Przez ostatnie 20, 15, 30 lat pracowałeś dokładnie na to: na lepszą pensję, większe mieszkanie i awans. I przychodzi taki zwyczajny, może nawet nie weekendowy, nawet czwartkowy wieczór. Jakiś film się skończył, na stole stoi jakieś pudełko po jedzeniu, może coś słodkiego. Zjadłeś, jakieś chipsy, coś tam wypiłeś. Telefon leży z boku. W mieszkaniu jest cicho. Pojawia się zdanie, którego nikomu byś nie powtórzył, bo zabrzmiałoby jak niewdzięczność. Co dalej? To zdanie potrafi przestraszyć, bo wszystko się miało przecież zgadzać. Człowiek przez lata wchodził po drabinie, szczebel po szczeblu, aż dotarł naprawdę wysoko. Rozgląda się. I dopiero teraz widzi, że nigdy nie sprawdził, przy której ścianie postawił tę własną drabinę. Jest w nas taka dziwna asymetria. Na pytanie “jak?” odpowiadamy coraz sprawniej, bo wiemy jak zrobić więcej, jak dalej spać, jak dalej się rozwijać, jak się relaksować, lepiej robić jakieś danie i tak dalej, i tak dalej. Ale na pytanie “po co?” odpowiadamy coraz gorzej. Czasem w ogóle przestajemy je zadawać, bo boimy się, że nie usłyszymy żadnej odpowiedzi.
◊
Dlaczego nic cię już nie cieszy? Ta pustka nie jest przypadkiem
◊
Więcej: Tomasz Sztreker
Dodaj komentarz