Bolesny powrót do rzeczywistości

A już byliśmy bliscy ponownego zachłyśnięcia się własną doskonałością – za sprawą pana red. Terlikowskiego, który pełni obowiązki swego rodzaju pełnomocnika Judenratu na odcinku katolickim. Pan red. Terlikowski surowo przykazał biskupom, by stanowczo pohamowali wszelkie odruchy przeciw Ukraińcom po zaszlachtowaniu przez młodego Ukraińca jednego księdza w jarosławskim opactwie, i poranieniu kilku innych. Byliśmy bliscy ponownego zachłyśnięcia się własną doskonałością – bo już raz się nią zachłysnęliśmy, przyjmując co najmniej milion, a tak naprawdę – nie wiadomo ilu Ukraińców i fundując sobie w ten sposób konflikt na tle narodowościowym. Nawiasem mówiąc, ostatnio falę uchodźczą zapowiedziało jedno z mocarstw bałtyckich, mianowicie Litwa, która przewiduje, że w razie czego co najmniej milion obywateli Litwy znajdzie schronienie w i tak już przecież wystarczająco nieszczęśliwym naszym kraju,

Na szczęście odezwał się ks., prof. Andrzej Kobyliński, wylewając kubeł zimnej wody na głowy rozgrzane przez pana red. Terlikowskiego – aż zasyczało. Ks. profesor zwrócił uwagę, że przebaczenie, które po zabójstwie w Jarosławiu nakazał Judenrat, owszem – może nastąpić – ale po wymierzeniu sprawiedliwości.

Dzisiaj w Unii Europejskiej, kara śmierci jest zakazana, co sprawia rozmaite niespodzianki, m.in. w postaci konieczności rozbudowy obozu koncentracyjnego w Gostyninie, gdzie niezawisłe sądy będą bezterminowo wtrącać „osoby stwarzające zagrożenie” – ale kiedy jeszcze kara główna była wykonywana, oprócz skazańca uczestniczyły w niej jeszcze dwie osoby: kat i duchowny. Kat reprezentował porządek sprawiedliwości, podczas gdy duchowny – porządek miłosierdzia. Porządek sprawiedliwości domagał się wykonania wyroku, podczas gdy porządek miłosierdzia przekonywał wszystkich, że skazaniec nadal ma szansę na zbawienie, że nie jest do końca potępiony. Obydwa te porządku znakomicie się uzupełniały, bo gdyby istniał tylko porządek sprawiedliwości, to zdegenerowałby się on w okrucieństwo. Gdyby natomiast istniał tylko porządek miłosierdzia, to zdegenerowałby się on w pobłażliwość. Dopiero współistnienie obydwu porządków przywraca właściwe proporcje.

A skoro już jesteśmy przy karze głównej, to warto zwrócić uwagę na pojawiające się od niedawna zresztą opinie w kręgach Kościoła katolickiego, jakoby kara śmierci była niezgodna z religią katolicką. Już nie chodzi nawet o to, że przez dwa tysiąclecia była zgodna i dopiero niedawno jakiś przenikliwiec spenetrował prawdę, że jest inaczej – tylko o to, jak jest naprawdę. Odwołajmy się tedy do ewangelicznego opisu egzekucji Pana Jezusa, z którym ukrzyżowani byli też dwaj łotrowie; jeden zły, drugi dobry. Ten dobry próbował mitygować tego złego, perswadując mu, że „my sprawiedliwą karę cierpimy”, podczas gdy Pan Jezus niczego złego nie zrobił. Jak pamiętamy, na koniec zwrócił się do Syna Bożego, by „wspomniał” na niego, kiedy już będzie w Raju. I co zrobił wtedy Pan Jezus? Natychmiast tego łotra kanonizował: „jeszcze dziś będziesz ze Mną w Raju”. Jest to może nie jedyna kanonizacja, która nie budzi żadnych wątpliwości – ale jedyna, nazwijmy to – „autorska”.

No dobrze – ale dlaczego właściwie Kościół kanonizuje niektóre osoby? Czyni to dlatego, że osoby te praktykowały cnoty chrześcijańskie w stopniu heroicznym. To idealnie pasuje do „dobrego łotra”. Zauważył on, że „my sprawiedliwą karę cierpimy”, co stanowiło dowód przywiązania do sprawiedliwości, która jest cnotą chrześcijańską, w stopniu heroicznym – bo w warunkach własnej egzekucji. No dobrze – ale z tego wynikają konsekwencje. Skoro Pan Jezus tego łotra kanonizował, to przecież nie za poświadczenie nieprawdy. Skoro tak, to znaczy, że kara śmierci jest sprawiedliwa – bo przecież ów dobry łotr to właśnie mówił. Czyż nie powinniśmy z tego wyciągnąć wniosków?

Taki wniosek wyciągnął właśnie ks. prof. Andrzej Kobyliński – bo rzeczywiście – druga prawda wiary głosi, że „Pan Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze”. Najwyraźniej nie jest wcale sędzią pobłażliwym, do czego chciałby przekonać nas w imieniu Judenratu pan red. Terlikowski i grono przewielebnych duchownych, powtarzających za nim politycznie poprawne banialuki. Jak bowiem wynika z okoliczności sprawy jarosławskiej, zabójca najwyraźniej postanowił świrować i czyni to sprawnie, bo tamtejsi psychiatrzy wprawdzie nie zdiagnozowali u niego sławnej „schizofrenii bezobjawowej”, tylko jakieś ciężkie „psychozy”. Zresztą słychać, że będzie powołana nowa ekipa psychiatrów. Co ona zdiagnozuje – tego jeszcze nie wiemy – ale nie możemy wykluczyć, że diagnoza będzie zależała od chwiejnej równowagi stosunków polsko-ukraińskich – bo w politycznej poprawności polityka dominuje. Jeśli padnie rozkaz, że „przebaczamy”, to ów Ukrainiec zostanie uznany za pacjenta, żeby tam nie wiem co. Jeśli jednak padłby inny rozkaz, to zostanie uznany za wzorzec normalności, niczym wzorzec metra w Sevres pod Paryżem.

A w ogóle, to warto przypomnieć pozostałe prawdy wiary katolickiej, bo polityczna poprawność zaczyna wprowadzać tu jakieś zamieszanie. Więc po kolei: pierwsza prawda wiary – że jest jeden Bóg. Druga, już cytowana, że „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze”. Trzecia – ze są trzy Osoby Boskie: bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Czwarta – że Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia. Piąta – że dusza ludzka nie umiera, bo jest nieśmiertelna – i szósta – że Łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna.

Co nas uderza w tym wyliczeniu prawd wiary? Ano to, że nie ma tam ani słowa o Żydach, czy Ukraińcach. Tymczasem z niektórych deklaracji można by wyciągnąć wniosek, że Żydowie lub Ukraińcy są jakiś kamieniem węgielnym religii katolickiej – do czego próbuje przekonywać nas Judenrat wspierany przez pana red. Terlikowskiego. Jak to dobrze, że zabrał w tej sprawie głos przewielebny ks. prof. Andrzej Kobyliński, który w tym zamęcie przywrócił poczucie rzeczywistości.

Stanisław Michalkiewicz

__________________________
michalkiewicz.pl/dakowski.pl

O autorze: Redakcja