Chcieli demokracji, a mają proces karny

Dzisiejszy tekst pana Józefa Wieczorka pt. “Sygnaliści pod gilotyną” zachęca mnie do przytoczenia mojego tekstu o tym, jak ukarano sygnalistów (pokazano im “miejsce w szeregu”) w pewnej gminie. Sygnalistami nazwałam inicjatywodawców referendum. A więc:

Odwołanie w drodze referendum prezydenta Krakowa ożywiło  publiczną dyskusję na temat procedury referendalnej. Jest ona wymagająca. Inicjatorzy referendum w sprawie odwołania wójta (burmistrza, prezydenta miasta) muszą najpierw powiadomić tegoż wójta (burmistrza, prezydenta miasta) o zamiarze wystąpienia z inicjatywą przeprowadzenia referendum, a następnie, w terminie 60 dni od powiadomienia, muszą przedłożyć do komisarza wyborczego wniosek o organizację referendum popierany co najmniej przez 10 % uprawnionych do głosowania mieszkańców gminy albo powiatu.

Zgodnie z polskim prawem, wójt (burmistrz lub prezydent miasta) nie ma prawa przeszkadzać ani blokować organizacji referendum – zwłaszcza jeśli dotyczy ono jego odwołania. Próby utrudniania tego procesu mogą zostać uznane za przekroczenie uprawnień. Ale to tylko teoria, co ilustruje poniższy przypadek.

Wójt kontra inicjatywa referendalna

W pewnej niewielkiej wiejskiej gminie 4 lata temu został zawiązany komitet referendalny w sprawie odwołania wójta. Inicjatywodawcy gromadzili podpisy pod wnioskiem (zebrali ich około tysiąca) i w tym momencie wkroczył wójt. Gminna urzędniczka działająca z upoważnienia wójta powiadomiła organa ścigania, że podpisy są zbierane „z użyciem podstępu poprzez zatajenie rzeczywistych intencji i powodów zbierania podpisów”. Mieszkańcy mieli nie być informowani, że chodzi o referendum w sprawie odwołania wójta, tylko o protest w innych sprawach (np. jakości wody, hałasu, etc.). Było to całkowicie niewiarygodne, gdyż listy referendalne posiadały nagłówek, w którym  znajdowała się jednoznaczna informacja, że podpisy są zbierane w celu zorganizowania referendum o odwołanie włodarza – wójta. Mimo to „znaleziono” kilka rodzin (głównie mieszkańców bloków socjalnych), którzy po „konsultacjach” z urzędnikami stanowczo twierdziły, że zostali wprowadzeni w błąd, a nagłówka nie widzieli, bo byli zmęczeni lub pijani, etc. Osoby te  nawet skierowały do gminy oświadczenia tej samej treści (i napisane na tym samym komputerze) o tym, że zostały wprowadzone w błąd, a do organizatorów referendum o uchyleniu się od skutków prawnych oświadczenia woli. Wszczęto śledztwo. Przeanalizowano dokumenty i przesłuchano świadków. Sprawa została umorzona. Prokurator nie  dostrzegł żadnego podstępu ze strony organizatorów. Gmina złożyła jednak zażalenie na postanowienie prokuratora, a sąd w lakonicznym, całkowicie niemerytorycznym orzeczeniu uwzględnił zażalenie i nakazał dalej prowadzić postępowanie. W tej sytuacji prokurator się „poddał” i postawił inicjatywodawcom referendum zarzuty. Do sądu wniesiono absurdalny akt oskarżenia „o użyciu podstępu celem nieprawidłowego sporządzenia dokumentów referendalnych”.

Sprawa nadal się w sądzie toczy. Było już ponad 10 rozpraw. Referendum się nie odbyło, gdyż zabrakło 6 podpisów. Akcja ich zbierania została utrudniona przez działania policyjne i urzędnicze. Organizatorom nawet  zrobiono przeszukanie w domu i zabrano kopie list referendalnych. Na tablicach urzędu gminy pojawiały się ogłoszenia, że „podejrzane” osoby wyłudzają od mieszkańców dane osobowe.

Paranoi ciąg dalszy – wójt pokrzywdzonym w sprawie

W postępowaniu sądowym wójt występuje jako oskarżyciel posiłkowy. Oskarżyciel ma uprawnienia do składania wniosków dowodowych, przesłuchiwania świadków i złożenia apelacji od wyroku. Paradoks polega na tym, że oskarżycielem posiłkowym może być tylko osoba pokrzywdzona, a zgodnie z prawem wójt nie może mieć w tym postępowaniu takiego statusu.

Pokrzywdzony, to osoba fizyczna lub prawna, której dobro prawne zostało bezpośrednio naruszone lub zagrożone przez przestępstwo (art. 49 § 1 Kodeksu postępowania karnego). W przypadku przestępstw związanych z procedurą referendalną bezpośrednim dobrem chronionym są prawa uczestników referendum (prawa wyborcze obywateli) oraz rzetelność procesu wyborczego (prawidłowość procedur demokratycznych). Wójt, jako organ wykonawczy gminy, nie jest dysponentem tych dóbr. Interesy  osobiste lub majątkowe wójta związane z faktem, że uruchomiono wobec niego procedurę odwołaniową, nie są chronione w sprawie dotyczącej przestępstw przeciwko listom referendalnym. Wójt cierpi w tej sytuacji jako polityk (naruszony zostaje jego interes faktyczny, gdyż może stracić stanowisko), ale nie ponosi bezpośredniej szkody w rozumieniu prawa karnego. Szkoda ta dotyczy ogółu społeczeństwa oraz procedur wyborczych, i oczywiście miałaby miejsce tylko wtedy, gdyby przestępstwo przeciwko listom referendalnym rzeczywiście zaistniało, co w tej konkretnej sprawie jest „skrajnie wątpliwe”.

W publikacji Zabłockiego „O rozpoznawaniu przedmiotu ochrony prawnokarnej przy przestępstwach przeciwko wyborom i referendum stypizowanych w rozdziale XXXI Kodeksu karnego” [w:] F. Rymarz (red.), „Demokratyczne standardy prawa wyborczego Rzeczypospolitej Polskiej. Teoria i praktyka, Warszawa 2005, s. 395–396” jest zawarte jasne stanowisko: „Przedmiotem ochrony prawnokarnej przy przestępstwach przeciwko wyborom i referendum (uregulowanymi w rozdziale XXXI Kodeksu karnego [Rozdział XXXI. Przestępstwa przeciwko wyborom i referendum]) jest prawidłowy przebieg i ważność demokratycznego procesu wyborczego oraz procedury referendalnej”.

Tymczasem wójt przez „pomyłkę” sądu występuje w opisywanej sprawie jako pokrzywdzony-oskarżyciel posiłkowy. Przystąpił do sprawy w tym charakterze, a sąd to zaakceptował. Skwapliwie korzysta z praw oskarżyciela. Przez swoją pełnomocniczkę (nota bene adwokatkę będącą szefową rady nadzorczej gminnej spółki) przesłuchuje świadków – mieszkańców gminy i składa wnioski dowodowe. Jeśli inicjatywodawcy referendum zostaliby uniewinnieni, zapewne złoży apelację, co przedłuży sprawę i spowoduje wzrost kosztów.

Tak właśnie wygląda demokracja referendalna w praktyce w małej gminie. Na razie czekamy na wyrok sądu w pierwszej instancji nie ujawniając o jaką miejscowość i jaką sprawę chodzi, aby nie wywierać publicznej presji na sąd.

O autorze: Rebeliantka

Bona diagnosis, bona curatio. Bez Boga ani do proga. Zna się na zarządzaniu. Konserwatystka. W wieku średnim, ale bez oznak kryzysu. Nie znosi polityków mamiących ludzi obietnicami bez pokrycia (fumum vendere – dosł.: sprzedających dym).