Trzy ataki ostrej brukselozy

Merkel_bezczelna _baba

Brukseloza to choroba dotykająca wyższych urzędników i przywódców Unii Europejskiej, urzędujących w Brukseli. Atakuje ona również niektórych szefów krajów członkowskich UE. Jest to rodzaj alergii – uczulenie na wolny głos wyborców. Jej objawy występują automatycznie wtedy, gdy elektorat w jakimś kraju UE zagłosuje w sposób, jakiego dotknięci brukselozą się nie spodziewają i jakiego sobie nie życzą. Pierwszym objawem tego schorzenia jest dzika furia. Chorzy miotają wyzwiska na nieposłusznych wyborców i popieranych przez nich polityków. Starają się zmobilizować wszelkie instytucje UE aby zmontować kampanię potępienia. Wściekają się, wrzeszczą i tupią.

Pierwszym pełnokrwistym atakiem brukselozy bylo to, co zdarzyło się w roku 2010, gdy Węgrzy dali konstytucyjną większość partii Orbana. Politycy dotknięci brukselozą wpadli w szał. Organizowali sesje Parlamentu Europejskiego, na których starali się potępiać Orbana i Węgrów, grozili najróżniejszymi sankcjami, nadymali się i ziali ogniem. Efekty były takie, że Orban przeprowadził planowane przez siebie reformy, zyskał jeszcze większe poparcie wśród Węgrów i w 2014 r. został bez problemów wybrany na druga kadencję. Wtedy brukseloza przycichła i przeszła w stan przewlekły.

Drugi atak brukselozy zdarzył się w roku 2015, kiedy to Polacy najpierw wybrali prezydenta Andrzeja Dudę, a następnie poparli PiS, umożliwiając tej partii samodzielne rządzenie Polską. Reakcja alergiczna była dokładnie taka sama jak w przypadku Węgier. Oskarżono Polskę o łamanie demokracji, uruchomiono KE i Parlament Europejski, które to ciała zabrały się za uchwalanie rozmaitych antypolskich rezolucji. Efekty też były podobne – poparcie dla PiS w sondażach stale rośnie i zaczyna już przekraczać 40%, a reformy są cały czas wdrażane.

Ten atak brukselozy był wciąż w fazie ostrej, gdy 23.06.2016 wyborcy brytyjscy wypowiedzieli się w ogólnokrajowym referendum za wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. To okazało się być najsilniej działającym alergenem. Sprawa Polski poszła w kąt {TUTAJ}. Władze UE zaczęły nieprzytomnie poganiać Brytyjczyków – by opuścili Unię już, natychmiast, bez żadnej zwłoki. Sześć państw -założycieli Unii zaczęło propagować ideę superpaństwa europejskiego i próbowało wcisnąć ten kit Grupie Wyszehradzkiej [bez powodzenia]. W KE i PE zapanowała istna histeria. Reakcje ofiar brukselozy opisałam w dwu notkach {TUTAJ} i {TUTAJ}. Dziś [28.06.2016] trwa szczyt UE {TUTAJ} z udziałem brytyjskiego premiera Camerona.

Ten ostatni podał się do dymisji po przegranym referendum. Będzie jednak pełnił swą funkcję co najmniej do 9 września, kiedy zostanie wybrany jego następca {TUTAJ}. Zapowiedział też, iż sprawę przeprowadzenia Brexitu, a w szczególności uruchomienie słynnego art. 50 – pozostawia swemu następcy. To zaś oznacza, że przez najbliższe 2-2,5 miesięcy w sprawie opuszczenia UE przez Wielką Brytanię nie zdarzy się nic ważnego. Cała gadanina w Brukseli pójdzie w gwizdek.

I tu dochodzimy do głównej cechy ataków brukselozy, czyli do ich nieistotności. Sprowadzają się one do agresywnych okrzyków bez praktycznych konsekwencji. Jeśli w ogóle wywołują jakiś efekt, to jest on odwrotny od zamierzonego. Ataki brukselozy kompromitują tylko władze UE i niektórych jej państw członkowskich, wykazując ich impotencję. Zakończę mój tekst cytatami z bardzo dobrej dzisiejszej notki blogera UPARTEGO “Kilka uwag o Brexicie w toku” {TUTAJ}:

“Pierwszą rzeczą, która mnie zdziwiła była panika środowisk integracyjnych w UE. Ogłoszenie programu scalenia państw Unii w jedno państwo jako odpowiedź na referendum Brytyjskie oraz buńczuczna trochę wypowiedź A.Merkel, że więcej referendów nie będzie wskazuje na to, że elity unijne zareagowały na ten fakt jak diabeł na wodę święconą. Pamiętajmy, że referendum nie jest wiążące dla parlamentu Brytyjskiego. Z punktu widzenia krajów zewnętrznych nie jest on w ogóle istotne, nie jest faktem międzynarodowym! (…)
pozycja Niemiec w konflikcie z W.Brytanią nie jest wcale taka silna. Co więcej wątpliwa też jest możliwość udzielenia pomocy publicznej przez rząd niemiecki, bo to by tylko rozszerzyło konflikt ekonomiczny.

W sumie wygląda na to, że obecne elity silnie powiązane z Niemcami są w sytuacji praktycznie bez wyjścia . Muszą kontynuować obecną politykę i pogłębiać podziały w Europie licząc na to, że inni się tych podziałów przestraszą. Czyli muszą wędrować do nikąd.
Jak na tym tle wygląda Polska?
I to jest najciekawsze. Wygląda na to, że mamy otwartą drogę do pierwszej ligi politycznej Europy. Po pierwsze jesteśmy wyraźna opozycją dla proniemieckich elit, po drugie rząd ma poparcie społeczne w działaniach na rzecz utrzymania jedności Unii ale przy zachowaniu naszej odrębności. W związku z tym istnieje pełna zgodność polityki wewnętrznej i zagranicznej. To pozwala na formułowanie własnych planów i przedstawiania ich pod dyskusję publiczną w całej Unii”.

Tagi:

O autorze: elig