100-lecie zamachu majowego czyli jak jido-masoneria przejęła Polskę

Warto wysłuchać tego wykładu Piotra Błaszkowskiego. Podaje on liczne bardzo ciekawe fakty, o których polska opinia publiczna wie niewiele lub nic.  Decyzję o zamachu majowym dokonanym krwawo rękami sitwy legionowej Piłsudskiego w dniach 12-14 maja 1926 r.,  poprzedziły  rozmowy, jakie prowadził on parę dni wcześniej z najbardziej wpływowym masonem w II RP, Andrzejem Strugiem.

Sytuację uznano za naglącą dla ukrócenia postępu  nowoczesnej  demokratyzacji Polski a także rosnących wpływów antymasońsko-antyjewrejskiej myśli narodowej oraz postaw intelektualnych i duchowych szerzonych przez Romana Dmowskiego i jego zwolenników. A było się  kogo bać, bo ten bywały w świecie i znający biegle kilka języków, wykształcony i oczytany patriota górował o parę wysokości nad chamowatym, niedouczonym pyszałkiem Piłsudskim, uważającym siebie za wybrańca bogów, bo tak mu wywróżyła Cyganka i do tego nie za Polaka, a za Litwina. Jednak sam Dmowski stronił od walki o władzę polityczną dla siebie, motywując to – w zacytowanym w poniższym filmie liście prywatnym, zamieszczonym w wydanych w USA przez wyd. Gryf źródłach – że świadom gigantycznych wpływów jidostwa w Polsce i na świecie a także jakim jest najbardziej przez nich znienawidzonym politykiem polskim, w razie objęcia najwyższych stanowisk, pewnie długo by się nimi nie cieszył. Wolał zatem stawiać na przebudowę duchową Polaków przez swe rozliczne publikacje – do dziś budzące zachwyt precyzyjną myślą polityczną, filozoficzną i  olbrzymią wiedzą historyczną – i mające dopomóc w stworzeniu silnych, nowoczesnych i dynamicznych elit politycznych, wolnych od pęt masońskich i nakierowanych na polski interes narodowy.

Nie ma dowodów na to, że Piłsudski był członkiem którejś z lóż polskich, choć było nimi wielu polityków z jego najbliższego otoczenia (Miedziński, Prystor, Koc, Bartel, Sławek,  Zaleski, żeby wymienić tylko paru). Sprzyjał on jednak wstępowaniu do lóż swych kamratów legionowych, którzy utworzyli w Polsce międzywojennej aż dwie wielce wpływowe loże wojskowe: Walerian Łukasiński i Mochnacki.  Jędrzej Giertych w swych londyńskich opracowaniach wysnuwa tezę, mogącą wyjaśnić  ów zdumiewający brak nazwiska Piłsudskiego w archiwach polskich lóż. (Przypomnijmy, że takie związki mieli co najmniej dwaj jego bracia, Bronisław – antropolog i okultysta oraz Jan, wybitny mason II Rzeczpospolitej). Otóż Józef miał być  zainicjowany jeszcze w latach przed 1 Wojną Światową w Wielkiej Brytanii , gdzie dotarł do wysokiego stopnia lożowego “rycerza kadosza” i nie było wskazane, aby tak wysoko usytuowany europejski mason bratał się w jakichś w lożach lokalnych ze swymi podwładnymi. Brzmi to przekonywająco.

Jidowsko-masoński zamach na ustrój parlamentarno-demokratyczny w Polsce kosztował życie 379 osób: 215 żołnierzy i 164 osób  cywilnych według rachunków zapewne zaniżonych, bo świadkowie naoczni tamtych zdarzeń zgodnie oceniają to jako “masakrę ludności cywilnej”.  Obalono rząd Wincentego Witosa i zmuszono do dymisji prezydenta Stanisława Wojciechowskiego.  Zaczęto od natychmiastowego obsadzenia strategicznych przyczółków władzy “swoimi ludźmi”, wprowadzenia cenzury a także uwięzień i skrytobójstw przeciwników politycznych (najgłośniejszy przypadek – gen. Zagórski), wyrzucania z posad osób wpływowych intelektualnie i ich prześladowania, także przez napaści bojówek na ich mieszkania (głośne skatowanie wileńskiego profesora Stanisława Cywińskiego i jego proces o “obrazę narodu polskiego” w osobie Marszałka). Miało tak trwać aż do napaści Niemiec i Sowietów na Polskę w 1939 r. i solidarnej ucieczki z kraju całej tej piłsudczykowskiej hałastry zaraz na początku działań wojennych, wraz z wodzem naczelnym armii. Krótko po przewrocie – zaznaczmy – wybrano też hymn Polski w postaci piosneczki żołnierskiej “Jeszcze Polska”, byle ubiec  możliwość upodobania sobie przez Polaków “Boże coś Polskę”, “Roty” Marii Konopnickiej lub, nie daj Boże, “Bogurodzicy”. A w godle Polski królewskiego orła z zamkniętą koroną suwerena wymieniono na rozcapierzoną kurę w otwartej koronie, ze skrzydłami przybitymi do podłoża masońskimi gwoździami o pięciu rogach.

I tak Piłsudski zakończył polityczny byt Polski niepodległej. Potem, niestety  – po jeszcze paru latach nadziei, dzięki niebywałemu zrywowi intelektualnemu i technologicznemu nowego pokolenia Polaków (pokolenia – dodajmy – które wkrótce prawie w całości legło pod ruinami Warszawy i innych miast Polski, ugrzęzło w obozach i zesłaniach, gdzie tylko część przeżyła lub zmarniało na emigracji, gdy  ktoś miał szczęście uciec w porę)  –  miało już być tylko gorzej.

Chyba już nadszedł czas najwyższy dla bardziej światłej część obywateli polin czy peerel bis, rządzonego dziś przez obcą agenturę lub przez kompletnych matołów albo zramolałych durniów, pogrobowców piłsudczyzny, by ten najbardziej szkodliwy mit odzyskanej w 1918 r. Niepodległej Polski w końcu rozliczyć wedle należnej mu miary i podjąć próby odwrócenia jego fatalnych skutków w historii.

 

O autorze: pokutujący łotr