IV. Władza hegemona
- Struktura społeczna w strefie wpływów
Struktura społeczna w strefie wpływów jest następująca: hegemon wraz z zapleczem politycznym, bankowym, korporacyjnym, militarnym, klasa uprzywilejowana (klasa nadrzędna) i lud (klasa podrzędna). W ramach klasy nadrzędnej możemy wyróżnić arystokrację (warstwa bardziej uprzywilejowana) i szlachtę (warstwa mniej uprzywilejowana). Wątek ten był rozważany w części pierwszej z 30.06.2026 tego artykułu. Patrz tab. nr 8.
Tab. nr 8. Struktura społeczna w strefie wpływów
| Hegemon z zapleczem politycznym, bankowym, korporacyjnym, militarnym |
| klasa uprzywilejowana (nadrzędna): |
| arystokracja (bardziej uprzywilejowana) |
| szlachta (mniej uprzywilejowana) |
| lud (bez przywilejów), (klasa podrzędna) |
Źródło: oprac. własne.
Hegemon sprawuje władzę w swojej strefie wpływów, która staje się zarazem wspólnotą polityczną. Do ugruntowania tej władzy służy specjalnie opracowywana i wdrażana ideologia z preferowanymi wartościami („hegemonicznymi”) zgodnymi z wolą hegemona i potępianymi wartościami („antyhegemonicznymi”), które godzą w politykę hegemona. Tę aksjologię niejako z góry akceptuje hegemon i klasa uprzywilejowana. Lud może mieć i miewa różne obiekcje wobec tych rozwiązań. Ta ideologia określa rozumienie normalności. Wreszcie ta ideologia jest istotnym składnikiem ducha czasu, pod którego wpływem są wszyscy ludzie danej strefy. Każdy człowiek myśli, że myśli. To zapewne oczywiste, natomiast istotne jest, co stanowi punkt odniesienia dla tych myśli. Dosyć często jest to ideologia hegemona.
W duchu gumplowiczowskim można powiedzieć, że przy przewrocie w strefie wpływów zmieni się porządek pierwszeństwa i ewentualnie wielkość strefy, a nie porządek panowania. Nowy panujący ustali wtedy „swoje prawa”.
Henryk Elzenberg (1887–1967) charakteryzując etykę powszechną wyodrębnił dwie jej postaci: „etykę ludzi na wozie” i „etykę ludzi pod wozem”. Ci, którzy są pod wozem głoszą takie wartości, jak: sprawiedliwość, równość, humanitaryzm. Faktycznie jednak chodzi im nie tyle o równość, tylko o to, aby być na wozie i wymierzać innym sprawiedliwość. Przytoczmy te myśli Elzenberga:
8 IV 1938. Zło w człowieku chowa się, gdy człowiek jest bity; wychodzi na jaw w pomyślności. Dla bitych i zwyciężonych ostatnim sojusznikiem jest dobra o nich opinia; toteż, chcąc ją zachować, wystrzegają się złego tam nawet, gdzie by im doraźnie pomogło. Powetują to sobie z nawiązką, gdy znowu się znajdą na wozie[1]!
24 VI 1934. … silni gwiżdżą na sprawiedliwość, słabi coś tam o niej skomlą, czekając aż przypływ energii życiowej pozwoli im gwizdnąć z kolei; na razie kręcą, łżą, chodzą z łezką, podkopują się pod silnych jak krety i patrzą, gdzie się któremu przy podziale łupów noga powinie[2].
I jeszcze myśl Marii Dąbrowskiej:
Niejeden walczy z przemocą nie dlatego, że jej nienawidzi, ale dlatego, że ją kocha. Tylko że w najciemniejszej skrytce duszy sam jedynie czuje się uprawniony do jej wywierania. A najgorsze […] sam sobie nie zdaje sprawy, co nosi w ciemności serca, […][3].
Fragment ten przytoczył Elzenberg
8 IX 1936. Niejeden walczy z przemocą nie dlatego, że jej nienawidzi, ale dlatego, że ją kocha. Tylko że w najcenniejszej skrytce duszy sam jeden czuje się uprawniony do jej wywierania[4].
Niestety w tym cytacie pojawił się błąd i ten błąd pojawia się w różnych obiegowych opracowaniach cytatów Dąbrowskiej. Błędny zapis ma większą siłę przebicia niż prawidłowy.
Głównym celem władzy hegemona jest jego władza i tylko jego władza. Poniesiony koszt jest tutaj sprawą drugorzędną. Wyróżniamy dwa aspekty władzy hegemona: na zewnątrz i do wewnątrz.
Hegemon na zewnątrz stara się zwiększyć swoją moc w relacji do innych hegemonów. Immanentną i stałą cechą hegemona jest jego imperializm. Jest to imperializm mocy, „wola mocy” jak powiedziałby F. Nietzsche. Hegemon stara się to czynić w dwojaki sposób: poprzez zwiększenie swojej bezwzględnej mocy, a także poprzez osłabienie mocy innych hegemonów.
- Zwiększanie centralizacji władzy
W sferze wewnętrznej hegemon dąży przede wszystkim do pełniejszej centralizacji swojej władzy. Realizowana jest zasada: cel uświęca środki. Hegemon opracowuje i wdraża ogólne zasady współżycia we wszystkich dziedzinach w całej strefie. To jest właśnie owo wspomniane wcześniej wprowadzanie swojego rozumienia normalności albo tworzenie ducha czasu. Swoją siłę czerpie głównie z panującego narodu, z którym jest silnie sprzężony. Tak zakreślony plan wymaga przedstawienia bliższych konkretyzacji. Hegemon:
- opracowuje i wdraża swoją etykę, czyli polityczną poprawność;
- tworzy w całej strefie znaczące partie prohegemoniczne;
- wywiera istotny wpływ na obsadę najważniejszych w strukturze formalnej stanowisk w państwach zależnych (w rządzie, w parlamencie, w sądach, itd.);
- ustala cele i środki edukacji, ustala też wytyczne w sprawie opisu natury człowieka i historii państw zależnych;
- narzuca państwom zależnym swój kwartet podmiotów politycznych: my, wróg, sojusznik, podmiot neutralny;
- narzuca niektóre tezy badaczom nauk społecznych czy tzw. nauk społecznych, narzuca też niektóre werdykty w śledztwach (Mamy więc badania pod hegemoniczne tezy i śledztwa pod hegemoniczne werdykty);
- czyni starania w sprawie podporządkowania władz administracyjnych wyznawanych religii w swojej strefie wpływów;
- uzależnia od siebie media, przemysł rozrywkowy;
- uzależnia od siebie władze pośrednie między hegemonem a obywatelami;
- poprzez pożyczki uzależnia od siebie państwa zależne oraz ogniwa administracji publicznej;
- tworzy różne organizacje poza rządami państw zależnych, do wywierania wpływu na te państwa (tzw. organizacje pozarządowe);
- propaguje między sobą a rządami państw zależnych dialog, ale jest to „dialog pod pistoletem”.
Hegemon trochę przypomina sytuację kapitana na statku, który jest pierwszy po Bogu oraz Napoleona, który ma zawsze rację (“Napoleon ma zawsze rację”).
- Strategie przykrywkowe hegemona
W swoich działaniach hegemon może deklarować realizację różnych „dobrych” celów pozorowanych, aby w praktyce zrealizować swoje cele ukryte, w szczególności np. destrukcyjne, zbrodnicze czy wręcz demoniczne. Przykładowe maskowanie celów ukrytych dobrze ilustruje epizod z opowiadania detektywistycznego Gilberta Chestertona (1874-1936) Złamana szabla[5]. Ksiądz Brown zadał pytanie:
– Gdzie mądry człowiek ukryje liść? W lesie. Co jednak zrobi, jeżeli w pobliżu nie ma lasu?
– Nie wiem! – zawołał Flambeau tonem rozdrażnienia. – Niechże ksiądz powie! Co zrobi ten mądry człowiek?
– Posadzi las, by ukryć w nim liść – odparł Brown.
Polityka polega m.in. na sztuce „sadzenia odpowiedniego lasu”. Swoje podejrzane cele ukrywamy np. w „lesie humanitaryzmu”, w „lesie świetlanych celów”, w „lesie empatii do innych”, w „lesie altruizmu” itd. Osoby należące do wspólnoty politycznej mogą zawsze porównać swoje stanowisko w jakiejś sprawie politycznej ze stanowiskiem hegemona. Mogą i powinni odpowiedzieć na następujące pytania: co hegemon mówi i pisze oraz co myśli w tej sprawie. Sfera mowy i sfera pisma są jawne i powszechnie znane, a sfera myśli jest przypuszczalnie największą i najbardziej chronioną tajemnicą hegemoniczną. Ale nie ma innego wyjścia, jeżeli chcesz zrozumieć sprawy polityczne, to musisz m.in. poprawnie odpowiedzieć na pytanie: co hegemon myśli w tych sprawach. Zresztą ta zasada odnosi się też do zrozumienia innego człowieka. Jeżeli u hegemona jest rozbieżność między sferą mowy i pisma a sferą myśli, to możemy go podejrzewać, że chce nas wykorzystać do realizacji swoich raczej podejrzanych celów. W takim przypadku odgadywanie myśli hegemona nie musi być, rzecz jasna, zadaniem łatwym i bezpiecznym.
Za główne zło hegemon i jego ideologia uznaje antyhegemonizm (antyarystokratyczność i antyszlacheckość) i walka z nim jest dla niego priorytetem. Rozumienie normalności jest tutaj punktem odniesienia. Może być ono zmienne w czasie. Hegemon może niejako z góry przyjąć, że antyhegemonizm będzie wzrastać. Wtedy może do tego dostosować odpowiednie rozumienie normalności. Przy tej nowej bardziej „wyśrubowanej” normalności więcej postaw zakwalifikuje się jako antyhegemonizm. A więc i walka z nim powinna wzrosnąć – wyciąga hegemon taki wniosek.
Czy podział siłowy świata, ujęty w aspekcie formalnym, podpada pod oceny moralne? Jest on pewną prawidłowością społeczną, występował, występuje i będzie występował w takiej lub innej postaci. Jest to wręcz pewna prawidłowość przyrodnicza. A prawidłowości tego typu nie podpadają pod oceny moralne. Nie oceniamy od strony moralnej np. przyciągania ziemskiego, prawa Ohma, itd. Możemy natomiast oceniać konkretny podział polityczny świata i poszczególne jego elementy składowe.
Między strefami wpływów istnieje stan anarchii: ciągłego zmagania się, a czasami walki i wojny. Zasadę Hobbesa „Człowiek człowiekowi wilkiem” można i należy odnieść do hegemonów. Otrzymamy adekwatniejszą zasadę: „Hegemon hegemonowi wilkiem”. Największe stany zapalne w świecie są między strefami wpływów i tam są największe wojny. W szczególności hegemoni mogą starać się o przyłączenie państw ze strefy buforowej do swojej strefy. W wyniku porozumienia się między hegemonami pokój może zaistnieć przez pewien czas, ale jest to tylko względny pokój. Możliwość konfliktu wisi w powietrzu. Wojna przeplata się z pokojem.
V. Czy może zaistnieć trwały pokój między strefami wpływów? Odpowiedź Carla Schmitta
Domyślamy się już, że taki trwały pokój, według Schmitta, nie może zaistnieć. Jakie są jednak bliższe argumenty? Państwo, wg Schmitta, jest polityczną jednością, tzn. jest suwerenne. W jego gestii leży rozpoznanie sojusznika i wroga oraz prawo do wojny (ius ad bellum). W danym przypadku może ono rozpoznać wroga i podjąć z nim walkę na mocy własnej decyzji. Jeżeli państwo chce zachować polityczny byt, nie może zrezygnować z permanentnego rozpoznawania sojusznika i wroga i podejmowania działań w związku z tym.
- Czy podpisanie deklaracji o potępieniu wojny unieważnia różnicę między sojusznikiem i wrogiem?
Przypuśćmy jednak, zauważa Schmitt, że państwa podpisałyby deklarację o potępieniu wojny[6]. Czy w tej sytuacji zostałaby unieważniona różnica między sojusznikiem i wrogiem? Oczywiście, że nie – odpowiada Schmitt. Wtedy ta różnica zyskałaby tylko nową treść, bo deklaracje są obwarowane określonymi zastrzeżeniami i one właśnie nadają normie to nowe znaczenie. Poza tym to państwo decyduje o tym, czy mamy do czynienia z przypadkiem, do którego odnosi się dane zastrzeżenie.
Jeżeli jakiś naród chce się wycofać ze sfery polityczności, to zawsze znajdzie się wtedy jakiś inny naród, który przejmie nad nim władzę polityczną według odwiecznej zasady łączącej ochronę z posłuszeństwem.
Jeżeli jakiś naród lęka się ciężaru i ryzyka politycznej egzystencji, to zawsze pojawi się jakiś inny, który ten ciężar z niego zdejmie, przejmując odpowiedzialność za „ochronę przed wrogiem zewnętrznym”, a co za tym idzie, przejmując władzę polityczną. Obrońca sam określa wroga na mocy odwiecznego związku łączącego ochronę i posłuszeństwo[7].
Ochraniam, więc wymagam (protego, ergo obligo), to czołowa zasada w państwie. Jeżeli jakiś naród nie ma już siły ani woli utrzymywać się w sferze polityczności, to destrukcji ulega nie polityczność, ale ten słaby naród. Przy tej okazji dostrzegamy ważną prawidłowość między państwami: to słabość jest przyczyną agresji.
O rządzie światowym: Schmitt, Elzenberg, Kotarbiński
Jeżeli deklaracje w sprawie potępienia wojen nie są skuteczne, to może należałoby utworzyć jedno państwo na świecie. Wtedy to państwo zadbałoby o pokój. Ale, czy utworzenie tylko jednego państwa jest możliwe? Odpowiedź Schmitta jest jednoznaczna: nie jest to możliwe. Polityczna jedność zakłada bowiem współistnienie innych politycznych bytów.
Polityczny świat – pisze Schmitt – to pluriwersum, nie zaś uniwersum. […] Polityczna jedność nie może z istoty mieć uniwersalnego charakteru, to znaczy nie może obejmować całej kuli ziemskiej ani całej ludzkości[8].
„Ludzkość”, według Schmitta, nie jest pojęciem politycznym, ale jest ono wykorzystywane w walce politycznej. Dosyć często każda z walczących stron stara się przekonać innych, że walczy w interesie ludzkości. W tej ideologicznej walce na ogół jedna ze stron ma uprzywilejowaną pozycję i tylko ona nabywa prawo identyfikowania się z pojęciem „ludzkości”. Wtedy pozbawia ona przeciwnika prawa do posługiwania się i identyfikowania z tym pojęciem. Za tym może kryć się okrutny zamiar postawienia przeciwnika poza prawem, wyrzucenia go poza granicę człowieczeństwa, a nawet wciągnięcia go na listę proskrypcyjną[9]. Schmitt nie wyklucza tego, że w przyszłości na liście proskrypcyjnej znajdą się narody zadłużone, które nie będą mogły spłacić swoich długów. Przytoczmy tę proroczą wizję.
Być może wraz z postępem cywilizacji i wzrostem poczucia moralności wystarczą bardziej niewinne powody niż ludożerstwo, aby jakiś naród został przez inne umieszczony na liście proskrypcyjnej; być może pewnego dnia wystarczy, że nie będzie mógł spłacić swoich długów[10].
Na przykład Polska zadłuża się w zawrotnym tempie. Czy w najbliższym czasie Polacy znajdą się na liście proskrypcyjnej? A może już są?
Gdyby jednak coś takiego jak państwo światowe miało powstać, to nie stanowiłoby ono, wg Schmitta, politycznej jedności, tylko jakąś wszechświatową organizację. Jedynie z przyzwyczajenia nazywalibyśmy je państwem. Schmitt jednoznacznie negatywnie ocenia taką władzę światową. Byłaby ona przerażająca[11].
Podobną ocenę w sprawie ewentualnego rządu światowego przyjął Elzenberg. Uważał on, że wielość państw w świecie stwarza czyściec, a jedno państwo – piekło. W notatce z 6. grudnia 1912 pisał:
Wyobraźmy sobie urzeczywistniony ideał naszych pacyfistów: cała Ziemia jedno państwo, jedne „stany zjednoczone”. Jaki wtenczas byłby los człowieka zbuntowanego przeciw „ustalonemu porządkowi” – przestępcy politycznego? […] ze „stanów zjednoczonych Ziemi” nie ma ucieczki. Człowiek pozwalający sobie myśleć niezależnie jest skazany na zagładę bez nadziei. (Wszelkie niezależne myślenie jest z natury swojej przestępstwem politycznym). Ludzkość rozdarta jest dla myśliciela prawdziwym czyśćcem; ludzkość zjednoczona byłaby piekłem, z którego nie ma wyjścia[12].
Wielość państw w świecie, według Elzenberga, chroni ludzi
przed katastrofą zjednoczenia, przed państwem – czy raczej imperium – uniwersalnym i jego dwiema zmorami: wszechtyranią i wszechmartwotą[13].
Tadeusz Kotarbiński (1886–1981) podobnie przedstawiał państwo światowe.
„Perspektywa rządu światowego – pisał – jest zarazem perspektywą uniwersalnej tyranii”[14].
Ale od strony aksjologicznej Kotarbiński oceniał ten stan rzeczy pozytywnie. Uważał bowiem, że bilans cierpienia wszystkich ludzi byłby lepszy w państwie światowym niż przy obecnej wielości państw[15].
Zakończenie
Na zakończenie zasygnalizujmy jedynie niektóre wątki z politologii merytorycznej. Są trzy główne strefy wpływów na świecie: zachodnia z podstrefą europejską, wschodnia i północna oraz odpowiednio hegemon zachodni (żydowsko-amerykański) z podhegemonem europejskim (niemiecko-żydowskim), hegemon chiński i hegemon rosyjski.
Wojna na Ukrainie od lutego 2014 r. i potem od 22 lutego 2024 r. jest przykładem ścierania się hegemona zachodniego i rosyjskiego. Ten pierwszy starał się i stara wyrwać Ukrainę ze strefy rosyjskiej i przyłączyć ją do swojej. Podjęte były w tej sprawie różne działania. Mamy więc do czynienia ze zderzeniem się imperializmu hegemona zachodniego z imperializmem hegemona rosyjskiego. Do jakiej strefy ma należeć Tajwan? W tej chwili praktycznie należy do strefy zachodniej, ale Chiny roszczą pretensję do tej wyspy. Wisi więc w powietrzu potencjalna wojna między hegemonem zachodnim a hegemonem chińskim. Konflikt i wojna od października 2023 Izraela z Palestyńczykami ze Strefy Gazy jest próbą powiększenia powierzchni Izraela i strefy zachodniej.
Wniosek końcowy w sprawie pokoju jest następujący: nie będzie trwałego pokoju między strefami wpływów. Na mocy pewnego porozumienia (pisemnego lub ustnego) między hegemonami może być tymczasowy pokój, ale stan ten jest niepewny.
Przypisy
[1] H. Elzenberg, Kłopot z istnieniem. Aforyzmy w porządku czasu, Wydawnictwo Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 2002, s. 282.
[2] Ibidem, s. 236.
[3] M. Dąbrowska, Noce i dnie, t. IV: Wiatr w oczy, część pierwsza, rozdział 7, Prószyński i S-ka, Warszawa 2001, s. 92.
[4] H. Elzenberg, Kłopot, op. cit., s. 268.
[5] G.K., Chesterton, Złamana szabla (1911), tłum. T.J. Dehnel, w: tegoż, Ojciec Brown. Księga wszystkich spraw, tłum. T.J. Dehnel, M. Plisenko, Wydawnictwo Replika, Poznań 2019, s. 48, za: S. Michalkiewicz, Niezależność i męczeństwo, „Goniec” (Toronto) [online], 16.06.2013, http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2850, dostęp 3.07.2026.
[6] C. Schmitt, Pojęcie polityczności, op. cit., s. 282–284.
[7] Ibidem, s. 283.
[8] Ibidem, s. 285.
[9] Ibidem, s. 286.
[10] Ibidem, s. 286.
[11] Ibidem, s. 290.
[12] H. Elzenberg, Naród i wojna, oprac. Z. Musiał, Etyka, 1990, nr 25, s. 76
[13] H. Elzenberg, Kłopot, op. cit., 23.08.1936, s. 266.
[14] T. Kotarbiński, Antynomie zasadnicze (1973), w: tegoż, Myśli o ludziach i ludzkich sprawach, Ossolineum, Wrocław 1986, s. 147.
[15] J. Zubelewicz, Tadeusz Kotarbiński o zjednoczeniu ludzkości, „Гуманітарний вісник Запорізької державної інженерної академії” 2011, nr 45, s. 21-28, https://old-zdia.znu.edu.ua/gazeta/VISNIK_45_21.pdf , dostęp 5.07.2026.
Poprzednie części
J. Zubelewicz, Podział świata na strefy wpływów:
Cz. I. Dwa podziały polityczne świata: materialny i prawny, https://ekspedyt.org/2026/06/30/podzial-swiata-na-strefy-wplywow-cz-i-dwa-podzialy-polityczne-swiata-materialny-i-prawny/ 30.06.2026.
Cz. II. Gumplowicz i Schmitt, https://ekspedyt.org/2026/07/02/podzial-swiata-na-strefy-wplywow-cz-ii-gumplowicz-i-schmitt/, 2.07.2026.
Dodaj komentarz