Oto fragmenty tekstu ciekawego i dobitnie ujmującego temat uczestnictwa katolika w wyborach, opublikowanego (autor nieznany) 22 maja 2019 na stronie Parafii św. Mikołaja w Klwowie http://parafiaklwow.pl/katolik-wobec-wyborow-politycznych/
Skróty, wytłuszczenia i przeradagowanie (zmiany szyku fragmentów tekstu) PŁ
Nieuczestniczenie w wyborach jest brakiem odpowiedzialności katolika za dobro wspólne narodu i państwa i stanowi poważny grzech zaniedbania. Ma to szczególnie dotkliwe skutki w sytuacji ataku sił liberalnych i lewackich na wartości chrześcijańskie, a nierzadko także na narodowe. Warto tu pamiętać o słowach Jana Pawła II, że demokracja bez wartości podstawowych prędzej czy później degeneruje się, a nawet przeradza się „w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” (Centesimus annus, nr 46). Jesteśmy tego świadkami obecnie. Antykatolickość stała się dla wielu sposobem na prowadzenie kampanii wyborczej. Startują w wyborach ugrupowania, które dokonują zorganizowanego i zmasowanego ataku na zasady chrześcijańskiego ładu moralnego poprzez szerzenie homopolityki, ideologii gender, niszczenie normalnej rodziny, popieranie aborcji czy dokonywanie profanacji świątyń i obrazów Matki Bożej. Praktyki takie należy jednoznacznie określić jako barbarzyństwo. Czy wobec tego katolikowi wolno zachowywać milczenie? Czy może on umywać ręce gestem Piłata, gdy w tym czasie inni głosować będą na tę czy inną partię lub koalicję, która afirmuje np. zabijanie człowieka nienarodzonego, zgadza się na eutanazję lub chce legalizacji związków homoseksualnych i zrównania ich w prawach z małżeństwami, popiera ideologię gender czy skrajny feminizm.
Wyznawcy Chrystusa nie mogą być obojętne praktyki, w wyniku których rudymentarne wartości są „zagłuszane” we wspólnocie politycznej (państwie) czy wręcz rugowane z życia społecznego. Chodzi np. o takie kategorie aksjologiczne jak: miejsce dla Boga w życiu publicznym, wolność religijna, sakralny wymiar życia ludzkiego w społeczeństwie, afirmacja normalnej rodziny. We współczesnej Europie, ale stopniowo w Polsce, usiłuje się wyrzucić chrześcijaństwo i Chrystusa z forum życia publicznego. Różne zapisy prawne spychają wyznawców chrześcijaństwa na margines społeczeństwa; następuje ich prześladowanie i dyskryminowanie. Katolik zatem powinien wybierać te propozycje polityczne, które są zgodne, albo przynajmniej nie są sprzeczne, z wiarą katolicką i naturalnym prawem moralnym. Wyznawca Chrystusa, aby nie popaść w duchową i moralną schizofrenię, nie może popierać ideologii, ani milczeć wobec działań, które kolidują z Dekalogiem, nauczaniem Kościoła i stanowią rodzaj destrukcji dla cywilizacji chrześcijańskiej.
Trzeba zatem czynnie wspierać tych kandydatów, którzy najpełniej reprezentują bliski nam świat wartości, a więc należy zagłosować na takie osoby, które są gotowe do bycia świadkami chrześcijańskiego ładu moralnego we współczesnym świecie, Europie i Polsce. Oznacza to powiedzenie w sposób zdecydowany przy urnie wyborczej: non possumus wszelkim barbarzyńcom, aktywistom dyktatury relatywizmu, skandalistom wyzwolonym od jakichkolwiek zahamowań moralnych, którzy zamiast siły argumentu stosują argument siły i odpowiadają agresją, nienawiścią na wszystko, co im się sprzeciwia.
Katolicy nie mogą być milczącymi i biernymi owieczkami w życiu publicznym, także podczas wyborów. Nie można siedzieć z założonymi rękami, ale należy walczyć o prawdę i swoje prawa – wszędzie tam, gdzie to jest możliwe.
*
Po II wojnie światowej biskupi polscy w sposób wyraźny i klarowny przypomnieli o obowiązku uczestniczenia przez katolików w wyborach. Uczynili to w 1946 roku, przed wyborami do Sejmu, które miały się odbyć w styczniu 1947 r. Stwierdzili wtedy m.in. że:
1. katolicy jako członkowie społeczności państwowej mają prawo do wypowiadania swych przekonań politycznych.
- Katolicy mają prawo głosami swoimi rozstrzygać o najbardziej podstawowych prawach polskiego życia publicznego.
- Katolicy mają obowiązek obywatelski, narodowy i religijny wziąć udział w wyborach.
- Katolicy nie mogą należeć do organizacji ani do partii, których zasady są sprzeczne z nauką chrześcijańską lub których czyny i działania zmierzają w rzeczywistości do podważenia etyki chrześcijańskiej.
- Katolicy mogą głosować tylko na takie osoby, listy i programy wyborcze, które nie sprzeciwiają się katolickiej nauce i moralności.
- Katolicy nie mogą oddawać swych głosów na kandydatów z takich list, których programy albo metody rządzenia są wrogie zdrowemu rozsądkowi, dobru narodu i państwa, moralności chrześcijańskiej i światopoglądowi katolickiemu.
- Katolicy powinni głosować tylko na kandydatów o wypróbowanej uczciwości i prawości, zasługujących na zaufanie i będących godnymi przedstawicielami dobra narodu, państwa polskiego i Kościoła.
- Katolicy nie mogą powstrzymywać się od głosowania bez słusznej i rozumnej przyczyny. Każdy bowiem głos oddany wedle powyższych wskazań pomaga dobru powszechnemu albo przeszkadza złu”. (Orędzie Episkopatu Polski w sprawie wyborów do Sejmu. Jasna Góra, 10 września 1946).
* * *
Czas na moje TRZY PYTANIA:
- Czy nasz czas wyboru dobra albo zła różni się czymś istotnym od tamtego tragicznego rozdroża Być albo Nie Być, na którym stanęła Polska w roku 1947?
Odpowiem: NIE.
- Czy zaistniały od tamtego czasu jakiekolwiek względy, które mogłyby usprawiedliwić bezczynność katolika wobec ewidentnego zła i zaprzaństwa, które w chylącym się ku piekłu państwie polskim dzieje się na jego oczach?
Odpowiem: NIE.
- Czy zatem winien on (katolik) bezwzględnie chwytać się każdego dostępnego sposobu powstrzymania tego zła, nawet wydającego się w opinii wielu sposobem beznadziejnym (głosowanie w sytuacji państwa totalitarnego), gdy jednak on sam wie, że po tej stronie stoi Bóg i Jego Święta Wola?
Odpowiem: TAK
Pokutujący Łotr




Wszystko co Pan tutaj przytacza jest słuszne, ale w rzeczywistości w której jest prawdziwa demokracja dająca równy dostęp do udziału w życiu politycznym wszystkim osobom, czy grupom osób przestrzegających zasad wartości duchowych, w tym moralnych narodu którego państwo jest dobrem wspólnym i zarazem własnością niepodzielną i niezbywalną.
To nie ma szans się sprawdzić w systemie totalitarnym, przed którym przestrzegał JP II. – Systemie, którego trwania do dzisiaj strzeże ordynacja wyborcza będąca owocem zdrady i zmowy Okrągłego Stołu.
Ani wybory przeprowadzane w państwie ani polityka, w tym demokracja jako ustrój państwowy, ani konstytucja państwa nie mogą dopuszczać niczyjej ingerencji:
– w sprawy podstawowe, np. dotyczące natury ludzkiej (w tym dobra wspólnego narodu, którego państwo jest dobrem wspólnym i własnością niepodzielną i niezbywalną, czy tożsamości, mądrości i rozumu oraz prawości).
– Natura ludzka, oraz brak szkodliwości względem społeczeństwa w państwie, a zwłaszcza wobec narodu którego państwo jest i samego państwa oraz innych jego dóbr wspólnych są minimum dla tolerancji w społeczności państwowej wszelkiego typu przybyszów;
– w moralność życia publicznego w państwie opartą o moralność tego narodu i jego system wartości duchowych jako spójny, jednoznacznie rozumiany i zgodnie praktykowany w takich samych sytuacjach, a których zadaniem jest tworzenia kręgosłupa duchowego organizacji życia państwa.
– Bez tego kręgosłupa duchowego nie może się obejść tworzenie prawa państwowego oraz polityki tego narodu wobec jego państwa;
– ani ocena kandydatów do władzy, i nie tylko ich programów działania w czasie kadencji, ale i ich związków z siłami mającymi potencjalne cele szkodliwe dla Polski i Polaków oraz ich państwa;
– ani kontrola władz państwowych w trakcie kadencji z obowiązkiem rozpisywania nowych wyborów o ile okaże się, że naruszane są wartości podstawowe, czy szwankuje moralność u członków władzy państwowej, w tym lojalność względem narodu, którego jest dane państwo.
Ordynacja wyborcza musi być pierwsza w tworzeniu zapór dla każdego kto chciałby w te sprawy podstawowe, czy moralność narodu którego jest państwo ingerować. – Bo i one muszą trwać takimi jakie są i bez możliwości dokonywania w nich jakichkolwiek zmian – ani w kolejności co do ważniejszości, ani co do pierwszeństw.
To wprost wynika z tego, że każda tu ingerencja wprowadzająca zmiany niesie skutki nieodwracalne, a że wszystkie one dotyczą trwania życia i wspólnot ludzkich i osób, tworzą w najwyższym stopniu dla niego zagrożenie.
Owszem w polityce typową formą jej uprawiania są handle i kompromisy, a to stwarza pokusę ingerencji i w sprawy podstawowe i moralne i w naturę ludzką. – Pokusę jednak satanistyczną, niosącą i skrajne zło i skrajne zbrodnie. – Oraz pokusę przypisywania sobie Bożych atrybutów.
– Jednak życie ludzkie, podobnie jak czas jest jednokierunkowe, stąd i nie może tu dochodzić do jakichkolwiek handli ani kompromisów, bo nie można liczyć na to że zmarli do życia powrócą, ani kalecy do sprawności.
W skrócie – tam gdzie zaczynają się sprawy ludzkich wartości podstawowych, duchowych, w tym moralne nie ma handli ani kompromisów i kończy się ich wstęp do świata polityki.
Ład życia publicznego w państwie musi być moralny na co dzień, ale i na co dzień chroniony przed jego burzeniem w życiu politycznym państwa.
– Nie może być między wyborami przerwy w kontroli w miejscach zagrożeń dla spraw podstawowych, duchowych, w tym moralnych nie może być tolerancji dla nikogo kto chce wprowadzać tu zagrożenia – zagrożenia dla bytu Polski i Polaków.
Co do pytań, to co dwóch pierwszych się zgadzam, co do trzeciego, nie.
„Czy zatem winien on (katolik) bezwzględnie chwytać się każdego dostępnego sposobu powstrzymania tego zła, nawet wydającego się w opinii wielu sposobem beznadziejnym (głosowanie w sytuacji państwa totalitarnego), gdy jednak on sam wie, że po tej stronie stoi Bóg i Jego Święta Wola?”.
Nie. – Dlatego że takie głosowanie przez sam udział w takim głosowaniu legitymizuje totalitarny system, w tym wszystkie jego zbrodnie składa na sumienie tych co go legitymizują.
Konieczne jest szukanie innych sposobów, nawet wydających się w opinii wielu sposobem beznadziejnym, ale jednak dających choćby nikłą szansę na urzeczywistnienie Świętej Woli Bożej.
Ludzie zawsze mają jakieś siły, środki i możliwości działania czy ludzi na których mogą liczyć, a zwłaszcza wspólnoty ducha z którymi mogą się organizować do wspólnych działań. – Owszem, Bóg pomaga, ale tylko ci co zaczęli mogą liczyć na pomoc (co wynika z samej istoty pomocy).
Dopóki trwa ustrój totalitarny, a ordynacja wyborcza daje mu fory, przywileje i gwarancje, takiej szansy nie ma.
Powtórzę z lekką modyfikacją swój komentarz do Pana z poprzedniej dyskusji
Powinno się żyć w mądrej proporcji pomiędzy “tu i teraz” a “Wiecznością” – dla Wieczności.
Tu i teraz wymaga mądrego wyboru katolików z cojones, a protest o jakim Pan mówi może się rozwijać w żółwim tempie do końca świata i bez żadnego efektu
Proszę zorganizować, to do Pana i do Marka Chodorowskiego, na próbę – akcję uświadamiającą albo protest. Będzie fiasko, a powodów do protestów, w tym nieustannych, jest multum.
Napisał Pan poprzednio odnosząc się do aktualnego cierpienia Polaków:
Przecież to jedno i to samo – dzieje się teraz, codziennie. Prześladowane są i skazywane matki z dziećmi – TERAZ, a nie w przyszłości. Niszczy się i ogłupia małe dzieci i młodzież, niszczy rodziny, niszczy naród. Dlatego wymaga to wielu działań, działań natychmiastowych, w tym i omawianej próby.
Może warto przypomnieć lata 30-te.
Wybory brzeskie (1930 rok): Po rozwiązaniu parlamentu przez Józefa Piłsudskiego i aresztowaniu czołowych liderów opozycji centrolewicowej oraz ludowej, ugrupowania te protestowały przeciwko metodom sanacyjnym, choć część z nich ostatecznie zdecydowała się wystartować w zubożałym kształcie.
Wybory do Sejmu w 1935 roku: Z powodu uchwalenia autorytarnej Konstytucji kwietniowej i ordynacji wyborczej faworyzującej obóz rządzący, partie opozycyjne (głównie Stronnictwo Narodowe, PPS oraz PSL „Piast” / Stronnictwo Ludowe) ogłosiły oficjalny bojkot wyborczy. W efekcie frekwencja w tych wyborach była bardzo niska (wyniosła niespełna 46%).Dla rządu, który budował swoją narrację na powszechnym poparciu narodu, był to potężny cios wizerunkowy, udowadniający brak legitymacji społecznej dla nowej ordynacji.
Ale bojkot jednocześnie sprawił, że Sejm został całkowicie zdominowany przez obóz sanacyjny (BBWR). Opozycja straciła parlamentarną trybunę i realny wpływ na stanowienie prawa.
Wracając do przyszłorocznych wyborów.
Komu chcemy oddać realny wpływ na stanowienie prawa? A przecież koalicja liberalno-lewicowa cały czas pokazuje jakie ma plany. Jak wygrają, to zaostrzą i przyspieszą walkę z chrześcijańswem i polskimi interesami narodowymi. Naprawdę to zagrożenie nie ma dla zwolenników bojkotu żadnego znaczenia? Kompletnie tego nie rozumiem. Pokutujący Łotr trafnie doszukuje się w idei bojkotu wpływów demonicznych. To tak jakby szatan podawał części patriotów zabronione jabłko, a oni je z entuzjazmem przyjmowali.
głosowanie przez sam udział w takim głosowaniu legitymizuje totalitarny system, w tym wszystkie jego zbrodnie składa na sumienie tych co go legitymizują.
Widzę, że Pan ma więcej gazu aby “rozwalać system przez bierny opór” niż Biskupi, którzy bezwględnie wzywali naród do postawienia swego 3 X Nie na kartkach wyborczych, choć dobrze wiedzieli co się szykuje. I nikt nie bredził jak Pan, excusez le mot, o “legitymizowaniu terroru” przez pójście do wyborów, ale w myśl katolickiej nauki społecznej Kościoła wzywali do domagania się przez społeczeństwo udzielenia mu tego marginesu wolności, jaki im jeszcze pozostał. A w 1947 r. system stawał się przecież o wiele gorszy niż dziś, bo każdy normalny człowiek wiedział co się wyprawia w Sowieckiej Rosji i co za chwilę będzie – jest już -i w Polsce. Obozy, ludobójstwo, rzezie patriotów polskich. A mimo to – albo właśnie dlatego – wzywali Polaków do stawienia bezkrwawego oporu – przez wykorzystanie tej resztki wolności, jaką jeszcze ma nie do końca zniewolony duchowo człowiek wrzucający kartkę do urny ze swoim Nie. Na tym polega odnawianie ducha w narodzie, nawet gdyby wybory do końca oszukano. Ale społeczeństwo powiedziało NIE.
Taki człowiek stanie z podniesionym czołem przed Bogiem i powie: Tak, Panie, zrobiłem wszystko, co było w mojej mocy, co zezwoliłeś uczynić w obronie Twego Królestwa poprzez moją wolną wolę, daną mi przez Ciebie.
Pan jednak woli stawić bierny opór, w postaci obrócenia się plecami do urn wyborczych i szukania “innych sposobów”, jak pan pisze. Naprawdę, nie widzi Pan, jak niewiele czasu na te “inne sposoby” zostało? Titanic tonie, a pan zamiast rzucić na fale drzwi wyrwane z kajuty, bo są one TERAZ, TU, W TEJ CHWILI jakąś ostatnią już może szansą na ratunek, jak nie siebie, to choć dziecka lub żony – patrzy w horyzont i wygląda męża na białym koniu, który przyniesie nam nowe “siły, środki działania, czy ludzi, na których można liczyć”. Mówiąc do żony: nie kochanie, do wody skakać nie będziemy bo jest strasznie zimna o tej porze roku i możecie dostać zapalenia płuc. Lepiej poczekajmy, pomoc na pewno jest w drodze.
Ślepota Pańska nie pozwala dostrzec tych waśnie ludzi, którym można zaufać, bo działają w Imię Boże i już dziś są wśród nas.
To i ja powtórzę swoją odpowiedź też z pewną modyfikacją:
“Powinno się żyć w mądrej proporcji pomiędzy “tu i teraz” a “Wiecznością” – dla Wieczności”.
Dobre, tylko dodać trzeba, że proporcji w skali ducha jako ciągłego. – Bo to nasz duch u celu musi poprzedzać nasze czyny i kroki, organizację i materię.
Kto dobrze nie wie czego chce, ten ani pomocy czy okazji działania nie zobaczy, ani nic nie osiągnie.
“Tu i teraz wymaga mądrego wyboru katolików z cojones, a protest o jakim Pan mówi może się rozwijać w żółwim tempie do końca świata”.
– Jeżeli tak będzie, to będziemy liczyli na to, że “Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”.
“Proszę zorganizować, to do Pana i do Marka Chodorowskiego akcję uświadamiającą albo protest. Będzie fiasko, a powodów do protestów, w tym nieustannych, jest multum”.
Może za mało było świadomych przed protestem. Starczy że każdy świadomi kogoś uświadomi – a przecież niektórzy mają większy zasięg.
“”– A tak naprawdę to cierpienie jest niczym wobec zagrożeń dla bytu Polski i Polaków, oraz wspólnot międzypokoleniowych – rodzin i Narodu.
“Przecież to jedno i to samo”.
Nie. Nie to samo. – Jeśli ja zadaję cierpienie, łatwo mogę przestać i po problemie. – Jeśli ktoś lub coś, to muszę najpierw zdiagnozować przyczynę i dopiero szukać sposobu na jej usunięcie.
Poza tym w pierwszym przypadku przyczyna jest jedna, w drugim może być złożona.
– A wtedy dosyć długo może potrwać konieczność tego cierpienia, bo nie wystarczy wziąć np. tabletkę i uśmierzyć ból.
Wtedy “jak boli to ma boleć” – dokąd ostatnia z przyczyn nie zostanie usunięta.
Nie cierpienie jest groźne, a to, co chce zrobić przyczyna.
Przykład cierpienia(?):
“Prześladowane są i skazywane matki z dziećmi –TERAZ, a nie w przyszłości. Niszczy się i ogłupia małe dzieci i młodzież, niszczy rodziny, niszczy naród. Dlatego wymaga to wielu działań, działań natychmiastowych, w tym i omawianej próby”.
Moim zdaniem to zły przykład – cierpienia duchowego przy jego źródle w zbrodniach fizycznych.
– Jego na pewno nie da się rozwiązać środkami polityki, bo przedstawione zbrodnie mają swoje źródło w duchu ją poprzedzającym i w woli zbrodni, a nawet w sataniźmie.
Środkami politycznym nie spełni się pańskiego końcowego życzenia.
– – Bo tutaj już jest sprawa zorganizowania się do walki i obrony koniecznej siłami moralności.
To siłami moralności trzeba walczyć o moralny ład życia publicznego w państwie i chroniącą moralność ordynację wyborczą.
Po prostu trzeba odebrać zbrodniarzom możliwość popełniania zbrodni.- Fizycznie, w tym między innymi przez wywalczenie zmiany ordynacji wyborczej.
– A to znaczy, że na szukanie środków politycznych będzie tracony czas, bo przerobienie zaistniałego, zbrodniczego ustroju państwowego na moralny od środka to na pewno syzyfowa, nie kończąca się praca, a co mowa przynosząca szybkie efekty.
Natomiast akcja zjednoczonego w duchu narodu takie efekty rokuje.
“Naprawdę, nie widzi Pan, jak niewiele czasu na te “inne sposoby” zostało?”
Nie. Przeciwnie widzę że jeszcze go trochę zostało, a więc jest czas myśleć i spokojnie robić swoje.
“Titanic tonie …”
Gdy Titanic tonął to orkiestra grała, a ludzie tańczyli. – To mi się kojarzy z kolejnym tańcem wyborczym, po którym zawsze stan stawał się gorszy jak przed nim.
Czy tym razem miało by być inaczej?
“…Lepiej poczekajmy, pomoc na pewno jest w drodze”.
Myślę że to ci, co jeszcze raz chcą posłuchać ordynacji wyborczej liczą, że doczekają cudu.
Ślepota Pańska nie pozwala dostrzec tych waśnie ludzi, którym można zaufać, bo działają w Imię Boże i już dziś są wśród nas.
Proszę się nie martwić. – Jeśli Bóg będzie chciał żebym ich widział, to ich na pewno zobaczę.
Miły Panie, skoro Pan nie widzi w tym demona, ani jak mało czasu zostało, a ja patrzę na to ze smutkiem i trwogą, to raczej nie pogadamy sobie. Mamy zupełnie inne postrzeganie spraw podstawowych i dajmy sobie spokój z przekonywaniem siebie. Szkoda czasu. Niech Pan sobie dalej prasuje w swym światku swoje chusteczki i układa kwiatki w wazonie. To też na pewno ma jakiś swój mały poczciwy wymiar i pozytywne znaczenie.
Zwolennicy bojkotu wyborów nigdy nie dadzą za wygraną i żaden argument ich nie przekona, ich zwodnicza agitacja za biernością będzie trwać z maniakalnym uporem! A to dlatego, że za nimi jest zwodnicze ZŁO, które wie, że aby zwyciężyć, wystarczy zdezaktywować tych, za którymi jest DOBRO.
Toteż robimy co w naszej mocy, ale rzeczywiście, bezgraniczny jest ich upór. No i to beznadziejne mielenie językiem słowa “bojkot” jak i gdzie się tylko da, z całkowitym lekceważeniem protestów otoczenia (w ostatnich dniach mieliśmy tego przykład na Legionie). To nie jest zachowanie normalne, bo gdy gospodarz prosi, żeby zmienić temat, to człowiek normalny i jako tako wychowany posłucha. Ale tu mam czasem wrażenie, jakby to nie pochodziło od nich i wypełniali jakieś zadanie na czas oraz z przymusu wewnętrznego. Logiczne argumentacje też się od nich odbijają jak od manekina, dlatego dialog z nimi to dość nieprzyjemne doświadczenie.
“Zwolennicy bojkotu wyborów nigdy nie dadzą za wygraną i żaden argument ich nie przekona, ich zwodnicza agitacja za biernością będzie trwać z maniakalnym uporem! A to dlatego, że za nimi jest zwodnicze ZŁO, które wie, że aby zwyciężyć, wystarczy zdezaktywować tych, za którymi jest DOBRO”.
Zwolennicy wyborów według istniejącej, choć totalitarnej ordynacji wyborczej, antypolskiej, antyludzkiej i antykatolickiej nigdy nie dadzą za wygraną i żaden argument ich nie przekona.
– Ich zwodnicza agitacja za biernością wobec argumentów dobra i rozumu, życia i moralności oraz ducha zjednoczonego Narodu, którego Państwo jest dobrem wspólnym i jednocześnie własnością niepodzielną i niezbywalną będzie trwać z maniakalnym uporem!
A to dlatego, że za nimi jest zwodnicze ZŁO, które wie, że aby zwyciężyć, wystarczy zdezaktywować tych, za którymi jest DOBRO.
Dodam jeszcze że tutaj nie tylko o dobro i zło idzie ale i o życie i śmierć, w tym Polski i Polaków za sprawą zbrodniarzy przy władzy, w tym skorumpowanych i zdrajców, zdemoralizowanych i zdeprawowanych zdolnych do planowego ludobójstwa Narodu Polskiego (które już jest realizowane).
I uznać trzeba że tutaj jesteśmy w stanie najwyższego zagrożenia naszego bytu, w stanie obrony koniecznej, i to również przed wrogiem wewnętrznym zainstalowanym we władzy państwowej i w prawie państwowym.
Same sprawy dobra i zła idzie jeszcze regulować środkami polityki (tej prawdziwej, moralnej), ale nie da się zwalczyć zbrodni na górze władzy, zwłaszcza gdy chroni ją prawo państwowe, w tym ordynacja wyborcza.
– Tutaj jednostki nic nie poradzą, tutaj konieczna jest akcja zjednoczonego Narodu.
Dodam też, że nie popieram ani tych co nie chcą iść do wyborów z bierności, ani tych co chcą poprzestać na bojkocie.
– Jednak uważam, że ordynacja wyborcza jest dobitnie skompromitowana i jako taka nie może organizować wyborów, ani oceniać, dopuszczać lub wykluczać kandydatów czy tworzyć zapór dla ludzi uczciwych, prawych i moralnych a zawłaszcza katolików i ludzi sumienia, oraz buduje fikcję wyborów demokratycznych, oraz fikcję poczucia dawania obywatelom wpływu na wynik wyborów.
Wybory tak, ale po odpowiedniej zmianie ordynacji. – To ona pozwala plenić się patologiom, a patologii nigdy nie wolno pozostawiać bezkarnymi.
– A że dyskusje się zacinają? – Dopóki mamy dobrą wolę, to akurat idzie zawsze naprawić. – Tylko zaczynać trzeba od miejsc gdzie następowały zacięcia się, w tym zwłaszcza przechodzenie od argumentów ducha i rozumu do emocji i chciejstw, oraz ataki personalne.
To akurat bywa trudne, bo za niechęcią do tego powrotu do dyskusji często stoi dysonans poznawczy, a wiec i wola uznania prawdy o rzeczywistości w której się znaleźliśmy, oraz o własnej prawdziwej woli.
– Ludzi łatwiej jest nakłonić do popełnienia błędu jak do przyznania że popełnili błąd. – Trudne, bo prawda ma tu ciężko się przebić, gdyż tam, gdzie sprawy w jakikolwiek sposób dotyczą moralności nie idzie dokonywać handli ani kompromisów.
Wiele przeszkód też sprawia posługiwanie się fałszywymi definicjami słów i zwrotów.
– Fałszerstw takich celowo dokonują liberałowie i lewacy – dotyczy to również definicji wartości podstawowych (co zauważył pokutujący łotr).
– – A że lansują i wspierają ich właściciele środków masowej manipulacji to fałsz się rozpowszechnia szybciej jak normalni ludzie nadążą prostować.
– Tutaj jednak nie pomoże wzajemne obwinianie się w przekonaniu że samemu jest się po właściwej stronie, a przeciwnie – tylko odwołanie się do systemu wartości naszego Narodu, który wciąż pozostaje spójnym, jednoznacznie rozumianym i zgodnie praktykowanym w takich samych sytuacjach.
Dotyczy to i źródeł prawa państwowego jako jego podstawowego źródła. Dotyczy i prawem wprowadzanej ordynacji wyborczej.
Dlatego tutaj o jej sformułowaniach może decydować tylko Naród Polski, a i to jego świadoma część.
W tej chwili bój idzie właśnie o świadomość Narodu, bo to właśnie ona buduje jego jedność duchową.
– A najgorsze jest zamykanie dyskusji, bo zamyka i drogę do wspólnej świadomości, bo bez niej nie ma ani koniecznych, ani rozumnych, ani wspólnych działań.
Ja bym Pana Boga nie mieszał do wyborów i glosowania. Tu po pierwsze rozum i mądrość zwana niekiedy zdrowym rozsądkiem jest ważna. Gorliwy katolik może nieźle nawywijać w tej materii.
Odnoszę b. przykre wrażenie, że Pan @ Miarka jest tak mocno oderwany od rzeczywistości, że NIE ROZUMIE obecnej sytuacji.
fragment wypowiedzi p. @ Miarki:
Co można zrozumieć z tej poetyckiej wypowiedzi ? “Co to znaczy, że “duch musi poprzedzać nasze czyny”? Romantyzm w całej krasie.
To jest myślenie bardzo oderwane od rzeczywistości. Polskie działania “romantyczne” zawsze kończyły się niepowodzeniami. Osobiście taką postawę uważam za zgubną. Tu jest potrzebna rzetelna ocena rzeczywistości, rozeznanie problemów poznawczych, jaką reprezentuje pani @Rebeliantka czy m.in. pan @ PŁ w komentarzach. Tu jest potrzebne ROZUMNE rozeznanie tzw. za i przeciw. I te prognostyki ZOSTAŁY WYMIENIONE !
Wielka szkoda, że tak mało osób w Polsce zapoznało się z wykładami śp. Józefa Kosseckiego. To on uświadamiał o warunkach potrzebnych do realizacji zmian społecznych, politycznych. Nawiasem mówiąc słuchaczami wykładów byli pp. Wielomscy.
Dlatego wykłady pani Wielomskiej (i pana) są tak dobrze opracowane merytorycznie.
Jak twierdził Marian Mazur, cybernetyk – nie ma ludzi złych i głupich, są tylko tacy, którzy NIE MAJĄ INFORMACJI.
Uświadamianie, edukacja ludzi o FAŁSZERSTWACH DEFINICJI istotnych dla egzystencji człowieka pojęć, jest priorytetem.
Kiedy powiedziałam znajomej, że lekarze od dawna nie składają przysięgi Hipokratesa a PLACEBO nie ma składu obojętnego dla zdrowia, tylko jest innym farmaceutykiem (o czym mówił dr Witczak), okazała głębokie niedowierzanie. Powiedziała, że : SPYTA LEKARZA !
Osoba obeznana, używająca internetu do… eksploracji “pudelków” i “wiedzy” mainstreamowej.
“Co można zrozumieć z tej poetyckiej wypowiedzi ? “Co to znaczy, że “duch musi poprzedzać nasze czyny”? Romantyzm w całej krasie”.
Dobrze że Pani napisała, bo niektórzy w takich sytuacjach od razu uruchamiają dyskwalifikację.
Zapewne można się tu dopatrzeć poetyki, ale ja to pisałem w sensie jak najbardziej pragmatycznym.
Chodzi o to że z jednej strony musi być ciągły, bo po jego zerwaniu następuje i zerwanie wspólnoty ducha, duszy i ciała, a z drugiej strony to, co następuje dalej, jest już w innym duchu, czy człowiek w ogóle zaczyna być bytem abstrakcyjnym, jako odczłowieczonym, zezwierzęconym.
Poza tym „nasz duch u celu musi poprzedzać nasze czyny i kroki, organizację i materię”, a to dlatego, że nasz ludzki duch jest duchem świadomym.
– Człowiek musi być świadomy nie tylko otoczenia, swoich potrzeb i możliwości, posiadanych sił, możliwości działania, ale i interakcji z otoczeniem, w tym możliwości uzyskiwania zgodności, i współpracy, czy uzyskiwania wsparcia i pomocy, ale przede wszystkim jednoczenia się w tym duchu, budowania wspólnot ducha.
Poza tym nasza wola wolna koniecznie wymaga naszego trwania w duchu i jego świadomości, bo „Kto dobrze nie wie czego chce, ten ani pomocy czy okazji działania nie zobaczy, ani nic nie osiągnie”.
– W praktyce taki człowiek nie będzie kierował się swoją wolną wolną, a wolą swoją, fałszywie uznawaną za wolną, właśnie oderwaną od rzeczywistości, bo nie skorelowaną i z sumieniem i z własnymi „mocami przerobowymi” ze względu na dzieła w toku.
Pamiętamy modlitwę Jezusa. – On zawsze do swoich próśb dodawał „… jeżeli to może być”. – A dlaczego?
– Niewątpliwie właśnie dlatego że Bóg Ojciec działa w woli wolnej, czyli uwzględnia własne wcześniej podjęte decyzje i wybory, czyli i dzieła w toku na wzór maszyny puszczonej w ruch (której zwykle nie daje się zatrzymać bez spowodowania skutków tragicznych), w tym uwzględnia udzielonych przez Niego łask wymagających Jego współpracy, dokąd są realizowane.
Warunkiem dla korzystania z woli wolnej jest nie zaburzanie dzieł w toku. – Tego wymaga nie tylko duch ciągły, ale i dojrzałość naszego człowieczeństwa.
A wola swoja? – Ona wolną nie jest, choć ludzie (w swoim zakłamaniu) nie rozróżniają jej od woli wolnej.
– Wszystko co postanawiamy z woli swojej jest na naszą osobistą odpowiedzialność, i tylko my musimy tu ponosić wszelkie choćby najbardziej niechciane ich skutki.
– – Natomiast wola wolna potrafi nas jednoczyć i podtrzymywać w działaniach wspólnych. – I dopiero one mają faktyczną możliwość zostać doprowadzonymi do skutku pomyślnego dla wspólnoty, a za nią i dla jej członków.
Co do Rebeliantki to bardzo cenię jej wielki potencjał, wiedzę i aktywność. – To jej zawdzięczam bardzo ważne zrozumienie pojęcia dysonansu poznawczego za co dostała sporo krytyki.
– Niestety w ostatniej dyskusji okazało się że tak bardzo zaangażowała się w sprawy udziału w wyborach nawet według obecnej ordynacji wyborczej, że również ona popadła w dysonans poznawczy.
Tak to już jest, że ludzi łatwiej jest zwieść, oszukać doprowadzić do błędu, jak przekonać ich że dali się oszukać, zwieść, czy doprowadzić do błędu.
Dysonans poznawczy nie tylko skłóca i dzieli ludzi, ale i grozi skutkami bardzo niebezpiecznymi.
Ksiądz Bąk ostatnio powiedział, że dziś „ci z lewej i z prawej strony chcą mieć dobre mniemanie o sobie i poukładane stosunki z wrogami.
– Stąd kompromis [moralny], który jest jak taka chmura nad naszymi głowami, stał się fałszywym obyczajem. – Jest owocem tchórzostwa i nikczemności i jest elementem, który deprawuje [naturę tych co w niego wchodzą, nawet] cały naród”.
Jeżeli chodzi o twierdzenie:
„nie ma ludzi złych i głupich, są tylko tacy, którzy NIE MAJĄ INFORMACJI” – to jest błędne, bo nie uwzględnia dysonansu poznawczego. – Można mieć informacje, ale pozostać nieświadomym. – Bo tak naprawdę to nie informacja się liczy a świadomość – bo to na jej podstawie są podejmowane decyzje i wybory.
Ponadto przy zaburzonej świadomości informacja zostanie zakwalifikowana jako nic nie znacząca, a nawet szkodliwa.
Pan, jak widzę, nawet ks. Marka Bąka zaprzągł do swojego rydwanu lub dwukółki. Ks. Marek nie jest za bojkotem pomimo swojej niechęci i niewiary w demokratyzm. Podczas ostatniej rozmowy użył nawet sformułowania (25 min.) Może po następnych wyborach… Nie powiedział może po ostatnim bojkocie
Ale przecież ja nie optuję za bojkotem, a za zmianą ordynacji wyborczej i udziałem w wyborach organizowanych według niej.
Co demokratyzmu też jestem zgodny, bo podobnie jak definicjami polityki tak i demokracji ta stara ordynacja posługuje się fałszywymi, stąd i takimi posługują się wybierane władze, i patologie oraz nadmierna tolerancja rosną.
Może i tak, zaprzągłem, tyle że co w tym złego skoro w tym samym znaczeniu i w podobnej intencji.
Zapisałem sobie też podobnej rangi “zaprzęgnięcia do swojego rydwanu lub dwukółki” (w tym samym znaczeniu i w podobnej intencji, i z podaniem źródła) Jerzego Karwalisa z filmu o patologicznej tolerancji “Czemu godzimy się na wszystko”, i z moim komentarzem do jego wypowiedzi.
Czy obaj by mogli mieć coś przeciw takiemu posłużeniu się ich wypowiedziami? – Przecież jak nigdy nam chodzi o wspólną sprawę, a nie o budowę własnego “ja” czy interes.
Oto ten jeszcze surowy tekst pod notkę zamierzaną na skład:
“Dziś chcę się zastanowić, co to takiego w naszych indywidualnych postawach powoduje naszą bezradność wobec świata i czy przypadkiem tą bezczynnością sami go nie kształtujemy. To tworzy zamkniętą spiralę samonapędzających się zaniechań, które uzasadniają coraz bardziej nasz stan pogłębiającej się bierności.
A kiedy świat popada w stan akceptacji swego losu, wytwarza to próżnię, którą może wypełnić dowolna aktywność, najczęściej miernej próby.
Chcącemu nie dzieje się ponoć krzywda, ale problem w tym, że skoro chcących jest coraz mniej, mogą oni krzywdzić większość, jeśli ta pogrążona jest właśnie w bierności”.
Jerzy Karwelis
Krzywdzenie to niesprawiedliwość. To jeszcze nie tragedia gdy na tym się skończy. Bo „łaknąc i pragnąc sprawiedliwości”, czekając na jej powrót, nie godząc się jednak w duchu na system niesprawiedliwości, daje się nawet długotrwale żyć, a czasami i doczekać powrotu sprawiedliwości nawet za własnego życia.
Gorzej gdy zacznie się odgórne narzucanie czegoś gorszego jak niesprawiedliwość;
– wynaturzenia (z nieprawością, zaburzaniem ludzkiej i wspólnotowej tożsamości, w tym funkcjonowania wspólnoty ducha, duszy i ciała, oraz dóbr wspólnych wspólnoty ludzkiej, w tym narodowej, a jednocześnie jej własności niepodzielnej i niezbywalnej, a także ludzkich mądrości i rozumu oraz przykazań rodzicielskich i Bożych rozumianych jako przestrogi duchowe i zaczątek systemu wartości duchowych prowadzących ludzi ku ich funkcjom nadnaturalnym i ku kształtowaniu przyszłości dalekowzrocznie postrzeganej);
– jeszcze gorzej demoralizacji z zagrożeniami dla życia osób i wspólnot ducha, w tym dla zaniechania obrony koniecznej i kształtowania wewnętrzego ładu życia własnych społeczności jako moralnego, nadto z uniemożliwianiem dobrego wychowania potomstwa dla zdolności wypełniania jego i jego potomstwa ludzkich powołań, w tym zwłaszcza na ludzi dojrzałych w człowieczeństwie i dla dalekowzrocznie pojmowanej przyszłości ludzkich wspólnot międzypokoleniowych;
– a jeszcze gorzej antyczłowieczeństwa, a więc i satanizm wywracający ludzki i wspólnotowy system wartości duchowych, w tym niszczący i wolę wolną i sumienie, wstydliwość i godność osobową, aż po rezygnację z woli życia w pokoju ze wszystkim tak samo rozumiejącymi pokój i też pragnącymi pokoju;
– a już najgorzej gdy zacznie się również narzucanie wzgardy dla ludzkich świętości zamiast ich czczenia, bo to się łączy i z własnym zaniechaniem dążenia do świętości i życia wiecznego, a więc i do bycia sobą (bo „być sobą to być świętym”).
– A właśnie to wszystko jest gorsze jak niesprawiedliwość i jest faktycznym skutkiem narzucanej nam ordynacji wyborczej, do dziś będącej zatrutym owocem zdradzieckiej zmowy Okrągłego Stołu.
To wszystko ogólnie mówią są rzeczy „nie do przyjęcia dla normalnych ludzi”, ale nie brakuje takich, którzy tego właśnie chcą, nazywają prawami, a nawet wolnościami, choć takich praw ani wolności żadna ludzka społeczność chcąca przetrwać czasy zagrożeń bytu nikomu nie przyzna.
Przyznają natomiast powołane i trwające z mocy istniejącej ordynacji wyborczej III RP, choć w dalekim stopniu zbrodnicze, zdradzieckie i skorumpowane władze państwowe i stanowione przez nich prawa czy rozporządzenia, oraz pośrednio – przez praktykę ich interpretowania i wykonywania;
– skutkujące podmienianiem tego czego nie wolno, na to, co bezkarnie można;
– a to czego nie wolno bo jest zbrodnią w to, czego nawet nie wolno piętnować.
I nie chodzi o odgórne chronienie i wspieranie wszystkich czynów nagannych i niedopuszczalnych, ale szczególnie tych co niszczą Polskę i Polaków.
Dziś trwa gigantyczny proces destrukcji tego co jest nam konieczne, proces realizowany przez przyzwalanie na coraz więcej destruktorom, a nawet chronienia ich prawem i aparatem państwa jako faktycznie uprzywilejowanych.
Takie przywileje są nie tylko zabójcą sprawiedliwości – to już zorganizowane ludobójstwo zaczynane od osób starszych i najmłodszych, w tym nienarodzonych i chorych, o czym obszernie w filmie opowiada Pan Karwalis.
Z początku nie wiedzieliśmy czym jest ta ordynacja wyborcza, teraz już wiemy aż za dobrze.
Wiedzą i ci co wciąż chcą głosować, ale wobec propozycji walki o jej zmianę na konieczną Polsce i Polakom, oraz o uzyskanie możliwości, by móc kształtować swój świat, zachowują bierność, czym „podtrzymują ułudę o swojej sprawczości”;
– „ułudę kreowaną bajeczkami o naszym demokratycznym wpływie na otoczenie.
– Jedni w czasach pandemii zostali już wybudzeni, ale wielu jeszcze pobywa w krainie „kędy zapał tworzy cudy i w nadzieję obleka złote malowidła””.
– Typowe ich odpowiedzi, zamiast stawania w realistycznej gotowości do robienia tego co konieczne, z gotowością do własnych ofiar i poświęceń, wyrażają oczekiwanie: „niech ktoś ją zmieni”, czy „niech Bóg uczyni cud”.
Pan Jerzy Karwalis też twierdzi, że jeżeli widać, że nasze sprawy idą coraz gorzej, to na pewno nie mamy wpływu na kształtowanie naszej rzeczywistości.
– A jeżeli tak, to co nam po takiej ordynacji i wynikających z niej wyborach?
Normalnie tolerancja wobec innych zaczyna się od braku ich szkodliwości społecznej oraz trzymanie się przez nich natury ludzkiej i wspólnotowej, w tym jednakowe z nami rozumienia dobra i zła.
– Na ten stan pojawia się pojęcie permisywizmu – terminu etycznego oznaczającego tendencję do bezgranicznej, zbytniej tolerancji wobec zachowań innych osób, w tym nieprawych, niemoralnych, odczłowieczonych i gardzących świętościami ludzkimi.
– – Tutaj tolerancja jest zbrodnią która rodzi najgorsze zbrodnie, nawet satanizm, bo etyka jest prawem, a wynosi się tutaj nad ludzkie wartości duchowe, w tym nad moralność, tworzy satanistyczną odwrotkę.
Mimo tego permisywizm jest uznawany przez władze i ich uzurpatorski, faktycznie realizowany system zwany politycznym, dlatego więc systemowo nie mamy szans odzyskania warunków dla normalności życia społecznego i politycznego w naszym państwie.
– Tu zwłaszcza ordynacja wyborcza czopuje ten system przed przywróceniem go do normalności, w tym i do moralności ładu życia publicznego w państwie.
– Ordynacja wyborcza, a więc prawo. – Prawo wyniesione nad moralność – w najgorszym sensie satanistyczna odwrotka. – Szczyt bezprawia.
– – Do tego operująca na fałszywych definicjach, w tym polityki i demokracji.
Karwalis o tym nie mówi, ale narzuca się moje dopowiedzenie. – Że istnieją jednak dostępne Narodowi, którego państwo jest dobrem wspólnym i zarazem własnością niepodzielną i niezbywalną, narzędzia związane z obroną konieczną.
– A to jest właśnie stan realnie istniejący z uwzględnieniem znanych już tendencji określający czego i jak trzeba bronić.
– Do tego obrona konieczna nie potrzebuje żadnego prawa w sytuacji gdy ci co go ustanowili, lub go bronią czy chcą jego trwania zdradzili Polskę i Polaków – tych wobec których miało ono być sprawiedliwe i chroniące zwłaszcza tego, co im konieczne.
– Dziś rządzący zdradzili w najgorszym stopniu, bo to, co nam urządzają sięga już ludobójstwa.
Żadne też prawo nie ma mocy obrony koniecznej zabraniać. – Bo ta obrona jest konieczna, ono zaś nie wykorzystało swojej możliwości, aby odpowiednio wcześniej nie dopuścić do tej konieczności.
Dlatego takie prawo musi być pilnie i dogłębnie zmienione pod konieczne potrzeby Państwa i Narodu Polskiego.
A propos Pani słów
“Jak twierdził Marian Mazur, cybernetyk – nie ma ludzi złych i głupich, są tylko tacy, którzy NIE MAJĄ INFORMACJI.”
polecam fragment dotyczący cybernetyków
Jeżeli chodzi o twierdzenie:
Cybernetyka PRECYZYJNIE opisuje pojęcia.
Marian Mazur zatem mówił o takiej sytuacji w której człowiek (z różnych powodów) INFORMACJI NIE POSIADA. Informacji, czyli wiedzy.
Ponieważ człowiek w swoim życiu musi rozwiązywać tylko dwa rodzaje problemów: poznawcze i decyzyjne.
Polecam zaznajomienie z pracą M. Mazura, zawartym w niej explicatjo terminorum i wykładami Józefa Kosseckiego.
Polecam
W tym temacie napisałam komentarz z zapytaniem :
KTO MA WŁADZĘ NAD ZNACZENIEM SŁÓW !
Czyli kto USTALA, ZMIENIA DEFINICJE ?!
===
Czym jest cybernetyka ? – Jest nauką o informacji, czyli sterowaniu.
Opisuje reakcje w matematyczny sposób ale tez w opisowy, co dla ignorantki, którą jestem jest b. pomocne.
Cybernetyka jest współczesną formą TRIVIUM, gdzie wszelkie dyskusje zaczynane były od ustalenia DEFINICJĄ przedmiotu dyskusji.
Dlatego też dyskusja nie zbaczała z tematu i po wyczerpaniu przedmiotu dyskusji można było wyciągać wnioski.
Nauki przyrodnicze stanowią BAZĘ do opierania na nich światopoglądu.
Mnie jest trudno poruszać się w tematach religijnych, gdyż dopiero stosunkowo niedawno porzuciłam ateizm. Na skutek zrozumienia piękna praw przyrody i wolności wyboru jaką dał człowiekowi Bóg.
Marian Mazur (ateista) napisał, że człowiek jest podmiotem autonomicznym samosterownym jako jedyny gatunek na Ziemi.
Rozpatrując “informację” pod kątem fizyki kwantowej – ma ona masę/energię. Jej “wymazanie” także wymaga energii. Na nieistniejącym forum fizyków dyskutowano na ten temat.
O tym właśnie – znaczeniu SŁOWA mówił Mistrz z Nazaretu: To, co wychodzi z ust, pochodzi z serca i to właśnie czyni człowieka nieczystym.
Słowa te Jezus wypowiedział w Ewangelii według św. Mateusza (rozdz. 15), odpowiadając faryzeuszom na zarzut, że Jego uczniowie nie zachowują rytualnych tradycji i nie myją rąk przed jedzeniem.
Póki co, to zauważę, że niezależnie od tego czy ktoś ma informację, czy nie – może być, może chcieć, czy będzie głupim.
– Bo to wciąż od niego zależy czy wykorzysta posiadane informacje do budowy swojej świadomości według której ukształtuje swoje wybory czy decyzje.
Wygląda na to, że pan Mazur ograniczył się do strony poznawczej poprzedzającej rozwiązanie, a pominął stronę decyzyjną.
– A po stronie decyzyjnej nie informacja i wiedza decydują, a wola wolna i jednocześnie rozum świadomy funkcjonujący na bazie informacji uznanych za prawdziwe, – Jeśli takimi są, to i funkcjonujący prawidłowo.
A co do lektury, to już się zamierzyłem i mam trochę materiałów. – Teraz tylko trzeba czasu.
Pogląd Mazura, który Pani przytacza nie obejmuje swoim zasięgiem wszystkich przypadków To jest istotą mojej uwagi.
A cytat ze św. Mateusza, który Pani przytacza, jest o tyle ważny w tym kontekście, że pokazuje jeden z powodów utraty samosterowności
A ja się tu zgodzę z tym Chodorowskim.
Generalnie, nie ma z kim rozmawiać.
Jest tak, jest kurnik, są kury.
Żyją, owe kury w zamkniętej rzeczywistości ograniczonej glebą, firmamentem i płotem otaczającym, ów kurnik. Szczelnie, co należy podkreślić.
Wieczorem, każdego dnia kury udają się na zasłużony, pozniesieniajakowy odpoczynek widząc kurnik i jego obejście zastanym o świcie.
Ale, nocą zarządca kurnika, może być, li tylko arendarz, nie musi właściciel, podrzuca na wybieg gadżeciątka.
Rano, gdy kury wypirzchną z kurnika, rozpoczyna się obchód poranny, który skutkuje tym, że najbystrzejsza kura, bądź kura pozbawiona zahamowań typowych, np. autystyczna, srogo zaszczepiona w okolicach wykluwania, dostrzega przedmiocik, nocą podrzucony na wybieg – cudownie, zdałoby się napisać.
Mądre, stare kury, a onegdaj kogut, odgoniły by taką rozbystrzoną kurę od znaleziska, a same zajęły by się jego rzeczową analizą. Oczywiście przegrałyby z obozem wichrzycieli i siewców sensacji, ale przynajmniej zachowany byłby czas na reakcję służb kurnika.
To było by dawniej, teraz kto pierwszy zauważy podrzutek, ten dostaje podwyżkę, np. kowidkową. Jest już, tylko walko o to, kto pierwszy rano z kurnika wybiegnie i znajdzie nowy artefakt “bogów”, wrzucony na wybieg w nocnych demonów zabawach.