Doskonała zwięzła analiza sytuacji na froncie i na zapleczu wojny usraelsko-irańskiej przeciw Iranowi. Pułkownik Douglas MacGregor, jak zawsze z precyzją i chłodem zawodowego żołnierza, przeprowadza wiwisekcję nieudolności, głupoty, próżności i pozoranctwa “elit Epsteina” rządzących dziś USA, wespół z ich zbójeckimi szefami w Tel Aviwie. Ta szajka, po totalnej kompromitacji czterodniowego blitzkriegu wymyślonego przez tych bywalców Wyspy Rozkoszy, nie ma dziś żadnego racjonalnego planu jak ciągnąć tę krwawą awanturę inaczej, niż pchając narody w III Wojnę Światową, wobec odważnej i bezwzględnej reakcji świetnie uzbrojonego Iranu. Nie mają oni innego pomysłu, jak tylko bombardować, bombardować, choćby celem były już tylko ewakuowane wcześniej w głąb Iranu opustoszałe fabryki i osiedla i choćby miliardy dolarów codziennie wyrzucane w błoto na te nieistotne cele, nie rujnowały przede wszystkim amerykańskiej gospodarki.
Taka obłąkana polityka prowadzi naczelną do niedawna gospodarkę świata do bankructwa i izolacji od głównych dzisiaj graczy, Chin i Rosji. Zwłaszcza, wobec ewidentnych głupot wygłaszanych do tego prawie co dzień przez “głównego w Białym Domu” (tak się teraz mówi na Trumpa, jego nazwisko już nie przechodzi dziennikarzom przez gardło) i “wojennych sukcesów” amerykańsko-izraelskiego gangu podżegaczy, otrąbianych prze kamerami z zapalczywością godną podpitego teścia na weselu, przez szefa obrony USA i amatora mocnych trunków, Petera Hegsetha.
Całość przypomina coraz bardziej słynne zdanie kończące poemat T.S. Eliota “Wydrążeni ludzie”: I tak się właśnie kończy świat, nie hukiem ale skomleniem.

Ciekawe po co leci w tych okolicznościach prezydent Nawrocki do USA.
https://www.prezydent.pl/kancelaria/aktywnosc-ministrow/min-przydacz-w-piatek-prezydent-udaje-sie-do-usa,117288
Prezydent leci do USA „na zaproszenie organizacji CPAC (Conservative Political Action Conference), na konferencję amerykańskich Republikanów, konserwatystów, jako gość specjalny”. – Pan Prezydent nie tylko został zaproszony do udziału w konferencji, ale też do wygłoszenia przemówienia – przekazał minister Przydacz.
Według Marcina Przydacza w swoim wystąpieniu Prezydent Nawrocki będzie mówił o stanie relacji polsko–amerykańskich, a także o historii tych relacji w roku 250. rocznicy uchwalenia deklaracji niepodległości Stanów Zjednoczonych. Będzie, jak zaznaczył minister, „przypominał o wspólnych polsko–amerykańskich bohaterach, ale też o wartościach, które nas łączą”.
Ciekawe, co konkretnie powie Nawrocki w USA.
Niech tylko nie pominie roli płk Edwarda Mandell-House’a, chociaz nie ma hwarancji ze o niej w ogóle słyszał.
http://stanislaw-orda.szkolanawigatorow.pl/dom-mendelow-i-dom-rothschildow
http://stanislaw-orda.szkolanawigatorow.pl/testament-szarej-eminencji
Bedzie chlapał, przeplatając to uśmiechami, zgrane kawałki które mu napisali jego rozgarnięci jak mało kto doradcy. O odwiecznej przyjaźni polsko -amerykańskiej, przywołując ma się rozumieć Pułaskiego i Kościuszkę, i o wielkim narodzie amerykańskim, obrońcy demokracji (przeciw Putinowi, ma się rozumieć). O spalonych w szkole na początku tej wojny przez 5 amerykańskich rakiet prawie 2 setkach dziewczynek irańskich czy zamordowaniu bez wypowiedzenia wojny głowy państwa irańskiego, oczywiście ani słowa. Nie spodziewam też w tej mowie niczego choćby w ćwierci na miarę dzisiejszych wybitnych intelektualnie i bezlitosnych dla realiów komentatorów amerykańskich, jak prof. John Mearsheimer, Scott Ritter, Douglas
MacGregor czy irański profesor Muhammad Morandi. Zresztą, mierna znajomość angielskiego u Pana Prezydenta raczej wyklucza możność słuchania ich komentarzy po angielsku, musi opierać się na swych doradcach w rodzaju “światowca” Przydacza z pisu.
Brak rzetelnej i opartej o światowe źródła wiedzy – na tym polega główne nieszczęście naszej polityki, zwłaszcza zagranicznej. Potem taki paplający po oksfordzku półinteligent z Bydgoszczy może sobie brylować wśród tych chłopków.
Niestety, tak to zapewne będzie wyglądało.
Jeśli do tego dodać nieszczęsny list Episkopatu na dzisiejszą niedzielę, to katolicy w Polsce nie mają wsparcia intelektualnego ani politycznego w najważniejszych instytucjach.
Tu trzeba zazdrościć Amerykanom, gdzie katolicy coraz odważniej mówią: „Nie będziemy podnóżkiem syjonistów”.
No jeszcze trzeba będzie wybrać:
nic zaskakującego, skoro znane było najsilniejsze lobby’s w zapleczu D. Trumpa.