To co się stało…
“pokazuje jednak nieprawdopodobną obłudę Kościoła synodalnego, Kościoła „szpitala” dla tych, którzy są na marginesie, Kościoła, który jest otwarty dla wszystkich, który wszystkich przyjmuje, z wszystkimi dialoguje, na nikogo się nie zamyka, dla wszystkich jest otwarty, ze wszystkim się spotyka. Kościoła różnorodności, pluralizmu, różnych głosów, różnych temp.
Proszę Państwa, wszystko to jest jedna przerażająca wręcz obłuda.
Dlaczego mówię o obłudzie? Bo gdyby to wezwanie było szczere, to znaczy gdyby szczere było pragnienie zachowania spokoju i nie doprowadzenia do obecnych podziałów, to papież Leon XIV jako następca Chrystusa i widzialna głowa kościoła miał bardzo dużo czasu i możliwości, żeby do tego nie dopuścić.
Rzecz najprostsza, nie zgodził się, mimo usilnych próśb ze strony przełożonego bractwa, księdza Davida Pagliaraniego, nie zgodził się przyjąć go na audiencji.
A kogo w międzyczasie przyjmował? Głowy państw, polityków, działaczy społecznych, takich jakich i owakich, a nawet, proszę bardzo, specjalnie sobie przygotowałem bardzo ciekawe spotkanie, które miało miejsce we wrześniu 2025. Leon XIV spotkał się z zakonnicą, która popiera aborcje, LGBT i antykoncepcje. Były uśmiechy i uściski.
…spotykał się następnie, tuż przed przyjęciem na prywatnej audiencji amerykańskiego jezuity ojca Jamesa Martina, jednego z najbardziej znanych duszpasterzy środowisk LGBT.
(…) James Martin znany jest z tego, że publicznie udziela tzw. błogosławieństw par homoseksualnych. (…) jeśli miał czas, możliwości, chęć, spotkamy się z ludźmi, którzy samymi sobą, publicznie reprezentują odrzucenie wszelkich możliwych, najbardziej podstawowych zasad katolickich, to jak można uczciwie powiedzieć, że nie mógł się spotkać z przedstawicielami Bractwa, które wszystkie te podstawowe zasady podtrzymuje”.
jestem z FSSPX od 15 lat i jedyne czego żałuję, że nie o 40 lat dłużej.
Chciałbym tutaj odnieść się do powtarzających się na tym portalu opinii w komentarzach.
1. Jest jeden Kościół i musimy go bronić.
Nie, nie ma jednego Kościoła. Inny Kościół jest u Dominikanów, inny dwie ulice dalej u Jezuitów, a jeszcze inny na mszy “środowisk artystycznych” w Gdańsku. O rożnicach za granicą nawet nie wspomnę.
Uczestniczyłem we mszach FSSPX w trzech różnych krajach i tam dopiero czuć było jeden Kościół.
W jednej z kaplic we mszy uczestniczą wierni z 6 (sic) krajów. Wystarczy spojrzeć w kalendarz liturgiczny, odnaleźć właściwy dzień roku w Mszale z Tyńca i możesz modlić się z całym katolickim światem. Tak może (mógł-bo już nie może) zrobić każdy katolik w każdym miejscu na Ziemi.
2. Papież jest dobry i zależy Papieżowi na dobru Kościoła i musimy stać przy nim aż do śmierci/aż wszystkich nas zabiją.
Nie, nie mamy obowiązku tonąć na Titanicu. Ostatnich (upraszczam) kilku Papieży z niewiadomych przyczyn (satanizm/masoneria/głupota/naiwność) osłabiało Kościół. Pan Lisicki wielokrotnie był w stanie wytknąć błędy. Tak samo kilku innych publicystów , o książkach Lefebra i Vigano nie wspominając. Lekarstwo było powszechnie znane. Wystarczyło wrócić do źródeł.
Żaden z Papieży tego nie zrobił
3. W ramach Kościoła AD 2026 można się odnaleźć/zrealizować/wielbić Boga
są różne “Instytuty” i inicjatywy
Bardzo dobrze ujął to x. Stehlin. Mój wpis będzie dosadną parafrazą wypowiedzi x. Stehlina sprzed 5 tygodni.
Bractwo było cały czas “nęcone” uznaniem. Warunek był jeden. Uznanie SW II i wszystkiego co się dzieje obecnie w Kościele. Po prostu byliby “frakcją” w Kościele.
Nigdy nie słyszałem, by ktoś to rozważał, a to jest najważniejsza kwestia w tej sprawie.
FSSPX nie może się zgodzić na bycie “frakcją” wśród innych “frakcji”. Watykan zmienił Kościół w restaurację ze szwedzkim stołem.
Dla każdego coś miłego.
Tylko zobacz co jedzą inni.
Nie można się cieszyć, że jesteś Veganinem jak obok ucztują kanibale. Masz z nimi wspólny szyld. Płyniesz tą samą łodzią. Ponosisz odpowiedzialność za ich czyny.
To są efekty dawno zaplanowanej akcji, mającej na celu zniszczenie KK przez szatana i jego świadome (bądź nieświadome) sługi. Przeciętny wierny nie ma pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. Przecież jest fajnie. Jest fajnoksiądz, który odpuści wszystkie grzechy, jest smok niedzielak, który zabawi dzieci na NOMiku w niedzielne przedpołudnie. Jest ksiądz, co powie pederastom, że “Bóg” ich kocha i dobrze, że się kochają, bo miłość wszystko zwycięża. Nie po to wszelkiej maści żydy i kacerze kształtowali zakulisowo najniższej rangi SVII, który przez lata urósł do rangi równej, albo wręcz przewyższającej OBJAWIENIE. Oto zgniłe owoce. Szerzący się indyferentyzm i irenizm pod płaszczykiem zagrabionej nazwy ekumenizmu (proponuję sprawdzić pierwotne znaczenie pojęcia ekumenizm). Co, jeśli sedecy mają rację, co jeśli po Piusie XII był papież Grzegorz XVII, co jeśli apostazja idzie z samej góry? Apostazja, która jest traktowana jako tzw. “naturalny” rozwój KK, który idzie z tzw. Duchem Czasu (nie mylić z Duchem Świętym). Patrząc na ten Zbór Nowego Adwentu, który z KK ma tylko wspólną, zawłaszczoną nazwę dla niepoznaki to chce się płakać. Kiedy na NOMie było kazanie o wiecznym potępieniu, o grzechach itd. Dawno. Po co mieszać w głowach wiernym. Oni i tak nie są w stanie tego pojąć. Kościół walczący stał się po SVII pielgrzymującym. Pielgrzymującym prostą drogą po równi pochyłej w kierunku czeluści piekielnych. Wiara przetrwa, ale to może być garstka ludzi. Na Sądzie Ostatecznym nie będzie można powiedzieć Panu Bogu “ja nie wiedziałem”…