Ukrainiec w Polsce – co nam to przypomina?

Napisałam 18 maja.

Opinii publicznej znowu się objawił ukraiński działacz Igor Krawetz (poprzednio posługujący się nazwiskiem Isajew). Krawetz od wielu lat mieszka w Polsce i z zapałem, uparcie  trudni się śledzeniem domniemanego powszechnego rasizmu i ksenofobii wśród Polaków. Współdziała z równie zdeterminowanym w tej „misji” Ośrodkiem Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych (OMZRiK). Właśnie ogłosili „sukces” w postaci uzyskania wyroku skazującego, wydanego przez Sąd Rejonowy w Białymstoku, wobec  Krzysztofa Tołwińskiego, wiceministra skarbu w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.

Skąd my go znamy?

Zanim napiszę bliżej o tym wyroku, kilka słów przypomnienia o tym, kim jest Krawetz. Od 2013 roku prowadził portal przeznaczony dla Ukraińców (dofinansowywany przez MSWiA), na którym szyderczo pisał o Polsce i Polakach. M.in., że Polacy kreują ofiary rzezi na Wołyniu na męczenników, a polskie postulaty dotyczące ich upamiętnienia są przejawem ukrainofobii. Stracił dotację, co interpretował jako karę za postawę obywatelską. W 2018 roku blokował warszawski marsz ku czci Żołnierzy Wyklętych. Nazywał go demonstracją faszystów. Twierdził, że państwo i naród polski są współodpowiedzialne za zbrodnie III Rzeszy Niemieckiej, bo do dzisiaj – jego zdaniem – hołubią naśladowców ideologii faszystowskiej. Uczestniczył w marszu LGBT w Białymstoku. Kontrmanifestację ocenił jako niebezpieczną – bardziej niż ukraińskich nacjonalistów z Azowa czy Prawego Sektora. Wzywał do odnowienia pomników UPA w Polsce. W „publicystyce” używał prowokacyjnych sformułowań, np. „spod znaku Polski śmierdzącej”, „Polsko ty hóju”, „napluj na grób kremlowskiej prostytutki Isakowicza-Zaleskiego”, „szczęść worze”, etc. Dzięki środkom z UE zrealizował film, w którym zachęcał do walki z mową nienawiści, co było czystą hipokryzją wobec faktu, iż takim językiem sam się posługiwał. Twierdził, że polskie instytucje ignorują problem przestępstw z nienawiści, wobec tego „masowo zgłasza je do prokuratury”. Oskarża głównie osoby ze środowisk kresowych i patriotycznych. Podaje, że wiele takich procesów wygrywa.

W 2024 r.  jego ofiarą stała się wybitna badaczka ludobójstwa na Kresach dr Lucyna Kulińska. Krawetz wniósł wobec niej prywatny akt oskarżenia zarzucając jej, że go zniesławiła. Kulińska sprzeciwiała się szkalowaniu Polski i Polaków przez aktywistę, więc Krawetz proces przegrał. Podczas rozprawy oskarżoną historyk wspomagał adwokat sfinansowany przez Fundację “W Imię Prawdy” i towarzyszyło jej w charakterze publiczności wielu obserwatorów oburzonych bezpodstawnym atakiem na uczoną. Krawetz nie zgodził się na jawne postępowanie, więc na sali były tylko 2 osoby zaufania, pozostali przebywali na korytarzu. Zostali nazwani przez niego ukrainofobami. Krawetz mimo braku jawności komentował proces w internecie i nie zaniechał kolejnych napaści personalnych. Twierdził, że dr Kulińska „jest badaczką dość chyba wątpliwej jakości”, „rozkochaną w manipulacjach na temat Ukrainy”, „mającą fizyczne kompleksy na temat Ukraińców” (sic!) i „na AGH w Krakowie wykładającą geopolitykę”-  zdaniem Krawetza – „naukę przesiąkniętą putinowskim jadem”. Apelował nawet do ukraińskich studentów, aby zgłaszali się do niego i informowali o tym, jak wyglądają wykłady dr Kulińskiej. Nagonka przyniosła ten efekt, że na ogłoszenie wyroku przybyła grupa młodych Ukraińców, niektórych owiniętych w ukraińskie flagi. Opuszczali salę sądową wyraźnie rozczarowani, że Krawetz przegrał.

Przed wyrokiem Tołwińskiego

Modus operandi Krawetza nie zmieniło się. Nadal oskarża on Polaków o przestępstwa z nienawiści. Na celowniku znalazł się też Krzysztof Tołwiński – polski polityk, samorządowiec i rolnik, w latach 2002-2006 wicemarszałek województwa podlaskiego z ramienia PSL, w 2007 r.  podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa, a w latach 2010–2011 poseł na Sejm VI kadencji (Klub PiS). Obecnie działacz partii „Front”, sympatyzującej z Białorusią.

Tołwiński został oskarżony o nienawiść wobec Ukraińców. Prokuratura w Sokółce nie chciała prowadzić tego postępowania. Dwukrotnie umorzyła śledztwo nie dopatrując się znamion przestępstwa w wypowiedziach polityka. W związku z tym Igor Krawetz współdziałając z OMZRiK, który finansował adwokatów, wniósł do Sądu w Białymstoku subsydiarny akt oskarżenia. Sędzia Marek Rymarski 23 kwietnia br. uznał Krzysztofa Tołwińskiego winnym publicznego nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym i znieważania Ukraińców i skazał go na 5 miesięcy ograniczenia wolności oraz obowiązek wykonywania 30 godzin prac społecznych miesięcznie. Orzeczenie jest nieprawomocne.

Nie znam jeszcze treści aktu oskarżenia ani uzasadnienia wyroku, nie wiem czy K. Tołwiński w jakikolwiek sposób przekroczył ramy dopuszczalnej krytyki, czy jest wrogi Ukraińcom i czy miał zamiar nawoływać do nienawiści, ale przejrzałam wpisy Krawetza na jego stronie na FB, którą prowadzi jako „Ukrainiec w Polsce” i uważam, że są one celowo prowokacyjne. Pisał on 15 kwietnia: „POLSKA ZAPOMNIAŁA O WDZIĘCZNOŚCI UKRAIŃCOM. Poza nielicznymi — nie wiem, czy już można ich nazywać „sprawiedliwymi“ — w Polsce coraz wyraźniej narasta podła potrzeba, by Ukrainie, która  osłania Polskę własną krwią, po prostu z pogardą dokopać. (…)”. Zapis z 3 kwietnia: „W komentarzach pod historią potrzebującej Ukrainki – kobiety po udarze, dodatkowo zepchniętej w nędzę po zmianie prawa i krytykowaniu NGO – widać, jak wielu ludzi w Polsce już chyba „przygotowało się” do Wielkanocy: na pewno wyspowiadanych, uduchowionych, pełnych deklaracji o miłosierdziu, empatii i wybaczeniu. Gorzej, gdy przychodzi moment próby i trzeba okazać zwykłe człowieczeństwo wobec słabszego, obcego, potrzebującego. Bo największym problemem nie jest dziś samo istnienie czy tolerancja wobec człowieka z Ukrainy, lecz wciąż żywa potrzeba ustawiania się ponad nim – poniżenia go, odarcia z godności, żeby samemu poczuć się kimś lepszym. A przecież dopiero porzucenie tej potrzeby wyższości byłoby prawdziwym znakiem dojrzałości”.

Takie konfrontacyjne komentarze na tej stronie to standard.

Po wyroku

Krawetz skomentował: „To zajęło sporo czasu, ale było tego warte (…). Ta sprawa jest dla mnie ważna, bo do tego rozstrzygnięcia doprowadziły także moje starania. W przeciwieństwie do polskiego sądu, który nie miał wątpliwości co do kwalifikacji czynów sprawcy, Prokuratura Rejonowa w Sokółce nie chciała wszcząć postępowania z urzędu po zawiadomieniu. Dlatego musiałem, jako Ukrainiec, złożyć subsydiarny akt oskarżenia, opisując jego szczucie na Ukraińców. Musiałem zastąpić w sądzie prokuratora i państwo polskie (…). T. zachowywał się w sądzie demagogicznie (…) Towarzyszyła mu trzódka, w której tak samo były skazane osoby (…). Słuchanie tej demagogii i wycia ksenofobów było trudne. Dlatego nie może tak być, że ja zastępuję państwo polskie tam, gdzie ono ma obowiązek ścigania takich osobników (…)”.

Niesamowite, człowiek pogardzający Polakami zajął pozycję w awangardzie “walki z mową nienawiści”.

 

O autorze: Rebeliantka

Bona diagnosis, bona curatio. Bez Boga ani do proga. Zna się na zarządzaniu. Konserwatystka. W wieku średnim, ale bez oznak kryzysu. Nie znosi polityków mamiących ludzi obietnicami bez pokrycia (fumum vendere – dosł.: sprzedających dym).