ”A wariatka tańczy” (patrz w zakończeniu).
Aktoreczka ta, pieszczona była od zarania swej mini-kariery przez salon warszawski głównie z powodu tatusia – znanego aktora Andrzeja Szczepkowskiego, ale też mamusi: Romy Parandowskiej, dysponującej wybitnie prawidłowym pochodzeniem żydowsko-ukraińskim. Mamusia pochodziła po kądzieli z ortodoksyjnej rodziny żydowskiej Heizlów z Galicji a jej ojciec (dziadek Joanny Szczepkowskiej) to przyszły znany pisarz, Jan Parandowski. Ten z kolei był dzieckiem księdza greckokatolickiego Iwana Bartoszewskiego, który swego nieślubnego potomka oddał do przytułku, tam mu nadano inne nazwisko https://encyklopediateatru.pl/artykuly/182420/tajemnice-rodzinnego-archiwum
Czy z takiej mętnej wody, skażonej różnymi truciznami, mogła narodzić się szczera Polka i patriotka? Jednak Joanna Szczepkowska z talentem odgrywała przed narodem polskim tę komedię, co najmniej od czasu stanu wojennego, kiedy to gorliwie uczestniczyła w mszach za Ojczyznę u ks. Niewęgłowskiego na Przyrynku, czytając czasem lekcję z ołtarza i z czcią ogłaszając wszem i wobec, że to ”Wałęsa obalił komunizm” . Kulminacją jej szału patriotycznego były wygłoszone przez nią dziejowe słowa – którym przecież na wzór dawnych zwycięstw Rzeczpospolitej winno towarzyszyć bicie dzwonu na Wawelu i wszystkich dzwonów w Polsce, a nie popiskiwanie jakiejś kudłatej panienki na wizji Dziennika Telewizyjnego:
„Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm” – tak brzmiał komunikat obwieszczony w szklanym okienku po Pszczółce Mai, ustami drugorzędnej aktoreczki. Od początku więc było to zaprojektowane jako zgryw i różne tam gry towarzyskie, a nie jakaś poważna „walka o byt narodowy”. Toteż zaraz potem jej narodowe amory osłabły, ustępując miejsca bardziej substancjalnym, gdy jej partnerem został na parę lat Adam Michnik. Od tamtego czasu, i w miarę zanikającej kariery, stawała się coraz gorliwszą egerią „salonu warszawskiego” z okolic Czerskiej i niestety jego twarzą – coraz bardziej odpychającą, jak u wielu dawnych apostołek warszawskiej jidokomuny i pasieki post-solidarnościowej… Nie powiem, że mózgiem, bo mózgu tam już nie ma.
A tak śpiewała w 1976 r. – jeszcze nie wiedząc, że to będzie o Joasi – Maryla Rodowicz w Kabareciku Lipińskiej
Wódka już jeży włos
Ej do bab, ej do kos
Kto powiedział, że wystarczy
Jeden już nie chce żyć
Na ostatek prosi pić
A wariatka jeszcze tańczy
Taką to by na stos
Na co jej durny los
Dajcie chłopcy ten kagańczyk
Warkocz jej płonie już
Dookoła złoty kurz
I wariatka jeszcze tańczy
Szalona wiruje chusta
Szalone wirują usta
Odkaczałka, wariatka, ech
Nie patrzy do lustra
Czerwona na niej sukienka
Czerwona w sercu udręka
Odkaczałka, wariatka, ech…

Stan umysłowy i duchowy charakterystyczny dla nastoletnich lewaczek, feministek, to stan po części wrodzony i nie przezwyciężony – utrwalony w towarzystwie zwykłych meneli spod budki z Gazetą Wyborczą z lat 90-tych ubiegłego wieku.
Bardzo dobry,ciekawy wpis.
Lapidarny, jednoznaczny.
Dziękuję też za prześledzenie drzewa ginekologicznego tej osoby.
Mnie by się nie chciało.
Z plusów…już jej bliżej niż dalej.
Tak jak Jędzy-Jandzie.
Ja póki co jestem cały pogrążony w żalu po odejściu tak nagłym Andrzeja Olechowskiego (był taki…też niezastąpiony).
Ach strach,strach,strach rany boskie…rany boskie…(Ballada z trupem…Jeremi Przybora).
cała otucha, że ich ubywa (- zgoła niechrzęścijańska, niestety, choć nikomu przecież źle nie życzę). Choć i ta “otucha” – skażona smutkiem. Bo kto przybywa w zamian? Jeszcze gorsi, ich wychów: cała ta antifa, tęczowa swołocz i legiony innych z tego miotu. Kosmate nie próżnują i produkują, produkują…