ONZ/WEF/WHO: niewinni. Trump: winny

Wiele wskazuje na to, że robi mnóstwo rzeczy (choć na swój szalony, zwariowany, „trumpowski sposób”), które wpisują się w „paradygmat złośliwca” z lepszego świata – kończy okaleczanie dzieci, próbuje zaprowadzić pokój w Europie i na Bliskim Wschodzie, pobudza wzrost gospodarczy poprzez deregulację, wzmacnia bezpieczeństwo granic i promuje niezależność energetyczną – i kilka innych „oklepanych” rzeczy (jak powiedzieliby jego przeciwnicy).

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

 

ONZ/WEF/WHO: niewinni. Trump: winny

Myślę, że mam dość rozsądku, by wiedzieć, że Trump może nie nie okazać się zbawcą, za jakiego wielu go uważa. Muszę jednak przyznać, że jak dla mnie decyzja jeszcze nie zapadła. Łatwo go wcisnąć w którąkolwiek z ról.

Wiele wskazuje na to, że robi mnóstwo rzeczy (choć na swój szalony, zwariowany, „trumpowski sposób”), które wpisują się w „paradygmat złośliwca” z lepszego świata – kończy okaleczanie dzieci, próbuje zaprowadzić pokój w Europie i na Bliskim Wschodzie, pobudza wzrost gospodarczy poprzez deregulację, wzmacnia bezpieczeństwo granic i promuje niezależność energetyczną – i kilka innych „oklepanych” rzeczy (jak powiedzieliby jego przeciwnicy).

Istnieje również wiele dowodów na to, że jest on po prostu kolejną marionetką Nowego Porządku Świata, wpychającą USA w szpony Armagedonu Nowego Świata poprzez militaryzację policji w Waszyngtonie i zamaskowane ICE w stylu science fiction z ‘Roku 1984’, wyciągające ludzi z pojazdów na ulicach naszych miast i wlokące ich do więzień otoczonych aligatorami i wypełnionych osobnikami w klatkach czekającymi na deportację. Rany… Może być coś bardziej oczywistego?

Ale nie mogę przestać patrzeć na dobre rzeczy, które się dzieją, a potem jestem zmuszony patrzeć na złe rzeczy, a potem z powrotem na dobre. I tak w koło Macieju. Czekam tylko na kolejne „bęc”.

Jestem pewien, że to wielkie żółte zagrożenie jest kozłem ofiarnym. Przypomina mi to stary gag Benny Hilla, w którym Benny potajemnie unosi spódnicę kobiety stojącej w kolejce, a potem odwraca się, gdy ta odwraca się, by zobaczyć jedynie stojącego za nią staruszka, a nie Benny’ego. Zakładając, że to waśnie on bawi się jej spódnicą, uderza go. On zastanawia się, co do diaska, a ona odwraca się z powrotem, a Benny ponownie unosi spódnicę. Oczywiście, odwraca się i uderza staruszka, raz po raz. Jeden z najstarszych gagów wodewilowych w podręcznikach. Trump jest tym staruszkiem, który dostaje policzek, Benny to agenda, a obrażona kobieta reprezentuje leminga, który nienawidzi Trumpa.

Jeśli Trump rzeczywiście jest narzędziem agendy i głębokiego państwa, to to, co właśnie opisałem, byłoby dla niego bardzo skuteczną rolą. Lewica go nienawidzi od samego początku, a jeśli połowa z tego, o co go oskarżają, jest prawdziwa, to istnieją ku temu powody. Chociaż wątpię, czy odsetek prawdziwych oskarżeń stanowi choćby jakiś ułamek, a oskarżenia, które okazują się trafne, w dużej mierze składają się ze śmieci.

Lemingi podzielają teraz nasze obawy, że świat się zawali, ale z zupełnie innych powodów. Oni również boją się nuklearnej zagłady, zniszczenia demokracji i unieważnienia Konstytucji Stanów Zjednoczonych.

Boją się, tak jak my, unicestwienia naszych praw obywatelskich i zniszczenia naszego wygodnego stylu życia. Ale znów, z zupełnie niewłaściwych powodów. Wierzą, że sam Trump tworzy to piekło na ziemi. Może, jak już powiedziałem, jest jego częścią – żołnierzem agendy. Ale nawet jeśli to prawda, to nie cała. Odpowiedzialność nie spoczywa na nim. A lemingi w to nie uwierzą.

Gdy tylko lemingi pozbędą się go za pomocą prawdziwej agendy, pomyślą, że mogą odpocząć i cieszyć się nowym światem, który stworzyli, ze wszystkim, co jest im bliskie sercu. Rzeczami takimi jak prawa osób transpłciowych, różnorodność, równość i integracja, nieograniczony dostęp do aborcji, powszechna opieka zdrowotna i rozbudowane programy socjalne. Cenią sobie ideę społeczeństwa bez granic, w którym globalne obywatelstwo góruje nad suwerennością narodową, a inicjatywy klimatyczne dyktują politykę gospodarczą.

Twardo trzymają się przekonania, że ​​nierówności systemowe można wykorzenić poprzez scentralizowaną kontrolę i działania naprawcze oparte na tożsamości, zachowując jednocześnie wizję postępowej utopii. Uważają, że bez Trumpa mogą mieć to wszystko i jeszcze więcej.

Niektóre z tych rzeczy byłyby fajne, nieprawdaż? Niektóre z 17 Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ byłyby mile widziane. W rzeczywistości, gdyby można było machnąć czarodziejską różdżką i sprawić, by ubóstwo, nierówności i zanieczyszczenie zniknęły, byłoby wspaniale, prawda? Ale rzeczywistość tak nie działa. To, czego pragną przeciwnicy Trumpa, może być miłe w utopijnym idealizmie, ale nie da się tego osiągnąć bez naprawdę trudnych zmagań, cierpienia i poświęceń związanych z wdrażaniem.

Załóżmy jednak, że Trump jest ewidentną marionetką w rękach tej agendy, za którą większość z was go uważa. Jeśli rzeczywiście realizuje ją swoimi szalonymi cłami, szaloną militaryzacją organów ścigania i szalonym sojuszem z sowieckim diabłem, Putinem itd., itd.

A potem, gdy już świat pogrąży się w chaosie, jedyną osobą, którą liberałowie będą winić, będzie on. Prawdziwe mózgi tej akcji ujdą bez szwanku. W rzeczywistości staną się bohaterami, którzy ostatecznie zwalczą żółtą zmorę i przywrócą światu porządek dzięki Agendzie 2030 ONZ, ochronie ludzkości przed urojonymi mikrobami WHO oraz wizji Światowego Forum Ekonomicznego, w której nie będziesz posiadać niczego, a oni będą posiadać wszystko, wynajmując nam to, czego potrzebujemy do szczęścia.

Co za świat.

Trump zostanie wtedy sowicie opłacony, a w oczach opinii publicznej powiesi się na lichym otworze wentylacyjnym w swojej celi w więzieniu federalnym (mam nadzieję, że w aligatorowym Alcatraz) lub zostanie odstrzelony przez jakiegoś szalonego zabójcę. W rzeczywistości będzie żył w luksusie na wyspie Epsteina, w nowiutkiej, wybudowanej przez rząd rezydencji – replice Mar-a-Lago. Tymczasem lewicowi liberałowie będą świętować swoje zwycięstwo, wprowadzając Kamalę Harris, lub podobnego nie-człowieka, do władzy i podążać za swoją agendą drogą szczęścia [Yellow-Brick road] ku nicości.

A zatem wielki cyrk trwa dalej, z Trumpem jako krzykliwym konferansjerem, przyciągającym wzrok wszystkich, podczas gdy prawdziwi lalkarze kryją się w cieniu. Lemingi, niech Bóg błogosławi ich szczere serca, będą wiwatować, gdy pomarańczowa piniata w końcu pęknie, wylewając słodkie obietnice równości i zielonych utopii.

Będą tańczyć w rytm Agendy 2030, nieświadomi nici, które wiążą ich marzenia z globalistycznym krosnem. ONZ, Światowe Forum Ekonomiczne (WEF) i Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) staną się dobroczynnymi czarodziejami, machającymi różdżkami Zrównoważonego Rozwoju, obiecującymi wygnanie ubóstwa i uciążliwych mikrobów.

Ale utopie mają swoją cenę – wolność, suwerenność i być może kilka uciążliwych praw obywatelskich. Ukochane ideały lewicy, od bezgranicznego szczęścia po sprawiedliwość naprawczą, będą lśnić niczym złoto głupców, olśniewające, ale puste.

Tymczasem Trump, czy to pionek, czy prowokator, zejdzie ze sceny po prawej stronie, być może do tego penthouse’u na wyspie Epsteina, zajadając się Big Macami i popijając niezliczone koktajle mleczne, podczas gdy świat będzie wracał do Nowej Wspaniałej Normalności. Ironia losu?

Lemingi będą myśleć, że wygrały, nie dostrzegając faktu, że scenariusz programu został napisany na długo przed tym, jak fryzura Trumpa stała się przedmiotem zainteresowania.

No i ciach, babkę w piach.

_______________

UN/WEF/WHO: Innocent, Trump: Guilty, Todd Hayen, Sep 6, 2025

 

−∗−

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!