Zaktywizowały się ostatnio różne lekkoduchy, które namawiają do nieuczestniczenia w wyborach parlamentarnych. Nie wiadomo, czy z powodu lekkomyślności, czy w interesie rządzących, bo bojkot ewidentnie im sprzyja. Przypomnijmy zatem, co o udziale w wyborach mówi Kościół.
- z “Tygodnika Bydgoskiego” maj 2025 r.
- https://tygodnikbydgoski.pl/opinie/katolik-ma-obowiazek-glosowac-i-to-nie-byle-jak-30-5-25
Katolik ma obowiązek głosować. I to nie byle jak!
W obliczu pluralistycznych społeczeństw i złożonej sceny politycznej wielu katolików pyta, jak powinni głosować, by pozostać wierni swojej wierze i sumieniu. W odpowiedzi na te pytania ks. Titus Cranny, profesor teologii moralnej, opublikował w 1952 roku broszurę Catholic Principles on Voting, która do dziś pozostaje aktualna. Praca ta nie tylko analizuje moralne podstawy udziału katolików w wyborach, ale także cytuje autorytatywne wypowiedzi papieży i soborów, wskazując na obowiązek głosowania jako akt cnoty obywatelskiej i religijnej.
Praca ks. Titusa Cranny’ego to mocne przypomnienie, że katolik nie może wyłączyć wiary z życia politycznego. Głosowanie to nie tylko wybór kandydatów, lecz przede wszystkim akt moralny, który – jak każde działanie człowieka – powinien być podporządkowany zasadom Bożym. Sumienie, formowane przez naukę Kościoła, ma być kompasem w gąszczu politycznych propozycji i ideologii.
Poniżej fragmenty jego argumentacji.
Waga obowiązku głosowania
Nieśmiałość i przezorność w unikaniu udziału w polityce nie są cnotami, lecz nagannymi zaniedbaniami. Mało co, jeśli cokolwiek, osiąga się przez takie podejście, a często wiele się traci. Katolik ma obowiązek wypełniać swoje obowiązki obywatelskie — obowiązek ten w ostateczności pochodzi od Boga. Jak stwierdza jedno z podstawowych założeń katolickiej etyki społecznej: „Nie ma prawa bez obowiązku i nie ma obowiązku niezależnego od Boga.” Obowiązki te są równie zobowiązujące w sferze politycznej, jak w każdej innej dziedzinie życia ludzkiego, gdyż stawką jest dobro wspólne.
Właściwe, rozumne i czynne zaangażowanie w sprawy publiczne może przynieść wielkie dobro dla kraju i Kościoła. Natomiast zaniedbanie lub lekkomyślność mogą prowadzić do szkód nieodwracalnych — zwłaszcza że ludzie niegodziwi, świadomi słabości ludzkiej natury, potrafią je wykorzystać dla własnych interesów. Pole do działania jest szeroko otwarte dla katolików: mogą oddać przysługę Bogu i państwu, Kościołowi i dobru wspólnemu, zarówno duchowemu, jak i doczesnemu.
W nowoczesnych państwach, gdzie moralność publiczna często znajduje się w odwrocie, katolik — dobrze uformowany religijnie i moralnie — może czuć się obco. Czasem woli on całkowite wycofanie się z życia publicznego, uważając, że świat biznesu i polityki nie da się pogodzić z zasadami wiary. Stąd tak niewielu katolików w parlamentach i samorządach, co skutkuje marginalizacją wpływu chrześcijańskiego na życie publiczne. Niemniej jednak trzeba przyznać, że ci katolicy, którzy aktywnie bronią zasad, wykonują dobrą pracę — często zyskując szacunek nawet wśród nieprzyjaznych polityków. Mimo to w polityce pozostaje ogromne pole do działania, które w dużej mierze wciąż czeka na zagospodarowanie przez ludzi wiary.
Oficjalne wypowiedzi papieskie
Na przestrzeni wieków różni papieże przypominali wiernym o obowiązku głosowania. Papież Leon XIII, w encyklice Diuturnum Illud, pisał:
„Jeśli chodzi o wybory urzędników, obywatele powinni działać z poczuciem odpowiedzialności i sumienia, aby wybrać takich, którzy są zdolni do służenia państwu w sposób prawy.”
W innym miejscu, w encyklice Sapientiae Christianae (1885), Leon XIII nawoływał:
„Niech każdy katolik zrozumie, że musi być aktywny… W tym celu niech korzysta z praw nadanych mu przez konstytucję, takich jak udział w życiu politycznym i publicznym.”
Papież Pius X, w motu proprio Fin dalla Prima Nostra z 1905 roku, przypominał katolikom włoskim, że udział w wyborach jest dozwolony, a nawet wymagany, jeśli wymaga tego obrona wiary i moralności.
Pius XI z kolei pisał w encyklice Ubi Arcano Dei (1922):
„Nieobecność dobrych ludzi na polu politycznym często oznacza, że rządzenie trafia w ręce tych, którzy nie mają żadnego uznania dla prawa Bożego.”
Wreszcie, Pius XII, przemawiając do Akcji Katolickiej 20 kwietnia 1946 r., oświadczył:
„Nieuczestniczenie w wyborach bez poważnego powodu jest grzechem zaniedbania.”
Tym samym tradycja papieska jasno potwierdza moralny ciężar głosowania. Katolik nie może powoływać się na neutralność, by unikać współodpowiedzialności za kształt życia publicznego.
Praktyczne zastosowanie
Mówiąc ogólnie, obowiązek głosowania staje się obowiązkiem moralnym pod grzechem śmiertelnym, kiedy spełnione są trzy warunki:
- Wybory dotyczą sprawy o poważnym znaczeniu moralnym (np. praw życia, rodziny, wychowania dzieci, wolności religijnej).
- Wynik głosowania może być realnie przesądzony przy niewielkiej różnicy głosów, co oznacza, że głos każdego obywatela ma rzeczywisty wpływ.
- Wyborca jest w stanie spełnić ten obowiązek bez nadmiernej trudności fizycznej lub moralnej.
Jeśli te warunki są spełnione, brak udziału w głosowaniu z lenistwa, obojętności, wygody czy zaniedbania — jest poważnym moralnym uchybieniem — dowodzi ks. Cranny.
Jeżeli jeden lub więcej z tych warunków nie jest spełniony, grzeszność zaniechania głosowania może być lekka, a w niektórych przypadkach nawet żadna — ale katolik musi uczciwie osądzić te okoliczności w sumieniu.
Odrzucenie błędnych przekonań
Niektórzy katolicy usprawiedliwiają swoją bierność tym, że „polityka jest brudna”, albo że „żaden kandydat nie jest w pełni zgodny z nauką Kościoła”. Ks. Cranny odrzuca te wymówki jako szkodliwe uproszczenia. Cytuje Piusa XII:
„To nie sama polityka jest brudna, lecz ludzie, którzy ją uprawiają bez zasad moralnych.”
Katolik nie może się wycofać z życia publicznego tylko dlatego, że nie znajduje ideału. Gdy wszyscy godni kandydaci zostaną zignorowani przez ludzi dobrej woli, przestrzeń publiczna pozostanie pod kontrolą tych, którzy nie respektują prawa Bożego.
Grzechy związane z głosowaniem
Wielu katolików nie zdaje sobie sprawy, że można zgrzeszyć poprzez akt głosowania – nie tylko przez jego zaniechanie. Oto przykłady grzechów przy urnie wyborczej:
- Głosowanie na kandydata, który jawnie promuje prawa sprzeczne z Bożym porządkiem, np. popiera aborcję, eutanazję, rozwody bez winy czy ograniczenie wolności religijnej – bez proporcjonalnie ważnego powodu.
- Głosowanie z motywów niegodnych, takich jak chciwość (np. osobiste korzyści), nepotyzm (bo to mój krewny), uprzedzenia rasowe lub klasowe, albo z zemsty.
- Głosowanie lekkomyślne, bez zapoznania się z programem, postawą moralną i skutkami działań kandydata.
- Głosowanie w zamian za pieniądze lub przysługi, co stanowi formę przekupstwa, potępioną przez Kościół i prawo naturalne.
W każdym z tych przypadków sumienie katolika zostaje skażone nie tylko przez zaniechanie dobra, lecz przez aktywne współdziałanie ze złem.
Wymóg formowania sumienia
Dlatego fundamentalnym obowiązkiem katolika jest formowanie sumienia politycznego, czyli:
- poznanie zasad moralnych Kościoła,
- rozeznanie, które kwestie są fundamentalne (np. życie, małżeństwo, wolność religijna),
- oddzielenie poglądów własnych od obiektywnego porządku moralnego,
- kierowanie się zasadą dobra wspólnego, a nie partykularnymi interesami.
Cranny podkreśla, że sumienie nie jest uczuciem ani opinią, ale sądem rozumu, który musi być uformowany w świetle prawa Bożego i nauki Kościoła.
W ostatniej części Cranny podsumowuje rozdział, dając katolikom wytyczne praktyczne i duchową motywację.
Rola kapłanów i wiernych świeckich
Ks. Cranny podkreśla, że odpowiedzialność za właściwą postawę katolików wobec głosowania spoczywa nie tylko na świeckich, ale także na duchowieństwie. Kapłani mają obowiązek pouczać wiernych o moralnych aspektach wyborów, przypominać o grzechu zaniedbania oraz ukazywać hierarchię wartości chrześcijańskich. Nie oznacza to, że księża mają wskazywać konkretne partie czy nazwiska, lecz że mają nauczać zasad, według których katolik powinien wybierać.
Z kolei świeccy mają obowiązek wprowadzać te zasady w życie społeczne, uczestniczyć w debacie publicznej, organizować się i bronić porządku moralnego wszędzie tam, gdzie jest zagrożony. Cranny przypomina, że:
„Nieobecność ludzi dobrych w życiu politycznym nie jest neutralna – to otwarcie pola dla ludzi złych.”
Zasada proporcjonalności i wybór „mniejszego zła”
Autor zauważa, że mogą zdarzyć się wybory, w których żaden z kandydatów nie reprezentuje w pełni zasad katolickich. W takich przypadkach dopuszczalny jest wybór tzw. „mniejszego zła”, pod warunkiem:
- że wyborca nie popiera zła, lecz unika większego zła;
- że wybór ma realny wpływ na powstrzymanie zła;
- że wyborca jasno formułuje swój sprzeciw wobec niemoralnych postulatów danego kandydata.
Cranny cytuje klasyczną zasadę moralną:
„Nie wolno czynić zła, aby wynikło z niego dobro, ale wolno tolerować zło, gdy nie można go uniknąć i gdy nie pochodzi ono z naszej intencji.”
Duchowy wymiar głosowania
Na zakończenie ks. Cranny przypomina, że głosowanie nie jest jedynie aktem obywatelskim – to również akt religijny. To świadectwo dania Bogu tego, co boskie, a Cezarowi tego, co należy do Cezara – lecz zawsze w tej kolejności. Katolik nie może rozdzielać swojej wiary od życia publicznego. Wierność sumieniu uformowanemu przez nauczanie Kościoła jest warunkiem nie tylko dobrego obywatelstwa, lecz także świętości.
„Głosować mądrze – to znaczy kochać swój kraj. Głosować lekkomyślnie – to znaczy go zdradzić.”
Książka Catholic Principles on Voting to mocna i jednoznaczna zachęta, by katolicy traktowali wybory jako moralną powinność i akt odpowiedzialności wobec Boga i społeczeństwa. Autor, opierając się na nauce Kościoła i rozumie naturalnym, tworzy jasny i logiczny wykład, który po dziś dzień stanowi doskonałe kompendium katolickiej etyki obywatelskiej.
Oryginał angielski można znaleźć tutaj.
Jako dodatek do pochodzącej z 1952 roku książki Cranny’ego nalezy przytoczyć nauczanie Jana Pawła II wielokrotnie podkreślał, że udział katolików w wyborach to nie tylko prawo obywatelskie, ale również moralny obowiązek wynikający z troski o dobro wspólne i odpowiedzialności za kształt życia społecznego.
Nauczanie Jana Pawła II o obowiązku głosowania
1. „Christifideles laici” (1988) – obowiązek sumienia
W adhortacji apostolskiej Christifideles laici Jan Paweł II przypomina, że udział w wyborach jest obowiązkiem wszystkich wiernych świeckich, niezależnie od argumentów przemawiających za nieangażowaniem się w politykę. Podkreśla, że katolicy mają moralny obowiązek uczestniczenia w życiu politycznym, w tym w wyborach, kierując się sumieniem uformowanym przez nauczanie Kościoła.
2. „Centesimus annus” (1991) – demokracja oparta na wartościach
W encyklice Centesimus annus papież podkreśla, że Kościół docenia demokrację jako system zapewniający udział obywateli w decyzjach politycznych. Jednocześnie ostrzega, że demokracja nie może sprzyjać powstawaniu wąskich grup kierowniczych, które dla własnych korzyści przywłaszczają sobie władzę w państwie. Demokracja musi opierać się na wartościach, takich jak godność osoby ludzkiej, niezbywalne prawa człowieka, wolność zakorzeniona w prawdzie oraz troska o dobro wspólne .
3. „Evangelium vitae” (1995) – głos sumienia w obronie życia
W encyklice Evangelium vitae Jan Paweł II wzywa do odpowiedzialnego udziału w życiu politycznym, kierując się sumieniem i wartościami chrześcijańskimi, zwłaszcza w odniesieniu do obrony życia i godności człowieka. Podkreśla, że stosunek do daru życia jest podstawowym sprawdzianem autentycznego stosunku człowieka do Boga i do drugiego człowieka .
Opracowanie własne TB.
Przy okazji polecam:
https://pch24.pl/opinie/ks-prof-andrzej-zwolinski-obowiazki-wobec-narodu,731351
Właśnie odpowiedziałem Pani na komentarz pod poprzednią notką, a że jej fragment dotyczy i wypowiedzi księdza Crannego, przytoczę go i tutaj:
„Amerykański ksiądz, Titus Cranny, profesor teologii moralnej, już pół wieku temu zebrał i opublikował w naukowej rozprawie, zasady obowiązujące katolików wobec wyborów w krajach demokratycznych.”
Obawiać się trzeba, że będzie mocno nieaktualne, i czy choćby Szwajcaria zachowała jeszcze demokrację.
wielu katolików pyta, jak powinni głosować, by pozostać wierni swojej wierze i sumieniu…
Praca ks. Titusa Cranny’ego to mocne przypomnienie, że katolik nie może wyłączyć wiary z życia politycznego.
– Podkreślić trzeba to: „życia politycznego”, bo to, co instaluje pookrągłostołowa ordynacja wyborcza to antypolityka, a nawet satanizm (poprzez łączenie „we wspólnym worku” tego co ideowe z przeciwieństwami idei, czym formalnie uznając religię katolicką, faktycznie promuje te przeciwieństwa idei, a więc i wszystko co antykatolickie, a kosztem katolickiego jest niszczone).
To mi się podoba:
„Nie ma prawa bez obowiązku i nie ma obowiązku niezależnego od Boga.”
W warunkach pookrągłostołowych w III RP na pewno nie ma więc obowiązku wyborczego, bo władze totalitarne chcą niszczyć każdą władzę konkurencyjną, nie oszczędzając i Boga.
„w encyklice Sapientiae Christianae (1885), Leon XIII nawoływał:
„Niech każdy katolik zrozumie, że musi być aktywny… W tym celu niech korzysta z praw nadanych mu przez konstytucję, takich jak udział w życiu politycznym i publicznym.””
– … a co na to pookrągłostołowa ordynacja wyborcza? – Po co listy partyjne? – Do wymiany.
A to jest bardzo ważne:
„Mówiąc ogólnie, obowiązek głosowania staje się obowiązkiem moralnym pod grzechem śmiertelnym, kiedy spełnione są trzy warunki:
1. Wybory dotyczą sprawy o poważnym znaczeniu moralnym (np. praw życia, rodziny, wychowania dzieci, wolności religijnej).
2. Wynik głosowania może być realnie przesądzony przy niewielkiej różnicy głosów, co oznacza, że głos każdego obywatela ma rzeczywisty wpływ.
3. Wyborca jest w stanie spełnić ten obowiązek bez nadmiernej trudności fizycznej lub moralnej.
Jeśli te warunki są spełnione, brak udziału w głosowaniu z lenistwa, obojętności, wygody czy zaniedbania — jest poważnym moralnym uchybieniem — dowodzi ks. Cranny.
Jeżeli jeden lub więcej z tych warunków nie jest spełniony, grzeszność zaniechania głosowania może być lekka, a w niektórych przypadkach nawet żadna — ale katolik musi uczciwie osądzić te okoliczności w sumieniu”.
Wybory określane pookrągłostołową ordynacją wyborczą na pewno nie spełniają żadnego z tych warunków.
Aby wybory zaczęły te warunki spełniać najpierw musi być odpowiednio zmieniona ordynacja wyborcza.
Ordynacja wyborcza się sama nie zmieni, szczególnie metodą “na bojkot wyborów”.
Dlatego nie wolno nam marnować ani dnia, ani godziny, aby ordynacja wyborcza była zmieniona na czas przed wyborami.
Jaka ma być konkretnie nowa ordynacja? W jakim trybie ma być zmieniona? Gdzie jest ruch polityczny i społeczny na rzecz zmiany?
Proszę podać szczegóły tego projektu.
To Pani chce na gotowe? – Przecież to jest praca dla całego Narodu, którego “Być albo nie być” tutaj się rozstrzyga.
Pierwsze pytanie tu jest potrzebne: “Kto już ma jakieś możliwości uświadamiania Narodu o istniejącym stanie obrony koniecznej i jest chętny to robić”?
– Tu jest potrzebna armia wolontariuszy, i to najlepiej samoorganizujących się.
Napisał pan “W warunkach pookrągłostołowych w III RP na pewno nie ma więc obowiązku wyborczego, bo władze totalitarne chcą niszczyć każdą władzę konkurencyjną, nie oszczędzając i Boga” oraz “Wybory określane pookrągłostołową ordynacją wyborczą na pewno nie spełniają żadnego z tych warunków.”
Wielkie dzięki. Ja głosowałam w I turze wyborów na prezydenta na pana Brauna, a w drugiej turze nie poszłam do głosowania, mimo zachęt nawet p.Brauna. Nie śledziłam kampanii obecnego prezydenta i mało wiedziałam o kandydacie, ale w międzyczasie był list szesnastu, widziałam zdjęcie obecnego prezydenta z rabinem Shmuleyem. To mnie odstręczyło od głosowania w drugiej turze. Na pewnym forum spotkał mnie ostry hejt za to, że głośno się zastanawiałam , czy iść na drugą turę. Też były argumenty, że to obowiązek, a ja uznałam, że to prawo. Większe czy mniejsze zło? Taka jestem pamiętliwa. Tak nam się toczy życie polityczne w naszej pięknej Ojczyźnie. Na Legion Ekspedyta i większości forumowiczów mogę zawsze liczyć i utwierdzać w swoich marnym myśleniu.
To Pan chce “na gotowe”. Pan ma ideę, a niech zrobią inni i to w czasie, w którym jest to niemożliwe.
Nb. Czy Pan wie, że 6 września 2015 roku odbyło się referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW) i z powodu niskiej frekwencji (32,4%) nie było wiążące?
Głównymi przyczynami braku poparcia, które przełożyły się na rekordowo niską frekwencję (32,4%), były: brak kampanii informacyjnej oraz obawy przed dominacją dwóch największych partii.
Wyniki referendum:
Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem JOW-ów (jednomandatowych okręgów wyborczych) w wyborach do Sejmu? Za: 78,75% Przeciw: 21,25%
Albo nie ma Pan pojęcia o realiach, albo głównym Pana celem jest zniechęcenie konserwatywnych wyborców do udziału w wyborach.
A więc była Pani blisko wygranej Trzaskowskiego.
Cóz, każdy ma swoje podejście do mafijnej ustawki zwanej “wyborami w Polsce”. Emocje mają w tym niepoślednią rolę. Moje doświadczenie (z wyborów prezydenckich) jest następujące: w pierwszej turze na Brauna, w drugiej na Nawrockiego. Nie dlatego, że ktoś mnie na to namówił (w ogóle nie słuchałem tych namów i nie znam ich treści), tylko dlatego, że alternatywą dla p. Nawrockiego był soroszowy Czart Warszawski. I gdyby Czart został wybrany (a ja odpuściłbym II turę) krew by mnie chyba zalała z gniewu na samego siebie, że w jakimś minimalnym stopniu przyłożyłem do tego rękę. W ogóle nie jestem wielbicielem p. Nawrockiego i szczególnie środowiska (szeroko rozumiany pis…) z którego się wywodzi. Jego wypowiedzi na temat Rosji i widoczny werbalnie brak pragmatyzmu politycznego jeży mi włos na głowie. Ale lepsze w moim mniemaniu częściowo zgniłe jajo od całkiem zepsutego. Cóż nam czynić wypada? Żyjemy i działamy w czasach dla narodu tragicznych, szatańska pycha i upadek opętały ludzi. Bądźmy sprawiedliwi, na ile się tylko da w takich okolicznościach.
@sarmata
Dziękuję za rzeczowy komentarz.
Dlatego, żeby być w zgodzie z sumieniem i uczestniczyć w wyborze
Można głosować oddając nieważny głos.
Jest Pani obecna na liście, ale oddaje Psni głos sprzeciwu wobec każdego, bo Pani go nie akceptuje. Nie ulega Pani pozorowi wyboru tylko świadomie protestuje Pani przeciwko temu właśnie.
Pani głos jest i nie jest zmarnowany.
Proszę zauważyć jak ten wariant był i będzie atakowany.
Pani rebeliantka nieświadomie, a wg mnie już świadomie prezentuje inną wersję “zabierzcie babci dowód”.
Powtórzę po raz kolejny (to jest informacja, a nie atak):
Głos nieważny różni się w skutkach od bojkotu tylko przesłaniem symbolicznym. Bojkot “nic nie mówi” o powodach nieobecności na wyborach, głos nieważny informuje o braku poparcia dla jakiegokolwiek kandydata na listach wyborczych..
W sensie realnym oba te zachowania są jednak równoważne w skutkach. Ich wpływ na wynik wyborów jest zerowy, podobnie jak na wysokość dotacji. Zarówno wyniki wyborów, jak i finanse komitetów wyborczych zależą wyłącznie od liczby głosów ważnych, które uzyskały poszczególne komitety.
Oczywiście, można realnie działać na rzecz lewactwa, marnując swój ważny głos, tylko co to ma wspólnego z rozsądkiem i sumieniem?
+ Kajetan Badowicz 11:49
Oboje Państwo mówią o sumieniu, a chcą uczestniczyć w wyborach według ordynacji wyborczej opartej o bandycką zmowę Okrągłego Stołu budującej iluzję, fikcję demokratycznych i wolnych wyborów politycznych.
– Budujących iluzję i fikcję, kłamstwo i obłudę, a więc i zakłamanie, i samooszukiwanie się, bo jednak w rezultacie takich “wyborów” (co udowadniają rezultaty “wyborów”, które już się odbyły), ewentualni kandydaci, na których zagłosują ludzie sumienia będą stanowili nic nie znaczący margines w gronie osób wybranych, a ponadto będą triumfowały partie kłamliwie zwane politycznymi (kłamliwie bo polityczny to najpierw moralny moralnością narodu Polskiego, bez wahania podejmujący obronę konieczną, zaczynając od jego dóbr wspólnych, a zarazem jego własności niepodzielnej i niezbywalnej).
– Partie takie to faktyczne mafie realizujące cele partyjniactwa i prywaty, interesy doraźne i korupcyjne, a nie cele Polski i Polaków, w tym jako dalekowzrocznie nakierowanych wspólnot ducha międzypokoleniowych o praktyce działania wrogiej ludziom sumienia i ludziom moralnym.
Trwa wielka obłuda, bo głosować na kandydatów moralnych (ale z powodu wrogich Polsce i Polakom, oraz ludziom sumienia zasad istniejącej ordynacji wyborczej być zmuszonym głosować na jakiś nieistotny margines);
– lub nie głosować na kandydatów niemoralnych, w tym antypolskich i nieprawych oddając głos nieważny będzie dokładnie tym samym – głosowaniem na ludzi wrogich ludziom sumienia – bo tacy będą wybranymi.
Głosować to nie tylko stawiać krzyżyki czy kreski – to realnie wybierać.
Poza tym głosować według gruntującej bandycką zmowę Okrągłego Stołu ordynację wyborczą, to i legalizować pookrągłostołowy bandycki system władzy państwowej, a więc i brać na własne sumienie wszystkie jego zbrodnie.
Kto więc twierdzi że idąc na wybory według tej, istniejącej ordynacji wyborczej można głosować w zgodzie z sumieniem człowieka, Polaka i katolika, ten kłamie.
Posuwa się Pan za daleko. Proszę tutaj nie uprawiać tej – użyję Pańskich słów – bandyckiej propagandy bojkotu wyborów.
Realny wybór, który Pan proponuje, to aby poprzez nieobecność wzmacniać wynik sił lewacko-liberalnych.
Proszę dalej nie komentować. Stosuje Pan do głoszenia swoich błędnych i szkodliwych poglądów metodę “zdartej płyty”, wymyśloną przez psychoterapeutów. To wyjątkowo nieuczciwe.
Nie będę już więcej odpowiadała na Pana psychomanipulacje. EOT.
Jak Pan widzi, nic Panu ta wykładnia o głosie nieważnym nie dała. Został Pan też skategoryzowany przez miarkę jako kłamca i obłudnik.
Rozumiem, żegnam, tylko dodam, że jeżeli już doprowadzimy do zmiany ordynacji wyborczej, to znikną z życia politycznego i siły lewacko-liberalne wraz z partiami kłamliwie zwanymi politycznymi.
Oczywiście, że nie znikną. W krajach, w którym jest ordynacja z JOW, siły liberalno-lewackie nadal istnieją. Mają swoich wyborców. Istnieją też – oczywiście – partie.
Głównym (ale nie wyłącznym) celem stosowania JOW (Jednomandatowych Okręgów Wyborczych) jest powiązanie wyborcy z konkretnym, nieanonimowym politykiem. Wyborca głosuje na konkretną osobę, a nie na anonimową listę partyjną, co ułatwia rozliczenie posła z jego pracy.
EOT.
Jak wynika z cybernetyki (nauki o informacji=sterowaniu) człowiek przez całe życie musi rozwiązywać tylko dwa problemy : poznawcze i decyzyjne (powtarzam to ważne zdanie, warto zapoznać się z podstawami tej nauki aby nie marnować tzw. energomaterii)
Wszyscy użytkownicy LE zdają sobie sprawę, że w obecnej wojnie informacyjnej na szali jest los nie tylko Polski.
Odwołuję się do autorytetu wielkiego, mądrego Polaka, kontynuatora pracy historiozofa i Feliksa Konecznego – Józefa Kosseckiego, cybernetyka.
W jego pracach są wskazówki wyjaśniające problemy poznawcze i przedstawiające MOŻLIWOŚCI rozwiązań problemów decyzyjnych.
Wracając do wyboru (głosować/nie głosować) w obecnej sytuacji LOGIKA podpowiada – głosować. NIEOBECNI bowiem NIE MAJĄ GŁOSU.
Dla osób zajmujących się poważnie polityką, analizowaniem problemów poznawczych obecnej rzeczywistości z pewnością wielką pomocą są WYKŁADY docenta Kosseckiego na yt z serii NAI ( np. NOC – nauka o cywilizacjach)oraz jego książki – Metacybernetyka
Naukowe podstawy nacjokratyzmu
Pani @ Rebelintka i pan @ Kajetan dzięki swojemu rozeznaniu problemów poznawczych prezentują zatem postawę racjonalistyczną.
Dziękuję za wnikliwy komentarz.
Mimo EOT muszę wyjaśnić.
Miejsce sił liberalno-lewackich jest wśród organizacji obyczajowych, społecznych, ale nie politycznych bo z zasady stoją one w sprzeczności z moralnością Narodu, którego państwo jest dobrem wspólnym i jednocześnie własnością niepodzielną i niezbywalną, prawością i naturą ludzką (więc na scenie politycznej byłyby antypolitycznymi, zaś gdyby zostały równouprawnione z politycznymi, to nawet satanistycznymi), więc ranga politycznych im nie przysługuje.
– Ponadto scena polityczna w państwie też jest takim dobrem wspólnym narodu, dlatego nie może być dzielona, w tym m.in. z siłami antypolitycznymi czy organizacjami społecznymi.
Co do JOW, to sprawa na później. – Zresztą ta idea ma swoje wady i raczej się nie sprawdzi tam gdzie istnieją partie fałszywie zwane politycznymi, zwłaszcza zdolne tworzyć spiski i zmowy, a za nimi budować sfery bezkarnych uzurpacji.
To że w innych krajach nawet mimo JOW istnieją siły liberalno-lewackie to ich sprawa. – My już przez cały okres istnienia III RP dobitnie przekonujemy się, że kwalifikacja ich jako siły polityczne jest fałszywa, ma cele antypolityczne, i nie zdaje egzaminu, bo wprowadza chaos w życie polityczne.
– Lepiej niech wracają na swoje miejsce organizacji społecznych.
*
To w końcu jest to dysertacja czy jednak jakaś instrukcja?
Jak widać autor gładko przechodzi od ‘obowiązku głosowania jako aktu cnoty obywatelskiej i religijnej’, poprzez ‘obowiązek moralny’ i ‘grzech zaniedbania’ aż do ‘obowiązku moralnego pod grzechem śmiertelnym’. Oczywiście, po drodze podpierając się cytatami z papieży.
Jeśli nie są to przekłamania w tłumaczeniu czy nadinterpretacje, to co to jest? Bo na pewno nie poważne traktowanie ludzi.
Wprowadza Pan jakieś własne rozumienie słowa “polityczny”, co tylko wprowadza chaos.
W języku polskim są 3 znaczenia tego słowa:
1/ polityczny, czyli dotyczący spraw publicznych i sposobu rządzenia krajem.
2/ polityczny, czyli odnoszący się do działalności partii, polityków, sejmu oraz wyborów.
3/polityczny, oznaczający decyzje podejmowane w celu zdobycia lub utrzymania władzy
Ugruntowane znaczenie tego słowa oznacza, że siły liberalno-lewackie są jak najbardziej polityczne i nie znikają pod wpływem większościowej ordynacji wyborczej. To, że prowadzą politykę szkodliwą dla państw, nie oznacza, że są “niepolityczne”, wprost przeciwnie. Oczywiście, ich polityka mi się nie podoba.
Proszę już dalej nie “mieszać”. EOT.
“Pani @ Rebelintka i pan @ Kajetan dzięki swojemu rozeznaniu problemów poznawczych prezentują zatem postawę racjonalistyczną”.
Oczywiście, ja się z tym jak najbardziej zgadzam.
Jednak ostatnio pisałem, ale powtórzę, że postawy rozumne (racjonalistyczne) zdają egzamin w warunkach sprawnie funkcjonujących cyklów natury. Sprawy moralności (w tym dobrze rozumianej polityki), a więc i nadnatury, i łaski, i człowieczeństwa, czy świętości to już sprawy ducha.
– Dopiero gdy one są uporządkowane ma sens powoływanie się na rozum.
– I ordynacja wyborcza powinna takie stałe cykle natury politycznej stworzyć, a niestety promuje jednych – w tym nieprawych i niemoralnych – zwłaszcza kosztem innych, kierujących się sumieniem, a zatem i moralnością i prawością, a to niestety oznacza że skoro niemoralne i nieprawe, to jest to i antypolityczne.
– – Teraz taką właśnie polityczną, moralną i prawą, służebną powołaniom i celom ludzkim i wspólnotowym – ordynację wyborczą musimy wywalczyć, aby Polska i Polacy mogli przetrwać aktualny stan najwyższego zagrożenia swojego bytu, ofiarnie i z poświęceniem odpowiedzieć na zaistniały stan obrony koniecznej, i oczywiście stworzyć warunki dla kierowania się postawami racjonalnymi.
Dla mnie ten tekst jest zrozumiały i poważny. Pan może mieć – oczywiście – inną opinię.
To miłe, że zauważył Pan tekst i zechciał zająć stanowisko.
Gratuluję cierpliwości i zdrowego rozsądku.
W kraju skolonizowanym, w warunkach betonowania narzuconych nam narracji, braku swobodnego dostępu do mediów i do wiedzy, oraz patologicznej ordynacji wyborczej; przy braku jakiejkolwiek pewności, że podział mandatów odzwierciedla wynik prawdziwy, dopuszczalny jest bojkot. To często jedyna droga do odzyskania przez naród wolności.
Ruch społeczny organizujący się wokół bojkotu już istnieje.
Droga dokonania licznych zmian, m.in. ordynacji wyborczej, została wytyczona.
Partie polityczne pod rządami nowej Konstytucji okażą się całkowicie zbędne, a nawet szkodliwe.
Pani Rebeliantka, podobnie jak wiele osób tu dyskutujących, posługuje się argumentacją pozorną, dlatego tak obfitą.
Rebeliantka broni patologicznego systemu III RP.
Prawdopodobnie nie do końca zdając sobie sprawę z tego, co robi.
(miejmy taką nadzieję)
Jednym z ograniczeń – uniemożliwiających narodowi skolonizowanemu dokonanie koniecznych zmian – ma być rzekomo prawo III RP.
To podejście faryzejskie, żeby nie powiedzieć, że żydowskie.
Zakłamane do bólu.
A dla mnie to wymachiwanie armatą na komara. Jeśli zaniechanie głosowania w wyborach jest ‘grzechem śmiertelnym’, to czym jest mordowanie, podżeganie do wojny, okaleczanie dzieci czy wywoływanie systemowej biedy?
To po prostu producent kolejnego odcinka serialu pt. ‘Wszystko jest grzechem, nic ci nie wolno, wszystko musisz’.
Wytwarzanie strachu, komunikaty lękowe, przerzucanie odpowiedzialności. Ktoś zorganizował igrzyska, a kto inny próbuje innych przymusić do udziału i wymyślać konsekwencje. My mamy chcieć, widzieć sens, a nie się bać.
*
Ale domyślam się motywów publikacji… :)
A jak Pani “miesza”, czy powtarza za kimś kto “namieszał”, to ja mam patrzeć na EOT gdy mi zarzuca “mieszanie”?
Politycznymi czy zbrodniczymi były czyjeś “decyzje podejmowane w celu zdobycia lub utrzymania władzy”, np.:
– o Zamachu Smoleńskim;
– o darmowej “pomocy” skorumpowanemu reżimowi kijowskiemu;
– o zamykaniu kopalń, czy wcześniej o likwidacji gospodarki morskiej…?
– Bo jednak “politycznymi” te “definicyjne” przypadki muszą być najpierw. – I nie zawsze równoważnie, a już nigdy skutkiem tego, czego dotyczą, do czego się odnoszą, co oznaczają.
A Pan tu znowu? Z epitetami zamiast argumentów? I wkładaniem mi w usta nigdy niewypowiedzianych twierdzeń i poglądów?
Proszę w końcu pokazać te publikacje opisujące “drogę dokonania licznych zmian, m.in. ordynacji wyborczej”, bo na razie to eksponuje Pan tylko niekonkretne, szczątkowe zapowiedzi w filmikach na YouTube. Gdybym używała Pańskiego języka, to powiedziałabym, że to tylko mitomańska autopromocja.
I jasno stwierdzam. Nie życzę sukcesu “ruchowi społecznemu”, którego celem jest bojkot wyborów parlamentarnych. W obecnych warunkach to wzmacnianie ugrupowań lewacko-liberalnych, a Pan podobno chce zmiany systemu.
Będę wdzięczna, jak przestanie Pan zaszczycać mój blog ze swoją “zdartą płytą”.
Są polityki dobre, są polityki złe. Katolicy wspierają dobre. Lewacy złe. To wszystko. EOT.
Co Pani znowu? – Polityka zła? – Przecież to antypolityka.
Polityka zaczyna się od moralności i to ona strzeże aby polityka była dobra, a nadto i służebna celom dobra ludzkim i wspólnotowym.
A cielę i lew paść się będą pospołu i mały miarka będzie ich przewodnikiem.
Pani chyba o coś prosiła. Dwukrotnie.
Autor przywoływanej publikacji nie wytwarza strachu. Wskazuje na obowiązek głosowania pod grzechem śmiertelnym w wyjątkowych warunkach, które precyzuje.
Wykorzystując przykłady, które Pan podał, przestrzega przed głosowaniem na tych, którzy popierają “mordowanie, podżeganie do wojny, okaleczanie dzieci”. Pan uważa że to jest błędne stanowisko?
Podkreślałem wielokrotnie, że nie będziemy namawiali do bojkotu zaprzysięgłych zwolenników Grzegorza Brauna!
Jeżeli ktokolwiek tej partii ufa, bądź na nią liczy, niech na nią głosuje.
To jego prawo.
Impet bojkotu pojawi się wyłącznie wśród elektoratów wszystkich ugrupowań z praktyką w rządzeniu. Ponieważ da się już na pewno stwierdzić, jak rządzili.
Kontynuowanie dyskusji w zamkniętym kręgu osób, które różni tylko jedno, podczas gdy wszystkie pozostałe poglądy mogą się okazać zbieżne, nie ma najmniejszego sensu.
Największym przegranym po takiej wymianie poglądów mogą się okazać wyborcy KKP i Grzegorza Brauna. Bez własnej winy.
Naprawdę w Ewangeliach jest coś o demokracji i głosowaniu?
Głosowanie to “akt religijny” – ryly?
Nie głosowanie to “grzech – ryly?
Księdzu się wyraźnie zwoje przegrzały.
Nikt pod takimi hasłami nie startuje w wyborach. Ale za to ktoś chce nas przyzwyczaić do rzekomych konsekwencji i kazać głosować, a jak wilk wyjdzie z owczej skóry, to ‘winni’ będą jak znalazł. Z tym ‘grzechem śmiertelnym’ to jest jakaś aberracja.
“Amerykański ksiądz, Titus Cranny, profesor teologii moralnej, już pół wieku temu zebrał i opublikował w naukowej rozprawie, zasady obowiązujące katolików wobec wyborów w krajach demokratycznych.”
—-
Ta… wciągajcie dalej nosem amerykanizm. Na zdrowie.
Tak, o tym grzechu śmiertelnym to mocne stwierdzenie. A w wyborach jak najbardziej startują zwolennicy różnych łajdactw: aborcji, rozbijania rodzin, eutanazji, gender, etc. I nawet przedstawiają je jako “dobro”.
W tej sprawie nie mam nic więcej do dodania i rozumiem dalsze wątpliwości.
Pozdrawiam
Dziękuję za wsparcie. – Jedno chciałbym podkreślić:
“Jednym z ograniczeń – uniemożliwiających narodowi skolonizowanemu dokonanie koniecznych zmian – ma być rzekomo prawo III RP.
To podejście faryzejskie, żeby nie powiedzieć, że żydowskie.
Zakłamane do bólu”.
Po pierwsze miejsce prawa to wspieranie ludzkich powołań i celów.
Po drugie prawo jest wartością niższego rzędu jak dowolna z ludzkich wartości duchowych.
– Te wartości zawsze mają rangę wyższego rzędu jak prawo.
– – Prawo nie może nigdy wynosić się nad te wartości, bo nastąpiłaby satanistyczna odwrotka i promocja wszystkiego co jest antyludzkie.
– – – Prawo nie może nigdy być równouprawniane z wartościami duchowymi ludzkimi i wspólnotowymi, bo tworzyłby się stan odpowiedni do opisanego przez profesora Konecznego, stan wojny cywilizacyjnej, w której ostatecznie ma wygrywać wartość niższego rzędu – tu prawo, więc też nastąpiłaby satanistyczna odwrotka i “legalne” niszczenie wszystkiego co ludzkie i wspólnotowe przez satanistów.
Po trzecie miejsce prawa państwowego określa system wartości duchowych Narodu, którego ono jest dobrem wspólnym i zarazem własnością niepodzielną i niezbywalną. – System spójny, jednoznacznie rozumiany i zgodnie praktykowany przez wszystkich którzy go przyjmują, system który jednoczy Naród. Jednoczy od dawna, bo ten system budował całą rzeczywistość narodu i jego dóbr wspólnych i został przetestowany w polskiej 1000 letniej historii i narodu, i państwa (z małymi przerwami).
Wszelkie inne wartości, które by chciały być prawotwórcze muszą przejść przez te “sita spójności, jednoznaczności i zgodności”.
Nie przejdą, gdy chcą np. wprowadzać wyjątki, przywileje (te są szczególnymi zabójcami sprawiedliwości), czy względy na osoby.
Po czwarte to Naród jest Suwerenem w państwie.
Prawo państwowe, które by miało opierać się na prawach wcześniejszych czy zewnętrznych też by musiało przechodzić przez te sita spójności, jednoznaczności i zgodności.
Gdyby zostało przyjęte bez tej weryfikacji, czyniło by to to prawo “suwerenem” w miejsce Narodu, a więc i powstałaby fikcja prawa państwowego, a Naród byłby zniewalany i niszczony, i to przez bezduszne mechanizmy dyktatorskie, kolonizatorskie, oraz zniewalające i niszczące Naród i resztę obywateli państwa.
Z prawem to by nie miało nic wspólnego.
Dopóki jest Naród, jest i prawdziwy Suweren, i tylko on może stanowić prawo w państwie.
W świetle dzisiejszej katechezy X Marka B. cała dyskusja o partiach,wyborach jawi się jako bezprzedmiotowa.
Oto fragment:
(..)”Jesteśmy pokoleniem najbardziej obdarowanym a jednocześnie najbardziej zatwardziałym, pretensjonalnym, tchórzliwym,leniwym,utopionym we wszystkich wadach,zwłaszcza w nieczystości i kłamstwie.
Namnożyliśmy sobie praw,które nam się należą, obnosimy się ze swoim grzechem nadając mu rangę prawa,mądrości i cnoty.
Czy można niżej upaść?
Tak właśnie skończyła się Polska na kresach.
Potrzeba ludzi wiary czynnej, którzy rozpalą wiarę u innych i niektórych uratują.(…)”
Diagnoza ks. Marka Bąka jest przejmująca. Czy ma jednak z tego wynikać bojkot wyborów?
Ad rem. W notce przywołano 4 Papieży, Leona XIII, i Piusów: X, XI, XII.
Czyli papieży, którzy byli czynni: przed herezją Vaticanum II, ale co najważniejsze przed, co najmniej upowszechnieniem propagandy środków “musowego przykazu”, przed Bretton Woods, przed powszechnym runięciem muru zasad – w uproszczeniu – chrześcijańskich, w trybie rewolucji obyczajowych II poł. XX wieku, przed MK Ultra i pokrewnymi, sieciami i promieniowaniami elektromagnetycznymi, przed wdrożeniem medycyny rockefelerowskiej.
Czyli, przed odebraniem ludziom Wolnej Woli, zgwałceniem ich dusz propagandą, a ciał całą resztą.
Pani, Pani Rebeliantko tego nie czuje i pływa Pani w osoczu – quasi post ziemiańskiej – świadomości uplasowanej na przełomie XIX i XX wieku, ale niemniej dziwi mnie z jakim zacietrzewieniem lansuje Pani swe stanowisko.
To już ociera się, wręcz o przedpokoje obsesji.
A pisanie o grzechu śmiertelnym, to już nawet nie groteska, to spogląda wobec pewnych placówek specjalistycznych.
Wiem, że dostanę EOP, czy coś w tym stylu, ale, przykro mi, to Pani ma problem.
Aha, na kogo Pani zamierza – na dzień dzisiejszy – głosować, że tak się spytam?
Szanowny Panie,
Zamiast tych bezdowodowych insynuacji w języku mocno ezopowym, niech Pan się po prostu jasno i jednoznacznie wypowie, czy jest Pan za bojkotem wyborów parlamentarnych, a jeśli tak, to dlaczego. Pański wywód tego uzasadnienia nie zawiera. Wbrew Pańskiemu defetyzmowi ludzie nadal posiadają wolną wolę.
I proszę się nie martwić, ja nie mam problemu z obsesjonatami, takimi jak Pan. Tym bardziej, że nawet myli mnie Pan z autorem zacytowanego przeze mnie artykułu.
A w sprawie mojego głosowania, to pragnę zauważyć, że głosowania w Polsce są tajne. Poza tym nikogo nie zamierzam promować.
Skompromitowała się Pani – oczywiście, li tylko w mojej ocenie.
Bezdowodowe insynuacje, ok. a więc:
a) Bretton Woods nie zaistniał, wymysł radzieckiej propagandy, prawda?
b) cytaty papieży nie są ich wypowiedziami, wymysł szyickiej, względnie sunnickiej propagandy, prawda,
c) dane piastowania godności papieskiej, propaganda rodem z Antarktydy, głoszona za pośrednictwem ptasiego radia, z zarządem pingwinów z Madagaskaru zinwentaryzowanych w Centralnej Stacji Ornitologicznej w Górkach Wschodnich, oczywiście gdy znajdziemy takowego pingwina – z obrączką, prawda?,
d) medycyna rockefellerowska jest wymysłem mongolskich szpiegów z Wuhan, którzy pozostając na usługach Nadieżdy Krupskiej, wynajętej przez Antoniego Ossendowskiego, przeszkadzali w jedynie słusznych szczepieniach, prawda?
e) MK Ultra nie istniało i był to wymysł Kremla przedrukowany prosto z ostatniego maszynopisu, który oficjalnie opublikowano w dzienniku urzędowym USRR w dniu 23 sierpnia 1991r. godz. 23.58 I ogłoszonym Urbi et Orbi. Nieprawdaż?
f) co do reszty, przykro, ale szkoda strzępić język po próżnicy.
Kończę dyskusję z Panią i to ja daję te magiczne EOP, czyli tablice rejestracyjne miasta Opoczno w okolicznościach Łodzi.
I niech Pani nie zarzuca innym emocjonalności i bezkonkretności wypowiedzi, bo gdyby była Pani mężczyzną, a nawet świadomą KOBIETĄ i tym i tą z lat, które Pani poważa, to zestawiając mój wpis z Pani, podjęłaby Pani działania na miarę standardów godności i honoru epoki.
No, ale cóż skoro ryby budowały tylko na …. etc.
Z Bogiem i proszę do mnie nie pisać. EOP!
Zapomniałem o tym bojkocie i pytaniach.
Jakikolwiek udział w wyborach jest, w obecnej rzeczywistości, li tylko dowodem udzielenia przez korzystającego z czynnego prawa wyborczego M O R A L N E J legitymacji – w tym przypadku przez katolika – kanalii, która kandyduje. To w aspekcie grzechów, ciężkich, średnich, etc.
I to dotyczy wszystkich, którzy startują w wyborach z ramienia tych gremiów, zwanych partiami, które już władzę zarządczą w Polszcze dzierżyły po 1989r.
Co do tych, którzy nie dzierżyli, istnieje domniemanie, że zachowają się toczka w toczkę, jak ich poprzednicy, choćby z racji tego, że ktoś ich do tej struktury i tu uwaga D O K O O P T O W A ł.
Co do Brauna, ani nie popieram ekscytacji PŁ, ani nie przesądzam definitywnie, że ma on do odegrania taką samą rolę, jak: Palikot, Lepper, Petru, czy ten nieszczęsny wokalista Aja-RL. Ale, mechanizm kreacji tych antysystemowców, jest tak odrażająco prymitywny w swych obserwowalnych założeniach, że nie ulegam i nigdy nie ulegnę ekscytacyjnym drgnieniom mego serca w obszarze, który dla swej skuteczności, z założeniom ekscytacjom nie podlega i nie może podlegać.
Versteheh Sie Madamme?
Nie zamierzam pisać do aroganta Nietytusa. Pragnę tylko zauważyć, że nie przedstawił w jaki sposób “argumenty” od a do f miałyby wpływać na niezdolność ludzi do podejmowania wolnych i racjonalnych decyzji wyborczych w wyborach parlamentarnych mimo rozmaitych ograniczeń systemowych.
Nietytus podczas dyskusji zachowuje się jak uczniowie z akademii Sokratesa, którzy, gdy nie potrafili odpowiedzieć na jego pytania, to kazali mu wypić cykutę. Ja cykuty pić nie będę i z ciekawością będę obserwować jego dalszy rozwój intelektualny.
Kochana Pani, musi Pani zrozumieć istotę “synergii”.
Bez tego będzie Pani walić głową w ścianę, ale z racji wieku, może i lepiej wrócić do swojej tercji obronnej.
I pisać w tych gazetkach, dla wierzących w Pana Jarosława, wszystko wolno, jak ma się 18 lat skończone, nieprawdaż?
Nie potrafi się Pan uwolnić od rozumowania insynuacyjnego. Nigdy nie pisałam w gazetkach dla wierzących w pana Jarosława, ani żadnego innego polityka. Kieruję się wyłącznie własnym rozeznaniem i własnym poczuciem tego, co jest moralne.
Odniosła się Pani do S Y N E R G I I ?
A teraz podsumowanie dla tych, co uczciwie nie widzą żadnej, ale to naprawdę żadnej możliwości udziału w wyborach.
Katolicka moralność dopuszcza powstrzymanie się od poparcia konkretnych kandydatów lub sytuację, w której udział w wyborach budziłby poważne wątpliwości sumienia:
I. Brak kandydatów gwarantujących minimum moralne – jeżeli wszyscy kandydaci wprost i jednoznacznie deklarują programy sprzeczne z podstawowymi zasadami wiary i moralności (np. poparcie dla aborcji na życzenie, eutanazji czy niszczenia porządku rodziny) i nie ma nikogo, kto gwarantowałby obronę wartości nienegocjowalnych.
Niektórzy teologowie moralności wskazują na możliwość celowego oddania głosu nieważnego jako formy protestu przeciwko brakowi moralnego wyboru, choć sam obowiązek troski o państwo nakazuje szukania mniejszego zła lub kandydatów reprezentujących chociaż cząstkowe dobro.
II. Całkowity brak wolnych i uczciwych wyborów – jeśli wybory są całkowicie fałszowane, urządzane przez reżimy totalitarne wyłącznie w celach propagandowych i nie dają żadnej, nawet iluzorycznej przestrzeni do wyrażenia woli i obrony dobra wspólnego, bojkot takiego aktu staje się moralnie uzasadnionym sprzeciwem wobec bezprawia.
Podsumowując: z perspektywy katolickiej bojkot wyborów z lenistwa, kaprysu lub czystego znieczulenia jest błędem moralnym. Bojkot (lub odmowa legitymizowania procesu wyborczego) wchodzi w grę wyłącznie w skrajnych sytuacjach dyktatury, braku jakichkolwiek wolnych struktur lub wtedy, gdy każdy dostępny wybór polityczny zmuszałby do jednoznacznego i świadomego poparcia zła moralnego.
To jest mój ostatni głos w tej dyskusji. W szczególności nie będę odpowiadać na ataki personalne, a już zwłaszcza głupie, zmanipulowane lub wprost chamskie.
Dobranoc.
W tym przypadku mamy najprymitywnieszą postać lokalnej synergii, w pkt. 1 i 2.
Wygląda na to, że Pani, przynajmniej częściowo, zrozumiała.
Morze wróci Toruń Mokre, któż to wie?
Tak. Powinien wynikać. W ramach obecnej ordynacji wyborczej udział w wyborach oznacza akceptację dla tej oszukańczej ordynacji, czyli dawanie alibi na dalsze trwanie i krzepnięcie obecnej patologii. Demokraci-totaliści wskazują na wskaźniki frekwencji jako akceptowanie ich samowoli. Ich cynizm był wielokrotnie publicznie demonstrowany na zasadzie: o co wam chodzi, przecież sami sobie posłaliście, to teraz się wysypiajcie.
Chcącemu nie dzieje się krzywda, tak więc uczestnictwo w wyborach i jednoczesne narzekanie na polityków, którzy przejęli władzę wskutek tychże wygląda jak “bezobjawowa” schizofrenia.
Idź Pan do spowiedzi, bo na taki poziom pyszałkowatości innej metody nie ma. EOT.
Chciałabym też się dowiedzieć co pan @ Nietytus rozumie pod słowem synergia (def. z wiki:
Synergia, synergizm, synergiczność, efekt synergiczny (z gr. συνεργία współpraca) – współdziałanie różnych czynników, którego efekt jest większy niż suma …) – w jakim kontekście.
Co do definicji pojęcia “Polityka”, to zgodnie z DEFINICJĄ jest to: działalność, która zmierza do zdobycia i sprawowania władzy, zarządzania państwem oraz kształtowania porządku społecznego w określonej zbiorowości.
Wracając do cytatu z wypowiedzi pana @ Miarki:
Szanowna pani cenię sobie pani działalność w internecie, pamiętam panią np. z”Niepoprawnych”. Brałam udział w wyborach w PRL i po 1989 r.Ja nie byłam blisko wygrania pana ze znajomością sześciu czy też siedmiu języków, to Polska była blisko tej wygranej. Jak sobie tak wybieramy i wybieramy to tak mamy. W 2020 r. powiedziałam sobie w duchu dość. Jak mam wybór to idę, jak nie mam to nie idę. Nad wszystkim ma pieczę nasz Stwórca i On na nas dopuszcza nasze wybory, tak uważam. Pewne rzeczy muszą się wypełnić.
Już szron na głowie,
Już nie to zdrowie.
A w sercu – do niedawna był maj, a obecnie myślę, że wrzesień.
Mój komentarz z godz. 23.19 jest do pani Rebeliantki. Znowu mi się zdarzyła pomyłka. Przepraszam.
Dziękuję za odniesienie się do mojego wczorajszego komentarza panom Sarmacie i Kajetanowi Badowiczowi.
Pozdrawiam zaciekle dyskutujących.
Definicję Pani przytoczyła prawidłowo. A co do kontekstu. Pozornie nie związane ze sobą zjawiska i zdarzenia występują w ściśle określonym i zaplanowanym z dużym wyprzedzeniem, celu. Stąd zestawienie np. duraczenia medialnego z wdrażaniem rockefellerowskiej medycyny, stąd kreacja pustego pieniądza w zestawieniu z promocją Hollywood, stąd inscenizacja kowidka w zestawieniu z chemtrailes, stąd mercosur z sieciami 5, a niebawem 6 g etc, etc. Kombinacji “cybernetycznych” jest multum.
Rzecz w tym, że zdecydowana większość ludzi jest zafiksowana na 1, 2 góra 3 obszarach specjalizacji i nie dostrzega szerszego kontekstu pozornie odosobnionych i odległych od siebie zdarzeń i zjawisk.
I tu jest psiecko np. pogrzebane.
Niezależnie od tego, że nie znoszę idiokracji i ochlokracji, a system oszukuje nie tylko za pomocą ordynacji, to mając dwie opcje: KOPiS albo dwie Konfederację, wybieram tę drugą. Dywagacje o bojkocie są w takiej tragicznej chwili niepoważne.
Jest to pierwsza taka szansa od 1989 roku. Szansa na jakościowo lepszy parlament. Wszystkie dotychczasowe były gówniane. Gwarancji nie ma, ale stworzy się przynajmniej możliwość, którą zweryfikuje praktyka.
Nigdy nie wierzyłem żadnej z politycznych opcji, bo żadna mi nie odpowiadała programowo, chociaż przyznaję, że broniłem PiS przed 2015 przed propagandą, a dziś mam ochotę poprzeć KKP i zobaczyć co z tego wyniknie, tym bardziej, że następuje eskalacja:
“Niezależnie od tego, że nie znoszę idiokracji i ochlokracji, a system oszukuje nie tylko za pomocą ordynacji, to mając dwie opcje: KOPiS albo dwie Konfederację, wybieram tę drugą. Dywagacje o bojkocie są w takiej tragicznej chwili niepoważne”.
Jest jeszcze jedna opcja – wielka akcja uświadamiająca Polaków o stanie w jakim się znaleźliśmy za sprawą istniejącej ordynacji wyborczej;
– o patologiach, które ona konserwuje, co przekłada się na ich bezkarność i eskalację;
– oraz już faktyczny stan obrony koniecznej dla przeżycia Polaków i Narodu Polskiego.
Jakakolwiek zgoda na system wyborczy i sprawowania władzy państwowej, który oszukuje rodzi i będzie rodziła coraz gorsze patologie.
Zanim zaczniemy na poważnie mówić o głosowaniach, zapewnijmy warunki do faktycznej możliwości wybierania.
Doraźny interes, którym Pan tak się przejmuje jest niczym wobec zagrożeń moralnych, a wraz z nimi i sensu jakiegokolwiek udziału w oferowanym nam życiu “politycznym”, który nie ma nic wspólnego nie tylko z demokracją (uzasadnienie dla tego typu wyłaniania władz państwowych), ale i z uzasadnieniem sensu wybierania władz przez obywateli, ale i z polityką w ogóle na rzecz bandytyzmu legalizowanego faktami dokonanymi, oraz na rzecz postępów faktycznego totalitaryzmu.
Istniejąca ordynacja wyborcza jest gwarantem dla totalitaryzmu, a nie demokracji.
Poza tym wybieranie władz państwowych to nie stawianie krzyżyków tym, którzy nam się podobają, a wybieranie faktyczne – a więc realny skutek który odniosą te krzyżyki.
– Jeżeli do władzy dochodzą niemoralni i faktycznie antypolityczni, a więc załatwiający sprawy innymi środkami jak polityczne, spiskami i zmowami, korupcją, zdradą, deprawacją, demoralizacją i innymi zbrodniami, to należy uznać prawdę, że to na nich się zagłosowało a nie na tych, przy czyichś nazwiskach postawiło krzyżyki, a to co robią jako wybrani brać na swoje sumienie.
Jeżeli tej prawdy nie uznamy, jesteśmy obłudnikami.
Jedno drugiego nie wyklucza, nie stanowi wobec siebie alternatywy. W przypadku zwycięstwa KO nic nie będzie możliwe, a w przypadku drugiej opcji okoliczności stworzą większe szanse.
Nie przejmuję się doraźnym interesem, lecz ludzkim cierpieniem i znów to samo -przy drugiej opcji pojawi się szansa, aby przeciwdziałać moralnym zagrożeniom.
Nie wiem co się z wami dzieje- bojkot nic nie zmieni, będzie nikły odzew, a gdyby nawet był ciut większy skutek, to właśnie paradoksalnie dzięki niemu totalitaryści zdobędą większą władzę.
“”Jest jeszcze jedna opcja – wielka akcja uświadamiająca Polaków o stanie w jakim się znaleźliśmy za sprawą istniejącej ordynacji wyborczej”;
Jedno drugiego nie wyklucza, nie stanowi wobec siebie alternatywy”.
Wyklucza, wyklucza. – Głosując legitymizuje się tą ordynację faktem dokonanym. – Traci więc sens żądanie zmiany ordynacji.
– I odwrotnie też. – Jeżeli żąda się zmiany ordynacji, nie da się jej jednocześnie uznawać głosując według niej.
“Nie przejmuję się doraźnym interesem, lecz ludzkim cierpieniem…”
To nawet ma sens jeśli to Pan go zadaje. – A tak naprawdę to cierpienie jest niczym wobec zagrożeń dla bytu Polski i Polaków, oraz wspólnot międzypokoleniowych – rodzin i Narodu.
“Nie wiem co się z wami dzieje- bojkot nic nie zmieni”.
Za bojkotem to optuje Chodorowski, ja za protestem nieustającym do czasu zmiany ordynacji wyborczej na konieczną Polsce i Polaków.
Proszę Pana, powinno się żyć w mądrej proporcji pomiędzy “tu i teraz” a “Wiecznością” – dla Wieczności.
Tu i teraz wymaga mądrego wyboru katolików z cojones, a protest o jakim Pan mówi może się rozwijać w żółwim tempie do końca świata.
Proszę zorganizować, to do Pana i do Marka Chodorowskiego akcję uświadamiającą albo protest. Będzie fiasko, a powodów do protestów, w tym nieustannych, jest multum.
Przecież to jedno i to samo. Prześladowane są i skazywane matki z dziećmi –TERAZ, a nie w przyszłości. Niszczy się i ogłupia małe dzieci i młodzież, niszczy rodziny, niszczy naród.
Mamienie “większymi szansami” trwa od początku tzw. transformacji.
Po objęciu władzy ci mamiący zderzają się ze ścianą , czyli “włoskim strajkiem” we własnych szeregach partyjnych, i nici ze zmiany staus quo.
Oczywiście, ze bojkot wyborów, wobec sytuacji że co najmniej jedna trzecia głosujących żyje dzięki obecnej patologii, a kolejnej jednej trzeciej jest wsio rawno, nie może być skuteczny. Ale ja jako jednostka o wolnej woli, nie mam zamiaru oszukiwać samego siebie. Bo to mnie poniża we własnych oczach.
Ditto!
Nie rozróżnia Pani pyszałkowatości i arogancji od zwykłej pewności siebie.
A może to Panią uwiera?
Nie urodziłem się w rodzinie chłopskiej, nie mnę – przekrzywiając łepetynę w bok, aby uniknąć kontaktu wzrokowego z rozmówcą – czapeczki w dłoniach i nie rozglądam się we dworze, jakbym wylądował na innej planecie wołając: “gdzież nam do świętych fuzyji”.
“Proszę Pana, powinno się żyć w mądrej proporcji pomiędzy “tu i teraz” a “Wiecznością” – dla Wieczności”.
Dobre, tylko dodać trzeba, że proporcji w skali ducha ciągłego. – Bo to nasz duch u celu musi poprzedzać nasze czyny i kroki, organizację i materię.
Kto dobrze nie wie czego chce, ten ani pomocy czy okazji działania nie zobaczy, ani nic nie osiągnie.
“Tu i teraz wymaga mądrego wyboru katolików z cojones, a protest o jakim Pan mówi może się rozwijać w żółwim tempie do końca świata”.
jeżeli tak będzie, to będziemy liczyli na to, że “Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”.
“Proszę zorganizować, to do Pana i do Marka Chodorowskiego akcję uświadamiającą albo protest. Będzie fiasko, a powodów do protestów, w tym nieustannych, jest multum”.
Może za mało było świadomych przed protestem. Starczy że każdy świadomi kogoś uświadomi – a przecież niektórzy mają większy zasięg.
“”To nawet ma sens jeśli to Pan go zadaje. – A tak naprawdę to cierpienie jest niczym wobec zagrożeń dla bytu Polski i Polaków, oraz wspólnot międzypokoleniowych – rodzin i Narodu.
“Przecież to jedno i to samo”.
Nie. Nie to samo. – Jeśli ja zadaję cierpienie, łatwo mogę przestać i po problemie. – Jeśli ktoś lub coś, to muszę najpierw zdiagnozować przyczynę i dopiero szukać sposobu na jej usunięcie.
Poza tym w pierwszym przypadku przyczyna jest jedna, w drugim może być złożona.
– A wtedy dosyć długo może potrwać konieczność tego cierpienia, bo nie wystarczy wziąć np. tabletkę i uśmierzyć ból.
Wtedy “jak boli to ma boleć” – dokąd ostatnia z przyczyn nie zostanie usunięta.
Przykład cierpienia(?):
“Prześladowane są i skazywane matki z dziećmi –TERAZ, a nie w przyszłości. Niszczy się i ogłupia małe dzieci i młodzież, niszczy rodziny”.
Moim zdaniem to zły przykład – cierpienia duchowego przy jego źródle w zbrodniach fizycznych.
– Jego na pewno nie da się rozwiązać środkami polityki, bo przedstawione zbrodnie mają swoje źródło w duchu ją poprzedzającym i w woli zbrodni, a nawet w sataniźmie.
– – A tutaj już jest sprawa zorganizowania się do walki i obrony koniecznej siłami moralności.
Po prostu trzeba odebrać zbrodniarzom możliwość popełniania zbrodni.- Fizycznie, w tym między innymi przez wywalczenie zmiany ordynacji wyborczej.
– A to znaczy, że na szukanie środków politycznych będzie tracony czas, bo przerobienia zaistniałego, zbrodniczego ustroju państwowego na moralny od środka to na pewno syzyfowa praca.
EOT