Profesor Witold Modzelewski w oknie Overtona

Aktualnie największym zagrożeniem dla „Wolnego Świata” kurczącego się pod wpływem totalitarnego Imperium jest wszystko to, co wytwarzają agendy globalistów, w tym m.in. dezinformacja. Zatrzymajmy się przez chwilę… przy… dezinformacji.

Dezinformację wytwarzają przede wszystkim uprawiające propagandę media i zapraszani politrucy, a wzmacniają ją bardzo często tzw. Fact-checkerzy  – teoretycznie weryfikatorzy faktów – w praktyce specjaliści od manipulacji.

Degeneraci albo jak ktoś woli eksperci od Symulakrum stosują prostą metodę opisaną w Orwellowskiej dystopii, nazywając informację – dezinformacją i na odwrót: podając do wierzenia zmyśloną wersję rzeczywistości.

Na froncie walki z informacją

Jeżeli ktoś ma ochotę na inną wersję opisu cenzorskich zapędów zwolenników totalitaryzmu, polecam ironiczny felieton prof. Witolda Modzelewskiego „Na froncie walki z dezinformacją”.

Fragment felietonu

Sprawy walki z dezinformacją trzeba wreszcie uporządkować. Optymalnym rozwiązaniem byłoby ustawowe określenie listy informacji oraz poglądów, które mają status dezinformacji oraz wprowadzenie kary za ich powtarzanie. Lista powinna być ogłaszana każdego dnia do godz. 12.00 i obowiązywać wstecznie. Karze powinni podlegać wszyscy, którzy wcześniej podali zagrożone karą informacje lub głosili karalne poglądy. Nie zawracajmy sobie głowy jakimś tam „działaniem prawo wstecz”: że ten zakaz nie obowiązuje, zdążyliśmy już się przekonać na przykładzie wprowadzenia nowych podatków.

Dam kilka najważniejszych przykładów tego rodzaju dezinformacji, bo przecież nieprawdą jest, że:

  • * na Ukrainie ma miejsce jakakolwiek korupcja,
  • * kupujemy w Polsce najdroższą energię w tym stuleciu,
  • * mamy największe zadłużenie w historii,
  • * prezydent Zełenski ma pełne poparcie Waszyngtonu.

Nikt nie powinien bezkarnie tego powtarzać.

Już nie będę dalej dworować sobie z oficjalnej propagandy: gdzieś się pogubiliśmy – jest źle, gdy debata publiczna przypomina groteskę. Cenzura, którą nazywa się „walką z dezinformacją”, nie zmieni rzeczywistości, która jest widziana gołym okiem. Najgorzej, że zwalczane poglądy i informacje dowodzą fiaska dotychczasowej polityki, a ich zagłuszanie ma ukryć naszą porażkę, do której nie chcemy się przyznać. Pełne podporządkowanie się polityce amerykańskiej nie brało pod uwagę oczywistej tezy, że politycy amerykańscy nie są nawiedzonymi rusofobami. Powiem więcej, pomylono antykomunizm z pogardą dla Rosji, a przecież „komunistyczny” Związek Radziecki rozwiązał się sam w 1991 roku wbrew radom ówczesnego prezydenta USA. A współczesna Ameryka może potrzebować Rosji w wielkich rozgrywkach z antyamerykańskim Globalnym Południem. Nie można być dziś (i jutro) jednocześnie rusofobem i wielbicielem „światowego przywództwa”.

Zamiast zwalczać dezinformację, czyli również cenzurować wypowiedzi Donalda Trumpa, lepiej zacząć pilnie wycofywać się z własnych błędów. Rosyjska ropa jest naprawdę tańsza.

prof. Witold Modzelewski/link/

 

O autorze: CzarnaLimuzyna

Wpisy poważne i satyryczne