Bronisław Komorowski przerywa publikację nagrań.

Czy się to komuś podoba, czy nie, urzędujący pod postacią Bronisława Komorowskiego awatar jest poza zasięgiem. Innymi słowy, zarówno “bystra mądrość”, jak i “ślepa nienawiść” pisowskiego ludu się go nie imają. Jedyne, co się do niego przykleja, to zaufanie, którym obdarza go 77 proc. Polaków.

Z tego właśnie powodu strażnik III RP wcielony w postać prezydenta został wyznaczony na patrona odświeżonego układu. Czy mu się to uda? Badania opinii publicznej sugerują, że duża część Polaków pragnie przerwania spektaklu, który zagraża bezpieczeństwu państwa i destabilizuje go.

Dla odmiany Donald Tusk herbu tombak został już dawno wystawiony na pastwę słusznego gniewu zawiedzionych wyborców. Wydaje się, że marny, zaledwie 40-procentowy poziom zaufania, jakim cieszy się lub martwi prezes Rady Ministrów, będzie systematycznie malał do poziomu Jarosława Kaczyńskiego, któremu, jak wiemy lub nie wiemy, ufa 34 proc. badanych.

Praca Bronisława Komorowskiego o wizerunku „Everymana” jest na pozór łatwa i polega na zapalaniu czerwonego światła dla rządowych projektów. To porozumiewawcze mruganie (zapalanie i gaszenie) tworzy przyjazną i swojską atmosferę, w odróżnieniu od politycznego rozgardiaszu. Ludzie to lubią. Ludzie lubią spokój i pewność, które dają się wyczuć w głosie ich prezydenta.

Na dodatek prezydent przejawia dyskretną i skuteczną legislacyjną inicjatywę. Jeden z jego projektów nowelizacji konstytucji przewidujący uszczuplenie polskich kompetencji umożliwi po jego uchwaleniu dalszą integrację z UE, aż do zaniku niepotrzebnej ksenofobicznej odrębności.

„No i dobrze”, lub „nareszcie” – czy tak powiedzą wówczas zmęczeni „polskim” rządzeniem Polacy?

Tymczasem, jak słyszę, jedynie słuszna opozycja – PiS w osobie Jarosława Kaczyńskiego wzywa na pomoc „wszystkie demokratyczne siły”.

Podkreślam: “WSZYSTKIE ” – bo… aż mnie zimny dreszcz przeszedł.
Po takim apelu jestem ciut zaniepokojony, ponieważ wydaje mi się, że większość sił (demokratycznych) w III RP jest Polsce raczej nieprzyjazna. Trochę inaczej sprawa ma się z niektórymi siłami niedemokratycznymi, ale akurat tych prezes nie wzywał.

O jakie siły chodzi premierowi Kaczyńskiemu? Czy chodzi może o krajową 77-procentową siłę ośrodka prezydenckiego, czy może o „przyjazną” siłę ekspozytury demokracji amerykańskiej w Polsce? Nie posądzam prezesa PiS o apel do innych demokracji – niemieckiej, żydowskiej ani co oczywiste rosyjskiej. Pozostaje polska siła, lecz naród od 25 lat słabuje, więc cóż to za siła może zdołać obalić sitwę III RP?

Niedawno jeden z posłów PiS-u napisał na swoim blogu:

„Utrzymywanie tej ekipy u steru kraju stanowi olbrzymie zagrożenie dla demokracji”. Wypada niestety zaprzeczyć przez parafrazę : Utrzymywanie demokracji  u steru kraju stanowi niewielkie zagrożenie dla sitwy III RP.

Niestety, nazbyt leniwi Polacy nie pojmują, że jest wiele rodzajów demokracji, a aktualny obowiązujący model jest dla Polski nieszczęściem, ponieważ umożliwia nie tylko dyktaturę mafijnej oligarchii, lecz także dominację obcych i coraz bardziej ugruntowanych wpływów.

Warto również przypomnieć, że w słynnym demokratycznym głosowaniu w jednomandatowym okręgu wyborczym demokratyczna większość wybrała Barabasza. Tak więc odwołanie się do demokracji, mówiąc delikatnie, nie zawsze ma sens. W dzisiejszej rzeczywistości jest to, jak mawiał Jan Paweł II, „demokracja bez wartości”, i o tym prezes PiSu powinien wiedzieć.

A może wezwać na pomoc siłę niedemokratyczną? Ale jaką – nadprzyrodzoną? Przecież Boga nie ma. Jest? To w takim razie kim jest dla nas i dla Polski wyrzucony razem z „honorem i ojczyzną” – Bóg?

Wiem, kim był dla polskiej husarii, która w ostatnim fragmencie swojej szarży potrafiła krzyknąć jednym głosem: „Matko Boska ” lub „Jezus Maria”. Ale dla dzisiejszych polityków? Nie wiem.

Pozostaje też inna siła – siła patriotyzmu, której nie można przecież odmówić znacznej części młodzieży. Jest to także siła niedemokratyczna. Siła mniejszości, często zwolenników KP i RN.

Wydaje mi się, że lepiej by było, gdyby prezes Kaczyński odwołał się do innych wartości oraz wzywał inne siły na pomoc. Na siły demokratyczne nie ma co liczyć, ponieważ od 25 lat stoją po złej stronie mocy. Wódz prawicowych lemingów powinien zrobić jeszcze jedną rzecz: Mówiąc językiem Tolkiena – wyrzucić pierścień władzy w ogień Góry Przeznaczenia. Władza (nie tylko demokratyczna) „wiąże w ciemności”.

No i jak tu odzyskać Polskę i na dodatek „bez demokracji”? – ktoś zapyta. Może warto podpatrzeć jak to robią najlepsi? Wiktor Orban wykorzystuje demokrację przede wszystkim jako narzędzie, stawiając przed nią inne, o wiele ważniejsze rzeczy. W opinii wielu środowisk Orban od kilku lat nagminnie łamie demokrację i prawa człowieka.

Czy Wiktor Orban jest oszołomem?

Takim na pewno by się mienił w przekazach większości mediów, a także wśród niemałej części opinii  publicznej polski polityk, który by tak jak Orban zakończył swoje expose skandalicznym sformułowaniem „Soli Deo gloria! Tylko Bogu chwała!”

A jeszcze przedtem, obrażając uczucia antyreligijne lewicy, powiedział: „Proszę dobrego Boga, by skoro dotąd mnie prowadził, niosąc jak na skrzydłach orła, umacniał mnie dalej, bym mógł sprostać ciążącej na mnie i czekającej mnie odpowiedzialności. Proszę o to, by moje czyny kierowały się wiernością i zrozumieniem”.

Z tego wynika, że Orban to oszołom, który wierzy, że jest prowadzony przez Boga (!)

Trudno o bardziej dobitny przykład zacofania i ciemnogrodu, nieprawdaż? Podobne bzdury o prowadzeniu i zawierzeniu mówił swego czasu Jan Paweł II. Dla odmiany część polskiego establishmentu woli być prowadzona przez zwykłych śmiertelników, co najwyżej w skromnej randze oficera, a jeszcze skromniej wygląda to w przypadku przeciętnego Kowalskiego, temu wystarczy zwykły telewizyjny prezenter ulubionej stacji.

Wszystkim, którzy nie czytali, polecam pouczającą refleksję Józefa Mackiewicza o różnicy pomiędzy opozycją a negacją systemu.

______________

Photo: REUTERS /The Telegraph/

Odsłony: 0

O autorze: CzarnaLimuzyna