Synod a sakramenty

Przeczytałem dokument końcowy Europejskiego Zgromadzenia Kontynentalnego, który jest podsumowaniem procesu synodalnego na poziomie europejskim. Uderzyło mnie, jak mało mówi się w nim o sakramentach. Słowo „sakrament” pojawia się cztery razy. Dla porównania: skrót LGBTQIA+ pojawia się trzy razy, a słowo „homoseksualiści” raz – czyli razem tyle samo, co „sakrament”. Przy czym „sakrament” pojawia się raz w kontekście „dostępu kobiet do sakramentu święceń”, a raz w zdaniu, że „na podstawie sakramentu chrztu, jako członkinie Ludu Bożego o równej godności, muszą one [kobiety] zajmować należne im miejsce w realizacji misji i działalności Kościoła”. Słowo „Msza” nie pojawia się w dokumencie ani razu, a Eucharystia występuje dwa razy. W jednym przypadku chodzi o to, że w sprawowaniu Eucharystii brakuje radości, a w drugim, że trzeba „synodalnie na nowo zrozumieć Eucharystię jako źródło komunii”. No cóż! W sprawie Eucharystii, zanim wymyśli się coś „na nowo”, radziłbym powrót do istniejących już tekstów, w tym np. adhortacji apostolskiej „Sacramentum Caritatis” Benedykta XVI.

Dziwi ten brak głębszych odniesień do sakramentów w refleksji synodalnej. A przecież to właśnie sakramenty wytyczają rytm praktykowania katolickiej wiary we wspólnocie. Najpierw mamy włączenie do Kościoła poprzez chrzest, wybór chrzestnego i chrzestnej, uroczystość w kościele, a potem uroczysty obiad, często z wieloma gośćmi. Potem przygotowanie dziecka do Pierwszej Komunii Świętej, połączone z wprowadzeniem w praktykę sakramentu pokuty. A po uroczystościach w kościele jeszcze większy niż w przypadku chrzcin obiad w gronie rodziny i przyjaciół. Nastolatkom oferowany jest sakrament bierzmowania. Potem wciąż istotnym dla wielu punktem odniesienia jest zawarcie ślubu kościelnego i związane z nim wesele. Także święcenia kapłańskie są ważnym momentem przeżywania wiary we wspólnocie na poziomie diecezji, parafii, rodziny. Życie wierzących i praktykujących katolików mija w rytm niedzielnych i świątecznych Eucharystii, które są głównym elementem katolickiej formacji dorosłych.

Oczywiście, sprawowanie sakramentów, ich przeżywanie przez wiernych nasuwa wiele pytań, problemów, ale skoro tak, to tym bardziej można by oczekiwać, że w synodalnej refleksji nad Kościołem będą one dużo bardziej obecne, niż to w rzeczywistości ma miejsce. W ogóle od pewnego już czasu można zaobserwować wewnątrz Kościoła jakąś modę na umniejszanie wagi życia sakramentalnego. W czasie covidowych lockdownów, kiedy kościoły były zamknięte albo w liturgii mogło uczestniczyć niewiele osób, dało się słyszeć głosy niektórych włoskich teologów, że to szansa, by odejść od „sakramentalizmu”, czyli zbytniego skoncentrowania życia katolickich wspólnot na sakramentach, w tym szczególnie na Eucharystii. Pogląd absurdalny, tym bardziej jeśli weźmiemy statystyki dotyczące uczestnictwa we Mszy włoskich katolików.

Można odnieść wrażenie, że synodalne gremia podejmują kwestię sakramentów nie tyle w perspektywie wiary katolickiej, ile raczej w odniesieniu do liberalno-lewicowych haseł o inkluzywności, czyli by „nikogo nie wykluczać”. Hasła dość obłudne, bo wykorzystywane, by przepychać ideologie, a nie by pochylać się nad tymi, którzy rzeczywiście są wykluczeni. Od początku dla uczniów Chrystusa było jasne, że Ewangelia jest dla wszystkich i trzeba ją głosić wszystkim narodom aż po krańce ziemi. Ale dopuszczanie do sakramentów wymagało nawrócenia, wyznania wiary, określonej postawy. Tymczasem dzisiaj ideolodzy pseudokatolickiego „niewykluczania” wydają się zatroskani, by dawać sakramenty właściwie wszystkim, szczególnie rozwiedzionym żyjącym w nowych związkach i homoseksualistom. Kiedy wypowiedziałem się w internecie krytycznie na temat błogosławienia w kościołach w Niemczech par homoseksualnych, bo przecież błogosławieństwo kapłana jest czymś więcej niż jakimś dobrym życzeniem, to pewien internauta zareagował: „A czym innym jest księdza błogosławieństwo? Takimi samymi słowami, jak inne życzenia dla wujka czy cioci, jak to ksiądz napisał. Są słowami takiego samego człowieka jak pogardzany przez Kościół homoseksualista”. Poplątanie z pomieszaniem, które niestety szerzy się dziś w Kościele. Czy biskupi, którzy zbiorą się na synodzie w Rzymie, przeciwstawią się takim tendencjom i przypomną katolicką naukę o sakramentach?

Dariusz Kowalczyk SJ

Idziemy nr 21/2023

O autorze: Redakcja