Sikorski, Kopacz i “zagraniczni doradcy”

Czwartego stycznia 2015 tygodnik “Wprost” ujawnił, że:

“Brytyjski dyplomata i zarazem znajomy Radka Sikorskiego dostawał za konsultowanie jego wystąpień olbrzymie sumy. Średnio aż 19 tys. zł za poprawki w jednym przemówieniu – przyznaje MSZ. (…) . W latach 2010-2014 skonsultowanych zostało 14 wystąpień ministra Radosława Sikorskiego. Średni koszt konsultacji przemówienia wyniósł 19 tys. zł.”  /TUTAJ/.

Razem koszty konsultacji wyniosły ok. 266 tys. zł.  Suma ta stała się przedmiotem licznych komentarzy.  Bloger Kajman w swej notce  /TUTAJ/ zauważył jednak inny aspekt tej sprawy:

“Gdyby taka historia została ujawniona w Niemczech, Francji lub w każdym innym kraju kultury zachodniej, do której też pretendujemy, to ujawnienie takiego skandalu skończyłoby się kryzysem politycznym a zleceniodawca takich analiz musiałby się pożegnać z polityką na zawsze. Nie w Polsce! Platforma Obywatelska tworzy swój model kultury politycznej, w której schamienie i zdrada jest cnotą.

Aspekt finansowy skandalu nie jest tutaj sprawą pierwszorzędną. Sam fakt, że polskie dokumenty wagi państwowej dostają się w ręce pracownika dyplomacji obcego kraju i przekazuje mu je dobrowolnie szef resortu powoduje, że ręce opadają. To, że ten obcy kraj nie jest wrogiem Polski, nie ma żadnego znaczenia. Sikorski powinien zawsze być świadomy tego, że pracownicy dyplomacji współpracują ściśle ze służbami specjalnymi własnych krajów. Jest naiwnością sądzić, że po przekazaniu dokumentów do „analizy” zajmował się nimi tylko Crawford. Bez wątpienia dokumenty były na biurkach wielu brytyjskich analityków i polityków, którzy sugerowali istotne zmiany w tekstach.

Tego się nie dowiemy nigdy, tym niemniej pozostaje silne podejrzenie tego, że obce interesy były przez Sikorskiego wplatane w jego działalność dyplomatyczną. Nie wiemy, czy chodziło tu tylko o interesy brytyjskie, wszak nie wiadomo, czy Crawford nie współpracował z innymi służbami, spoza obszaru brytyjskiego. Skala podejrzeń całkowicie dyskwalifikuje Sikorskiego jako polityka i pozwala określić go jako zdrajcę. Sikorski to człowiek niebezpieczny ze względu na swoją mizerną inteligencję polityczną.”.

Kajman ma oczywiście rację, ale ja odniosłam wrażenie, że już kiedyś coś podobnego czytałam.  I rzeczywiście – było to przy okazji słynnego “hołdu berlińskiego” Sikorskiego z roku 2011.  W portalu Bibula.com w grudniu 2011 bloger Mocniejszy napisał notkę “Czy Radosław Sikorski jest marionetką”  /TUTAJ/ w której stwierdził:

“Niedługo po skandalicznym berlińskim hołdzie Radosława Sikorskiego internet obiegła informacja, że autorem przemówienia, które odczytał polski minister na forum Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej jest poddany brytyjskiej królowej Charles Crawford – ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce w latach 2003-2007 i zawodowy pisarz przemówień (1).  Emerytowany brytyjski dyplomata początkowo zaprzeczył (2). A następnie zarówno on, jak i ministerstwo spraw zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej „poinformowały”, że Radosław Sikorski „tylko” „konsultował” przemówienie z Brytyjczykiem (3). Na czym miała polegać ta konsultacja?

Charles Crawford na swoim blogu napisał:
„Anyway, the Polish Foreign Ministry has put out a statement to the effect that for substantive and linguistic purposes the Minister had consulted all sorts of people including myself on the speech, and then written it himself , making changes even on the plane to Berlin” (4).

Co po polsku znaczy: „W każdym razie, polskie ministerstwo spraw zagranicznych wydało oświadczenie, że dla celów merytorycznych i językowych minister konsultował mowę z różnymi ludźmi w tym ze mną, a następnie napisał ją sam, wprowadzając zmiany nawet w samolocie do Berlina”. [Tłumaczenie: Mocniejszy]

Czyżby Radosław Sikorski po ukończeniu studiów w Oksfordzie, po latach pracy jako brytyjski dziennikarz i wydaniu anglojęzycznych publikacji musiał konsultować się językowo z Charles’em Crawford’em i innymi tajemniczymi osobami – zamiast zajrzeć do słownika albo spytać ministerialnego tłumacza? Mamy w to uwierzyć?

Kim byli ci różni ludzie z którymi nadwiślański minister spraw zagranicznych konsultował merytorycznie treść hołdu berlińskiego odczytanego w imieniu Polski? Dlaczego był wśród nich poddany brytyjski, były ambasador w Warszawie? Czego mogły dotyczyć marytoryczne konsultacje z nim? Czyżby brakowało w ministerstwie urzędników, którzy mogliby sprawdzić nieliczne dane liczbowe i fakty historyczne umieszczone w mowie berlińskiej?

Dlaczego anglojęzyczna wersja hołdu berlińskiego umieszczona w formie pliku PDF na urzędowym portalu ministerstwa spraw zagranicznych została wykonana z pliku Word’a pochodzącego z komputera Charles’a Crawford’a? (5) Czy ten plik został wpierw sprawdzony na okoliczność umieszczenia w nim oprogramowania szpiegowskiego? A jaki plik poprawiał Radosław Sikorski „w samolocie do Berlina”? Ten od Charles’a Crawford’a?

Czy to jest normalne i dobre, że minister spraw zagranicznych Polski w tajemnicy przed polskim społeczeństwem przygotowuje przemówienie deklarujące rezygnację Polski z resztek suwerenności? Czy to jest normalne i dobre, że konsultuje je z różnymi tajemniczymi osobami, w tym z poddanym obcej monarchii, niedawnym brytyjskim ambasadorem w Warszawie? Czy to jest normalne i dobre, że to nieszczęsne przemówienie zostaje przygotowane i wygłoszone w języku angielskim w Berlinie, a Polacy poznają je z tłumaczenia?

Czy polski minister powinien konsultować z byłym brytyjskim ambasadorem w Polsce, co ma zadeklarować w imieniu Polaków?

Kogo reprezentuje Radosław Sikorski? Polaków? Charles’a Crawford’a? A może Wielką Brytanię? Czy jest brytyjskim pajacem, czy polskim ministrem?”.

Jak widać, minęły trzy lata, a MSZ ciągle udaje, że wszystko jest w porządku..  Co więcej, wczoraj stanowisko to poparła sama pani premier Kopacz.  W portalu Interia pl czytamy, że “Kopacz odniosła się do publikacji tygodnika “Wprost””  /TUTAJ/.  Dowiadujemy się m.in., że:

“Jak oceniła, MSZ jest “specyficznym resortem”. – Nigdy tam nie pracowałam, więc podejrzewam, że we wszystkich innych resortach nie ma takiego funduszu na doradców, którzy pisaliby wystąpienia, ale pewnie w ministerstwie spraw zagranicznych, jestem w stanie to sprawdzić, zrobić audyt, nawet we wszystkich innych resortach, czy jest jakiś fundusz reprezentacyjny, z którego skorzystano i wykorzystano właśnie na ten cel – zaznaczyła Kopacz.

Przyznała przy tym, że sama nie korzysta z pomocy zagranicznych doradców.”.

Przedtem zaś pani premier powiedziała, że:

“w wystąpieniach Radosława Sikorskiego – jako szefa polskiej dyplomacji – nie zauważyłam niczego niepokojącego.”.

Czy pani premier Kopacz w ogóle wie, co dzieje się w “jej” rządzie.  Ona tylko “podejrzewa”, że w innych resortach takich “zagranicznych doradców” nie ma.  A jeśli są?  Kto właściwie kieruje polską polityką, nie tylko zagraniczną?

O autorze: elig