Kłamca! Kłamca! Kompromitująca nagroda literacka Krakowa dla ukraińskiej pisarki

We wtorek 22 listopada 2022 r. ukraińska pisarka Oksana Zabużko odebrała nagrodę im. Stanisława Vincenza przyznawaną przez Radę Miasta Krakowa. W przeddzień tego wydarzenia, w Międzynarodowym Centrum Kultury mieszczącym, się  w kamienicy Pod Krukami przy krakowskim Rynku zaplanowane było spotkanie autorskie z Zabużko, do którego jednak nie doszło. Prawie stuosobowa grupa członków Młodzieży Wszechpolskiej i innych osób protestujących przeciw honorom świadczonym ukraińskiej pisarce, nie dopuściła jej do głosu. Zabrzmiały okrzyki “Bandera won za Don!”, “To plucie Polakom w twarz”, “Czołem wielkiej Polsce!” i “Stop banderyzacji!”.

– To działanie środowisk prorosyjskich w Polsce, chcących nas skłócić z Ukrainą – ocenił zajście pełnomocnik prezydenta Krakowa ds. kultury, niejaki Piaskowski. – Akcję przeciwko Zabużko zorganizowały w Krakowie środowiska prokremlowskie. Stało się to w rocznicę Euromajdanu w Kijowie, który wybuchł 21 listopada 2013 r. – przenikliwie wyjaśnił, zapominając dodać, że to jego macierzysty urząd a nie Młodzież Wszechpolska zorganizowała uroczystości chwalcze w dniu ukraińskiej rocznicy. Oburzył się też w kolejnych słowach na to, że uczestnicy zajścia  nie rozpoznawali wielkiej pisarki i krzyczeli do niewłaściwej osoby.  Skoro jego szef pan Majchrowski klęczy przed, ani chybi, kandydatką do kolejnego śmieciowego Nobla, to wraz nim powinna klęczeć reszta świata. Nazajutrz nagrodę pisarce udało się wręczyć, jednak uroczystość znów została zakłócona i jak podaje wstrząśnięta “faszyzacją Polski” gazwyb, Zabużko „musiała konfrontować się” z rzucanym w jej stronę głośnym “Hańba!” i transparentami o rzezi wołyńskiej. Zaznaczyć należy, że protesty wszechpolaków poprzedził list otwarty skierowany do Rady Miasta Krakowa (jej przewodniczący Dominik Jaśkowiec jest też przewodniczącym Kapituły nagrody) w którym stwierdza się, że  odznaczenie osoby o tak obelżywych w stosunku do polskiej martyrologii poglądach byłoby zniewagą wobec ofiar Rzezi Wołyńskiej, a także ich rodzin, mogłoby także źle wpłynąć na relacje między Polakami a czasowo przebywającymi w naszym kraju ukraińskimi uchodźcami – prowadząc do konfliktu narodowościowego. Nic nie wiadomo, aby otrzymali na swój list odpowiedź, można więc przypuścić, że zajście spowodowane zostało wyłącznie przez głupotę i kunktatorstwo urzędników magistrackich i manipulujących nimi “doradców literackich”.

Ukraińska pisarka Oksana Zabużko

Przeciw nagrodzie dla Oksany Zabużko wypowiedziała się też małopolska kurator oświaty Barbara Nowak, która wzięła stronę demonstrantów, oskarżając pisarkę o “antypolską narrację” oraz “kłamstwa na temat rzezi Polaków na Wołyniu”. Skrytykował ją także publicysta Rafał Ziemkiewicz. Wcześniej, 19 listopada, na portalu pch24.pl ukazał się tekst, w którym stwierdzono, że Zabużko “gloryfikuje wołyńskich ludobójców”, a cześć oddawaną ofiarom nazywa propagandą. Gloryfikuje też terrorystę i ludobójcę Romana Szuchewycza, którego nazwała “jednym z geniuszy, którzy zmienili bieg historii”. https://pch24.pl/gloryfikuje-sprawcow-ludobojstwa-na-wolyniu-a-czesc-dla-zmarlych-nazywa-propaganda-otrzyma-nagrode-literacka-rady-miasta-krakowa/

Jednak nie zdołały  ucichnąć echa manifestacji w murach szacownej kamienicy – służącej dziś, dodajmy,  honorowaniu głównie pieszczochów „krakówka” spod znaku Obłudnika Powszechnego i środowisk „intelektualnych” wokół  wydawnictwa Znak (biorę w cudzysłów, gdyż właśnie to wydawnictwo,  kierowane przez brata Róży Thun Henryka Woźniakowskiego, odznaczyło się wiekową „zasługą” dla   Polski w postaci  wydania jednej z najbardziej szkodzących naszej Ojczyźnie  publikacji w dziejach współczesnych, czyli „Sąsiadów” Jana Tomasza Grossa) – gdy na klęczkach z listem wiernopoddańczym pośpieszył Polski PEN Club. „Grupa skrajnych polskich nacjonalistów doprowadziła do zerwania spotkania z ukraińską pisarką Oksaną Zabużko” – piszą z oburzeniem literackie ”sumienia narodu”. „Formą nacisku i sposobem odbierania głosu tym, którzy nie godzą się na fałszowanie przeszłości i manipulowanie pamięcią, były i są procesy cywilne wytaczane naukowcom dążącym w najlepszej wierze do ustalania prawdy historycznej”…

O jakich “procesach” mówicie? – chce się zakrzyknąć. Prosimy o choćby jedno nazwisko! Ale tego „głosiciele prawdy historycznej” już nie podają. „Coraz częściej jesteśmy świadkami aktów bezpośredniej przemocy w miejscach publicznych – ataków skierowanych przeciwko pisarzom i artystom”- dobiega z ust „strażników przeszłości i pamięci” grzechot pustych słów, za którymi nie pojawia się ani jeden przykład takiego ataku,  organizowanego według nich “coraz częściej przez agresywne, skrajnie prawicowe bojówki”.

—————

Przyjrzyjmy się teraz, jak wygląda „prawda historyczna” z punktu widzenia laureatki, nazywanej przez leżących przed nią plackiem dziennikarzyn „wielkim przyjacielem Polski”.

– Ciemne siły, które w 39 r. wypędziły Stanisława Vincenza na emigrację wciąż mają szanse na powrót w tym kraju – otwiera swe szczerozłote usta,  by przed dziennikarzem PAP  osądzić polską historię. –  Ludzie, którzy wczoraj odebrali mi możliwość wypowiedzenia się, a w zamian inscenizowali spotkanie partyjne rodem z monachijskiej kawiarni z lat 20. XX w., nie splamią kultury.

Jednak jasność myśli jest tu mocno zaćmiona, skoro  w jednym zdaniu mieszczą się dwa  sprzeczne ze sobą osądy. Jeśli bowiem mroczne siły wypędziły w 1939 r. Stanisława Vincenza z Polski, to było to jedynie ukraińskie NKWD, które aresztowało go po zajęciu Huculszczyzny (gdzie zamieszkiwał przed wojną polski pisarz, przed swą ucieczką na Węgry). Co to ma wspólnego z „monachijskimi piwiarniami”, zaludnionymi przez „brunatne koszule” NSDAP? – raczy wiedzieć jedna Zabużko,  stosująca tu prymitywny lewacki chwyt polemiczny nazywany “reductio ad Hitlerum” (w podobny sposób Żydzi wykluczają oponenta, sprowadzając jego argumenty do “antysemityzmu”). Dziennikarz nie podaje, czy padło choćby jedno słówko protestu ze strony osób słuchających tej bezczelnej manipulacji osoby należącej do plemienia, które wydało oddziały SS Galizien sprzymierzone z Trzecią Rzeszą i nazwa ta jeszcze przez parę dziesięcioleci po wojnie budziła grozę w tych Polakach, którzy, jak moi rodzice, byli świadkami niewyobrażalnych okrucieństw dokonywanych przez bojców Własowa; ich wyczynami brzydzili się nawet niemieccy SSmani. Ale jak inaczej ma trajkotać ukraińska papuga nakręcana przez mit banderowski, jeśli najwierniejszych sprzymierzeńców swych kłamstw ma pośród polskich „luminarzy kultury”?

„Wydarzenia, które doprowadziły do zerwania spotkania z Oksaną Zabużko – piszą mędrcy z  polskiego PEN Clubu – przypominają najgorszą tradycję faszystowskiej ONR-Falangi okresu międzywojennego i są wymierzone w społeczeństwo ukraińskie walczące dzisiaj w wojnie z rosyjskim najeźdźcą (…) o prawo do wolności”.

—————

W innej rozmowie, przeprowadzonej z dziennikarzem Newsweeka w dniu wręczenia  nagrody i zatytułowanej „Wołyń jest jak nóż  wbity w  plecy” (chodzi o film „Wołyń” reż. W. Smarzowskiego) https://www.newsweek.pl/swiat/oksana-zabuzko-o-filmie-wolyn-jest-jak-noz-wbity-w-plecy-ukraincow/3s15f57   ukraińska pisarka stwierdza:

– To nie jest dobry czas na robienie takiego filmu (…). Ten film nie będzie służył polsko-ukraińskiemu pojednaniu (…) Weźmy scenę poświęcenia noży w cerkwi greckokatolickiej. Niczego takiego nie było. To jest element zapożyczony z mitologii romantycznej.

Pani, legitymująca się „wykładami na uniwersytetach amerykańskich”  najwidoczniej zbyt zapracowana była, aby dokładniej zapoznać się z najnowszą historią. Ewa Siemaszko, wybitna polska badaczka rzezi wołyńskich, w swym obszernym artykule dostępnym na dwa kliknięcia zaświadcza ustami dziesiątków świadków tamtych wydarzeń, że święcenie przez duchownych greckokatolickich noży, kos, toporów używanych do rzezania Polaków przez bandziorów upaińskich było praktyką nagminną. Taka ilość świadków zeznających zgodnie to samo, nie może się mylić http://www.polska1918-89.pl/pdf/swiecenie-narzedzi-banderowskiej-zbrodni,6735.pdf  Jednak  urodzona w 1960 r. w Łucku „przyjaciółka narodu polskiego” wie lepiej.

– Uważam, że na taki film jest po prostu za wcześnie – gani twórców obrazu mędrczyni z Łucka. – Historycy nie powiedzieli jeszcze tego, co mieli powiedzieć. Ten temat na Ukrainie nie został odpowiednio opowiedziany i wyartykułowany. I teraz – za pomocą filmu – został oddany tym, którzy używają go do czegoś innego: do manipulacji. To jest przerażające.

Nie ukazano twarzy pisarki mówiącej te słowa, ale wierzymy, że rzeczywiście malowało się na niej przerażenie. Tak, my też jesteśmy przerażeni, że historycy nie zrobili tego, co do nich należało – ale prosimy o ścisłość. Chodzi o ukraińskich historyków, nie o polskich, bo ci ostatni przez ostatnie dekady wykonali ogromną pracę zbierając tysiące relacji żyjących jeszcze świadków ukraińskich zbrodni i dowodów materialnych. Jednak móżdżek pani intelektualistki nie może sobie odmówić wypuszczenia przy tej okazji jeszcze jednego krętactwa: że świadczenie prawdy przez Polaków miałoby być „manipulacją”.

Brak wiedzy i kontroli intelektualnej sprawia, że dalsze brednie wylewają się z jej ust.

– Wystarczy przyjrzeć się temu, jak komentowany jest „Wołyń” na Ukrainie, choćby w mediach społecznościowych – plecie ukraińska luminarz słowa. – Dominująca reakcja to: Oni [Polacy] tylko udają naszych przyjaciół. A gdy tylko nadchodzi sposobny moment, wbijają nam nóż w plecy.  Przypomina się traktat ryski z roku 1921, gdzie Polacy podzielili się Ukrainą z Rosją. Czy rozejm andruszowski z 1667 roku, gdzie Polacy oddali Kijów Moskwie. I również podzielili się Ukrainą, co później wywołało bunty kozackie. Dodając, że Polakom nigdy nie można ufać.

Nie dość, że najnowszej historii nie zna to ma luki w dawniejszej, na poziomie klasy maturalnej. Podczas konferencji pokojowej w Rydze w 1921 r. strona polska nie tylko, że nie podzieliła Ukrainy  z Rosją, ale zrezygnowała z całkowitej restytucji swych wschodnich granic zgodnie ze stanem sprzed II rozbioru,  oddając Sowietom ogromne połacie dawnych kresów wschodnich w tym Mińszczyzny wraz z setkami tysięcy zamieszkujących tam Polaków. Uczyniono tak wbrew naciskom delegacji sowieckiej, nalegającej na pozostawienie tych ziem przy Polsce, bo, myśląc dalekowzrocznie, zamierzali uczynić  ze słabej, świeżo odrodzonej  Polski państwo maksymalnie wielonarodowe, łatwiejsze do przyszłego podboju. Zaś co do rozejmu andruszowskiego z 1667 r. który zakończył wieloletnią wykrwawiającą Rzeczpospolitą wojnę z Cesarstwem Rosyjskim, to pani pisarka znów mija się z niewygodnymi dla siebie faktami. Owszem, Polacy zrezygnowali z województwa czernihowskiego oraz ok. połowy ogromnego województwa kijowskiego czyli Zadnieprza, zostawiając po stronie rosyjskiej Kijów leżący po zachodniej stronie Dniepru. Ale stan ten, zgodnie z układem,  miał trwać jedynie przez dwa lata, stanowiąc dla Rosji bazę działań przeciw Kozakom Zaporoskim i Turcji. Po tym okresie Kijów miał wrócić do Rzeczypospolitej, lecz Rosjanie już miasta nie oddali.

————————

– Każdego dnia grzebiemy naszych zabitych na wojnie. Nasze życie to krew i łzy. Czy nie można było choć chwilę zaczekać? – ciągnie, tym razem na tragiczno-sentymentalnej nucie ukraińska pisarka, dramatycznie pytając na koniec „po co to robić?!” – wzorem większości swych ziomków, nie będących w stanie ani nie chcących przyznać się do ukraińskich zbrodni. – Co ma dać mierzenie krzywd? – woła. – Mamy front informacyjny na Wschodzie wymierzony w Ukrainę. A teraz Polacy otworzyli drugi (…). Rozmawiałam z dowódcami UPA wysokiego szczebla. Mówili mi, że sytuacja wymknęła się spod kontroli, że oni byli przerażeni, gdy zrozumieli, co się stało. To nie jest tak, że wszyscy na Ukrainie zaprzeczają wydarzeniom na Wołyniu.

Acha. To jakaś sensacyjna nowina. Czyli – sami dowódcy rzeźniczych batalionów byli „przerażeni tym, co się działo”. Gdzie jest więc choć jedna relacja o rozkazie wydanym przez takiego „przerażonego dowódcę” swym podwładnym, aby rzezi zaprzestać? Przestać przybijać dzieci językami do stołów? Piłować ojców rodzin drewnianymi piłami? Patroszyć ciężarne? Niestety, świadectw, które potwierdzałyby prawdziwość  słów pisarki nie ma. A sam rzewny żal wyrażany teraz przez przywódców krwawej jatki na Polakach – o ile rzeczywiście miał miejsce, w co wątpię, bo pierwszy raz  z ust pani Oksany o tym słychać –  przypomina stękania umierających niemieckich starców, niegdyś służących w SS,  że oni tylko „wykonywali rozkazy”. Strach pomyśleć, jakie tsunami kłamstw z obu stron czeka nas, gdy zamkną oczy ostatni świadkowie tamtych zdarzeń i rządy nad „prawdą” przejmą obecne i przyszłe Oksany oraz ich żałośni – i to najbardziej boli – polscy akolici.

Pokutujący Łotr

Oksana Zabużko ur. 1960 r. w Łucku. Ukraińska poetka, prozaik i publicystka. Laureatka wręczanej we Wrocławiu nagrody Angelus (2013). Autorka książek „Badania terenowe nad ukraińskim seksem” i „Muzeum porzuconych sekretów”.

 

O autorze: Pokutujący Łotr