Czy Prezydent pomoże?
Lekarzom odebrano prawo składania petycji
Kompromitujący wyrok naczelnego sądu lekarskiego
Podczas uroczystości wręczenia nominacji profesorskich w dniu 7 stycznia br. Prezydent RP Karol Nawrocki podkreślił, że: „realizacja zadań wolności akademickiej może się odbywać tylko w warunkach niepodległego, suwerennego państwa polskiego”. Zobowiązywał się, że będzie dbał o to, aby świat naukowy i profesorowie podlegali tylko dyscyplinie warsztatu naukowego i dobrym obyczajom, aby nigdy nie byli uzależnieni od mód światopoglądowych czy politycznych presji.
Tymczasem wobec niektórych medycznych środowisk naukowych od dawna wywierane są naciski instytucjonalne, aby formułowały one błędne postępowania w zakresie ochrony zdrowia publicznego. 11 grudnia Naczelny Sąd Lekarski (NSL) utrzymał w mocy orzeczenie Okręgowego Sądu Lekarskiego w Poznaniu, w którym ukarano naganą troje lekarzy – dwoje profesorów i jedną doktor habilitowaną – za skierowanie do władz i mediów w Polsce w okresie od października do grudnia 2020 roku petycji w sprawie metod prewencji zachorowań na COVID-19. Wszystkie 3 ukarane osoby apelowały o to, aby szczepienia planowane w Polsce miały wyłącznie charakter dobrowolny, z wykluczeniem jakichkolwiek form przymusu oraz aby informacja o możliwych powikłaniach czy niebezpieczeństwach związanych ze szczepieniami została podana opinii publicznej oraz aby na temat szczepień i ich korzyści i zagrożeń zorganizowano rzetelną debatę publiczną.
114 lekarzom podpisującym powyższe petycje wytoczono postępowania dyscyplinarne zarzucając im rozpowszechnianie informacji niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną i propagowanie postaw antyzdrowotnych. Postępowania te w większości nadal trwają, choć niektóre z nich zostały już zakończone, jak choćby to na rozprawie w NSL w dniu 11 grudnia.
W sprawie tej skierowaliśmy do NSL interwencję prasową. Podnosiliśmy w niej m.in., że sądy lekarskie w sposób oczywiście błędny przyjęły co jest aktualną wiedzą medyczną. Badacze (np. Tomasz Widłak) zajmujący się tą klauzulą wskazują, że: „Na wiedzę medyczną składają się nie tylko (…) sądy o stanie wiedzy pochodzące z uznanych źródeł instytucjonalnych, ale także własna wiedza lekarza wynikająca przede wszystkim z praktyki zawodowej, a także z posiadanych umiejętności”. T. Widlak podkreśla, że twierdzenia naukowe w medycynie, które jak w każdej dziedzinie podlegają weryfikacji, mogą i powinny być analizowane i ewentualnie falsyfikowane także przez praktykujących lekarzy, którzy składając przyrzeczenie lekarskie, „zostają zaproszeni nie tylko do biernego, ale i czynnego uczestnictwa w epistemicznej wspólnocie nauki medycyny”.
Powyższe prawo i obowiązek lekarzy są kwestionowane przez sądy lekarskie. Stoją one de facto na stanowisku, że jedynym dopuszczalnym źródłem wiedzy medycznej są zarządzenia ministerstwa zdrowia wypracowywane przy udziale ekspertów posiłkujących się rekomendacjami organizacji międzynarodowych (WHO i organów rejestrujących leki i szczepionki).
Do tej pory nie dokonano w Polsce bilansu pandemicznych „błędów”. Nie wiadomo kto odpowiada za ponad 200 tysięcy nadmiarowych zgonów, powstanie olbrzymiego długu zdrowotnego, skrócenie długości życia Polaków, falę samobójstw, setki miliardów zadłużenia budżetu (na koniec września 2022 r. dług funduszu covidowego sięgał 144 mld zł), zniszczenie tysięcy firm, pogorszenie stanu zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży, etc.
Zamiast tego karze się rzetelnych lekarzy, którzy ostrzegali przed pandemicznymi błędnymi strategiami. Nie tylko ich nie słuchano, gdy był na to czas, gdy słali petycje do ministrów, gdy informowali media, gdy wykonywali własne analizy, gdy prosili o merytoryczną debatę, ale jeszcze są publicznie znieważani przez działaczy izb lekarskich, którzy zarzucają im rzekome propagowanie postaw antyzdrowotnych i działania niezgodne z aktualną wiedzą medyczną.
Prawo do składania petycji jest prawem konstytucyjnym. Obwinieni składali apele (petycje) zgodnie z obowiązującymi przepisami, domagając się wyłącznie debaty w kwestii restrykcji pandemicznych i koniecznej dobrowolności szczepień, m.in. zważając na fakt ryzyka szczepień (nieodwracalnych powikłań, a nawet zgonów), a szczególnie w związku z faktem zastosowania w szczepionkach nowych technologii i ich ekspresowego opracowania. Zwracanie uwagi na ryzyka wiążące się ze szczepieniami nie może być traktowane jako delikt dyscyplinarny, skoro informowanie pacjentów o ryzyku każdej procedury medycznej jest obowiązkiem zawodowym lekarzy.
Podczas pandemii na świecie, a także w Polsce, miało miejsce cenzurowanie wielu okoliczności niewygodnych dla twórców metod „walki” z chorobą Covid-19, w tym strategii szczepień. Przybierały one nierzadko postać zwyczajnego oszukiwania opinii publicznej. Coraz więcej faktów wychodzi na światło dzienne. Jest na przykład już dzisiaj bezsporne, że twórcy szczepionek mRNA od początku wiedzieli, że nie zapobiegają one transmisji wirusa. Mimo to dezinformowano ludzi. Co więcej, uniemożliwiano krytykę fałszywych koncepcji. W jednym z procesów wytoczonych przez Roberta Kennedy’ego Facebookowi ujawniono wewnętrzne notatki, które pokazują, że Anthony Fauci, dyrektor Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych, doradca prezydentów USA, współpracował przy cenzurze z Markiem Zuckerbergiem
Polski rząd – jak się zdaje – bezkrytycznie zaufał europejskiej agencji EMA (Europejskiej Agencji Leków) i jej rekomendacjom. M.in. EMA wydała warunkowe zezwolenie na dopuszczenie szczepionki Pfizera do obrotu już 21 grudnia 2020 roku i odnowiła je 31 listopada 2021 r. Ale już w kwietniu 2021 r. posiadała wiadomości o zapaleniach mięśnia sercowego i zapaleniach osierdzia (błony otaczającej serce) u pewnej liczby osób po szczepieniu przeciw COVID-19. Mimo to wydano 10 grudnia 2022 r. standardowe pozwolenie na dopuszczenie szczepionki do obrotu (od tej chwili nie były już potrzebne coroczne odnowienia zezwoleń). Co ważne, były już wówczas znane wyniki z badań przyspieszonych w USA wykonanych przez FDA, potwierdzające poważne ryzyka zapalenia mięśnia sercowego i zapalenia osierdzia, szczególnie wśród mężczyzn w wieku 12-17 lat. Bagatelizowanie tego faktu jest całkowicie niezrozumiałe.
Na stronie WHO opublikowano wyniki badań światowej klasy epidemiologa Johna Ioannidisa ze stycznia 2021 r. dotyczące wskaźnika śmiertelności zakażeń COVID-19 ( Biuletyn Światowej Organizacji Zdrowia, http://dx.doi.org/10.2471/BLT.20.265892). Mediana rzeczywistego współczynnika śmiertelności wyniosła zaledwie 0,27% (0,23% po korekcie). A zatem, urządzono wielki światowy sanitarny stan wojenny bez uzasadnionych podstaw.
Polskie Ministerstwo Zdrowia „nie poradziło” sobie ze sporządzeniem raportu o pandemii COVID-19 na wezwanie Rzecznika Praw Obywatelskich. RPO kilkakrotnie wzywał Ministra o wyjaśnienie powodów zwiększonej umieralności na COVID-19 w Polsce w porównaniu z innymi krajami oraz przyczyn tzw. zgonów nadmiarowych. Za szczególnie niepokojącą RPO uznał też wysoką śmiertelność pacjentów leczonych na oddziałach intensywnej terapii, podłączonych do respiratorów.
OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) podawała, że Polska była w ścisłej czołówce, jeśli chodzi o zgony nadmiarowe. W okresie od marca 2020 do czerwca 2022 odnotowywaliśmy w kraju ponad 6 tys. zgonów na milion mieszkańców. Za nami były już tylko kraje takie, jak Rumunia, Bułgaria, Słowacja czy Estonia (info wg posła Marka Hoka z KO).
Przytoczone powyżej okoliczności wskazują na całkowity brak podstaw do karania lekarzy za złożone petycje. Opinie sporządzone do niniejszej sprawy przez biegłych powołanych przez NSL (doradców rządu) zawierają nieprawdziwe dane na temat pandemii (m.in. o rzekomo wysokiej „zjadliwości” wirusa i trafności zastosowanych w Polsce środków zaradczych, gdy w rzeczywistości oficjalne dane ze strony WHO dotyczące wskaźnika śmiertelności COVID-19 oraz kiepskie wyniki „walki z pandemią” w Polsce w ogóle tego nie potwierdzają).
Skandalem jest nieuwzględnianie konfliktów interesów biegłych, którzy wydawali opinie w niniejszej sprawie, gdyż były to ekspertyzy sporządzone „we własnej sprawie”. Opiniodawcy byli bowiem zarówno doradcami rządowymi jak i beneficjentami środków pochodzących od firm farmaceutycznych. Nie otrzymaliśmy do tej pory odpowiedzi na interwencję prasową.

Dodaj komentarz