Ostatni sobór: Ciągłość czy zerwanie?

 

…o Soborze warto rozmawiać

SVII

Profesor Roberto de Mattei, autor książki pt.: “Sobór Watykański II. Historia dotąd nieopowiedziana”, która w najbliższych dniach trafi do polskich czytelników, już w tym tygodniu przyjeżdża do Polski! Zachęcamy do lektury wywiadu z tym wybitnym intelektualistą katolickim przekonującym, że o Soborze warto rozmawiać. 

 

Wiele osób w Polsce uważa, że o Soborze Watykańskim II się nie dyskutuje, że jest to rodzaj zaakceptowanego już przez wszystkich dogmatu. Jak to wygląda w Rzymie? Kto dyskutuje i na ile autorytatywnie?

Po znanym już przemówieniu Benedykta XVI do Kurii Rzymskiej wygłoszonym 22 grudnia 2005 roku w Rzymie i w ogóle we Włoszech rozpoczęła się żywa dyskusja – historyczna i teologiczna – na temat Soboru Watykańskiego II. Mogę na przykład, potwierdzić, ponieważ wiadomość ta ukazała się już na pewnym blogu, że kardynał Walter Brandmüller, emerytowany przewodniczący Papieskiego Komitetu Nauk Historycznych, patronował kilku odbytym w Rzymie i w północnych Włoszech warsztatom poświęconym studiom nad Vaticanum II. Rozmowy te – prowadzone „przy drzwiach zamkniętych” z udziałem ekspertów o różnych poglądach – stały się dobrą okazją do zdjęcia z Vaticanum II welonu „nietykalności” uniemożliwiającego wszelką poważną dyskusję czy dokładniejsze zgłębienie tematu. Dziś sobór nie jest już żadnym „super-dogmatem”, ale wydarzeniem historycznym podlegającym ścisłej ocenie historycznej i teologicznej.

 Warto przypomnieć, że Sobór Watykański II miał być zgromadzeniem nie dogmatycznym, a pastoralnym. Czy historia Kościoła zna jakieś inne przykłady soborów wyłącznie pastoralnych?

Odbyło się dwadzieścia jeden soborów uznanych przez Kościół za ekumeniczne, czyli powszechne. Każdy z nich, począwszy od Soboru Nicejskiego, stał się przedmiotem dyskusji historiograficznej. Vaticanum II – odmiennie od poprzednich soborów – stawia przed historykami zagadnienie nowego rodzaju. Sobory wyrażają, pod przewodnictwem papieża i wspólnie z nim, uroczyste Magisterium w materii wiary i moralności, pełnią też rolę najwyższego sędziego i ustawodawcy w odniesieniu do prawa i dyscypliny kościelnej.

Sobór Watykański II nie wydał nowych przepisów ani też nie podjął definitywnych postanowień w zakresie wiary i moralności, ale sam siebie sklasyfikował jako duszpasterski. Jan XXIII w przemówieniu inauguracyjnym, wygłoszonym 11 października 1962 roku, mającym stanowić swoistą Magna Carta soboru, wyjaśnił, że sobór zwołano nie w celu potępienia błędów czy sformułowania nowych dogmatów, ale po to, by przedstawić językiem stosownym do nowych czasów niezmienne nauczanie Kościoła.

 Wymiar duszpasterski, sam w sobie uboczny i drugorzędny wobec doktrynalnego, stał się de facto nadrzędny, co doprowadziło do rewolucji w stylu, języku i mentalności. A przecież wyrażanie się przy pomocy sformułowań innych niż w przeszłości oznacza dokonanie transformacji kulturowej głębszej, niż to się może wydawać. Styl debaty i sposób, w jaki się ją przedstawia, odbija w istocie sposób bycia i sposób myślenia – styl nadaje im ostateczne znaczenie. Dokonała się rewolucja semantyczna polegająca nie tylko na zmianie znaczenia słów, ale również na unikaniu niektórych terminów i pojęć.

 Czy element owej transformacji języka stanowi rezygnacja przez sobór z potępienia komunizmu?

Aż do Soboru Watykańskiego II Magisterium Kościoła katolickiego wielokrotnie wypowiadało się na temat komunizmu słowami wyraźnego potępienia. W votach ojców soborowych przekazanych do Rzymu przed rozpoczęciem obrad, komunizm został przedstawiony jako najpoważniejszy błąd zasługujący na potępienie. Były to jednak lata sześćdziesiąte – w świecie wiał „duch optymizmu”. W tym właśnie okresie kształtował się klimat „odwilży” wobec poglądów uprzednio już przez Magisterium potępionych.

 Decydujący okazał się wpływ pierwszej encykliki Jana XXIII, Pacem in terris, która sprawiała wrażenie, iż Kościół pragnie odwrócić swe stanowisko wobec komunizmu – odwołać wszelkie potępienie, choćby tylko słowne. To wówczas narodziła się watykańska Ostpolitik, czyli polityka otwarcia na wschodnie kraje komunistyczne, której motorem był mons. Agostino Casaroli.

 Na Soborze Watykańskim II doszło do starcia między dwiema mniejszościami, z których jedna żądała potępienia komunizmu, druga zaś żądała „dialogu” i „otwarcia” na nowoczesny świat, którego przejawem był również komunizm. Petycja o potępienie komunizmu, złożona 9 października 1965 roku przez 454 ojców soborowych z 86 różnych krajów nie została nawet przekazana komisjom pracującym nad schematem soborowym, co wywołało ogromny ­skandal.

Konstytucja Gaudium et Spes siedemdziesiąty i ostatni dokument Soboru Watykańskiego II – miała dokonać całkowicie nowego określenia stosunków między Kościołem a światem. Nie zawierała ona jednak jakiejkolwiek formy potępienia komunizmu. Milczenie soboru na temat komunizmu stanowi wprost wstrząsające zaniechanie ze strony tego historycznego zgromadzenia. Dziś winniśmy zadać sobie pytanie, czy rację mieli ci, którzy na soborze demaskowali brutalny ucisk komunistyczny, żądając uroczystego potępienia, czy też ci, którzy wzorem architektów Ostpolitik uważali, że należy osiągnąć jakieś porozumienie czy kompromis z komunizmem, ponieważ komunizm, ich zdaniem, wyrażał pragnienie sprawiedliwości i miał przetrwać wiek lub dwa, czyniąc świat lepszym? [sic!! MD]

 Obrady soborowe stałyby się same w sobie wydarzeniem, od którego rozpocząłby się proces wobec komunizmu analogiczny do tego, czym był proces norymberski dla narodowego socjalizmu. Nawet jeśli nie zamieniłby się on w proces o charakterze karnym ani też proces ex post zwycięzców nad zwyciężonymi, jak Norymberga, to byłby procesem kulturalnym i moralnym, wytoczonym ex ante przez ofiary swym prześladowcom. Za każdym razem, gdy zbierał się sobór powszechny – stwierdził w auli soborowej kardynał Antonio Bacci – zawsze rozwiązywał wielkie problemy swoich czasów i potępiał ówczesne błędy. Sądzę, że milczenie w tej kwestii byłoby niewybaczalnym błędem czy wręcz zbiorowym grzechem. (…) Jest to wielka herezja teoretyczna i  praktyczna naszych czasów, i jeśli sobór się tą sprawą nie zajmie, może się wydawać soborem straconym!

 Co na ten temat mówi współczesna historiografia?

Dziś wiemy, że w sierpniu 1962 roku we francuskim miasteczku Metz zawarto tajne porozumienie między kardynałem Tisserantem, przedstawicielem Watykanu, a nowym arcybiskupem prawosławnym Jarosławia, Nikodemem, który – jak udowodniono po otwarciu moskiewskich archiwów – okazał się agentem KGB. Na podstawie tego porozumienia władze kościelne zobowiązały się do przemilczenia przez Sobór Watykański II kwestii komunizmu. Taki warunek postawił Kreml zanim zezwolił na uczestnictwo w soborze obserwatorów patriarchatu moskiewskiego. W tajnym archiwum watykańskim odnalazłem ręczną notatkę Pawła VI potwierdzającą istnienie tego porozumienia. Inne szczególnie interesujące dokumenty zostały opublikowane przez George’a Weigla w wydanym niedawno drugim tomie imponującej biografii Jana Pawła II. Weigel skonfrontował źródła z archiwów KGB, polskiej Służby Bezpieczeństwa i wschodnioniemieckiej Stasi – znalezione przezeń dokumenty ukazują, w jaki sposób komunistyczne władze i tajne służby krajów bloku wschodniego penetrowały Watykan, by wspierać własne interesy i infiltrować najwyższe szczeble katolickiej hierarchii.

 Przykład? Kolegium Węgierskie w Rzymie podczas trwania soboru i w latach posoborowych stało się filią tajnych służb z Budapesztu. Wszyscy rektorzy kolegium od roku 1965 do 1987 – pisze Weigel – musieli być zarejestrowanymi i aktywnymi agentami przeszkolonymi do działań dezinformacyjnych czy choćby instalacji „pluskiew”.

Polska Służba Bezpieczeństwa z kolei miała dobrze umieszczonego kościelnego współpracownika pod kryptonimem „Jankowski”, czyli księdza Michała Czajkowskiego, biblistę zajmującego się dialogiem żydowsko   chrześcijańskim. SB według Weigla próbowała nawet wpłynąć na przebieg debaty soborowej w najistotniejszych zagadnieniach katolickiej teologii, jak na przykład rola Maryi w historii zbawienia. Dyrektor IV Departamentu pułkownik Stanisław Morawski wraz z kilkunastoma współpracownikami – samymi ekspertami w dziedzinie mariologii – pracował nad memorandum do ojców soborowych, w którym krytykowano „maksymalistyczne” stanowisko kardynała Wyszyńskiego wobec Najświętszej Maryi Panny, podzielane również przez innych biskupów.

 Co stało się przyczyną porażki konserwatystów we wspomnianym sporze między dwiema ­soborowymi mniejszościami: postępową i konserwatywną?

Moim zdaniem podstawowa przyczyna porażki konserwatystów i źródło słabości współczesnego Kościoła tkwi w utracie charakterystycznej dla myśli chrześcijańskiej wizji teologicznej, która postrzega historię jako niekończącą się aż po kres czasów walkę między dwoma państwami, o których mówi św. Augustyn: Państwem Bożym i państwem szatana. Gdy 12 października 1963 roku biskup Franić, chorwacki ordynariusz Splitu, zaproponował, by do nowego określenia Kościoła pielgrzymującego dodano tradycyjne określenie walczący, propozycja ta została odrzucona. Wizerunek Kościoła, jaki miał zostać przekazany światu, nie powinien pokazywać walki, potępienia, sporu, ale dialog, pokój, ekumeniczną i braterską współpracę ze wszystkimi ludźmi. Postępowej mniejszości udało się nie tyle zmienić doktrynę Kościoła, co zastąpić hierarchiczny i walczący wizerunek Oblubienicy Chrystusa wizerunkiem demokratycznego zgromadzenia, dialogującego i poddanego biegowi historii.

Tymczasem w istocie Kościół, który cierpi w czyśćcu i triumfuje w Raju, na ziemi walczy w imię Chrystusa, i dlatego zwany jest wojującym. Odnalezienie na nowo tego ducha wydaje mi się pilną potrzebą Kościoła naszych czasów.

 Jak przedstawia się we Włoszech stan debaty o hermeneutyce ciągłości i hermeneutyce zerwania? Kim sąobecnie najwięksi zwolennicy każdej z tych pozycji?

Najpełniejszym wyrazem „hermeneutyki nieciągłości” jest tak zwana szkoła bolońska, która wydała pięć tomów historii Soboru Watykańskiego II, pod kierownictwem profesorów Giuseppe Alberiga i, obecnie, Alberta Melloniego. Przeciwne wobec niej stanowisko zajmują uczeni wyrażający krytykę i  zakłopotanie samym soborem i jego dokumentami. Z ich dzieł należy przypomnieć przede wszystkim pracę Iota unum Romana Ameria, badania teologiczne biskupa Brunera Gherardiniego(Sobór Watykański II – potrzeba debaty, Chybiony sobór, Vaticanum II – u źródeł nieporozumienia), a także zatytułowane Sobór Powszechny Watykański II. Sobór pastoralny. Analiza historyczno –filozoficzno  teologiczna sympozjum zorganizowane przez franciszkanów Niepokalanej w grudniu 2010 roku pod kierunkiem ojca Serafina Lanzetty – autora pracy Iuxta modum. Nie wolno też zapominać o prośbie skierowanej do Ojca Świętego w roku 2011 przez grono uczonych skupionych wokół profesora Paola Pasqualucciego.

 A jakie jest Pana stanowisko w tej kwestii?

Popierając zgłaszany przez wspomnianych uczonych postulat wyjaśnienia określonych kwestii, oferuję ze swojej strony wkład w to dzieło nie jako teolog, ale jako historyk. Nie podejmuję zatem dyskusji hermeneutycznej o ciągłości lub nieciągłości dokumentów. W moim opracowaniu opisuję fakty i rekonstruuję kontekst, w jakim światło dzienne ujrzały dokumenty soboru. Historyk Kościoła nie może jednak oddzielić wymiaru historycznego od wymiaru teologicznego. Chodzi wszak o dwie związane ze sobą i współzależne płaszczyzny, jak dusza i ciało w osobie ludzkiej. Jeśli więc z faktów historycznych wynikają kwestie teologiczne, historyk nie może tego zignorować, ale winien wskazać te kwestie, motywowany miłością do Kościoła, a nie pragnieniem oczerniania go. Podobnie wszyscy ochrzczeni mają prawo poruszać określone kwestie na płaszczyźnie teologicznej i stawiać uprawnionym władzom kościelnym pytania, choć przecież nie mogą zastąpić najwyższego Magisterium Kościoła definitywnie orzekającego w kwestiach kontrowersyjnych.

 Problem związku między kryzysem wiary a Soborem Watykańskim II wymaga odpowiedzi nie tylko na płaszczyźnie hermeneutycznej, ale również – o ile nie przede wszystkim – na płaszczyźnie historycznej. Niezależnie od opinii na temat dokumentów soborowych podstawowym problemem nie jest kwestia ich interpretacji, ale zrozumienia natury historycznego wydarzenia, które odcisnęło swe piętno na wieku dwudziestym i obecnym. By rozwikłać kwestię relacji między Vaticanum II a kryzysem naszych czasów – zanim przejdziemy do hermeneutyki tekstów – należy dokonać historycznej oceny faktów. Dopiero po dokonaniu rekonstrukcji historycznej – nie wcześniej – do dzieła przystępuje teolog czy duszpasterz, by sformułować swoje opinie. Historyk, posiadając umiejętność zrozumienia istoty wydarzenia, stara się wyśledzić przyczyny i skutki w ideach oraz głębokich tendencjach epoki, w tym wypadku epoki Soboru Watykańskiego II.

 Wielu utrzymuje, że współczesny kryzys wiary nie jest wynikiem Soboru Watykańskiego II, tylko nadużyć w interpretacji jego dokumentów…

Mówi się, że dokumenty soboru zostały zmitologizowane i wyrwane z kontekstu. Jeśli to prawda, to czy odpowiedzialność spada jedynie na autorów tej mitologizacji i wyrwania z kontekstu, czy też spada również na władze, które mogły takiemu działaniu zapobiec, a nie uczyniły tego? Czemu nie powstrzymano niewłaściwej hermeneutyki? Z których diecezji, parafii, seminariów czy akademii papieskich usunięto osoby głoszące błędną hermeneutykę? Przeciwnie – usuwano, dyskryminowano i prześladowano tych, którzy pozostali wierni Tradycji. I nie mówię tu ani o arcybiskupie Lefebvre, ani o biskupie de Castro Mayerze, lecz, na przykład, o ks. Antonio Piolantim, bodaj największym włoskim teologu XX wieku, który został usunięty ze stanowiska rektora Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego. Odmówiono mu purpury kardynalskiej, którą przyznano Yvesowi Congarowi, zdecydowanie atakującemu żałosną ultramontańską teologię laterańskiej uczelni.

 Jako narzędzie korekty niewłaściwej hermeneutyki przedstawiono nam nowy Katechizm. Jednakże przez dwadzieścia lat, jakie minęły od jego promulgacji, błędna hermeneutyka nadal bez przeszkód się rozwijała. Należy zdać sobie sprawę, że jeśli kierujemy się troską o zdjęcie z najwyższych władz kościelnych wszelkiej odpowiedzialności za posoborowe zło, to takie stanowisko tylko pogłębia zło, którego chcielibyśmy uniknąć. Jeśli przyjmiemy, że sobór rzeczywiście zdradzili fałszywi interpretatorzy jego dokumentów, jak zaprzeczyć odpowiedzialności władz kościelnych, które widziały eksplozję zła wynikającego z błędnej hermeneutyki i nie powstrzymały go? Jeżeli fałszywa hermeneutyka występowała i nadal występuje, jeśli odwoływano się do dokumentów soborowych, by czynić co innego, niż zostało w nich ustalone, to kto ponosi za to odpowiedzialność? Czy tylko progresiści, czy również ci, którzy pozwolili, by progresizm rozwijał się w łonie Kościoła i nie interweniowali, czy to w formie potępienia go, czy też choćby powstrzymania?

 Jeżeli u źródeł kryzysu wiary nie leży samo wydarzenie w postaci soboru, ale jedynie fałszywa interpretacja jego dokumentów, jak należy ocenić samo wydarzenie w kontekście jego konkretnego kształtu, światopoglądu i psychiki jego uczestników, okoliczności historycznych, w jakich miało ono miejsce czy mitologii, jaka wokół niego narosła? Sobór Watykański II stanowi zwrot w historii Kościoła – nie tylko w interpretacji, ale i w doświadczeniu postępowej teologii. Czyż można zaprzeczyć, że zwrot taki nastąpił, czyżby w epoce posoborowej nie doszło do radykalnych zmian wewnątrz Kościoła? Samo to, że hermeneutyka zerwania, choć fałszywa, uzyskała przewagę nad hermeneutyką ciągłości już podczas soboru, stanowi przecież obiektywny fakt.

 Jaka jest więc właściwa zasada hermeneutyki?

Pierwszą zasadę hermeneutyki wskazuje nam w Ewangelii sam Jezus, mówiąc, że drzewo poznaje się po owocach (Mt 7, 17-20). Dziś klasztory stoją opuszczone, drastycznie spadła liczba powołań, podobnie jak uczestnictwo we Mszy Świętej i przystępowanie do sakramentów; księgarnie, wydawnictwa, prasa i uczelnie katolickie pełnymi garściami rozpowszechniają błędy; ortodoksyjnego katechizmu już się nie naucza, proboszczowie, ba, nawet biskupi buntują się przeciw Ojcu Świętemu; wierni na całym świecie pogrążają się w zamęcie religijnym i moralnym. Nie bez przyczyny Benedykt XVI mówił w homilii w dniu uroczystości Zesłania Ducha Świętego, że żyjemy w wieży Babel.

Jeśli przyczyną tego wszystkiego nie jest „duch Soboru”, który ogarnął Kościół katolicki w ostatnich pięćdziesięciu latach, to skąd się to wzięło? A jeśli te fałszywe owoce nie są owocami soboru, ale jego fałszywej interpretacji, jakie są dobre owoce poprawnej interpretacji soboru? Nie zamierzam zaprzeczać istnieniu wielu dobrych rzeczy we współczesnym Kościele. Jestem wręcz przekonany że, z pomocą łaski, już widoczne są ziarna odrodzenia.

Należałoby jednak udowodnić, że te dobre i święte owoce znajdują swoje źródło w duchu soboru, nie zaś w żywotnych siłach Tradycji istniejących przed soborem i do dziś wciąż płynących w żyłach mistycznego ciała Chrystusa, żywiąc je i uświęcając.

Roberto de Mattei – profesor historii nowożytnej na uniwersytetach w Cassino i Rzymie, redaktor naczelny miesięcznika „Radici Cristiane”.

O autorze: sigma