Zboczone, chińskie bajki – rzecz o mandze i anime

Jako fan mangi i anime nasłuchałem się i naczytałem wiele bzdur. Dlatego kolejne absurdalne teorie na ten temat już nie robią na mnie wrażenia.

Nie tak dawno miało miejsce poważne starcie między mną a Circ na temat mangi i anime. Ale o szczegółach nie będę pisał, bo nie one są ważne. Ważne jest, że opinia Circ nie była dla mnie szczególnym zaskoczeniem. Generalnie mogę ją wrzucić do jednego worka ze znanym skądinąd fanom m&a artykułem Tomasza Piątka pt. „Mang(i)a seksu, czyli nienasycenie po japońsku”.

Circ na temat mangi i anime pisała w takim oto tonie:

 

Zastanów się- Czy Manga ma katolicką aksjologię? Jak tam wygląda dobro i zło? Ewangelicznie? To całkiem obca duchowość.
Wiem, że pociąga i działa na uczucia i emocje, na naturę ciała. O te emocje chodzi, one ciągną, i adrenalina.
[źródło]

 

Zaglądamy do osławionego tekstu Tomasza Piątka i co tam widzimy?

 

Wszystkie mangi mają wywołać podniecenie seksualne u młodego odbiorcy, takie jest założenie ich twórców. Dotyczy to nie tylko scen seksu i okrucieństwa. Nawet niewinne czarodziejki z Księżyca, dla których szczytem marzeń jest pocałunek chłopca, mają zawsze króciutkie spódniczki i wielkie, mokre oczy. Co więcej, erotyczne dreszcze ma budzić każdy, nawet najbardziej niewinny obrazek. Podniecenie ma wywołać sama grafika, nie tylko to, co jest rysowane, ale także – jak jest rysowane.

 

Zlinkowany przez Circ tekst Małgorzaty Więczkowskiej też wpisuje się w ten tok rozumowania.

 

Kontakt dzieci z mangą i zawartą w niej np. pornografią wypacza ich psychikę, buduje błędne opinie i postawy w dziedzinie płciowości, małżeństwa i rodziny. Ze względu na niewielki zasób życiowych doświadczeń, młody człowiek może przypuszczać, że przedstawiany mu w grze lub filmie pornograficzny obraz ludzkiej aktywności seksualnej jest obrazem wzorcowym, a przynajmniej statystycznie powszechnym. Może wnosić, że to właściwy i normalny sposób działania. Młody człowiek może sądzić, że aktualizowanie własnej płciowości jest przede wszystkim kwestią rozrywki; że w życiu jest ono czymś pierwszoplanowym, a zmysły są uprawomocnionym regulatorem zachowań. Wówczas brak już miejsca na poszukiwania innych wartości i samowychowanie.

 

Jasne, jasne. Czarodziejki w „Sailor Moon” noszą krótkie spódniczki nie dla wygody w czasie walki (spróbujcie walczyć nosząc spódnicę do kostek, osły) tylko dlatego, że chcą zostać oparte o pierwsze z brzegu drzewo i wiadomo, co dalej. Wielkie oczy są dlatego, że podniecają. Spódniczki są krótkie, bo podniecają. W ogóle wszystko ma podniecać. A już taka Lucy z Elfen Lied, naga i obryzgana krwią to w ogóle chodząca perwersja. Zero ważnych przesłań, zero walki dobra ze złem.

Przynajmniej takie się odnosi wrażenie czytając te wypociny.

A więc od początku i krok po kroku przedstawię rozmaite anime i mangi w których jednak dostrzegłem sporo mądrych przesłań. Może to co poniektórym uzmysłowi ogrom kompromitacji ludzi, którzy mangę i anime krytykują mając o temacie takie pojęcie, co przysłowiowa świnia o gwiazdach.

 

Czarodziejka z Księżyca” (czyli właściwie „Sailor Moon”)

 

Temu anime oberwało się najmocniej. Głównie dlatego, że było emitowane na Polsacie i każdy cyngiel, który dostał zlecenie na przywalenie mandze i anime, mógł coś tam obejrzeć i sklecić jakąś kulawą interpretację.

Niemniej pierdoły, jakie wspomniane dwa teksty zawierały po prostu zwalają z nóg. Jak chociażby poniższa opinia Tomasza Piątka.

Przygody erotyczne bohaterów są zazwyczaj dosyć do siebie podobne – chodzi o to, kto z kim poszedł lub nie poszedł (motyw niespełnienia!) do łóżka. Oczywiście, liczba kombinacji erotyczno-towarzyskich jest nieograniczona (mamy do czynienia z serialami i komiksami w odcinkach, w których ciągle pojawiają się nowe postaci), ale najważniejsze elementy fabuły są ciągle takie same: seks, miłość, rozdziewiczenie, strach, nieśmiałość, dyskoteka, park zabaw, boisko, licealne podwórko, czasem samochód.

W mangach nie występują takie zjawiska jak praca, nauka, rodzice, społeczeństwo, policja, władza. Nie ma charakterystycznego dla Japonii tłoku, tłumu i ciasnoty. Bohaterowie nieustannie spacerują po wielkich parkach, przesiadują w pustych barach i wylegują się w łóżkach. Ich erotyczne i sentymentalne przygody rozgrywają się w próżni – społecznej i fizycznej. Nie ma innych ludzi, nie ma nawet przedmiotów. Tłem dla stosunku seksualnego lub czułej rozmowy jest jasna i niewyraźna przestrzeń parku, białe ściany garsoniery lub sushi-baru.

 

Jaaasne. Usagi nie chodzi do szkoły, wcale a wcale. To nie w szkole poznała swoje koleżanki. Wcale nie jest tak, że spora część drobnych dramatów i zwycięstw Usagi obraca się wokół szkoły i jej szkolnych kolegów i koleżanek. Jej ojciec wcale nie jest dziennikarzem (o czym dowiadujemy się przy okazji odcinka z wizytą Usagi na balu w ambasadzie jakiegoś małego państewka). Mama jej koleżanki nie prowadzi sklepu z biżuterią i nie dowiadujemy się o tym od razu, w pierwszym odcinku serii.

Jaaasne, w anime nie ma nic takiego jak praca i szkoła. Szkoda, że Usagi Tsukino o tym nie wie. Ucieszyłaby się. Nie obrywałaby ustawicznie od mamy za marne oceny.

 

Małgorzata Więczkowska nie jest lepsza.

Seria Czarodziejek z księżyca opowiada o przygodach trzech dziewczyn, które zostają zwerbowane przez Królową Aniołów do walki z wojownikami ze świata diabłów, każda z nich dostaje po magicznym przedmiocie, dzięki którym mogą się transformować w trzy wojowniczki. Inny film zachęcający do uprawiania medytacji: Czarodziejka z Marsa jest najbardziej rozśpiewana i „nawiedzona” z całego towarzystwa – komponuje piosenki i uwielbia medytację, w dodatku jest znakomitym medium. Ma wszelkie namiastki na wykwalifikowaną kapłankę, co zresztą uwarunkowane jest w jej przypadku genetycznie -jej dziadek jest również kapłanem.

 

Królowa Aniołów?! Kto, kotka Luna? Bo to ona w pierwszym odcinku kontaktuje się z Usagi. Naprawdę nie wiem, ile trzeba wypalić marihuany, żeby w Lunie zobaczyć Królową Aniołów. Królowa jest, mianowicie Królowa Serenity. Po pierwsze nie ma nic wspólnego z aniołami. Poza może dużą kokardą w sukni, którą jakiś kretyn może i by pomylił ze skrzydłami, gdyby wypił odpowiednio dużo. Po drugie królowa pojawia się na samym końcu pierwszej serii, w zasadzie parę odcinków przed finałową bitwą ze złą Królową Beryl. Pojawienie się Kólowej Serenity nie ma charakteru werbunku Usagi tylko służy ostatecznemu uświadomieniu głównej bohaterce, co tu tak naprawdę jest grane. Do tego momentu widz dostawał tylko fragmentaryczne informacje o przeszłości Usagi, teraz są one wiązane w jednoznaczną całość.

Po drugie Rei nie jest medium w europejskim znaczeniu tego słowa. Nie jest psionikiem. Jej zdolności nie mają nic wspólnego z tym, co w europejskiej kulturze przyjęło się uznawać za bycie medium. Rei po prostu jest kapłanką Shinto i nie zajmuje się wbrew europejskim pojęciom „medium” odstraszaniem duchów w sensie ogólnym. Rei zajmuje się odpędzaniem tylko tych złych duchów. Czyli nie chrześcijańskich demonów, a złych duchów tak jak to pojmuje japońska religia Shinto. Posługuje się w tym celu głównie wypisaną na karteczkach japońską formułą egzorcyzmu. W Japonii to nie jest nic specjalnie dziwnego, tak jak u nas niczym dziwnym nie jest kropienie domów wodą święconą.

Warto zauważyć, że w „Sailor Moon” nie ma śladu konfliktów religijnych. Rei jest kapłanką Shinto. Nie ma jednak nic do kapłanów buddyjskich, ani do katolickiego księdza, który w jednym z odcinków się pojawia. Ów ksiądz też nie czepia się specjalnie żadnej z bohaterek, choć wie niewątpliwie, że wyznają one Shinto, a nie katolicyzm. Pełna harmonia.

Aż chciałoby się, by ludzie w Europie czegoś się na tym przykładzie nauczyli.

Owszem, Usagi wygrywa z przeciwnikami, bo jest wystarczająco potężna. Ale z drugiej strony sama Usagi na końcu anime przywraca do pionu złą Galaxię z jej twierdzeniami o budowie lepszego świata przez wojnę. Usagi odpowiada, że wojna niczego nie buduje, tylko przynosi śmierć i cierpienie. I to są bardzo mądre słowa. Innym znanym stwierdzeniem Usagi jest powiedzenie, że ona zawsze walczyła tylko po to, by zakończyć wszelkie walki.

Usagi jest dobrą osobą i chyba nie takim złym wzorcem do naśladowania. Nigdy nie postały jej w głowie myśli o pójściu ze swoim chłopakiem Mamoru do łóżka pomimo kilkuletniej znajomości. Nigdy nie walczyła dla zemsty, choć wielokrotnie niewiele brakowało, by straciła w wojnach wszystkich ludzi, na jakich jej zależy. Ma swoje wady, ale jest bardzo ważną postacią. Ustawicznie przypomina wszystkim, o co toczy się walka. Nie o zwycięstwo wcale, ale w obronie pokoju na świecie.

Wystarczy spojrzeć na Aliantów w WWII. Bomba atomowa. Naloty dywanowe. Czy pamiętali, o co toczą walkę? Czy pamiętali o różnicy pomiędzy sobą, a hitlerowcami? Osobiście jakoś w to wątpię.

 

Wojowniczki z Krainy Marzeń” (czyli „Magic Knight Rayearth”)

 

Tu również mamy temat wojny i jej konsekwencji, ale dość przewrotnie ukazany. Na początku mamy klarownie zarysowaną grupę wojowników dobra walczącą ze złym Zagato, który uprowadził ważną dla stabilności magicznej krainy Księżniczkę Emeraude, nazywaną nie bez kozery Filarem.

Pierwsza seria zbliża się ku końcowi i widz dostaje obuchem po głowie. Bzdurą jest, jakoby Zagato był zły. Bzdurą jest, jakoby fakt porwania uniemożliwiał Emeraude podtrzymywanie stabilności Cephiro. Po prostu Emeraude będąc Filarem zakochała się w Zagato bez pamięci. Nie była już w stanie koncentrować się na szczęściu ludzi w Cephiro, bo coraz częściej bezwiednie wracała myślą do Zagato. To odbiło się na stabilności Cephiro i zapoczątkowało tragedię. Zagato zorientował się w uczuciach Emeraude, zakochał się w niej i po prostu stwierdził, że guzik go obchodzi taki kraj, który by istnieć musi zrujnować szczęście niewinnej dziewczyny.

Ale Emeraude ten kraj obchodził. Ze względu na pozycję Filaru sama siebie nie mogła zabić, nikt w Cephiro również nie był w stanie tego zrobić. Dlatego wezwała dziewczyny z innego świata. Nie po to, by ocaliły Cephiro. Po to, by ją zabiły. Miała pełną świadomość tego, że prosi te dziewczyny o coś, o co nigdy nikt i nikogo prosić nie ma prawa. Ale jaki miała wybór? Sama się zabić nie mogła z powodu swojej pozycji Filaru.

I tu zaczyna się problem. Czy kraj ma prawo wymagać od jednostki poświęcenia własnego szczęścia w imię ogółu? Czy taki kraj ma prawo istnieć, jeśli musi przy tym deptać ludzką tragedię? Kto miał rację, Emeraude poświęcając się dla ogółu, czy Zagato stwierdzający, że Cephiro jest krajem zbrodniczym i nie zasługuje na istnienie?

Mam ponad 30 lat i odpowiedź nie jest dla mnie taka oczywista. Mam niemiłe wrażenie, że postawiony w sytuacji Zagato mógłbym skończyć dokładnie tak samo, jak i on.

 

Elfen Lied”

 

Wbrew pozorom naga dziewczyna w pierwszych scenach tego anime nie ma w sobie nic podniecającego. Bo trudno się podniecać nagością gdy dookoła chlusta krew, latają odcinane kończyny i głowy ludzkie. Nie wiem jakim perwersem trzeba być, by taki obrazek kogoś podniecał. Nagość dodaje tutaj tylko grozy. Bo jedna naga dziewczyna z maską na twarzy staje naprzeciw oddziałowi komandosów. I komandosi nie mają najmniejszych szans. Zostają starci na proch i wdeptani w ziemię, zanim zdołają pojąć, co się dzieje. To zdecydowanie jest anime dla starszych widzów. Także z powodu dość zawikłanej fabuły.

Co do tej serii łatwo jest się pomylić. Opowieść z pozoru jest płytką jatką. Kouta ze swoją przyjaciółką z lat dziecinnych Yuką znajdują na plaży nagą dziewczynę z dwoma osobliwymi wyrostkami na głowie w kształcie rogów. Dziewczyna nie umie mówić i jedynym wyrazem, jaki mówi jest „nyuu”. Tak też zaczynają ją nazywać, właśnie Nyuu. Wkrótce okazuje się, że z jakiegoś powodu tej dziewczyny poszukuje Policja i służby specjalne. I że władze są skłonne nawet wymordować cywilów stojących na drodze do schwytania Nyuu. Kouta postanawia nic władzom nie mówić o tym, że zbieg jest u niego w domu.

W miarę rozwijania się fabuły dowiadujemy się, kim jest Nyuu. Poznajemy jej drugą, mroczną osobowość, Lucy. Kouta przypomina sobie tragedię, którą szok wymazał z jego pamięci. Przypomina sobie jak Lucy zamordowała na jego oczach jego ojca i małą siostrzyczkę. Poznajemy też szokujące losy samej Lucy oraz bestialskie traktowanie, na jakie były narażone istoty takie jak ona, dicloniusy. Poznajemy specyficzną sytuację dicloniusów w ludzkim społeczeństwie, nastawionym do nich wrogo.

„Elfen Lied” moim zdaniem jest opowieścią o tym, jak zło ukryte w ludzkich sercach tworzy potwory. O nietolerancji, nienawiści i zbrodni. I o tym jak łatwo można by tego wszystkiego uniknąć. Łatwo dicloniusy takie jak Lucy skazać, uznać za potwory z powodu szokujących zbrodni, jakich się dopuszczają. Ale potem przychodzą słowa płaczącej Lucy do Kouty:

 

Ja… zawsze chciałam cię przeprosić. Tylko dlatego przetrwałam… trzymałam się życia. Ty… tak nagle się zjawiłeś na mojej drodze. W całym tym piekle… to było jak piękny sen…

Oraz jej wcześniejsze wyznanie: Ja nie mam prawa cię kochać.

 

Lucy się nie wybiela. Nie udaje świętej. Przeciwnie, ciążą jej strasznie jej zbrodnie. W szczególności to, na co naraziła Koutę.

Wisienką na torcie jest postać Nany. Nana jest dicloniusem, jak Lucy czy Mariko. Ale w odróżnieniu od wymienionych dwóch, Nana była wychowywana przez dyrektora Kuramę, który traktował ją jak rodzoną córkę. Efekt jest oszałamiający. Nana udowadnia, jakiej straszliwej zbrodni dopuścili się ludzie na gatunku dicloniusów. Udowadnia, że mogło być inaczej. Bo ona nie ma skłonności do zbrodni. Nie jest szalejącym potworem. W zasadzie można powiedzieć, że jest normalną nastolatką – z tym wyjątkiem, że dysponuje kilkoma niewidzialnymi ramionami, którymi może przesuwać i przecinać przedmioty.

„Elfen Lied” jest tragiczną historią. Ale nie dicloniusy są w niej prawdziwymi potworami. Prawdziwymi potworami są ludzie z tajemniczej organizacji więżącej w ciemnych, zimnych celach małe dziewczynki.

 

Ghost in the Shell” & „Ghost in the Shell: Stand Alone Complex”

 

Tytuł w sposób oczywisty filozoficzny zostawiłem na koniec. Już same monologi głównej bohaterki, scyborgizowanej w 100% major Motoko Kusanagi, z jej partnerem dają sporo do myślenia.

Ot na przykład dialog z „Ghost in the Shell”:

Motoko Kusanagi: Popatrz na tego robota. Czy jestem do niego podobna?

Batou: Oczywiście, że nie.

Motoko Kusanagi: Nie, nie chodzi o fizyczne podobieństwo.

Batou: Więc o co?

Motoko Kusanagi: Chyba po prostu cyborgi takie jak ja mają tendencje do popadania w paranoję na punkcie naszego pochodzenia. Czasami mi się wydaje, że nie jestem tym, kim mi się wydaje, i że może umarłam dawno temu i ktoś po prostu włożył mój mózg w to ciało. A może w ogóle nie było prawdziwej mnie i jestem całkowicie syntetyczna, jak ten robot.

Batou: Wewnątrz tej tytanowej skorupy masz komórki ludzkiego mózgu. Wszyscy traktują cię jak człowieka więc przestań się dołować.

Motoko Kusanagi: Właśnie o to chodzi, to jedyna rzecz, dzięki której czuję się człowiekiem. To, jak jestem traktowana. Kto wie, co się kryje w naszych głowach? Widziałeś kiedykolwiek własny mózg?

Batou: Brzmi, jakbyś wątpiła we własnego „ducha”.

Motoko Kusanagi: Co jeśli cybermózg może wygenerować „ducha” samoistnie, zyskać duszę sam z siebie? Gdyby tak było, jakie znaczenie by miało bycie człowiekiem lub nie?

Inną ciekawą uwagą jest stwierdzenie jednego z inteligentnych robotów, Tachikom w GitS: SAC: Myślę, że Bóg w świecie analogowym spełnia tę samą rolę co zero w świecie cyfrowym. Uniemożliwia wystąpienie absurdu.

To tylko dwa małe przykłady całkiem ciekawych rozważań w anime pozornie traktującym tylko o akcji. Jeszcze ciekawsze są podejmowane w GitS:SAC kwestie samorzutnego naśladownictwa, nazywanego „emergencją”. Nie wspominając już o upstrzonych cytatami z różnych dzieł dialogach major Motoko Kusanagi z hackerem Człowiekiem Śmiechu (the Laughing Man).

 

Mógłbym ciągnąć takie przykłady w nieskończoność. Podać „Mononoke Hime”, „Appleseed” czy choćby „Akirę”. Ale chyba udowodniłem, że anime to nie tylko płytkie historyjki i że jak się bliżej przyjrzeć to jest nad czym się zastanawiać w niejednym anime.

 

I na koniec kilka sprostowań odnośnie tekstu Małgorzaty Więckowskiej.

 

Kolejny rodzaj to bishonen manga – są to komiksy, których bohaterzy to smukli, długowłosi i zniewieściali chłopcy. Gatunek ten skierowany jest przede wszystkim do dziewcząt w wieku 12 lat, komiksy te przedstawiają historie chłopięcych związków homoseksualnych.

Nie istnieje nic takiego jak bishonen manga. Istnieje co najwyżej shounen-ai i yuri. Ale to po pierwsze gatunki w sumie niszowe, po drugie zaś na pewno nie dla dwunastolatek. Bishounen to schemat postaci, z rzekomą homoseksualnością bohatera nie mający nic wspólnego.

 

Seryjny zabójca pedofil Tsutom Mizyazaki porwał i w brutalny sposób zamordował trzy dziewczynki, a szczątki jednej z nich przesłał rodzicom, używając pseudonimu Yuko Imada – imienia jednej z mangowych bohaterek. Gdy Mizyazaki został zatrzymany, policja znalazła w jego domu prawie 6000 kaset z horrorami, filmami pornograficznymi i dużą liczbę anime w stylu lolikon (nazwa wzięta od Kompleksu Lolity – zboczenia na punkcie małych dziewczynek), jak również wiele mangowych książek i magazynów.

Jeśli to manga i anime są odpowiedzialne za pedofilię, to jakim cudem w USA i Europie jest daleko większy odsetek jej ofiar niż w Japonii?

 

Pornografia kreuje człowieka uzależnionego, podporządkowanego, a na takiego odbiorcę tych treści oczekują producenci sex-biznesu, którzy zabiegają o stałych i pewnych klientów. Materiały z pewną dozą pornografii dla młodszych odbiorców mogą stać się w przyszłości zagrożeniem dla otoczenia.

W anime dla młodszych odbiorców nie ma pornografii. Nazywanie etchi pornografią ma tyle sensu, co nazywanie porno powszechnie w prasie przecież występujących zdjęć kobiet w sugestywnych pozach i ze sporym dekoltem. Zdjęć, dodam, dostępnych każdemu nastolatkowi. Proponuję najpierw zwalczyć 99% „pornografii” w prasie bulwarowej, a jednym procentem w mandze i anime zająć się potem.

Pominę już fakt, że trudno w Polsce znaleźć czternastolatka, który by nie miał na własną rękę kontaktu z porno więc zwalczanie etchi urasta tutaj do rangi kretynizmu. Zamiast zająć się jawnie eksponowanymi w kioskach zachodnimi pismami porno i jawnie leżącymi na półkach płytami dla dorosłych bez problemu dostępnymi każdemu czternastolatkowi walczy się z szokującym faktem, że sailorki miały krótkie spódniczki.

Debilizm.

 

Anime: Dragon Bali, Rycerze zodiaku związane są z gatunkiem „mistycznych wojowników”, którzy trenują wschodnie sztuki walki. Jest to wystarczająca reklama dla tych sportów, tym bardziej że serial oglądają dzieci, które chciałyby kontynuować w życiu codziennym obejrzane w filmie postawy bohaterów. Czy jesteśmy świadomi, że nie zawsze kursy karate mają na celu jedynie rozwój fizyczny? Dodatkowe elementy treningów pobudzają również sferę duchową, aby zachować harmonię między ciałem i duszą.

A na jakiej zasadzie za postępowanie trenerów karate odpowiada Akira Toriyama? To tak, jakby postulować wsadzanie do więzienia za współudział dziennikarzy piszących o sporcie, bo się okazało, że ten czy ów sportowiec dawał w żyłę.

 

W „ Tenku Denki Berserk” ścieżka dźwiękowa idealnie podkreśla jego mroczną fabułę. Refleksjom towarzyszą spokojne, subtelne melodie, zaś bitwom podkreślające powagę sytuacji kompozycje pełne wściekłości i rozgoryczenia… nie brakuje też motywów z muzyki celtyckiej, które pojawiają się nagle, idealnie zlewając się z tłem… cieniem zakrywającym twarz zabójcy, biesiadą, spiskowców opijających morderstwo jednego z podwładnych, zamkiem, w którym razem z ludźmi płoną obłuda i liczne konspiracje…(4/200l, s. 15).

Przez takie łączenie sprzecznych ze sobą poglądów i pojęć wprowadza się dzieci i młodzież, która nie ma jeszcze wykształconego swojego poglądu na postrzeganą rzeczywistość, w synkretyzm.

„Berserk” to seinen, a więc jest skierowany do dorosłych czytelników. Pretensje są kompletnie od czapy, a autorka popisała się kolejny raz żenującym brakiem wiedzy w temacie, o którym pisze.

 

Analizując japońskie filmy i komiksy nasuwa się refleksja, dlaczego zła kultura wypiera dobrą, a przemoc, pornografia i bluźnierstwo przeważają nad autentycznymi wartościami. Obszerna literatura na temat oddziaływania telewizyjnych obrazów przemocy dowodzi, że oglądanie telewizji ma wyraźny wpływ na wzrost agresji u dzieci i młodzieży.

No tak, za wzrost przemocy wśród młodzieży na świecie jest odpowiedzialna manga i anime. A udowadnia to jak tuszę fakt, że najwięcej przemocy nieletnich jest w USA, gdzie królują kreskówki Marvela i DC?

Apeluję do każdego idioty, który by w przyszłości chciał zjechać mangę i anime z użyciem pseudonaukowych bredni, żeby przynajmniej zapoznał się z tematem. Bo czytanie kolejny już raz pierdół o perwersyjności minispódniczki Usagi podczas gdy są one spotykane na każdym kroku od bardzo dawna czy o zgubnym wpływie na dzieci mangi przeznaczonej dla dorosłego czytelnika jest po prostu męczące. I bardzo źle działa na poziom mojej chrześcijańskiej miłości bliźniego wobec autorów takich kłamstw.

O autorze: rip LunarBird CLH

Katolik, socjalchadek, fan mangi i anime oraz doświadczony internauta. Z wykształcenia informatyk. Lubię fantasy i sci-fi. Teksty na tym blogu są udostępnione na licencji CC-BY-SA.